112: Po obu stronach

Witajcie. 

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka w czwartek. 

Pozdrawiamy ciepło

A. & A. 

 

– Nic mi nie jest, mamo przestań już – wiem, że martwi się o mnie, ale czuję się coraz bardziej zirytowana. Nie wiem ile razy usłyszałam, że powinnam się położyć, ile razy zapytała, czy nie kręci mi się głowie. I jestem przekonana, że ona też wie, że przesadza. Owszem, upadając nabiłam sobie guza na głowie, ale nie jest duży, ani nie rozcięłam głowy – dokładnie obejrzałam wszystko w lustrze…

Znów siedzę na krześle w sali Peety. Jesteśmy tu prawie wszyscy: Effie i Haymitch, Johanna i Paul, rodzice Peety, moja mama, Beetee. Brakuje tylko Annie, ale nikt nie ma jej tego za złe – zarówno ona potrzebuje nacieszyć się Nathanielem, jak i syn potrzebuje jej. Josh i Ellise, która bardzo szybko dochodzi do siebie, bawią się z Peeterem w sali obok, momentami słychać ich przytłumiony śmiech. Zack, po wielu godzinach czuwania, dał się w końcu namówić na pójście do domu. Widziałam, że choć on słaniał się ze zmęczenia, to jego siostra była przeszczęśliwa mając nowych przyjaciół. I nagle bardzo smutna, gdy okazało się, że ona idzie do domu, a reszta zostaje.
Nam pozostaje tylko czekać i mieć nadzieję, że podane leki będą nadal szybko działać. Obecnie wiemy tylko, że gorączka spadła i jego stan jest stabilny. A to znacznie więcej niż kilka godzin temu.
 
Mam trochę żal do Beetee’ego, że nie powiadomił mnie od razu o komplikacjach i kolejnej operacji. Tłumaczył mi, że i tak nie dałabym rady dolecieć szybciej, bo wydarzenia rozegrały się na kilka chwil przed naszym startem z Siódemki, a równocześnie tylko bym się dodatkowo denerwowała. Okazało się, że drenaż trzustki nie zadział odpowiednio dobrze i wciąż wydzielał się jakiś płyn, co doprowadziło do zakażenia i wysokiej gorączki. Jakby tego było mało, w pewnym momencie nacisk spowodował pęknięcie szwów i niemały krwotok, na skutek czego Peeta natychmiast ponownie znalazł się na stole operacyjnym. W międzyczasie pielęgniarka ściągnęła zakrwawioną pościel – to dlatego w sali pooperacyjnej zastałam puste łóżko. Wiem, że Beetee ma sporo racji, ale… powinnam była wiedzieć. Tak mi się przynajmniej wydaje, że powinnam.
 
– Przepraszam państwa – ciszę, która nastała po wymianie zdań z moją mamą przerywa lekarz. – Jest już bardzo późno, powinniście się państwo położyć. Nie ma większego sensu, żebyście tutaj siedzieli – wam, podobnie jak i jemu jest potrzebny odpoczynek. Jeżeli tylko pan Mellark się obudzi, natychmiast państwa powiadomimy – mówi spokojnym głosem.
– Czyli… obudzi się? – Patrick w końcu wypowiada na głos nadzieję nas wszystkich.
– Środki usypiające przestały już działać – lekarz stwierdza krótko, unikając naszego wzroku.
– Obudzi się? – tym razem Paul ponawia pytanie, a ja znów czuję strach, który podpowiada mi, że Peeta może już nigdy nie otworzyć oczu, nigdy się nie uśmiechnie…
– Nie wiem – słyszymy w końcu. Mężczyzna patrzy gdzieś w podłogę, nie chcąc mierzyć się z naszą nadzieją i lękiem, nie chcąc nas ranić, ale i nie dawać niepotrzebnych złudzeń. – Stracił bardzo dużo krwi. Choć zareagowaliśmy szybko, to jednak krwotok w połączeniu z zakażeniem bardzo go osłabiły. Mogę jedynie powiedzieć, że wiemy, że ma bardzo silny organizm, a w jego wolę walki chyba nikt z państwa nie wątpi – kończy ciszej, wychodząc powoli z sali.

