11: Lista poległych

Siedzę oparta plecami o Peetę. I delektuję się tym przyjemnym uczuciem w żołądku. Uczuciem sytości po wyśmienitym posiłku. Gęś autorstwa Pani Mellark podana z pieczonymi ziemniakami i zielonym groszkiem, okazała się wyborna. Choć słowo wyborna to stanowczo za mało. Pomimo tego, że bardzo chciałam pomóc w przygotowaniach w obiedzie, Pani Mellark wygoniła mnie z kuchni.

– Lepiej idź, pobądź z moimi synami. Dla każdego z nich znaczysz bardzo wiele.

– Co Pani ma na myśli

– Och Katniss, dla mojego męża jesteś wymarzoną córką, dla Patricka przyjaciółką służącą radą i wspierającą w kłopotach- robię dziwną minę ponieważ w ogóle nie wiem o co jej chodzi, musi to zauważać ponieważ kontynuuje- a co może to ja dałam mu pierścionek? Dla Peetera jesteś starszą siostrą, wiesz wydaje mi się, że Ty chyba naprawdę go rozumiesz. Rozumiesz, że w ciele dorosłego mężczyzny siedzi ukryte dziecko. Bardzo podoba mi się to jak go traktujesz. A jeśli chodzi o Peetę to obie dobrze wiemy jak jesteś dla niego ważna. A teraz idź do nich. No już uciekaj- i macha na mnie ścierką zupełnie jak dziś rano na Patricka.

Moje rozmyślania przerywa Haymitch

– No gołąbeczki, chyba pora omówić szczegóły waszego wyjazdu

– Jakiego wyjazdu- zza gazety wysuwa się głowa Pana Mellark, a Peeter przestaje się bujać na krześle

-Nic Im nie powiedzieliście?

– Jakoś nie było okazji- odpowiada Peeta- za parę dni ja i Katniss musimy wyjechać na parę dni. Mamy parę spraw do załatwienia w Kapitolu, a potem jedziemy odwiedzić Panią Everdeen, a potem- zaskakuje mnie to, że patrzy na Haymitcha

– Macie zgodę, ale do Was należy decyzja czy będzie to wizyta oficjalna czy raczej nie

– A czy mogę się dowiedzieć o czym Wy mówicie- warczę na nich

– Potem Ci powiem- odpowiada Peeta i jego słowa wywołują we mnie gniew. Ostatnio wszystko co kończy zdaniem – opowiem Ci potem- kończy się tak, że nie opowiada mi niczego. Ale nie tym razem

– Żadne potem, teraz- mówię z naciskiem

– To może my wyjdziemy- naszą rozmowę przerywa Pan Mellark

– Nie tato, to my wyjdziemy- chodźmy – zwraca się do nas.

Idziemy do pracowni Peety. Zamykamy za sobą drzwi.

– Co Wy kombinujecie, jakie oficjalne albo nie oficjalne wizyty macie na myśli.

– Ty Jej powiedz- zwraca się Haymitch do Peety- to był Twój pomysł

– Katniss- ton głosu Peety jest bardzo opanowany i już wiem, że ma zamiar powiedzieć mi coś co może mi się nie spodobać- chciałem dotrzymać obietnicy danej w jedenastym dystrykcie i chciałbym tam pojechać

Jak mogłam o tym zapomnieć. Jak mogłam zapomnieć o Rue i Thresh. Oni ocalili mi życie a ja o nich zapomniałam. Peeta nie. Tylko ja

– To będzie nieoficjalna wizyta. Haymitch masz jakiś pomysł na to jak można się skontaktować z ich rodzinami i poprosić o spotkanie?

– Chyba tylko przez ich burmistrza, wątpię by mieli w domu telefony

Peeta bierze mnie za rękę.

– Nie gniewasz się na mnie za to, że

– Ty się mnie pytasz czy ja się gniewam za to, że zorganizowałeś spotkanie z rodzinami ludzi, którzy uratowali mi życie. Pytasz mnie czy mam Ci za złe to, że pamiętasz o tym o czym ja powinnam pamiętać? Peeta porozmawiamy na ten temat później- kończę stanowczym głosem

– Mam się spodziewać kary czy nagrody

– Nagrody- odpowiadam już z uśmiechem

– A, to porozmawiamy później- i też się usmiecha

– GOŁABECZKI

– Już , już jaki jest plan wizyty- zagaduje Peeta z usmiechem

– Nie plan wizyty a harmonogram, spodoba Wam się- i po jego minie już wiem, jeszcze za nim zaczyna czytać, że nam się nie spodoba

