10: Krzyki o poranku

Tym razem krótko, wątek poboczny. Jutro obiecuję wstawić jeszcze jedną długą notkę.

—–

Peeta gasi światło i otwiera okno. Idzie w stronę łóżka na, na którym ja zdążyłam się już wygodnie rozłożyć. Zatrzymuje się jednak

– Pójdę jeszcze tylko na chwilę do toalety, poczekaj tu na mnie, nigdzie nie odchodź, mamy rozmowę do dokończenia

– Nie gadaj tyle tylko się pospiesz- odpowiadam mu z uśmiechem

Otwieram oczy i zastanawiam się po co Peeta zapalił światło. I odpowiedź przychodzi sama. To nie światło, to słońce wdziera się przez okna do naszej sypialni. Peeta śpi obok. Musiałam wczoraj zasnąć. Ciekawe czy to ja byłam taka zmęczona czy raczej Peeta tak długo nie wracał. Muszę go o to zapytać. Przybliżam się do jego ust

– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Krzyk dobiega z dołu. Wyskakuję z łóżka. Biegnę najszybciej jak mogę na dół. Coś w tym krzyku było tak przerażającego, że wiem, że nie mogę czekać. Słyszę za sobą równie szybkie kroki Peety. Rozpoznaję, od razu, że to on. Wbiegam do salonu. Peeta przybiega dokładnie dwie sekundy za mną. To zaskakujące jak szybko zajęło mu obudzenie się. To jest chyba jedyna dobra nauka z areny. Potrafimy instynktownie reagować na zagrożenie.

W salonie Peeter siedzi na łóżku. I przeraźliwie wrzeszczy. Nagle nas zauważa. Milknie. Ale tylko na chwilę

– AAAAAAAAA, morderczyni, AAAAAAAAAAA, Ty nie żyjesz, AAAAAAAAAAAA RATUNKU

– Peeter- bardzo spokojnym głosem mówi do Niego Peeta zbliżając się bardzo powoli, Peeter to ja

– NIE, NIE, TY NIE ŻYJESZ, JESTEŚ DUCHEM, ONA CIĘ ZABIŁA, ZOSTAWCIE MNIE, ZOSTAWCIE JA NIE CHCĘ UMIERAĆ

Peeta się cofa. Podchodzi do mnie.

– Masz jakiś pomysł- nim mam czas odpowiedzieć do salonu wchodzi Patrick

– Peeter, zamknij się do cholery

Peeter milknie. Ale jego usta wciąż bezgłośnie powtarzają

– On nie żyje, on nie żyje

Patrick odwraca się w naszą stronę i bardzo cicho mówi

– Jak w domu, tak jak z mrówkami z pod łóżka

– Rozumiem -uśmiecha się Peeta i widząc moją zaskoczoną twarz dodaje- opowiem Ci to całkiem dobra historia

Patrick podchodzi do Peetera i zaczyna mówić

– Peeter ile duchów w życiu widziałeś

– Jego- odpowiada wskazując palcem na Peetę

– A poza nim

– Ją

– Patrick to nie ma sensu – mówi Peeta i jednym szybkim susem doskakuje do Peetera i łapie go za rękę

– Czujesz to?

Peeter kiwa głową.

– A powinieneś?- co pisali w tych Twoich książkach, powinieneś czy nie

– Nie- odpowiada bardzo cichym głosem

– Czyli jestem duchem czy nie jestem

– Jesteś, ona Cię zabiła

Wybucham śmiechem. Komizm tej sytuacji jednak mnie przeraża. Peeta chodzi w kółko po salonie z rękami na głowie powtarzając, mam braci idiotów, no normalnie idiotów. Patrick próbuje zdusić uśmiech.Widać jego też bawi ta sytuacja.

I nagle to do mnie dochodzi. Przecież Peeter przez parę dni był nieprzytomny. I nagle budzi się w obcym domu, w obcym łóżku. I kiedy wzywa pomocy w jedyny możliwy sposób przy jego chorej nodze, na ratunek przybiega mu zmarły brat i jego morderczyni. Tylko czemu on myśli, że to ja go zabiłam?

– Peeter, przysiadam na łóżku koło niego. Ze strachem wymalowanym na twarzy prawie zapada się w kanapę. Peeter, zraniłeś się w nogę pamiętasz

– Tak- jego głos nadal jest bardzo przerażony

– I straciłeś przytomność, bo wdało się zakażenie i dostałeś wysokiej gorączki.  Wtedy przenieśliśmy Cię tutaj. To dom Peety. A dokładnie jego salon. Są tutaj też Twoi rodzice. A Peeta żyje, nie zabiłam go. Nigdy nie przeszło mi to nawet przez myśl.

– Ale ten strażnik powiedział, że Peeta nie żyje. I, że my też umarliśmy- jego wypowiedz bardzo mi pomaga, i Peeta też to wie, bo siada koło mnie i zaczyna do niego mówić

– Czyli Ty też nie żyjesz?

