113: Mała zmiana

Witajcie.

Serdecznie zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka w poniedziałek. 

Pozdrawiamy ciepło A. & A. 

 

 

Peeta zapytał mnie kiedyś jaki jest mój ulubiony kolor. Wówczas bez zastanowienia wskazałam zielony – kojarzył mi się z lasem, z bezpieczeństwem, z ojcem i nielicznymi chwilami beztroski. Ale dziś moja odpowiedź chyba byłaby inna – dziś byłby to niebieski. Intensywny błękit, który budzi we mnie najpiękniejsze wspomnienia, przywołuje uśmiech na twarz, daje mi poczucie bezpieczeństwa i bezgraniczne szczęście.
– Dlaczego przestałaś śpiewać? – ma bardzo słaby głos, a w jego oczach widzę cień bólu, którego nie jest w stanie zamaskować nawet ten dobrze mi znany, ciepły uśmiech, za którym tak bardzo tęskniłam. 
– Słyszałeś? – chciałam wierzyć, że moje słowa do niego docierały, ale wcale nie byłam o tym przekonana… Jednocześnie sięgam w kierunku dzwonka przywołującego lekarza.
– Oczywiście, że słyszałem – odpowiada mi unosząc delikatnie do góry kącik ust. – Co robisz? – przenosi spojrzenie na moją rękę.
– Wołam lekarza – wciąż nie mogę uwierzyć, że w końcu się obudził, że patrzy na mnie, że ze mną rozmawia. – Powinien cię obejrzeć – w głębi duszy chodzi mi też o to, by potwierdził, że nie śnię – że Peeta naprawdę się obudził, że nic mu nie jest. 
– Pocałuj mnie, proszę – patrzy mi głęboko w oczy, a ja bez zastanowienia nachylam się nad nim i lekko dotykam jego ust. Po chwili odpowiada mi, pozwalając, by nasze języki rozpoczęły ze sobą cudowny taniec. Staram się być delikatna, nie naciskać na niego, nie chcę sprawić mu bólu. Przeszedł dwie operacje, cztery dni był w śpiączce, ale smak jego ust jest tak cudowny, znowu są ciepłe i słodkie. Jest tutaj, jest!
– Tak bardzo cię kocham – mówię do niego, niemal nie przestając go całować. – I tak bardzo się o ciebie bałam… Nie rób mi tego więcej…
– Jesteś całym moim życiem, Katniss – kładzie dłoń na mojej ręce i wpatruje się we mnie intensywnie. Dźwięk otwieranych drzwi przerywa nam dalszą rozmowę.
– Dzień dobry, panno Everdeen – odwracam się spokojnie w stronę lekarza – jakieś postępy?
– Jeden malutki – odpowiadam ze ściśniętym wzruszeniem gardłem. Łóżko Peety stoi tak, że w tym momencie zasłaniam medykowi jego twarz.
– Jaki? – patrzy na mnie zaskoczony i kontynuuje – nie wiem czy zdaje sobie pani sprawę, ale ten uścisk, o którym pani mówiła, to olbrzymi postęp. Czytałem o tym w nocy, dziś wczesnym rankiem skonsultowałem to z innym lekarzem, który miał już taki przypadek. W naszej ocenie pan Mellark powinien lada moment obudzić się. Nie ukrywam, że bardzo pomocna w tym może być pani obecność, proszę do niego mówić, on panią na pewno słyszy i to może zmotywować go do szybszego otwarcia oczu – ciepły uśmiech wypływa na jego twarz, jakby chciał mi dodać otuchy i wzmocnić moją wiarę w dalsze działania.
– Osobiście wolę jak mi śpiewa- jego głos jest bardzo słaby, ale słyszalny – a już najbardziej pomaga mi, jak mnie całuje.
Lekarz blednie, dwoma susami przemierza odległość między nami i z szeroko otwartymi oczami przygląda się Peecie.
– Malutki postęp? – wskazując dłonią Peetę, zadaje mi pytanie przeciągając lekko wyrazy.
Nie odpowiadam, kiwam przytakująco głową, pozwalając łzom płynąć swobodnie. Lekarz unosi brwi i kręci głową z niedowierzaniem. Podchodzi do Peety z delikatnym uśmiechem niedowierzania jeszcze, zagląda mu w oczy, przygląda się dokładnie monitorom urządzeń, do których jest podłączony. Wreszcie zaczyna zadawać mu proste pytania – o nazwisko, wiek, datę urodzin, a ja w tym czasie zakładam mundur i buty. 
– Zaraz wracam – uśmiecham się do Peety. – Wszyscy czekają na to, aż w końcu się obudzisz, muszę im powiedzieć. 
– Czy ty przypadkiem o czymś nie zapomniałaś? – słyszę w jego słabym głosie nuty rozbawienia. Muszę mieć zaskoczoną minę, bo dodaje – A buziak na dzień dobry?
Kiedy nasze usta się łączą, w sercu czuję błogi spokój. Tym jednym zdaniem Peeta sprawił, że wiem, że jest z nim coraz lepiej.
– Mówiłem ci już dzisiaj, że cię kocham?
– Od dawna mi tego nie mówiłeś – stwierdzam cicho.
– Kocham cię, jesteś całym moim życiem. I wiem co mówię – powtarza to, co oświadczył mi kilka chwil temu i puszczając do mnie oko pozwala mi wyjść powiadomić najbliższych. 