– W czwartek ruszamy o 12. Punktualnie. W Kapitolu macie czas na rozpakowanie się i przygotowanie do kolacji. O 18 jecie ja z Paylor, Beetee i oczywiście Johanną.- Uśmiecha się zupełnie jak my. Tęsknie za nią.- Potem wracacie na noc. W piątek o 19 masz wywiad Katniss do tego czasu macie czas wolny- ale oczywiście musicie tam być jakąś godzinę wcześniej, żeby się przygotować. Po wywiadzie wolne. W sobotę w samo południe głosowanie i możecie lecieć do czwórki. Ale proszę Was o jedno. W swoim czasie wolnym uwzględnijcie czas na jedno ważne spotkanie. Moim zdaniem po tym wszystkim co dla Was zrobiła, bez względu na to jaka była należy jej się to

– Effie- mówimy jednoczesnie

– Dokładnie

– To ona nie będzie na nas czekać- pyta zaskoczony Peeta wypowiadając na głos moje wątpliwości

– Nie została o to poproszona, jest jak by to powiedzieć. Jest teraz traktowana jak relikt przeszłości. Ja też powinienem być tak postrzegany, ale dzięki Wam nie jestem.

– Nie rozumiem- mówię patrząc na niego

– Ja też- dodaje Peeta

– Bo ja pozwoliłem sobie na pewne nadużycie, które nowe władze Kapitolu jakoś przełknęły

– Jakie nadużycie- zadaje pytanie Peeta jednocześnie siadając na krześle i ciągnąc mnie na swoje kolana- dopiero teraz orientuję się, że całą rozmowę przeprowadzamy na stojąco

Haymitch siada i kontynuuje swoją wypowiedź

– Powiedziałem w Kapitolu, że po tym ile przeszliście przez ostatnie dwa lata, nie chcecie być niepokojeni, i w związku z tym wszystko co Kapitol chce od Was ma być najpierw przekazywane mnie a jak jeśli uznam to za stosowne przekażę Wam. Podałem się za takiego jak by Waszego rzecznika

– Powinniśmy być na Ciebie źli, wiesz o tym prawda- odpowiada mu Peeta, ale wiesz też, że nie jesteśmy. Jeśli o mnie chodzi to możesz być naszym jak to powiedziałeś rzecznikiem -o ile nie zażyczysz sobie za to zbyt wysokiego wynagrodzenie- dodaje już z uśmiechem

– Przyjmuję zapłatę w obiadach i kolacjach

– W takim razie- mówię podając mu rękę- mamy umowę rzeczniku

– To ile było tych rzeczy niegodnych naszej uwagi- Peeta patrzy na niego

– Peeta, jak sam powiedziałeś to nie było godne Waszej uwagi- odpowiada mu z uśmiechem

– No dobrze. A czy wiadomo coś w jakim stylu ma być prowadzony wywiad- zadaje w końcu to pytanie, które mnie najbardziej męczy

– No właśnie. Tu muszę się pochwalić. Używając tylko mnie znanych znajomości, udało mi się uzyskać zgodę na autoryzację pytań

– Na co- nie rozumiem co do mnie mówi

– Jak już będziemy w poduszkowcu, to przedstawią nam spis pytań, które Caeser będzie chciał Ci zadać, powiesz, na które chcesz odpowiedzieć i on zada tylko te. Będziesz mogła przygotować sobie odpowiedzi.

– To mi się podoba, czyj to pomysł?

– Plutarch- on Cię naprawdę lubi- odpowiada mi Haymitch z uśmiechem

– A co ze mną- widać Peeta chce poznać swoją rolę w całym przedsięwzięciu

– Plutarch zadecydował, że tylko Katniss będzie odpowiadać na pytania

– Rozumiem, gdzie ja w tym czasie będę

– Albo na widowni, albo co od paru dni próbuję załatwić, tuż za sceną. Chcę byśmy obaj byli w pogotowiu. Tak na wszelki wypadek.

– To przestań próbować to załatwić, tylko to zrób. Coś czuję, że

– Wiem co masz na myśli przerywa mu Haymitch, jak też mam takie przeczucie

– O czym Wy znowu mówicie- jestem już naprawdę porządnie wkurzona tym, że rozmawiają tak jak by mnie tutaj nie było

– Skarbie, chodzi o to- odpowiada mi Haymitch, że chcemy byś czuła się bezpiecznie i

– I to, że chcę być jak najbliżej Ciebie jak będziesz mnie potrzebować

Czyli zdają sobie sprawę z tego, że to będzie najtrudniejszy wywiad w moim życiu. I chcą i Peeta chce bym mogła w razie potrzeby schować się przed światem w jego ramionach. Jestem mu tak wdzięczna, że bez zastanowienia go całuję. On go odwzajemnia.

-GOŁĄBECZKI-bo będę zmuszony zmienić zdanie i oddzielić Was od siebie jakimś murem- mówi patrząc na nas tak jak by był bardzo szczęśliwy. Jak by to, że tak bardzo się kochamy sprawiało mu naprawdę wielką frajdę.