– Nie, ja żyje, przecież tu siedzę- mówi już pewniejszym, ale nadal bardzo cichym głosem

– Ja też- odpowiada mu z uśmiechem Peeta

To wredne, ale wydaje mi się, że jemu myślenie sprawia ból. Mam nadzieję, że to skutek leków. W końcu odpowiada

– Czyli ty żyjesz?

Peeta spogląda na mnie tak, jak by zupełnie ta sama myśl co mnie chodziła mu po głowie. Zastanawia się co mu odpowiedzieć. Ale na szczęście ktoś robi to za mnie. Ktoś robi to za nas

– Synu. Ty żyjesz. Peeta żyje. Wszyscy żyjemy. Rozumiesz co do Ciebie mówię?- głos matki Peety jest bardzo stanowczy. I poirytowany

– Tak mamo rozumiem.

– Nareszcie- wyrywa się Patrickowi

– Ale nie rozumiem- jęk zawodu wydobywa się z naszych gardeł- dlaczego ona jest tak ubrana?

Wszystkie oczy zwracają się w moja stronę. Tak jestem w tylko w koszuli nocnej. Bardzo kusej  koszuli nocnej. Kupowano ją z myślą o oczach Peety. A nie o oczach całej jego rodziny. Czuję, że moja twarz przybrała kolor purpury. Nie wiem co mam z sobą zrobić. Gdzie się schować. Ale na szczęście mam Peetę. On zawsze potrafi mnie uratować. Nawet z tak krępującej sytuacji. Dlatego też podrywa się z kanapy, łapie mnie za rękę i zasłania własnym ciałem przed oczami swojej rodziny.

– Bo widzisz Peeter, Katniss i mnie i pewnie też resztę naszej rodziny obudził Twój krzyk. Nie wiedzieliśmy co się stało, chcieliśmy Ci pomóc. No i przez zapomnieliśmy się ubrać. Jako jedyni jak widzę ( faktycznie cała rodzina Peety jest w pełni ubrana), ale nie przejmuj się zaraz to naprawimy. Po czym zwraca się do mnie

– Na górę, biegiem- łapie mnie za rękę i śmiejąc się do rozpuku biegniemy do naszej sypialni.

Schodzimy na dół już w pełni ubrani. Ja nawet za bardzo. Bo pogoda na dziś zapowiada się piękna, ale ja na wszelki wypadek założyłam długie spodnie i bluzkę z długim rękawem.

– Oj Katniss, nie będzie Ci za gorąco- pyta na mój widok Pani Mellark. Nie mam czasu na odpowiedz, bo Peeta robi to za mnie

– Dobrze wygląda mamo. Już chyba wystarczająco dużo widzieliście.

Patrick siedzi na krześle w kuchni płacząc ze śmiechu. Pan Mellark też wygląda na dobrze rozbawionego.

– Co jest- zwraca się do Patricka Peeta

Salwa śmiechu zamiast odpowiedzi spotyka się z dezaprobatą Pani Mellark. Za karę chyba Patrick obrywa od matki szmatą po głowie. Dziwne ale ten gest nie była agresywny. Raczej taki delikatny sposób skarcenia. Nawet zabawny. Odpowiada nam Pan Mellark

– Uznaliśmy, że Wy najlepiej odpowiecie Peeterowi na pytanie, które zadał po Waszym wyjściu.

Patrick wyje ze śmiechu. Państwo Mellark też zaczynają się głośno śmiać. Z salonu dochodzi nas głos

– To wcale nie jest śmieszne. Ja chcę wiedzieć.

Peeta bierze mnie za rękę i ciągnie do salonu. Patrick podrywa się z krzesła i staje w jego progu. Na nasze pytające spojrzenia odpowiada tylko

– Nie mogę tego przegapić- mówi ocierając łzy śmiechu z twarzy

– O co chodzi Peeter, co mamy Ci wyjaśnić

– Co Ona tutaj robi. To Twój dom.

– Mój a raczej nasz

– Zabrali Jej jej dom i Ty pozwoliłeś jej tu zamieszkać

Patrick znowu wyje ze śmiechu.

– Nie. Nie zabrali Katniss jej domu. Po prostu mieszkamy razem.

– A czemu?

– A czemu nie?

– Bo to dziwne. I jeszcze ona biega po Twoim domu taka porozbierana. Nie przeszkadza Ci to- ostatnie zdanie wypowiada szeptem

– Nie przeszkadza mi to. I wiesz zdradzę Ci tajemnicę, chcesz?

– Nooooo- jego wyraz twarzy przypomina mi małe dziecko. Takie najwyżej pięcio- sześcio letnie.

– Lubie jak Katniss, wygląda tak jak dziś rano. Dostała tą piżamę ode mnie.

– Ale po co, nie ma swojej piżamy?

