106: Rozkaz Peety

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka w czwartek. Pozdrawiamy ciepło

A. & A. 

Odruchowo cofam dłoń, nie przywykłam, by ktokolwiek poza Peetą mnie w nią całował. Patrzę zaskoczona na Zacka i widzę w jego oczach, że on już wie. Właściwie nie zrobił nic złego, ale jednak przekroczył tę cienką, złudną granicę, której dla mnie żaden mężczyzna – poza Peetą – nie ma prawa przekraczać. Podnoszę się powoli z krzesła, wkładając ręce głęboko w kieszenie i przyglądam się uważnie mojemu towarzyszowi. Nie wiem jak mam zareagować, bo nie mam pojęcia, czy ten gest miał mi dodać otuchy, czy raczej niósł za sobą jakieś głębsze przesłanie. Na szczęście nie próbuje się tłumaczyć, ani bagatelizować niczego. Z niezręcznej sytuacji wybawia nas otwarcie drzwi sali operacyjnej, z której wyjeżdża duże łóżko z drobniutką, niemal ginącą w nim, Ellise. Patrzę przez moment za nią, gdy pielęgniarze przewożą ją do sali  – obok tej, w której leży Peeta – i czekam cierpliwie na lekarza. 
– Pani nadal tutaj? – na twarzy chirurga widzę zmęczenie spowodowane wielogodzinną operacją. 
– A gdzie indziej powinnam być? – odpowiadam mu zaczepnie, denerwuje mnie jego beznamiętny ton, oraz cały czas wyczuwalna niechęć. – Co z Ellise?
– Ellise?
– Tak, Ellise. To imię dziewczynki, którą przed momentem skończył pan operować – czuję, że w środku cała się trzęsę ze zdenerwowania i wiem, że słychać to w moim głosie.
– Nie spodziewałem się, że zna pani jej imię – przygląda mi się uważnie, zdejmując z głowy dziwny lekarski czepek. – Byłem pewien, że kazała pani po nią jechać ze względów propagandowych – nie spuszcza ze mnie wzroku. I czeka – na moją reakcję.
– Ellise to siostra Rue – zmęczenie sprawia, że nie mam siły nawet na złośliwość – mojej przyjaciółki z…
– Wiem kim była Rue – odpowiada jakby troszkę cieplej lekarz. – Ellise przeżyła operację, ale nadal jest pod wpływem środków usypiających. Za jakieś dwie godziny powinna się obudzić. Rana wyglądała znacznie gorzej niż stan rzeczywisty. Usunąłem kilka odłamków kuli, oczyściłem ranę. Teraz dostanie kroplówkę, a jak się wybudzi, trzeba ją będzie porządnie nakarmić. 
– Czemu? Jest niedożywiona? – lekarz kiwa tylko powoli głową i chyba nad czymś się zastanawia. 
– Kiedyś pomyślałem, że obowiązkowy posiłek w szkole dla wszystkich dzieci w Panem byłby dobrym rozwiązaniem. Zwróciłem się z tym nawet do prezydent Paylor, jednak nie zgodziła się ze mną – dodaje odchodząc powoli. Po jego chodzie, zgarbionej sylwetce, opuszczonych ramionach widzę jak bardzo jest zmęczony. Czuję to samo, ale równocześnie jego ostatnie zdanie uświadamia mi, że mamy o wiele więcej sprzymierzeńców niż nam się wydaje. 
– Jak pan odpocznie, to może opowie mi pan o tym pomyśle?
– Zgodnie z rozkazem, Pani Dowódco – widzę, że lekko zwalnia, ale nadal nie odwraca się w moją stronę.
– To była prośba – lekko podnoszę głos, żeby usłyszał.
– Prośby spełniam jeszcze chętniej niż rozkazy – odpowiada spokojnie, zamykając za sobą drzwi dyżurki lekarskiej.

Proszę o przewiezienie Ellise do sali Peety.  Dzięki temu mogę siedzieć przy nich obojgu. Mnie i Rue połączyła wyjątkowa więź. A teraz równie specyficzna więź łączy tych dwoje. Kazałam otworzyć jedno z okien, ale sanitariusz się na to nie zgodził. Oboje są świeżo po operacji, mogłoby to być dla nich niebezpieczne. Na szczęście udało mi się go przekonać, żeby w takim razie uchylić to, które jest najbliżej sali na korytarzu, a drzwi zostawiłam otwarte. Peeta zawsze sypia przy otwartym oknie, a teraz przecież też śpi… Nie czuć wiatru, który dziś jest bardzo delikatny, ale wyczuwam lekko wilgotny, jakby leśny, zapach jesieni. W połączeniu ze słońcem tworzą piękny dzień. Zamykam oczy, znużenie coraz mocniej zaczyna przejmować nade mną kontrolę, a cichy szum maszyny, do której podłączony jest Peeta, tylko wzmaga moją senność.
– Prowadź do Dowódcy Naczelnego – oficjalny wojskowy ton wdziera się w moją świadomość, podrywając mnie natychmiast. Bez trudu rozpoznaję ten głos.