Przenoszę wzrok z drzwi, za którymi zniknął chirurg, na łóżko. Peeta znów jest podłączony do jakiś dziwnych, miarowo pikających i szumiących, urządzeń. Jest coraz bledszy, mam wrażenie, że z godziny na godzinę życie z niego uchodzi. Nie wiem, czy na pewno ma w sobie jeszcze tę wolę walki, o której mówił medyk. Ma dopiero 19 lat, a przez ostatnie 3 przeszedł więcej niż większość ludzi przez całe życie. Nawet jeśli po pierwszych Igrzyskach był leczony w Kapitolu, to i tak mocno się to odbiło na jego zdrowiu. Druga arena skończyła się dla niego znacznie gorzej. Teraz zamach…

Powoli się podnoszę, napotykając zaskoczone spojrzenie Johanny. Czuję na sobie wzrok wszystkich, gdy zaczynam zdejmować buty i górną część munduru. I chyba po raz pierwszy jest mi to całkowicie obojętne. W samych spodniach i koszulce, lekko odsuwam kołdrę, którą przykryty jest Peeta. Kładę się powoli obok niego, starając się nie ruszać zbytnio materacem, by zapewnić mu stabilność, by nie ryzykować kolejnego krwotoku. Kładę mu delikatnie głowę na ramieniu – daje mi to namiastkę jego dotyku, ale wierzę, że i on to czuję. Muszę w to wierzyć, bo inaczej chłód jego ciała i nienaturalny wręcz spokój sprawią, że pogrążę się w rozpaczy… Łzy powoli napływają do moich oczu, kiedy uświadamiam sobie, że on może się już nigdy się nie obudzić. 
– Melanio – cichy głos pana Artura dochodzi do mnie jak zza ściany – lekarz miał rację. Chodźmy chwilę odpocząć… Teraz chyba tylko Katniss jest w stanie go przekonać, by otworzył oczy…

Znów jestem w bardzo jasnym pomieszczeniu, ale tym razem nie ma tu żadnych obrazów. Leżę na twardym łóżku, ustawionym na środku pokoju. Jest przenikliwie zimno, a w uszy wwierca mi się przenikliwy pisk i dziwny szum, które nie pozwalają mi zasnąć, choć jestem bardzo zmęczony. Marzę o kilku minutach spokojnego snu…
– Teraz chyba tylko Katniss jest w stanie go przekonać, by otworzył oczy – słyszę z daleka głos ojca. Brzmi jakby mówił o kimś, kogo Katniss dobrze zna, ale nie umiem poukładać tego, co mnie otacza, w spójną całość. Im dłużej próbuję, tym mniej z tego rozumiem. Czasem mam wrażenie, że moi bliscy mówią o mnie, albo nawet do mnie, ale za każdym razem jest to odległe, wyrwane z kontekstu…

Czuję przyjemne, delikatne ciepło na prawej ręce. I znajomy zapach, który przebija się poprzez antyseptyki – delikatny zapach sosnowego lasu… Przywodzi mi na myśl dom Johanny, dobrze ukryta chatka, o której istnieniu nie wiedział niemal nikt. I czas odbudowywania naszego związku z Katniss – poznawania się na nowo, odkrywania i zbliżenia.
– Nie ruszę się stąd, dopóki się nie obudzisz, Peeta – słyszę ją bardzo wyraźnie, nie mówi głośno, ale wyraźnie wyczuwam jej zdenerwowanie, chyba nawet płacze…
– Kochanie, otwórz oczy, proszę. Tak bardzo cię kocham, nie poradzę sobie bez ciebie – czuję jakby ktoś delikatnie gładził mnie po policzku, a potem delikatnie odgarniał włosy z czoła. Delikatnie muska moje usta – nie myliłem się, słony smak łez wyczuwam bardzo wyraźnie. 
– Katniss – krzyczę na całe gardło, ale nawet sam siebie nie słyszę… Mam coraz większy mętlik w głowie – miliony myśli, a na ramieniu znów czuję ciepło. Zaciskam mocno oczy, próbując znów ją zawołać, próbując się poruszyć… 

Chcę mu tak wiele powiedzieć, ale – jak zawsze – brak mi słów. Zamiast tego łykam łzy, które i tak płyną mi po policzkach. Wtulam się delikatnie w jego ramię, może ciepło mojego ciała choć trochę go rozgrzeje, choć trochę go wesprze. Może zrozumie jak bardzo jest mi potrzebny, jak bardzo chcę, by do mnie wrócił. Może podejmie jeszcze jedną próbę… Obejmuję go ramionami i zaczynam cicho śpiewać – piosenkę, dzięki której ponoć się we mnie zakochał, piosenkę, która poniekąd nas połączyła wiele lat temu… 

