1: Nareszcie

Mimo tego, że Peeta, Haymitch i ja piszemy książkę, która ma wszystkim przyszłym pokoleniom ukazać wydarzenia, w których braliśmy udział, więc spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, Peeta w ogóle mnie nie zauważa. Nie dotyka. Nie całuje. Dopiero teraz uświadamiam sobie jak bardzo mi tego brakuje i jak bardzo tego potrzebuje. Wiosna zmienia się w lato. Wieczór przed drugą rocznicą dożynek, na których nazwisko mojej siostry zostało wylosowane, kiedy kończymy na dziś pracę nad książka a Peeta wychodzi, Haymitch zostaje, ociąga się z wyjściem. Jego zapasy likieru dotrą tu dopiero za kilka dni, więc jest zupełnie trzeźwy. Cały czas zastanawiam się czemu nie zbiera się do wyjścia, gdy nagle on pyta:

– Kiedy chcesz mu to powiedzieć?

– Co powiedzieć?

-To chyba oczywiste kochanie? Nie, nie jest oczywiste. Denerwuje się o co mu może chodzić. I nagle uświadamiam sobie, że on wie. Moje przypuszczenia się potwierdzają

-Kiedy masz zamiar mu powiedzieć jak bardzo go kochasz? Katniss on tego nie wie, a założę się, że ta wiedza wiele by zmieniła. Bardzo wiele. Po pierwsze ty nie musiałabyś patrzeć na niego tym błagalno- maślanym wzrokiem po drugie zaś, on w końcu przestał by wymyślać sposoby na swoją śmierć.

-Co – krzyczę -o czym ty mówisz?

– Petta był u mnie kiedyś, razem piliśmy, kiedy był już wystarczająco pijany by mówić tylko prawdę przyznał, że jak tylko skończymy z tą książką to on skończy również z sobą. Bo nie ma po co żyć, nie ma dla kogo żyć.

Po tych słowach Haymitch wychodzi.

Wpadam w panikę. Nie wiem co mam robić, nie wiem co mu powiedzieć. Bezwiednie podchodzę do telefonu, wybieram numer, czekam na połączenie.

Gdy słyszę głos w słuchawce nie jestem w stanie nic powiedzieć, tylko płaczę.

– Katniss co się stało, Katniss, Katniss, dziecko

– Mamo potrzebuję Twojej pomocy

– Mam przyjechać

– Nie. Potrzebuję Twojej pomocy tu i teraz. Bo już wiem, że jutro jest ten dzień. Albo jutro albo nigdy.

– Jak mogę Ci pomóc dziecko?

– Mamo pomóż mi wymyślić jak mu powiedzieć, że go kocham, że chcę być z nim i tylko z nim?

– Zabierz go na polowanie

– Mamo – krzyczę – chodzi mi o Peeta nie o Gale

– Ale ja to wiem córeczko, od dawna to wiem. Żeby powiedzieć mu, że go kochasz- co jest oczywiste dla wszystkich tylko nie dla Was- pokaż mu swój świat. Ten świat, do którego dostępu tak szczerzysz. Wpuść go do swojego świata, a reszta pójdzie gładko.

– Mamo to wystarczy, tylko tyle

– Tylko tyle i aż tyle

– Dziękuje

– To ja Ci dziękuje

-Za co

– Pierwszy raz służyłam Ci radą, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy, kocham Cię Katniss

– Ja Ciebie też mamo

Tej nocy nie spałam. Nie mogłam. Musiałam wszystko przygotować. Przed świtem zapukałam do jego drzwi. Otwiera po paru sekundach, jak by w ogóle nie spał. Patrzy na mnie pytającym wzrokiem

– Ubieraj się, zabieram Cię  na wycieczkę

– Dziś

– Tak dziś, teraz.

– Ubiorę się, daj mi 5 minut.

Patrzę jak wchodzi w głąb domu, udaje się schodami na górę, wchodzi do sypialni. Wychodzi po minucie w samej bieliźnie.

– Katniss, a w jak ja mam się właściwie ubrać

– Wygodnie

Wraca do sypialni. Nagle słyszę jego głos. Wyrywa mnie z zamyślenia. Wciąż mam przed oczami jego prawie nagie ciało, w delikatnym świetle panującym w korytarzu jest tak pociągający.

– Wiesz jaki dziś jest dzień

Przez chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią. Doskonale wiem jaki dziś dzień, a raczej jaki dzień był dokładnie 2 lata temu.

