101: Stare porządki

Witajcie.

Kochani zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka w piątek.

Pozdrawiamy A. & A. 

 

– Zamieszki we wszystkich dystryktach – słyszymy głos z krótkofalówki przypiętej do paska jednego z mężczyzn.
– Co się dzieje? – głos Peety jest pełen niepokoju. Ja czuję jak drżą mi kolana, przed oczami mam cały czas płonącą Wioskę. Podejrzewam, że i głos trząsłby mi się równie bardzo jak ciało.
– Paru ludzi w Kapitolu postanowiło zaprowadzić stare porządki – odpowiada krótko zamaskowany mężczyzna i przechodzi do kabiny pilota, kończąc rozmowę.

Spoglądamy na siebie przerażeni. Te słowa były zwykłym stwierdzeniem – zapewne nie miały nas uspokoić, ale i nie denerwować bardziej. Jednak brak informacji sprawia, że czujemy się jeszcze gorzej – nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Haymitch siedzi nieruchomo, jak wbity w fotel, Annie cicho płacze. Nathaniel spał, kiedy nas zabierali i choć obie wiemy, że jest bezpieczny pod opieką mojej mamy i rodziców Peety,  to trudno mi się dziwić jej reakcji i serce ściska mi się z żalu. Johanna z kolei patrzy tępo w dal – na jej twarzy cały czas maluje się ten sam lęk, który zobaczyłam, gdy Paul padał nieprzytomny na ziemię. Peeta delikatnie ściska moją dłoń – nie mamy pojęcia co oznaczają „stare porządki” – może powrót na arenę? Może znów ktoś chce wymordować wszystkich Zwycięzców? 

Lądujemy na tyłach Pałacu Prezydenckiego. Mężczyźni, którzy siłą wprowadzili nas do poduszkowca, tym razem chowają broń. Zwartą grupą udajemy się do budynku. 
– Nareszcie! – rozpoznaję od razu jego głos. – Nie było problemów?
– Nie, panie dowódco – odpowiada jeden z mężczyzn. – Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Na pokładzie znaleźli się wszyscy Zwycięzcy obecni w Dystrykcie Dwunastym.
Gale przygląda się uważnie naszej grupie. W ciągu kilku sekund jego twarz przybiera kolor purpury, a nozdrza niebezpiecznie się rozchylają.
– Gdzie jest reszta? – jego ryk postawił pewnie na nogi wszystkich w Pałacu.
– Zgodnie z rozkazem, panie dowódco – odpowiada spokojnie mężczyzna, który w domu rodziców Peety mierzył do nas z broni.
– Pytam się ciebie, Hoult – Gale aż się trzęsie z wściekłości – gdzie jest reszta?
– Rozkaz brzmiał – przywieźć do Kapitolu Zwycięzców. Został wykonany – odpowiada butnie wywołany z nazwiska Hoult.
– Rozkaz brzmiał – przywieźć do Kapitolu Zwycięzców i ich bliskich. Gdzie są ich rodziny? – Gale cedzi każde słowo przez zaciśnięte zęby.
– Zostali w Dwunastce. Ja dostałem rozkaz przywiezienia Zwycięzców. Za wszelką cenę – odpowiada dobitnie Hoult. Przez myśl przebiega mi to samo, co widzę na twarzy Johanny – gdyby Paul, albo Shen zdążyli zareagować, mogłoby się nie skończyć na paralizatorze…
Sekundę później żołnierz leży na ziemi – Haymitch mimo swojego wieku, nadal ma bardzo silny cios. Ku mojemu zaskoczeniu Peeta celuje do leżącego z pistoletu, nie wiem jakim cudem udało mu się tak szybko obezwładnić jednego ze stojących obok mężczyzn.
– Co się dzieje, o co w tym wszystkim chodzi? – pytam przyjaciela, zaskoczona tym, co się dzieje.
– Kilku byłych sponsorów postanowiło przekupić parę osób. W dystryktach wznieca się bunt przeciw Paylor, wam, ogólnie całej sytuacji politycznej i gospodarczej. Chciałem żebyście byli bezpieczni – wyrzuca z prędkością karabinu maszynowego nadal wściekły Gale – ale ktoś zmanipulował mój rozkaz skracając go – wypuszcza powoli powietrze mrużąc oczy.  – I mam ochotę pociągnąć kogoś, kto jeszcze rano ze mną rozmawiał, do odpowiedzialności – patrzy na Houlta.
– Czyli – Peeta przeładowuje broń – ci wszyscy ludzie, którzy byli dziś z nami, powinni być tutaj?
Z pistoletem nadal wycelowanym w leżącego żołnierza, Peeta przenosi spojrzenie na Gale’a. 
– Tak.
– Wracamy po nich. Potrzebujemy tylko kilku rzeczy – Haymitch natychmiast podejmuje decyzję. Jedyną słuszną w odbiorze nas wszystkich.
– Jasne – Gale kiwa głową. – Dam wam mundury, broń jest w poduszkowcu. I lecę z wami. Sytuacja w dystryktach zmienia się z minuty na minutę.
– Pospieszmy się – ciarki przechodzą mi po plecach na samą myśl o pożarach i zamieszkach. Aż za dobrze pamiętam rewolucję. I ułamki sekund decydujące o życiu lub śmierci…
– Ty zostajesz tutaj – Peeta mówi to takim tonem, że niemal wydaje mi rozkaz i nie czekając na moją reakcję wybiega z Haymitchem i Gale’em z budynku.
– Jeszcze ja! – rozpacz, złość i przerażenie grają w głosie Johanny. Dochodzi do mnie jak bardzo kocha Paula. I rozumiem ją doskonale, identycznie zachowywałam się w Trzynastce. Chcę też lecieć z nimi, ale uścisk ręki Annie mnie powstrzymuje.
– Peeta ma rację, pozwól im – mówi, ledwie powstrzymując łzy. – Ty jesteś rozpoznawalna, możesz… przez ciebie oni mogą… – nie chce powiedzieć na głos tego, co myśli, ale wiem o co jej chodzi. I choć to boli – niestety ma rację. Skoro ktoś posunął się do spalenia Wioski, to nie wiem co tej samej osobie, czy całej grupie, może przyjść do głowy, gdy zorientują się, że wróciłam do Dwunastki. I nie chodzi tu nawet o moje bezpieczeństwo, a raczej o nich… O Nathaniela, Josha, Effie, moją mamę, rodziców i rodzeństwo Peety. O tych którzy zostali w Dwunastce, bo jakiś idiota źle zinterpretował rozkaz, albo – co gorsze – zrobił to specjalnie. 