„Pieśni z doliny” nie śpiewa już mała dziewczynka, a dorosła kobieta. Katniss nawet nie zdaje sobie sprawy, jak piękny ma głos – ma talent swojego ojca. Śpiewa cicho, bardzo delikatnie, ale wyraziście. A ja, w ciemności zaciśniętych powiek, zaczynam widzieć mocne jasne przebłyski: Plac Główny w Jedenastce, mała siostra Rue biegnąca do mnie ze szklanką wody, krew na jej sukience i przenikliwy ból…
Mój mózg zaczyna bardzo szybko pracować, nagle wszystko wydaje się być jasne. Otwieram szeroko oczy, spoglądam na biały sufit, a w mojej głowie klaruje się jedna, jedyna myśl – „więc to tu trafiamy po śmierci”… 

– No wiesz co? – nie wiem czy powinnam się śmiać, płakać, czy raczej obrazić. Peeta pod wpływem mojego śpiewu zaczyna płakać – widzę to wyraźnie na jego policzkach. Patrzę na niego uważnie i śmieję się także płacząc równocześnie. Naciskam dzwonek, a lekarz pojawia się momentalnie, patrząc na mnie z zaskoczeniem. 
– Panno Everdeen, co się stało? – jego wyraz twarzy nie pozostawia mi większych wątpliwości – zastanawia się czy na skutek ostatnich wydarzeń nie oszalałam. 
– Zareagował… On… płacze… – wypowiedzenie tego na głos sprawia, że mam ochotę krzyczeć z radości. W końcu, po wielu godzinach, reaguje. I nie jest to przypadkowy skurcz, tylko łzy, które upewniają mnie, że jego mózg pracuje! Lekarz momentalnie lekko się uśmiecha, podchodzi do łóżka i zaczyna podnosić jego powieki – najpierw jedną, później drugą. 
– Co pani zrobiła? – patrzy na mnie uważnie.
– Nic – podnoszę ręce na góry, żeby potwierdzić szczerość moich intencji. – Nic, przytuliłam się do niego tylko i mu śpiewałam.
– To niech pani robi to dalej – chyba puścił do mnie oko wychodząc z pomieszczenia. Po chwili wraca, gasi jasno świecącą lampę, a pozostawia tylko dający delikatne, rozproszone światło kinkiet przy drzwiach.
Wtulam się ponownie w ramię Peety, wcześniej obsypując delikatnie pocałunkami jego twarz. Palce jego dłoni splatam z moimi i stwierdzam szeptem:
– Nie interesuje mnie to, że ci się nie podoba. Skoro tak bardzo fałszuję, to obudź się w końcu i zrób coś, żebym przestała śpiewać. 

Zawsze myślałem, że nie boję się śmierci, że jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, to bez mrugnięcia okiem ją przyjmę. Ale teraz, kiedy dochodzi do mnie, że już nigdy nie zobaczę Katniss, że nigdy już nie wyznam jej miłości, nie odgonię jej koszmarów, nie będzie mnie przy niej, gdy będzie tego potrzebować, łzy same płyną. Znów słyszę głosy, ale są zbyt odległe, a przez to zbyt zniekształcone, żebym je rozpoznał, nie mówiąc o zrozumieniu. Gdy milkną, mam wciąż zamknięte oczy, ale czuję jakby jej delikatne usta całowały mnie po całej twarzy. 
– Nie interesuje mnie to, że ci się nie podoba. Skoro tak bardzo fałszuję, to obudź się w końcu i zrób coś żebym przestała śpiewać. 
„O czym ty mówisz Katniss?” przechodzi mi przez myśl, kiedy szybko otwieram oczy. W moim pomieszczeniu jest trochę cieplej, światło nie jest już tak bardzo intensywne, a jej cichy śpiew jest jakby trochę weselszy. Dlaczego każdy każe mi się obudzić, przecież ja nie żyję! Umarłem wtedy, na tamtym placu. Mam tylko nadzieję, że ta mała dziewczynka przeżyła, choć pamiętam, że straciła przytomność gdy trzymałem ją w ramionach. Ale ona chyba dostała w rękę, więc jeśli kula nie przeszła dalej, nie zniszczyła czegoś w środku, to może zdążyli ją uratować. Choć ją…
 
A może się mylę? Może jednak żyję i dlatego słyszę jej głos, czuję jej dotyk? Jasny promień nadziei pobudza mnie do uśmiechu. Po rewolucji, w szpitalu w Kapitolu, widziałem ludzi w śpiączce – może mimo wszystko postrzał nie był aż tak celny, może ja po prostu śpię? 