– Wiem, 2 lata temu poznaliśmy Effie

Wraca, ubrany dokładnie tak jak go prosiłam, z uśmiechem na twarzy. Podaje mu jeden z dwóch przygotowanych na tą okazje plecaków

– Idziemy- pytam

-Tak – odpowiada

Idziemy w stronę płotu, oddzielającego dystrykt od lasu. Słońce powoli wstaje. Nagle Peeta pyta

– Katnis czy ty masz łuk?

– Nawet dwa, mam zamiar nauczyć Cię strzelać

– A gdzie my właściwie idziemy

– Do lasu, zapolować

Zatrzymuje się gwałtownie. Patrzy na mnie a w jego oczach maluje się zdumienie

– Co proszę?

Wtedy nagle zdaje sobie sprawę, że mama może się mylić, że on może nie chce iść ze mną. Nie chce być ze mną!

– A co nie chcesz- pytam a w moim głosie słychać coś na kształt strachu

– Powiedz tylko kiedy mam zdjąć buty- w jego oczach i głosie gości radość

Przechodzimy pod płotem i udajemy się w kierunku jeziora. Siadamy na jego brzegu. Jego obecność       w tym miejscu tak bardzo kojarzącym mi się z ojcem w ogóle mi nie przeszkadza. Jestem nawet pewna, że tata cieszyłby się, że to on jest tu ze mną. Wyciągam kanapki i termos z plecaka i wskazuję palcem na jego plecak. Jemy w ciszy. Przez moją głowę przelatuje milion myśli. Co robić? Co robić?

– Dlaczego mnie tu przyprowadziłaś – przerywa milczenie

– Powiedziałeś mi kiedyś, że nic o mnie nie wiesz. Chciałam Ci pokazać mój świat i liczę na to, że ty pokarzesz mi swój. Zgadzasz się?

– Jasne kiedy tylko zechcesz

Dzień mija nam na spacerze po lesie. Upolowałam zająca, nazbieraliśmy ziół. Prosi o pierwszą lekcję łucznictwa następnym razem. Przystaję na jego propozycję. Przez cały dzień prawie ze sobą nie rozmawiamy, tylko chodzimy. Ani razu też mnie nie dotknął. Moje myśli zaś krążą cały czas wokół jego silnych ramion. Kiedy dopada mnie zmęczenie pytam

– Wracamy?

– Tak. I po powrocie zapraszam do mnie. Upieczemy ciasto. Pokaże Ci mój świat, a poza tym jestem bardzo głodny

– Ja też – przyznaje

Kiedy wchodzimy do wioski zwycięzców mówię

– Idę do siebie, wezmę prysznic, przebiorę się i zaraz wracam

– Nie- oponuje- mam w domu prysznic i coś do ubrania też się znajdzie, nie traćmy czasu

– Masz w domu damskie ubrania?

– Zobaczysz

Po wzięciu prysznica zakładam koszulę Peety, którą mi pożyczył. Podwijam rękawy do łokci. Ale dziwnie się czuję, koszula sięga mi raptem do połowy uda. Nie lubię być prawie naga. Ale szybko zmieniam zdanie. Gdy wchodzę do kuchni Peeta omiata mnie spojrzeniem od stóp do głowy i się uśmiecha, długość koszuli mi już nie przeszkadza. Może nawet jest moim atutem. Na stole przygotowane są już wszystkie składniki, które teraz Peeta odmierza z dokładnością. Ja cały czas patrzę co robi, nawet jak już zagniata ciasto. W pewnym momencie odwraca się do mnie jak by sobie o mnie przypomniał

– Chcesz spróbować

– Nie umiem

– To Cię nauczę

Podchodzę do niego. Muszę go wyminąć przy stole na którym wyrabiane jest ciasto, delikatnie się         o niego ocieram. Dreszcz przechodzi przez moje ciało. Zaczynam gnieść ciasto tak jak on to robił,             ale w ogóle mi to nie wychodzi. Nagle czuje jego dłonie na moich. Przeszywa mnie kolejny dreszcz.

– Pokaże Ci jak należy to robić

– Kiepska ze mnie kucharka

Naprawdę kiepska, zwłaszcza teraz. Nie umiem się już na niczym skupić. Czuje tylko ciepło jego dłoni. Nagle szepcze mi do ucha:

– Gdzie jesteś Katniss?

– Co? Odpowiadam bo nie rozumiem jego pytania

–  Pytam gdzie jesteś, bo widzę, że Twoje myśli są gdzieś daleko, o czym myślisz dziewczyno igrająca     z ogniem?