– Mówiłeś- zwracam się do niego- że Effie nie została poproszona o udział w tym całym zamieszaniu- macham niedbale ręką- a gdyby została o to poproszona?

– No gdyby została oficjalnie poproszona i by się oficjalnie zgodziła to oficjalnie mogło by tak być. Na wszelki oficjalny wypadek przygotowałem Wam tutaj numer do niej- i z uśmiechem kładzie na stole kartę z numerem telefonu- to mądra decyzja skarbie.

– No to teraz musimy wykonać parę oficjalnych telefonów- mówi Peeta, czy może jednak poczekamy z tym do jutra- pyta patrząc na mnie

– Wiem, że dziś jest niedziela- mówi Haymitch, ale nikt nie będzie miał Wam za złe. Wasze nazwiska wiele znaczą. Nawet nie wiecie jak wiele. Numer do burmistrza jedenastki dostaniecie na pewno od Effie. I proponuje też skontaktować się z Waszymi stylistami. W coś musicie się ubrać- po tych słowach chce wyjść, ale złość jaka we mnie wezbrała, musi znaleźć swoje ujście natychmiast

– Chyba zapomniałeś, że mój stylista nie żyje. Został zakatowany- krzyczę na niego

Zapada kłopotliwa cisza. Peeta obejmuje mnie mocniej.

– A Haymitch powiedz mi czy coś lub ktoś zagraża życiu naszemu i naszych rodzin- Peeta patrzy wyzywająco na Haymitcha

– Nie. Na pewno nie

– To czy w takim razie Kapitol jest gotowy na poznanie prawdziwej Katniss. Rozumiesz. W warkoczu, skórzanej kurtce, spodniach i myśliwskich butach. Czy są gotowi na poznanie mojej Katniss, naszej Katniss

– Nie przekonamy się do czasu kiedy tego nie zrobimy. A pomysł jest niezły. Czyli co zero stylizacji, zero makijażu. Tylko Wy?

– Tak bym to widział.

– Zgoda. Jakoś to załatwię. Ale obawiam się, że na kolację z Plutarch będziecie musieli jednak włożyć coś … odpowiedniego

– Jakoś sobie z tym poradzimy

– W takim razie, zgoda. Do jutra

– Haymitch- tym razem mówię do niego ja. Ponieważ cały czas jeszcze do mnie nie dociera, co właśnie zrobił dla mnie Peeta. Właśnie załatwił mi możliwość bycia sobą. I teraz już wiem, że ten wywiad będzie o choć trochę łatwiejszy. Tylko skąd ja wezmę coś odpowiedniego na tą przeklętą kolację- kolacja o 18. Czekamy na Ciebie

– Będę na pewno- mówiąc to zamyka za sobą drzwi.

Rzucam się Peecie na szyję.

– Dziękuję

– Za co

– Za to, że nie muszę zakładać tych idiotycznych ciuchów

– Zrobiłem to też dla siebie

– Jak to

– Wolę Cię taką. Nie mówię, że w sukniach od Cinna wyglądałaś źle, bo wyglądałaś olśniewająco, ale chodzi mi o to, że wolę jak jesteś sobą, taką jaką Cię kocham.

Do kilku minutowej przerwie, w czasie której starałam się choć troszkę podziękować Peeta za to co dziś robił i mówił pora na pierwszy telefon. Bardzo się stresuję. Ponieważ wiem, że Effie może mieć do nas żal, za to, że ją tak porzuciliśmy.

– Może razem z nią porozmawiamy.

– To Ty Katniss powinnaś z nią porozmawiać, ale możesz dać telefon na głośnik w razie potrzeby będę interweniował.

Wybieram więc numer i czekamy na połączenie.

– Tak, słucham

– Witaj Effie, jak się masz

– Hallo, kto mówi

– Nie poznajesz mnie, to ja Katniss

Po drugiej stronie słuchawki zapada cisza, bardzo długa i przejmująca cisza. Patrzę na Peete z nadzieją, że jakoś mi pomorze. I pomaga

– Effie, jesteś tam. Cześć to ja Peeta, mamy do Ciebie z Katnisss prośbę. Dużą prośbę. Potrzebujemy Twojej pomocy.

– Ja mam Wam w czymś pomóc, ja?

W mig rozumiem plan Peety więc mogę już sama kontynuować

– No a kto jak nie Ty. Effie przylatujemy w czwartek do Kapitolu. Mamy masę obowiązków, bez Ciebie sobie nie poradzimy. Effie ratuj- to ostatnie wypowiadamy jednocześnie.