Śpiewam chyba od wielu godzin. Albo tylko tak mi się wydaje. Ale gardło boli mnie już bardzo i mam wyschnięte wargi, choć nuciłam dość cicho…
– Kochanie – nagle słowa przychodzą same – jestem tutaj, przy tobie. Proszę wróć do mnie, otwórz oczy, obudź się. Kochanie, potrzebuję cię. Nie wiem gdzie jesteś, nie wiem co tam robisz, nie wiem nawet czy mnie słyszysz. Ale wierzę, że tak i proszę, błagam cię – obudź się – mocniej się w niego wtulam, zaciskając dłoń, którą go trzymam.

Wyraźnie słyszę, że prosi mnie, bym się obudził. Czyli mam rację – nie umarłem. Próbuję spojrzeć na dłoń, choć nie jest to łatwe. Ale wyraźnie czuję, że nasze palce są splecione. Nie mogę otworzyć oczu, nie mogę z siebie wydobyć głosu. Ale podejmuję jeszcze jedną próbę, by dać jej znać, że ją słyszę, że będę walczył, że nie zostanie sama. Z olbrzymim wysiłkiem, powoli zaciskam palce…


– Peeta! – krzyczę zaskoczona.
– Co tak wrzeszczysz Kotna? To szpital, wiesz? – nie mam pojęcia kiedy wszedł do sali, ani ile słyszał…
– Ścisnął moją rękę – odpowiadam nie przestając się uśmiechać. – Czułam to, rozumiesz? Czułam! Gale, on mnie słyszy. On się obudzi, na pewno się obudzi! – jestem tak szczęśliwa, że mam ochotę rzucić mu się na szyję. Ale to Gale – nie chcę, by znów powstały między nami jakiekolwiek niedopowiedzenia, więc tylko patrzę na niego, gdy spokojnie kładzie mi dłoń na ramieniu.
– Idź, powiedz o tym lekarzowi. Chyba, że chcesz żeby twoje krzyki sprowadziły tutaj jego i połowę innych chorych – nieraz sobie dogryzaliśmy, zawsze wtedy słyszałam ten ton starszego brata – trochę protekcjonalny, trochę zaczepny, ale zawsze przyjacielski. Szkoda, że nie zjawił się wcześniej… Szybko podchodzę do drzwi, ale nim kładę rękę na klamce, zatrzymuję się – co będzie jak się obudzi, a mnie nie będzie przy nim?
– Idź, posiedzę przy nim przez te parę minut – mówi ciepło się uśmiechając. Jakby czytał w moich myślach…
Najszybciej jak mogę biegnę wprost do gabinetu lekarza.

– Cześć chłopie – zaskakuje mnie jego głos. – Wiesz, że śpisz już od czterech dni? – Gale na moment milknie, a ja staram się skupić, żeby dokładnie usłyszeć jego dalsze słowa. W końcu podejmuje – jeśli o mnie chodzi, to bardzo dobrze. Kotna potrzebuje teraz ciepła i człowieka, który się nią zaopiekuje, który ją pocieszy w tych trudnych chwilach. Myślę, że jestem idealny do tej roli – ty sobie nie przeszkadzaj, śpij dalej. Ja się nią zajmę – wściekłość ogarnia mnie momentalnie, doskonale wiem jaką opiekę, jakie pocieszanie ma na myśli.
– Może ta rozgrywka między nami nie jest jeszcze zakończona – kontynuuje. – A tak między nami, nie spodziewałem się, że tak łatwo mi ją oddasz…