– Niedaleko

– Co?- tym razem on nie rozumie

– Moje myśli są bardzo blisko

– W drugim dystrykcie

– Nie chce wiedzieć gdzie jestem to Ci powiem- odwracam się gwałtownie i patrzę mu w oczy by zobaczyć dokładną reakcję na każde moje słowo- Jestem niedaleko a dokładnie w tym domu, w tej kuchni, w Twoich ramionach a myślę teraz tylko o Twoich ustach całujących moje.

Nagle widzę błysk w jego oczach, nachyla się i całuje mnie delikatnie w sam czubek nosa. Ale ja już rozumiem o co mu chodzi. Chce bym to ja wykonała pierwszy krok. Więc opierając się na jego strategii staje na palcach i całuje go w policzek. Drgnął, widać nie tego się spodziewał. Przesuwał głowę               w kierunku jego ucha i najciszej jak potrafię mówię

– Kocham Cię

Jego reakcja trochę mnie przestraszyła. Łapie mnie za brodę patrzy mi głęboko w oczy i żąda

–  Powtórz to

Uśmiecham się i szepczę

– Kocham Cię

Głośniej

– Kocham Cię, kocham, Kocham Cię Peeto Mellark- ostatnie słowa wykrzykuję

Wydaje mi się, że nie może w to uwierzyć, ale chyba postanawia mnie sprawdzić. Nachyla się i mnie całuje. Moje ciało krzyczy- Nareszcie- i w pełni oddaję się jego ustom. Nagle przerywa

– Jesteś głodna- pyta patrząc mi głęboko w oczy

– Tak i to bardzo. Jestem głodna Ciebie

Nachyla się. Bierze mnie na ręce. Zanosi do salonu na kanapę. Kładzie delikatnie. Sam również się kładzie i zaczyna mnie całować. Gdy się od siebie odrywamy jest już całkiem ciemno. Musiało minąć wiele czasu.

– Co z tym ciastem- pytam

– Chodź, bierze mnie za rękę i prowadzi do kuchni. Tam idzie nam już znacznie lepiej i gdy ciasto jest już w piecu a my próbujemy posprzątać wszechobecny bałagan rozlega się pukanie do drzwi. Peeta idzie otworzyć i już po chwili stoi w drzwiach kuchni razem z Haymitch. Patrzy na kuchnie

– Co jedliście- pyta

– Coś pysznego- odpowiada Peeta- ale Tobie by nie smakowało.

– Przekonajmy się- mówi Haymitch- dajcie mi spróbować, co to takiego

–  Usta Katniss – odpowiada jak by nigdy nic Peeta

Haymitch patrzy na mnie, na Peete. Jak by dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co tu się dzieje. Wszędzie pełno mąki, przygaszone światła, a pośrodku tego my. Wybucha śmiechem i zaczyna bić brawo krzycząc przy tym – Nareszcie.

– Zjesz z nami- pytam

– A nie będę przeszkadzał

– Nie, jesteśmy głodni

Po zjedzeniu całego placka i wypiciu herbaty, Haymitch marszczy brwi i mówi

– Kochani musicie odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie, a mianowicie

– A mianowicie- przerywa mu Peeta i zwraca się do mnie- gdzie dziś śpimy u mnie czy u Ciebie?

Wszyscy wybuchamy śmiechem

3 myśli na temat “1: Nareszcie

  1. Co ja mogę powiedzieć?
    CUDOWNE!
    Już dawno szukałam takiego bloga i nareszcie znalazłam. Fajny pomysł, idealne wykonanie i ,co najważniejsze, jest humor. Jedyne co mnie gryzie po oczach, to brak znaków zapytania, bo brak przecinków to nic, sama mam problem ze wstawianiem ich. Trzymam kciuki za to opowiadanie i życzę weny.

  2. Zaczynam czytać twojego bloga drugi raz i nie mam pojęcia o co chodzi z tymi butami Peety oswieci mnie ktoś ::)?

  3. Wariatka, to nawiązanie do Igrzysk – gdy Katniss znalazła Peetę, gdy wychodzą z jaskini (po zaleczeniu rany Peety), idą lasem. Kat uważa, że Peeta idzie bardzo głośno i w pewnym momencie ściągają buty (ona też, dla pozoru, żeby się całkiem źle nie czuł), żeby ciszej iść 🙂

Komentarze są zamknięte.