108. Pokój na poddaszu

Witajcie,

Zapraszamy do czytania i komentowania 🙂 Następna notka we wtorek.

Pozdrawiamy ciepło,

A. & A.

 

Dom przy piekarni wygląda prawie identycznie jak jego odpowiednik w Dwunastce. Przeszklona witryna pozwala obejrzeć najróżniejsze rodzaje pieczywa i ciast. Niektóre z nich są zwykłe, inne pięknie udekorowane. Patrzę przez chwilę na kwiaty i obrazki namalowane na tortach, którym tak lubiła przyglądać się Prim. Różowy, przewiązany białą wstążką bukiet zdobi chyba tort weselny, a na innym cieście widać namalowany kosz z jabłkami. Dekoracje nie mają w sobie tej delikatności, jaka wychodziła spod ręki Peety, płatki kwiatów nie są misternie cieniowane, by wyglądały jak prawdziwe, rozświetlone światłem, ale są ładne, a czerwono-żółte jabłka wyglądają bardzo realistycznie…

Paul pewnie kieruje się w stronę mieszkalnej części budynku, ale krótki, ironiczny śmiech Rose skutecznie go powstrzymuje.
– Zapomnij geniuszu – zwraca się do niego niemal takim samym tonem, jak Johanna do mnie, co wywołuje promiennym uśmiech mojej przyjaciółki. Już wie, że znajdzie wspólny język z przyszłą szwagierką.
– Co masz na myśli? – rzuca krótko w jej stronę z niechętnym spojrzeniem.
– Czas nie stoi w miejscu, wiesz? Odkąd wyjechałeś…
– Rose, bądź już cicho – przekomarzanie tych dwojga stanowczo przerywa ich matka, dodając po chwili  – czy wy zawsze musicie ze sobą tak rozmawiać?
– Ale mamo – zaczyna Rose, chcąc powiedzieć coś jeszcze.
– Żadnego „ale”, cisza – starsza pani Mellark kieruje się w stronę bramy odgradzającej ogród, a tam bardzo powoli wchodzi po spróchniałych drewnianych schodach, które głośno trzeszczą. Przymocowana do nich balustrada trzęsie się tak niebezpiecznie, że wątpię, by mogła być jakimkolwiek oparciem. Specjalnie spowalniam krok – widząc ich stan przechodzi mi przez myśl, że jeżeli wszyscy jednocześnie zaczniemy się po nich wspinać, zawalą się pod naszym ciężarem. Kątem oka widzę zaniepokojony wzrok Johanny i zakłopotany, a równocześnie zmartwiony wyraz twarzy Paula. Nie spodziewał się przeprowadzki swojej rodziny, nie miał świadomości jak obecnie mieszkają.
Stąpam najdelikatniej jak to możliwe, głuchy trzask wydobywa się spod moich stóp przy każdym kroku. Odwracam głowę i spoglądam na Haymitcha – on też się zatrzymał, czekając aż obie z Johanną wejdziemy na górę.

Pokoik jest mały, ale bardzo przytulny. We wnęce widać prowizoryczną kuchenkę, na której nadal coś bulgocze w garnku. 
– Proszę wybaczyć ten nieporządek, nie spodziewałyśmy się gości – mówi do nas lekko zakłopotana matka Paula, gdy on sam rozgląda się po wnętrzu. Wygląda na opanowanego, ale gdy już teraz wiem, na co zwracać uwagę, mam świadomość, jakie emocje nim targają.  – Kiedy nowy piekarz powiedział nam, że podobno Paul był widziany na placu, postanowiłyśmy to zaraz sprawdzić. Tak długo nie widziałam syna… – jej broda zaczyna się niebezpiecznie trząść, a Rose w tym momencie proponuje nam herbatę, odciągając równocześnie naszą uwagę od matki. Siadamy przy małym stole ustawionym na środku pokoju. Za plecami mam jakąś kotarę oddzielającą część pokoju – domyślam się, że to sposób na wydzielenie sypialni. Usiadłam tak, że znów mam okazję podziwiać barwy jesieni w Dziesiątce – kolorowe drzewa, zielone pagórki, grę światła. Dociera do mnie, że znam ten widok – Peeta tu był, musiał tu być właśnie jesienią. Te pagórki, drzewa, przenikające promienie słoneczne były na sztalugach w jego pracowni. Chciałam nawet, by oprawił ten obraz i zawiesił w pokoju, ale twierdził, że jest nieskończony, a ja później zapomniałam o tym…