Nie zdążam wejść do gabinetu – rzut oka lekarza na mnie sprawia, że już ze mną biegnie z powrotem. Znów świeci Peecie w oczy, dokładnie ogląda dziwne kreski na monitorach, jednocześnie słuchając mojej opowieści. Na koniec jednak wzrusza tylko ramionami mówiąc, że musimy nadal czekać.
– Co tutaj robisz? – po chwili ciszy pytam Gale’a. Mam wrażenie, że jest z czegoś bardzo zadowolony, czego nie zauważyłam wcześniej.
– Przyjechałem po parę rzeczy Paylor i postanowiłem sprawdzić co u was słychać – kiwa głową w kierunku Peety.
– Jakoś dziwnie się zachowujesz, coś mu powiedziałeś? – nagle uderza mnie niepokojąca myśl.
– Nic złego, Kotna – potrząsa lekko głową i uśmiecha się do mnie – przedstawiłem mu tylko opcje.
– Jakie opcje?
– On będzie wiedział – odpowiada spokojnie i wstaje kierując się do drzwi. Przed wyjściem odwraca się na moment, jakby zastawiał się czy jeszcze coś dodać. W końcu oświadcza:
– Wiem, że nie masz do tego głowy, ale może powinnaś wiedzieć, że macie na jakiś czas spokój z pomysłami Paylor – będę musiała go o to zapytać, ale ma rację – nie teraz. Teraz wtulam się w Peetę czując, że moje powieki stają się bardzo ciężkie – niemal nie spałam od kilku dni…

Zabiję go, gołymi rękami. Zacisnę je na tej jego zdradzieckiej szyi. Mówił, że pogodził się z tym, że Katniss wybrała mnie, mieliśmy rozejm. A teraz pojawił się tutaj i bezczelnie powiedział mi o swoich planach. Wściekły podnoszę się z łóżka i zaczynam krążyć po pokoju. Nie czuję już jej dotyku, za to mam wrażenie, że narasta ból w boku – wraz z przyśpieszającym oddechem, rwanie staje się coraz gorsze, coraz bardziej przenikliwe. Siadam powoli na łóżku, ale to nie pomaga. Bardzo stopniowo, ostrożnie kładę się, jednak ból czuć cały czas, nie tylko w boku, ale w całym brzuchu. Z zaskoczeniem stwierdzam, że przestało mi być zimno – jest nawet ciepło, choć nie ma jej chyba przy mnie. A przynajmniej nic nie mówi, nie śpiewa – jest cisza. Mam wrażenie, że za moment cierpienie i wściekłość rozsadzą moje ciało. Próbuję wyrównać oddech – zamykam oczy na moment. Spowolnienie wdechów sprawia, że skupiam się na nich, odcinając się na moment od szarpnięć, czując je jakby mniej. Z mocno zaciśniętymi zębami znów otwieram oczy. Szum i pisk są coraz głośniejsze, białe ściany zmieniły kolor na delikatnie brzoskwiniowy. Znów zamykam oczy… I wtedy coś słyszę, coś bardzo miłego. Ale też czuję – i to jest znacznie gorsze. 

Boli jak diabli, nasila się i zwolnienie oddechu przestało wystarczać. Jakby ktoś przypalał mi brzuch rozgrzanym prętem… Ale obok chyba słyszę jej oddech, dźwięk, który zawsze mnie uspokajał. Powoli otwieram oczy, bardzo ostrożnie obracam głowę. Jest! Jej głowa jest delikatnie ułożona na moim ramieniu, śpi spokojnie. Włosy, które wysunęły się z warkocza, są rozrzucone na poduszce…
Omiatam wzrokiem miejsce w którym się znajduję. Szum i pisk dochodzi z jakiś dziwnych maszyn połączonych za pomocą rurek z moim ciałem. Czuję jak serce zaczyna mi walić, a wysokie tony mocno się wzmagają. Pierwsze skojarzenie z tego typu miejscem jest dla mnie jednoznaczne… Już to przeszedłem, z trudem opanowuje panikę… Jednak… skoro jest tu Katniss, skoro śpi, a nie czuwa, nie jest skrępowana, nie ma broni, to może to jednak jest normalny szpital…
Znów nieśpiesznie obracam głowę, podnoszę delikatnie rękę. Jest strasznie ciężka, ale ten kosmyk na nosie musi jej przeszkadzać, łaskotać ją. Bardzo powoli, bo na tyle tylko pozwala zdrętwiała ręka, odsuwam go do tyłu.

Najmniejszy mięsień jej twarzy się nie porusza, powoli przesuwam się w jej kierunku, ból znów mnie przeszywa, więc zatrzymuję się na chwilę, by za moment znów się lekko przemieścić.

Śni mi się, że jestem w domu, śpię wtulona w jego ciepłe ramiona. A on, jak co rano, odgarnia mi kosmyk włosów z twarzy. Nie chcę otwierać oczu, to taki piękny sen. Słodki smak jego ust, delikatnie muskających moje. Tak bardzo chcę poczuć je mocniej, ale boję się poruszyć, nie chcę się budzić. Jednak tęsknota za nim sprawia, że niemal mimowolnie wsuwam dłoń w jego włosy i przyciskam usta do jego warg. Cichy okrzyk bólu sprawia, że natychmiast otwieram oczy.