W czasie gdy Peeta, Haymitch, Johanna i Gale polecieli do Dwunastki, Paylor nakreśla nam sytuację w dystryktach. Bunt wzbierał na sile od dłuższego czasu – byli sponsorzy, tęskniący za starymi porządkami, za swoją władzą – może nawet rozrywkami – postanowili obalić nowy system. Krytyka Paylor od dawna była na porządku dziennym. Do tego doszedł bunt przeciw nam, Zwycięzcom. Wskazywano, że Panem nadal nam płaci, a my, poza comiesięcznymi spotkaniami w Kapitolu, (na których i tak zdarza się nam nie zjawiać), nie robimy nic więcej. Opływamy w luksusy, gdy inni nadal głodują. Zajęta swoim życiem, rozpaczą po śmierci Prim, związkiem z Peetą i wszystkim, co wokół się działo, nie miałam już czasu, lub może chęci, by nieść pomoc innym. Nie wiedziałam o wielu rzeczach – o podniesieniu podatków, a także wieku, do którego ludzie mają obowiązek pracować, przy równoczesnym utrzymaniu tego, od którego mają pracę zacząć. Nie miałam pojęcia o zmniejszeniu racji żywieniowych, zwiększeniu transportów do Kapitolu. Słucham i mam poczucie, że nie rozumiem połowy rzeczy, o których mówi nam Paylor. Nic dziwnego, że Kosogłos i jego rewolucja przestały być popularne, a stały się symbolem kolejnego ucisku…
– I ty na to wszystko pozwoliłaś? – patrzę na nią zaskoczona. Wcale nie dziwi mnie reakcja dystryktów, postąpiłabym identycznie.
– Tak – odpowiada mi z ironicznym uśmiechem. – Nic nie wiesz, nie miałam wyjścia, ludzie tutaj, w Kapitolu, wiele potrafią. I czasami bywają przekonujący.
– Ale – cedzę słowa zimnym jak lód tonem – wydawało mi się, że jesteś prezydentem całego Panem, a nie tylko Kapitolu.
– Za głupia jesteś, by to zrozumieć – odpowiada kąśliwie Paylor.
– Ja też? – po raz pierwszy od naszego przyjazdu tutaj, zauważam Beetee’ego. Nie było go na ślubie, co nawet mnie zastanowiło, ale teraz nie czas, ani miejsce na to, by go wypytywać.
– No, może ty nie – ironiczny uśmiech nie znika z ust Paylor. – Co tu właściwie robisz, miałeś chyba kontrolować sytuację?
– Miałem – odpowiada Beetee, zbliżając się do Annie, która stoi ze spuszczoną głową i biorąc ją delikatnie za rękę, jakby chciał jej dodać otuchy. – Ale uznałem, że może pora, by dziewczynki zobaczyły, do czego doprowadziła twoja głupota – dawno nie słyszałam takiego Beetee’ego. Słyszę, że jest wściekły.
– O czym mówisz? – patrzę na niego uważnie.
– Chodźcie ze mną, pokażę wam – opuszcza gabinet Paylor, a my wychodzimy za nim.