Wybiegam przed szpital, na plac przed Pałacem, a scena której jestem świadkiem już na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
– Powiedziałem, żebyś zaprowadził nas do Dowódcy Naczelnego, albo ją tutaj zawołaj!
– Pani Dowódca jest zajęta, przekażę jej, że chcecie się z nią zobaczyć, ale tymczasem proszę opuścić teren Pałacu – Zack jest nieustępliwy. Spokojnie, choć twardo patrzy na mężczyzn stojących przed nim. Przez tę minutę, którą zajęło mi dotarcie tutaj, moi goście siłą naporu ochrony pałacu zostali cofnięci prawie pod bramę główną.
– Wołaj Katniss, do cholery! – takiego Asta chyba jeszcze nie słyszałam. Nie wiem czy to z wyczerpania, czy może raczej z powodu braku wyszkolenia, jemu pierwszemu puściły nerwy. I to on wykonuje ruch do przodu, skutkiem czego momentalnie zostaje powalony na ziemię przez dwóch ochroniarzy. Paul chce mu pomóc, ale już po sekundzie ma broń Zacka przyłożoną do skroni. 
– Nie zmuszaj mnie, bym zrobił ci krzywdę – Paul stanowczo zwraca się do Zacka.
– Niby jak? Nie jesteś uzbrojony, sprawdziłem to. I… – przerywam jego wypowiedź. Niezależnie od wszystkiego, nie podoba mi się jego zachowanie, ani jakaś dziwna złość, którą słyszę w jego słowach.
– Opuść broń, Zack. I puśćcie ich obu natychmiast.
– Z całym szacunkiem Pani Dowódco – zaczyna, zdejmując broń ze skroni Paula, ale nadal trzyma go na muszce – tych dwóch wtargnęło na teren Pałacu, żądało spotkania z Panią, a ja mam wyraźne rozkazy… – urywa nagle, jakby powiedział o jedno zdanie za dużo.
– Jakie rozkazy? – unoszę brwi i przyglądam mu się  uważnie.
– Dotyczące Pani ochrony – odpowiada spokojnie.
– Od kogo? – nie znam żadnych dyspozycji dotyczących mojej osoby. Chcąc przyśpieszyć wyciągnięcie z niego informacji, dodaję – od Gale’a?
–  Mam rozkaz od Dowódcy Mellarka – patrzy ponad moim ramieniem, unika wzroku.
– O czym ty mówisz? Kiedy Peeta wydał ci taki rozkaz? – coraz mniej mi się to wszystko podoba. Zack opuszcza ramiona, zabezpieczając przy tym broń  – wyraźnie próbuje zyskać na czasie.
– Godzinę przed wyruszeniem do Trzynastki. Jego dyspozycja była jasna: „Jeżeli cokolwiek mi się stanie, to nikogo do niej nie dopuszczaj. Ludzie będą chcieli ją skrzywdzić, jej los jest w twoich rękach”. Mam obowiązek Panią chronić, za wszelką cenę – Beetee miał rację, Peeta się domyślał… I dlatego chłopak groził Paulowi bronią…
– I ten rozkaz właśnie wypełniam – dodaje.
– I świetnie się spisujesz, chłopie – Paul dotyka lekko jego ramienia, po czym zwraca się do mnie, podchodząc bliżej. – Jak Peeta?
W  tym samym czasie pozostali podnoszą Asta na nogi, nawet delikatnie otrzepują jego ubranie. Zack  nadal patrzy na nas zdezorientowany, a ja próbuję zrozumieć co się stało.
– Paul, czy ty się przedstawiłeś?
– Nie, wolałem nie podawać mojego nazwiska, szczególnie po tym, co się stało wczoraj. Nie byłem pewny co się tutaj dzieje – ponieważ milczę, wciąga mocno powietrze i kontynuuje – jesteśmy w Kapitolu Katniss, tutaj każdy może mieć powód do zabicia nas, nie chciałem im tego ułatwiać.
– Czy teraz będzie pan uprzejmy się przedstawić? – Zack nadal nieufnie na niego patrzy.
– Jasne – Paul wystawia w jego kierunku dłoń – Paul Mellark, kuzyn Peety.
– Trzeba było od razu powiedzieć – odpowiada mu Zack przyjmując uścisk i lekko skłaniając głowę – to nazwisko wiele dla mnie znaczy.
– Zauważyłem i nie omieszkam opowiedzieć o tym kuzynowi – odwraca się w moim kierunku- Katniss, co z Peetą?
– Gdzie byliście, gdzie jest reszta? Wszystko z nimi w porządku? – nie musiałam jeszcze ani razu powiedzieć nikomu o stanie Peety, czuję, że gardło ściska mi się na samą myśl o tym…
– Są bezpieczni. Katniss, co z Peetą? – patrzy na mnie nieustępliwie, akcentuje lekko każde słowo. Ast staje za nim, a ja w ich oczach widzę, że domyślają się dlaczego zmieniam temat. Moje serce po raz kolejny dziś ściska się z żalu. Łzy napływają mi do oczu, jak przez mgłę widzę, że Paul momentalnie robi krok naprzód i delikatnie mnie przytula. Tak jak wtedy, w tamtym lesie. 
– Katniss, powiedz mi, proszę – mówi cicho i wierzchem dłoni ociera moje łzy, które już zdążyły pociec po policzkach.
– Jest w śpiączce – mimo próby opanowania się, wybucham niepohamowanym płaczem. Paul delikatnie bierze mnie na ręce i zanosi w stronę Pałacu. Zatrzymuję go jednak, wskazując ruchem głowy wejście do szpitala. Kątem oka widzę, że Ast idzie za nami ale ruch ręki Paula go powstrzymuje. Drzwi szpitala zamykają się za nami, kiedy słyszę stłumiony głos Asta:

– Czy ktoś może dać mi coś do jedzenia?

– Możesz mi to jeszcze raz wyjaśnić? – wydaje mi się, że w opowieści Paula są jakieś luki, albo ja jestem zbyt głupia, by to zrozumieć. 
– Po tym jak was zabrali – wyczuwam zniecierpliwienie Paula. Odkąd dowiedział się, że Johanna zdecydowała się na dalszy objazd dystryktów, najchętniej natychmiast by do niej pojechał. I to właśnie robi w myślach – pojawili się Ast i Anthon. Ten ostatni przekonywał nas, że ma dobrą kryjówkę, gdzie wszyscy mogą być bezpieczni, gdzie sam przeżył już jedną rewolucję… Miał rację, ale postanowiliśmy na razie ruszyć w miejsce, które uznaliśmy za równie dobre, a znane nam. Tam, gdzie i ty byłaś bezpieczna. Są tam teraz Anthona i Shena opieką, a my ruszyliśmy na poszukiwanie was. 
– Dobrze, ale mówisz jakby to było od razu, a przecież sama widziałam, jak porazili was paralizatorem.
– Masz rację Katniss, ale nie zrobili tego zbyt umiejętnie. Choć nie, to nieprawda – zrobili to właśnie bardzo umiejętnie.
– Co masz na myśli?
– Paralizator został ustawiony na bardzo małą siłę rażenia. Gdyby nie przystawienie go w odpowiednie miejsce, pewnie nawet nie straciliśmy przytomności. Wszystko zostało dokładnie wyliczone – ocknęliśmy się krótko po waszym wyjściu.
– To ja już nic nie rozumiem. Gale powiedział, że rozkazał przewieść tutaj nas wszystkich. Skoro nie chcieli wam zrobić krzywdy, to po co w ogóle paralizator?
– A pytałaś o to tamtego żołnierza? Czy raczej wzięłaś za pewnik słowa Gale’a?
– Jest moim przyjacielem – warczę na niego.
– Rozumiem. I może nawet masz rację. Ale czy Paylor też? Shen od początku podejrzewał, że to jej rozkaz – wiedziała, że pozbawiając was rodzin, najbardziej was skrzywdzi. 
– Jest w areszcie.
– Kto? – tym razem Paul nie wie o kim mówię.
– Ten cały Hoult.
– To był Hoult? Nie zdążyłem zobaczyć od kogo oberwałem – Paul przez moment śmieje się.
– Skubany, dobrze to zrobił. On pochodzi z Trzynastki, doskonale wiedział kim jestem ja i Shen. Zdawał sobie sprawę, że z nami reszta będzie bezpieczna – ochronił ich wszystkich… 