25 myśli na temat “112: Po obu stronach

  1. Cudowny ! Ja od poczatku wiedziałam, źe Peeta sie obudzi, rycze cały czas ! Doskonałe rozpoczecie dnia ! Pozdrawiam :*

  2. W końcu się obudził <3 Nienawidzę Gale’a, zabijcie go lub zróbcie z nim porządek. Świetna notka 😉

  3. O moj boze! Jaki niesamowity pomysl! Po obu stronach. Ja piepsze. Ale.sie.ciesze cos tak niesamowitego! Peeta chlopie. Nareszcie. Dobrze.ze Gale ci to powiedzial ja mysle ze to celowo zeby.walczyl. nie mam mu tego za zle tak mysle ale i tak go nienawidze xd. Boze kochana Katniss jak dobrze ze mu spiewala. To takie slodkie nie potrafie sie wypisac na temat tej notki po prostu okresle to tak KNBDEIPBGJFSAYI *.* <3

  4. Co jak co ale kazda następna notka przebija poprzednia. Piękna notka – jeżeli chodzi o mnie to łzy na przemian z uśmiechem to ogromna dawka emocji na cały dzień – dzieki Wam pozytywnych emocji 😉 I baaaaaardzo podoba mi się koncepcja dwóch perspektyw 😀 CUDI

  5. O jejku nie możecie tak skończyć!! Ja chcę ciąg dalszy!! Nie róbcie nam tego błagam!! Jeszcze tylko chwilka!! Ale są razem nareszcie się obudził!! Jak ja Was kocham :*:* Kiedy następna notka? Bo już nie mogę się doczekać 😉

  6. notka po prostu genialna 🙂 ale w tym momencie skończyliście szkoda trzeba czekać do czwartku** Chyba zgubiłaś wyraz chyba powinno być przez 3 lata przeszedł więcej operacji niż…

  7. O BOŻE ! Wspaniały, Uwielbiam ten rozdział. Nareszcie się obudził. 😀

    nie mogę sie doczekać następnego. 😀

  8. Jak zawsze genialne ! Dobry pomysł z tymi obiema stronami . Z jednej perspektywy nie było by to aż tak wspaniałe . Ciekaw jestem tylko czy Gale powiedział mu to specjalnie by go zdenerwować i tym dodać mu sił czy po prostu ma zamiar znowu walczyć o Katniss .

    Końcówka najciekawsza . Jak zawsze zżera mnie ciekawość . Obym wytrzymał do następnej notki ;).

  9. WSPANIAŁY RODZIAŁ ! Już nie mogę się doczekać czwartku :3 Potraficie utrzymać w napięciu ! Uwielbiam to 😀 Cieszę się , że obudziłyście już Peetę <3

  10. Kocham, kocham, kocham códowna notka.<3 :* Czemu następna dopiero w czwartek naie dam rady wytrzymać. 🙁

  11. Rozdział- genialny, kolejna sprzeczka między chłopakami- wpaniała. Tylko zastanawia mnie czy Gale będzie truł Peetę czy coś, żeby mieć Katniss dla siebie (chyba za dużo Szpitala się naoglądałam). Wprowadziłyście mnie w depresję, bo muszę czekać do czwartku. Czemu?!

  12. Czy tylko ja widze, że Gale zrobił to w dobrej wierze? Zrobił to żeby pomóc a nie zaszkodzić za co go lubię i pochwalam. Czekam tylko co powie jak Peeta będzie chciał z nim to wytłumaczyć. Anie? Mówiłam już, że was ubóstwiam ? 🙂

  13. Genialny pomysł ! Raz oczami peety raz katniss. Jesteś jak druga collins! Kocham twojego bloga <3 oby tak dalej . Czekam na nową notke :-*

  14. CUDO! Nie będę powielać treści poprzednich komentarzy – słowem, jestem takiego samego zdania, jak wszyscy wyżej 😉
    A tak btw, tylko ja zauważyłam jeden niuansik…(??) Bo tak pomiędzy łzami doszłam do wniosku, że Paylor chyba może być w ciąży (??) – taka moja mała (chyba) nadinterpretacja tekstu, a może po prostu zwykła interpretacja? Nic już nie wiem, prócz tego, że Peeta się wybudził, oczywiście 😉

    MD

Komentarze są zamknięte.