Czuję się jakbym cofnęła się w czasie. Głodne dzieci, ludzie wykończeni niewolniczą pracą i coraz grubsi mieszkańcy Kapitolu. Przemoc w dystryktach i głosy mówiące, że Kosogłos ich zawiódł, że Katniss Everdeen woli siedzieć w Dwunastce i najadać się do syta, bądź spędzać wakacje nad morzem, a nie myśli już o tych, którzy walczyli z nią ramię w ramię. O tych, którzy ryzykowali i oddawali za jej sprawę życie. Patrzę przerażona w ekran, na którym Beetee śledzi rozwój wydarzeń w poszczególnych dystryktach. Dociera do mnie, że to m.in. moje odcięcie się od polityki i od Kapitolu doprowadziło do tych rozruchów. Ci ludzie na mnie liczyli, a ja oddałam ich w ręce Paylor. Nie zastanawiając się nad jej motywami, ani nie sprawdzając posunięć. Nie słuchałam Peety, Annie, ani Paula, gdy sugerowali, że powinnam zjawiać się na Radach…

– Są – ciche westchnięcie Annie wyrywa mnie z zamyślenia. Na jednym z ekranów widzę lądujący poduszkowiec, z którego wysiadają Peeta, Gale i Haymitch. Po chwili za nimi pojawia się Johanna, która zaraz po opuszczeniu poduszkowca, klęka na ziemi i chowa twarz w dłonie. Widzę jak szloch targa jej ciałem, a przeraźliwy krzyk Annie tylko potwierdza moje najgorsze przypuszczenia – z poduszkowca nie wysiada już nikt inny. Patrzę na nią, łkającą w ramionach Beetee’ego, a na monitorze widzę rozpacz Johanny i wściekłość Haymitcha.
– Idź do niej – cichy szept przywołuje mnie do rzeczywistości. – Ja się zajmę Annie, a Johanna potrzebuje ciebie.
Po policzkach płyną mi ciurkiem łzy, a pamięć podsuwa kolejne obrazy – widzę ich roześmiane twarze, wszystkich razem i każdego z osobna… Aż tchu mi brakuje, ledwie mogę iść – czy oni żyją? Czy nic im nie jest? Docieram do Johanny, padam na żwirek, który wysypany jest na placu przez Pałacem i obejmuję ją delikatnie ramieniem. Kiedy podnosi na mnie wzrok, w jej napuchniętych i czerwonych od płaczu oczach widzę rozpacz graniczącą z szaleństwem.
– Powiedz mi – czy on żyje? – łka cicho wtulona we mnie. Chcę powiedzieć, że tak. Ale nie przechodzi mi to przez gardło. Johanna zawsze mówiła mi prawdę, bez względu na to jak bardzo bolesną, czy tragiczną. Dlatego nie umiem inaczej, odpowiadam:
– Nie wiem. Ale wiem, że Paul jest doskonale wyszkolony i silny, na pewno sobie poradzi.