– No skoro tak prosicie, no cóż będę musiała chyba zmienić moje plany na czwartkowy wieczór, co macie w planie

– Effie, musisz iść z nami na tą kolację. Musisz- mówi Peeta i wiem, że gdyby Effie go teraz widziała obraziła by się na niego śmiertelnie. Prawie dławi się ze śmiechu. Ale obydwoje wiemy, że to jedyny i najlepszy sposób na Effie

– No dobrze, już dobrze pójdę skoro tak prosicie. Gdzie ta kolacja

– W pałacu prezydenckim- odpowiadamy jednocześnie – i próbujemy zdławić śmiech. Bo oczami wyobraźni widzę minę Effie i ledwo powstrzymuję się od wybuchu śmiechu. Peeta również

– Rozumiem, gdzie mam być i o której

I wtedy w głowie rodzi mi się chytry plan, ale w mojej ocenie procentujący w przyszłości

– To ty nie wiesz, Haymitch do Ciebie nie dzwonił. Peeta słyszysz On Jej nie powiedział. No normalnie go zabiję

– A niech ja go dorwę w moje ręce, to sobie popamięta. Żeby Ci nie przekazać, że chcemy żebyś dla nas pracować jako nasza mentorka od dobrych manier i tej całej reszty, no nie wierzę.

I chyba tylko na potrzeby głośnika w telefonie wstaje i otwiera drzwi, po czym głośno je zamyka zostając nadal w pokoju. Teraz klęczy na podłodze krztusząc się ze śmiechu i macha do mnie ręką bym kontynuowała

– No masz Ci los- mówię- i poszedł pewnie go zabije. I dobrze. To niedopuszczalne, żeby nic Ci nie powiedzieć. No niedopuszczalne.

– Och Katniss idź ratuj go, ja mu wybaczam, może zapomniał. Ja z największą przyjemnością zostanę waszą mentorką. Nawet za darmo dla Was wszystko. Co tam u Was

– Effie, jak się spotkamy to sama zobaczysz. Będziesz zaskoczona. A teraz mam prośbę, masz może numer do burmistrza jedenastego dystryktu. Potrzebujemy go

– Mam oczywiście, że mam, poczekaj chwilkę

Po krótkich poszukiwaniach podaje mi numer i się żegnamy. Ona zaś obiecuje zadzwonić do Haymitcha i poznać wszystkie szczegóły naszego pobytu w Kapitolu. Kiedy odkładam słuchawkę pyta już na tyle się uspokoił, że jest w stanie normalnie mówić, choć na policzkach nadal ma ślady po łzach.

– To nam się dostanie od Haymitcha.

– Dostanie się, no cóż jakoś to przeżyjemy. To co dzwonimy?

– Dzwonimy

Ponownie jak poprzednio wybieramy numer i przy włączonym głośniku czekamy na to jak burmistrz odbierze telefon

– Halo

– Dzień dobry, z tej strony Katniss Everdeen czy rozmawiam z burmistrzem

– Tak witam Panią, miło Panią słyszeć, w czym mogę pomóc

– No właśnie może Pan, musimy się skontaktować z rodziną Rue i Thresh, czy mógłby Pan kogoś po nich posłać. Musimy z nimi porozmawiać najlepiej od razu

– No wie Pani, dziś niedziela, nie chcę nikomu przeszkadzać, może umówmy się na inny dzień

– Jak Pan sądzi- wtrąca się Peeta- czy jeżeli ta rozmowa mogła by poczekać to naciskalibyśmy na rozmowę dzisiaj- jego głos jest tak stanowczy i opanowany, że prawię go nie poznaję

– Nie Panie Mellark

– No własnie, więc ile czasu potrzebuje na sprowadzenie do telefonu ojca Rue i babki lub siostry Thresha?

– Powiedzmy godzinę

– Dobrze ma pan trzy kwadranse, za tyle zadzwonimy ponownie. A i jeszcze jedno bardzo proszę, też o przygotowanie nazwisk osób, które zostały zastrzelone na placu w czasie naszej ostatniej wizyty w Pana dystrykcie

-Panie Mellark- to już chyba lekka przesada

– Panie burmistrzu powiem tak- głos Peety jest teraz już nie tylko stanowczy ale także poirytowany i zdaje się,że burmistrz ma tego świadomość- i tak dostaniemy od Pana te nazwiska. Chodzi tylko o różnicę w czasie i ilości telefonów.

– Co ma Pan na myśli- głos burmistrza robi się niepewny

– Na razie proszę ja, chyba nie chce Pan by w moim imieniu prosił o to Kapitol

– Za 45 minut lista będzie gotowa, a reprezentanci rodzin naszych poległych trybutów z 74 igrzysk będą czekać na telefon od Państwa

– W takim razie do usłyszenia – mówi Peeta i odkłada słuchawkę

– I co teraz- pytam go

– Teraz czekamy

Jedna myśl na temat “11: Lista poległych

Komentarze są zamknięte.