Peeta, przez cały czas mówi do Peetera tak jak by sposób jego mówienia i bycia były zupełnie normalne. Przez myśl przechodzi mi, że może on jest taki na co dzień. Patrzę na nich jak rozmawiają, szukam odpowiedzi ale Peeta jest tak zajęty rozmową z bratem, że mnie nie zauważa. Patrzę na Patricka. Nagle poważnieje. I skinieniem głowy daje mi do zrozumienia, że mam rację. A przynajmniej tak mi się wydaje.

– No widzisz Peeter, nie mam swoich piżam.

– No to dobrze, że Peeta Ci ją kupił. Ale jestem głodny.

– No dobrze, już sobie wszytko wyjaśniliście? To do śniadania- woła z kuchni Pani Mellark.

– Ja chcę jeść z Wami- mówi płaczliwym głosem Peeter

– Ale synku, tam nie ma gdzie usiąść. Będzie Ci nie wygodnie.

– Lubisz się huśtać?- pytam go

– Noooooo

– To może przyniosę Ci z Peetą taki specjalny bujany fotel i będziesz mógł jeść z nami. Co Ty na to

– Noooooooooooo

Kiedy jesteśmy w moim starym domu Peeta, od razu zaczyna opowiadać. Taki się urodził. To dorosły facet, ma 21 lat a zachowuje się jak pięciolatek.

– Musiało być Wam bardzo ciężko

– Przyzwyczailiśmy się. Czasami tak jak dziś bywa śmiesznie. Ale czasami jest strasznie.

– Nie słyszałam o tym, że on jest taki

– Matka nie chciała się tym chwalić. Nie chciała wystawiać go na pośmiewisko.

– Jakie pośmiewisko. Przecież to nie jego wina,że jest , że taki jest

– Ja wiem, że to nie jego wina, że jest chory. I cieszę się, że Ty też to rozumiesz

– Wezmę jeszcze pierścionek dla Patricka

Poczekaj. Podchodzi do mnie. Przytula się. I mówi wprost do mojego ucha.

– Byłaś wczoraj bardzo zmęczona. Jak wróciłem tak smacznie spałaś.

– Właśnie rano, zanim Peeter zaczął krzyczeć zastanawiałam się nad tym czy byłam tak bardzo zmęczona, czy Ciebie tak długo nie było

– Dokończymy kiedyś naszą wczorajszą rozmowę

– Na to liczę

Zaczyna mnie całować. Odpływam w jego ramionach.

Od progu wita nas radosne pokrzykiwanie.

– Będę się huśtał, będę się huśtał

– No jasne, że będziesz, zobacz co dla Ciebie mamy-mówię do Peetera, kiedy Peeta ustawia bujany fotel przy stole

– Dla Ciebie też coś mam- mówię z uśmiechem do Patricka, kładąc przed nim pudełeczko z pierścionkiem

– Katniss masz coś dla mnie i dla Patricka a co masz dla Peety

– Ona nie musi mi nic dawać Peeter

– Musi- krzyżuje ręce na piersiach- wszyscy musimy coś dostać- tak mówi mama

– No ale ja dla niego nic nie mam

– Ale musisz mu coś dać, bo będzie mu przykro- mówi już płaczliwym głosem

– Peeter, a mogę sam sobie wziąć prezent od Katniss

– Mhm, możesz

Peeta podchodzi do mnie i całuje mnie w usta.

– Mówiłem Ci już dzisiaj, że Cię kocham

– Dzisiaj jeszcze nie

– Kocham Cię – wypowiadamy jednocześni

– Fujjjjjjjjj- mamo oni się całują

– Widzę

– Powiedz im, że nie wolno, tylko dorośli mogą

– Peeter, oni są dorośli. I wiesz co kiedyś będą małżeństwem jak ja i tata. Więc mogą się całować

– A jak będą już tym małżeństwem, to Katniss kim dla mnie będzie- pyta Peeter, którego Peeta przenosi na rękach do stołu

– Siostrą, można powiedzieć, że będę Twoją siostrą- odpowiadam mu

– Aha, mogę naleśnika

I kontynuuje wypowiedź z buzią pełną jedzenia.

– Będziesz tu dzisiaj spała

– Będę

– To ja będę spał z Tobą

– Nie będziesz- mówi Peeta stanowczo- bo Katniss będzie spała ze mną

– Super, zawsze lubiłem spać z Tobą. Będę od dziś spał z Wami, czemu nie jecie mama zrobiła pyszne naleśniki- kończy gryząc kolejny kęs

3 myśli na temat “10: Krzyki o poranku

  1. Super, super, super !! Kocham twojego bloga !! Jesteś genialna ! Mam wielką nadzieję, że masz jeszcze duuuuuuuuuuuuuuużo rozdziałów <33 Jestem uzależniona od tego opowiadania ! :**** <333

  2. Znakomite, nie mogę się doczekać najbardziej dokończeniach ich ,,rozmowy”! 😀 Świetnie, masz talent!

Komentarze są zamknięte.