Tuląc w ramionach Johannę, spoglądam na Peetę. W jego oczach także gości ból i strach – o rodziców, braci, pewnie też o Josha i Nathaniela. I o resztę. Widzę coś jeszcze, coś czego nie mogę powiedzieć na głos. Nie tutaj, nie przy nich.
– Hoult – Gale podchodzi do nas spokojnie – został zamknięty, jest do waszej dyspozycji. Ja osobiście pociągnę go do odpowiedzialności za niesubordynację w wykonaniu rozkazu… – milknie, jakby nie wiedział co ma dalej powiedzieć.
– A teraz – kontynuuje za niego Peeta – powinniśmy się zastanowić co dalej zrobić. Gdzie ich szukać.

Nikt nie odpowiada, ale po twarzach widzę, że wszyscy się z nim zgadzamy. Mój narzeczony pomaga mi powoli podnieść z ziemi Johannę, która wspiera się na moim ramieniu, a Haymitch rusza przodem. Jest zgarbiony, przygaszony – widzę jakim ciężarem jest dla niego lęk o najbliższych. Kiedy zrównuję się z Peetą, czuję jego delikatny dotyk. Nie bierze mnie za rękę – doskonale zdaje sobie sprawę, że nie powinniśmy teraz w żaden sposób okazywać sobie czułości, to może tylko sprawić ból naszym przyjaciołom. Jego mały palec na moment tylko lekko splata się z moim, czuję ciepło jego dłoni, obracam do niego twarz i widzę, że czuje to samo co ja. Jak dobrze, że oboje jesteśmy Zwycięzcami…

22 myśli na temat “101: Stare porządki

  1. Wow. Super 😀 w końcu trochę akcji xD tylko nie róbcie nic Paulowi bo Johanna w końcu jest z kimś szczęśliwa. 😉

  2. Powtórzę się po raz kolejny. Jesteście genialne! 😉 Czekam z niecierpliwością 😉 Czyżby Antek miał coś wspólnego ze zniknięciem bliskich z WZ? ;> w końcu ma wprawę w ucieczkach i może ich uratował, albo sami uciekli, a on im pomoże?! kurcze, jak zwykle milion myśli i rozwiązań 😀 Co Wy robicie z człowiekiem haha 😉

  3. Super!! Widzę że zaczęło coś się dziać!! Ale oni przeżyją prawda? Mam nadzieje że wszyscy się znajdą!!! Czekam do piątku ale będzie bardzo trudno 🙂

  4. W końcu akcja :)) chce kolejną notkę *.* tylko jedno co mi nie pasuje to ze Katniss nie pojechała i tak z nimi.. Tak szybko odpuściła no ale to raczej jest z milosci i strachu ze ściągnie niebezpieczeństwo na innych :/ ale to tylko moja taka mała myśl :*

  5. Świetnie, ale proszę nie róbcie nic Joshowi i Nathanielowi. Zresztą niech wszyscy przeżyją. Jak zawsze piękna notka i czekam na następną.

  6. Najpierw pomyslalam ze wszyscy zgineli ale pozniej zrozumialam ze mogli tez uciec. Rozdzial fantastyczny… no jest troche grozy. I treraz byle do piątku 😉

  7. Josh, Effie i matka Katniss napewno przezyja bo wystepowaly w notce primaaprilisowej 😉
    Byle tylko innym udalo sie uciec ;o

  8. co jest??? od kiedy Kat słucha rozkazów? 😀 i oni wszyscy są przecież rozpoznawalni 😛 Playor to głupia, wstrętna, stara jędza! zabierzcie od niej Galea! 😀 ale się narobiło! kocham takie wątki jak coś się dzieje 😀 dziękuję wam za ten rozdział! kocham was za to <3 wspaniały, rewelacyjny, dramatyczny! i możecie mnie bić, ale ja bym chciała żeby ktoś zginął 😛 w Igrzyskach ciągle ktoś ginął, nie może przecież wiecznie wszystko dobrze się kończyć 😛 tą notką sprawiłyście, że moje serce znów stanęło :*

  9. Bardzo się cieszę, że pamiętacie notkę na prima…, ale chyba ominęliście w niej jeden szczegół 🙂 Dość istotny dla sprawy 🙂

  10. Ale przecież teraz Katniss ma 19 lat , to samo Peeta ,a w notce PrimaAprillisowej Peeta miał 30 urodziny 😀

    ZuaZuza

  11. ZuaZuza4 – dokładnie tak 🙂 I mając lat 30 Peeta jest od roku prezydentem. Więc na ten urząd przyjdzie mu jeszcze poczekać 🙂

    Anna

Komentarze są zamknięte.