– Siadaj – krótka dyspozycja Johanny wyrywa mnie ze wspomnień. Paul wciąż krąży po pokoju, zaglądając w jego zakamarki, dudniąc wojskowymi butami. Udaje, że nie słyszał, albo po prostu nie chce zareagować.
– Siadaj – trochę bardziej stanowczo zwraca się do niego Haymitch, kiedy głowa Paula chowa się za parawanem. Podążam wzrokiem za nim, ale widzę też uniesione brwi Haymitcha i ruch głowy w moją stronę. Paul nie słucha próśb narzeczonej, ani sugestii dowódcy, więc zostałam już tylko ja. Inaczej długo tu posiedzimy…
– Mellark, siadaj. To rozkaz – mówię cicho, ale stanowczo. Głos wyłapuje od razu mikrofon przypięty wciąż do munduru. Haymitch też drgnął – zapomniałam, że on także ma słuchawkę w uchu.
– Tak jest Pani Dowódco – Paul obraca się powoli w moim kierunku, cedząc odpowiedź. Jednak zamiast usiąść, staje za krzesłem Johanny, z rękami skrzyżowanymi na plecach i szeroko rozstawionymi nogami, patrząc na mnie zaczepnie.
– Powiesz nam wreszcie o co chodzi, czy będziemy się bawić w rozkazy? – Haymitch, rozparty wygodnie na krześle, krzyżuje ręce na piersi. Przez moment mierzą się wzrokiem, gdy włącza się Johanna:
– Powiedziała pani – zwraca się do matki – że nie widziała syna przez trzy lata.
– Tak, minęło prawie trzy lata od jego wyjazdu – kobieta opuszcza powoli głowę, kiedy drobna dłoń córki delikatnie gładzi ją po plecach.
– To było przed śmiercią taty, wtedy Paul zaczął znikać z domu – rozpoczyna lekko chaotyczną opowieść Rose. – Myśleliśmy, że to z powodu Igrzysk. Byli z Peetą bliżej niż niejedno rodzeństwo, więc Paul bardzo przeżył wszystko, co działo się od dnia Dożynek. Nasz wyjazd tego nie zmienił, czasem myślałam nawet, że jakoś wzmocnił ich zażyłość – często ze sobą korespondowali, dużo wiedzieli. Nawet w dzień wywiadów przyszedł list. Paul tylko raz otwarcie powiedział co czuje – kiedy Peeta podczas wywiadu wyznał, że panią kocha, mój brat skomentował tylko, że to koniec, że kuzyn tego nie przeżyje… Kiedy mama zaczęła pytać mojego brata, gdzie bywa całymi wieczorami, ten odpowiedział tylko, że dołączył do ruchu oporu, że będzie walczył z Kapitolem. Mama mu zabroniła, nie chciała, żeby się w coś wplątywał, ale nie wpłynęło to na jego zachowanie. Nie mogę powiedzieć, Paul wypełniał swoje obowiązki w domu i w piekarni, dopiero potem chodził na te spotkania. Do czasu… – przerywa na moment, wzdychając. – Tata zmarł dzień przed waszą koronacją. Myślałam, że skoro wszystko dobrze się skończyło, a jest potrzebny w domu, to wreszcie wróci do nas. Tymczasem Paul zaangażował się jeszcze bardziej, coraz rzadziej bywał w piekarni, a pewnego dnia po prostu zniknął. Nie wrócił na noc, a rano na toaletce znalazłam list, żebym zaopiekowała się mamą, bo on ma ważną misję do wypełnienia. Mamie zaś napisał, że ją kocha i że wróci. Ale nie wrócił. Nie byłyśmy w stanie odpowiednio prowadzić piekarni, zaczęła upadać. W końcu sprowadzono nowego piekarza, a ten wspaniałomyślnie pozwolił nam zamieszkać tutaj. Gdy rewolucja skończyła się, podjęłam poszukiwania mojego brata, jednak bezskutecznie. Nie był w żadnym wojsku, nie wrócił też do domu. Nie obchodzi mnie już nawet co robiłeś przez ten czas, ale chcę się dowiedzieć, dlaczego nas zostawiłeś – w jej oczach szklą się łzy, gdy po raz pierwszy podczas całej opowieści patrzy na Paula i zwraca się do niego.. 
– Nie zostawiłem was – odpowiada łamiącym się głosem.
– Inaczej to widzę – patrzy na niego z dużym żalem. – Gdyby nie renta po tacie, nie miałybyśmy co jeść. Nikt nie chce mnie zatrudnić, młody piekarz ma rodzinę, rzadko zatrudnia kogoś z zewnątrz, a nikt nie chce rozmawiać z rodziną dezertera. Nasz dystrykt bardzo ucierpiał w czasie rewolucji, wiele domów zostało zniszczonych. Wtedy każda para rąk była potrzebna, ale nawet wówczas byłyśmy traktowane jak zdrajcy, obce, przybłędy. Bo jedyny mężczyzna, którego zadaniem było zadbać o nas i nas ochronić, wybrał ucieczkę.
– Rose przesadza, mamy gdzie mieszkać, mamy co jeść. Synku… – nie ma wątpliwości, że matka zupełnie inaczej podchodzi do Paula niż Rose – ja się bardzo cieszę, że wróciłeś do domu. I to co dziś widziałam… Oświadczyłeś się pannie Mason na oczach całego dystryktu, a ona przyjęła twoje oświadczyny. Mówisz po imieniu do panny Everdeen… Zamieszkałeś z Peetą, on się tobą zaopiekował, prawda? – patrzy na niego niezwykle ciepło, widać, że ona już dawno wybaczyła mu wszystko. Chyba nawet wcześniej niż przed sceną, gdy podarowała mu pierścionek. Dla niej najważniejsze jest to, że odzyskała syna. Ale Paul zbyt wiele dobrego zrobił – nie chcę, by mu tylko wybaczyła, chcę, by była z niego dumna.