– Wszystko gotowe Pani Dowódco – naszą rozmowę przy łóżku Peety przerywa Zack.
– Co ty tutaj jeszcze robisz? – dochodzi do mnie, że jest na nogach niewiele mniej niż ja – nie skończyłeś służby parę godzin temu?
– Skończyłem, ale uznałem, że mogę być jeszcze potrzebny- odpowiada mi Zack, stając przede mną na baczność.
– To teraz ja ci coś powiem – zwraca się do niego Paul – idź i wyśpij się. Będziesz nam jutro potrzebny, ale musisz być wypoczęty. Zmęczonego człowieka o wiele łatwiej zaskoczyć.
– Ale… – zaczyna Zack, ale nie daję mu dokończyć argumentów.
– Zack, teraz będzie ze mną Paul. Zaręczam ci, że pod jego opieką nic mi się nie stanie. I możesz mi zaufać, że zdanie Peety byłoby dokładnie takie samo jak moje. Pamiętaj też, że nie po to zrobił wszystko, by twoja siostra pozostała z tobą, by teraz miała cię stracić. Wróć do niej, do domu, wyśpij się. A jutro, nim nie wrócimy – zaopiekuj się proszę Peetą i Ellise.
– Tak jest – odpowiada opuszczając pokój. Nie jest szczęśliwy, że go odprawiłam, ale to najlepsze wyjście. Ja mam wystarczającą ochronę, a Camille nie może siedzieć całymi dniami sama.
– Możesz tutaj przyprowadzić jutro swoją siostrę – mówię do niego nim drzwi się za nim zamykają. Odwraca się na moment zaskoczony moimi słowami, ale ruchem głowy daje mi do zrozumienia, że zrobi to.

– Ruszamy? – Paul przygląda mi się uważnie, a ja podchodzę powoli do mojego narzeczonego. Choć jego dłoń jest odrobinę cieplejsza niż poprzednio, nadal nie ma w niej tego ciepła, za którym tak tęsknię.
– Peeta, wstawaj w końcu, ileż można spać? – rzuca w jego kierunku Paul, ściskając ramię kuzyna.

– Niedługo wrócę, przywiozę tutaj wszystkich. A ty naprawdę powinieneś już wstać – mówię, delikatnie całując go w usta.

25 myśli na temat “106: Rozkaz Peety

  1. Świetne 😉 Dobrze, że Zack pocałował Katniss tylko w rękę. Jak dobrze, że wszyscy przeżyli. Kolejna notka w czwartek w moje urodziny <3

  2. aaa ja chcę już kolejną! nie wytrzymam do czwartku! boska, cudowna, rewelacyjna! <3 mamciu ja chcę już wiedzieć co dalej 🙁 wg to dawno Gale nie było tak na dłużej 🙂 lubię Zacka! 😀

  3. Nareszcie się znaleźli cali i zdrowi 🙂 Mam nadzieje że nic im nie przeszkodzi w przyprowadzeniu ich wszystkich 🙂 No właśnie niech Peeta już się obudzi wreszcie 🙂

  4. Zapomnijcie o tym co ostatnio pisałam! BOSKA NOTKA! Nareszcie dowiemy się co z Effie, Joshem i resztą:D

  5. Wiem, że Wam się dłuży, ale… ile na razie Peeta jest w śpiączce? 😉 A lekarz wspominał nawet o miesiącach…

  6. Suuper notka, cos mi sie zdaje, ze Paul z Astem cos krencą ale sie zobaczy w czwartek, zapraszam tez do mnie na igrzyska ^^

    mojeigrzyska.blox.pl

  7. Trafiłam na Waszego bloga już jakiś czas temu i z przyjemnością czekam na kolejne notki 🙂 Mam taki nawał pracy teraz, że odpoczywam sobie czytając i wracając do poprzednich rozdziałów. Przy ostatniej się zdenerwowałam 😛 Pomyślałam sobie- no znowu jakiś ambaras, którym się nasz Naczelny Dowódca będzie przejmować. Zgrabnie to jednak wyjaśniłyście 🙂 Trzymajcie tak dalej 🙂

    P.S. I wiecie co? Chciałabym te wasze rozdzialiki mieć w formie książki 🙂

  8. Cóż… Czyżby Peeta nagle został Śpiącą Królewną? Obudzi się po pocałunku? 😉 Nie no, dziwny pomysł, ale zwyczajnie nie mogę się doczekać następnego rozdziału i „pobudki” Peety… 😀

    MD

  9. Na początku nie zrozumiała o co chodziło z Astem a pptem rozkminiłam że przecież oni uciekli ;-; jaki ze mnie Epic Fail ;-; a tak poza tym to rozdział jak zawsze świetny <3 zapraszam też do siebie

    69-hunger-games.blogspot.com

  10. Nulka, nic nie dotarło :(:(:(

    Spróbuj jeszcze raz, może na gmaila dotrze (aneczkadw@gmail.com), albo podaj maila do siebie 🙂

Komentarze są zamknięte.