– Hoult – mówię do mikrofonu, a oczy zebranych przy stole odwracają się na mnie.
– Tak Pani Dowódco? – słyszymy w słuchawkach.
– Skontaktuj się z Beetee’em, powiedz mu, że jest mi potrzebny poduszkowiec, który przetransportuje mamę i siostrę Paula do Kapitolu. Poproś też o przygotowanie dla nich pokoi gościnnych. I chcę mieć kopię akt PM2 na biurku. 
– Zgodnie z rozkazem – odpowiada spokojnie, a ja przenoszę wzrok na Paula.
– A teraz powiedz mi gdzie byłeś od czasu wyjazdu z Siódemki do momentu przyjazdu na ślub Patricka – widzę, że szczęka zaciska mu się niebezpiecznie.
– Katniss – prośba w głosie jest wyraźna, ale to bez sensu – jeśli nie wyjaśni wszystkiego, zawsze będzie to rodzić konflikty.
– Paul i tak nie unikniesz odpowiedzi. Chyba, że wolisz, żeby Peeta to z tobą wyjaśniał. Albo jego matka – sięgam po ostateczny argument.
– Byłem w Trzynastce – odpowiada bez zbędnej zwłoki.
– Dlaczego? – Johanna jest wściekła. W kontekście opowieści Rose też jestem na niego zła – rozumiem nieobecność gdy wykonywał obowiązki, ale później?
– A co im miałem powiedzieć? Gdzie byłem? Co robiłem? Tylko pogorszyłbym sytuację. Pomyśl przez moment Johanno! – patrzy na nią zirytowany.
– Haymitch – obie wiemy, że jest jedyną osobą, która rzeczywiście może rozjaśnić tę sytuację.
– Mówi prawdę, nie mógł nic powiedzieć – odpowiada spokojnie. – Co więcej – nadal mu nie wolno, pod groźbą sądu wojskowego.
– Nic nie można z tym zrobić? – patrzę na Haymitcha z nadzieją. Mimo, że jestem Dowódcą, nie znam procedur wojskowych.
– Można wydać rozkaz odtajnienia akt. 
– Kto tego może dokonać? – Johanna przygląda mu się uważnie.
– Prezydent Panem.
– Rozkaz na piśmie, czy słowna komenda wystarczy? – patrzę na Paula, a w jego oczach widzę, że, w przeciwieństwie do jego najbliższych, on doskonale rozumie co robimy.
– Na piśmie. Najlepiej byłoby gdyby ktoś złożył takie podanie. Trafia ono potem do bezpośredniego dowódcy danego żołnierza, a gdy on, biorąc pod uwagę bieżącą sytuację, podpisze akcept takiej prośby, wówczas trafia to do prezydenta, który może wyrazić zgodę.
– Rose, potrzebuję kartki i czegoś do pisania.
Już po chwili Johanna kreśli na podanym papierze jakieś słowa. Panie Mellark patrzą na nas nadal zdumione, podczas gdy Paul zaczyna pakować ich rzeczy do wielkiej torby, którą znalazł w schowku. Delikatny uśmiech na jego twarzy, sprawia, że wiem, że odtajnienie akt będzie najlepszym prezentem dla jego matki. 
– Jako Zwyciężczyni i narzeczona Paula Mellarka proszę o pozytywne zaopiniowanie mojego podania – Johanna zwraca się z promiennym uśmiechem do Haymitcha.
– Odmawiam – widzę, że jej oczy robią się okrągłe, ale zaraz słyszy wyjaśnienie – sprawy prywatne nie mogą być w żaden sposób wykorzystywane. 
– Dobrze więc… W takim razie jako obiekt adaptacyjny PM2 proszę o odtajnienie jego akt, w celu zapoznania się z nimi przeze mnie i jego rodzinę.
– Po co ma się z nimi zapoznać jego rodzina? – widzę, że w Johannie zaczyna wrzeć, ale rozumiem Abernathy’ego. To wojsko, więc są określone procedury, których trzeba się trzymać.
– Może dla jasności intencji obu stron przed zawarciem małżeństwa – podpowiada jej Paul.
– No właśnie, dla jasności intencji – kwituje Johanna.
– Mogłaś już całe powtórzyć – mruczy Haymitch, a głośno dodaje biorąc długopis – opiniuję pozytywnie.
– Pani Dowódco – zwraca się teraz do mnie – wpłynęła prośba o odtajnienie akt jednego z członków grupy specjalnej.
– Której grupy? – ja też chcę dotrzymać choćby pozorów całej procedury.
– Grupy Cieni.
– Który Cień ma być ujawniony?
– PM2.
– Moja ochrona w Dwójce, agent który kilkakrotnie uratował mi życie, człowiek, który opiekował się moją przyjaciółką po rewolucji, wyprowadził moją rodzinę i przyjaciół w bezpieczne miejsce w czasie obecnych zamieszek? – to wyjaśnienie jest zbędne, ale robię je na użytek obu pań Mellark.
– Tak, dokładnie o nim mówię.
– Odtajniam – kreślę swój podpis pod wręczonym mi podaniem.
– Drogie panie – Haymitch wstaje i podchodzi do zaskoczonych kobiet – pozwólcie, że jako dowódca najlepszego tajnego agenta Panem, z jakim miałem okazję pracować, uścisnę paniom dłoń. Praca z pani synem i pani bratem – przy każdym z słów delikatnie skłania głowę w kierunku kobiety, do której skierowane są słowa – była i jest zaszczytem. 
Matka Paula zaczyna płakać, podbiega do syna i mocno go przytula. Natomiast Rose patrzy z zaciętym wyrazem twarzy. Jest nie tylko zszokowana, ale też mocno nieufna.
– Jakim cudem on jest tajnym agentem, jak on nawet bić się nie umie?
– Umie. Proszę mi wierzyć, że umie – odpowiadam jej spokojnie puszczając do niej oko.

16 myśli na temat “108. Pokój na poddaszu

  1. Teraz oprzytomniałam że jest przecież nowy rozdział i jak zawsze jest boski ^^ Tylko kiedy wkońcu wszyscy się spotkają ;-; no i zaczynam tęsknić za kochanym Joshuą *.* życze weny na kolejne rozdziały i czekam zniecierpliwiona 😉

    + zapraszam też do mnie

    69-hunger-games.blogspot.com

  2. Piękne ;d Fajnie, że stworzyliście kogoś podobnego do Johanny jak siostra. Nie mogę się doczekać kolejnej notki ;*

  3. świetny 😉 ale to ich nie było na ślubie? why? to nawet rodzina Peety nie wiedziała co się z nimi dzieje? bo skoro udało im się znaleźć Paula żeby go zaprosić to czemu ich nie zaprosili? 😮 tyle pytań 🙂 czekam z niecierpliwością na powrót do Kapitolu 😉

  4. Rodzina Peety wiedziała, że są w Dziesiątce; Peeta o tym opowiada w Powrocie Daniela. Tylko po 10 latach, przy niemożności poruszania się przez większość tego czasu między dystryktami, dużej ilości pracy, związki się mocno rozluźniają. A co do Paula… A może to nie Patrick lub Peeta go odnalazł, tylko on „sam” się znalazł? (pamiętajmy kto był jego dowódcą i jak dużo wiedział o rodzinie Mellarków z Dwunastki 🙂

  5. Powrót Peety może, ale NIE MUSI potrwać długo 😀 Taka mała niezobowiązująca sugestia 😀 Gratuluję inwencji 😀

  6. Świetna notka. Czekam na Peetę. :(. Ciesze sie ze oni sie zareczyli niezmiernie *.*// Nszarynska

    mellarkeverdeen.blox.pl

  7. Wiem, że już wszyscy czekacie podwójnie – na trailer i na Peetę. Obiecuję, że do końca miesiąca wyjaśnimy co z nim. I albo się obudzi, albo lekarze się poddadzą. Na razie walczą…

Komentarze są zamknięte.