Wszyscy siedzą zebrani przy dużym stole w sali, w której wiele miesięcy temu jedliśmy kolację wraz z Paylor. Kiedy przekraczam jej próg, wszystkie spojrzenia momentalnie się na mnie przenoszą. Widzę w nich te same odczucia, które miałam przez ostatnie dni – lęk i niepewność.
– Katniss? – Johanna podchodzi do mnie powoli, kiedy ciężko opadam na krzesło stojące najbliżej wejścia. Jej drobna dłoń ląduje na moim ramieniu, a gdy podnoszę głowę do góry i spoglądam w jej oczy, w których po chwili zaczyna się zjawiać cień uśmiechu.

Już kiedyś o tym myślałam – kiedy pierwszy raz zobaczyłam Johannę, byłam nią zniesmaczona. Jej rozbieranki, cięte uwagi, postawa wobec innych sprawiły, że jej nie polubiłam. Pierwszy raz pomyślałam, że może jednak jest inna, że to tylko maska, tuż przed wywiadami, kiedy zasugerowała żebym zrobiła wszystko, by Snow pożałował decyzji ubrania mnie w suknię ślubną. Potem była arena i Trzynastka. To bardzo nas do siebie zbliżyło, dziś znamy się na wylot. Dlatego ona wie, choć nie zdążyłam nic powiedzieć – promiennie się uśmiecha, nachyla nade mną i mocno mnie przytula. 
– Katniss? – łamiący się ze zdenerwowania głos matki Peety przerywa nam – co z Peetą?

Przez całą drogę tutaj układałam sobie w głowie, jak im to powiem. Miałam gotowa odpowiedź, ale teraz dochodzi do mnie, że nic, żadne słowa, nie są w stanie opisać mojej radości. Uświadamiam sobie z całą mocą, jak bardzo jestem szczęśliwa, łzy znów napływają mi do oczu, promienny uśmiech pojawia się na twarzy. Jak przez mgłę widzę, że wszyscy do mnie podchodzą. Niepewne wyrazy twarzy pokazują mi, że nie wiedzą co ma oznaczać moja reakcja – cieszę się, czy może po prostu oszalałam. Jedynie reakcja Johanny i ciepły uśmiech Haymitcha okazują mi zrozumienie.
– Kiedy? – mentor pyta spokojnie.
– Przed chwilą – odpowiadam krótko .
– I jak?
– Żartuje – dodaję z uśmiechem.
– Tak jak przy jaskini, nad rzeką? – pamiętam tamtą sytuację równie dobrze jak on.
– Dokładnie tak samo. I nawet żąda tego samego – dopowiadam mrużąc oczy.
– Czyli jest z nim całkiem dobrze – cichym westchnieniem ulgi kończy naszą dyskusję Haymitch.

Pozostali przyglądają się naszej wymianie zdań. Cień nadziei budzi się w ich oczach.
– Sprawdźcie sami jak on się czuje – przesuwam wzrokiem po każdym z nich. Zrozumieli od razu – rodzice Peety wraz z Paulem i Patrickiem momentalnie wybiegają z sali, a pozostałym opowiadam przebieg nocy, nie pomijając żadnego szczegółu. 

– Emmo, twoja intuicja chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać – Haymitch zwraca się do mojej matki z dużym uznaniem. Chyba nigdy nie słyszałam, by doceniał czyjąś intuicję…
– No cóż – odpowiada i widzę, że jest z siebie dumna – jak nie prośbą, to groźbą. A ty nieźle dopracowałeś mój plan – puszcza do niego oko, wychodząc powoli.
– O co chodzi? – patrzę na nich zdezorientowana.
– To już powinien wyjaśnić ci Peeta – Haymitch klepie mnie delikatnie po plecach. – Albo… Gale – dochodzi do mnie z korytarza.

Kolejne kilka nocy spędzam u boku Peety, zasypiając w jego ramionach. Słucham opowieści o tym co czuł, co słyszał. Początkowo nie chciał mi zdradzić co przyczyniło się do jego wybudzenia, ale w końcu przyznał, że słowa Gale’a wywołały w nim taką wściekłość, że prawdopodobnie to one były ostatecznym impulsem. W pierwszym odruchu sama byłam zła na Gale’a – naruszył moje zaufanie, złamał niedawno zawarty rozejm. Jednak wtedy wkroczył Haymitch, przekonując nas oboje, że od początku był to prosty plan, bazujący na tym co kiedyś wymyśliła Prim. Tylko Gale mógł go wdrożyć i po chwili wahania zgodził się na to, zastrzegając, że mamy oboje go później poznać. I rzeczywiście poskutkował – obawa Peety o to, że mnie straci, była tak silna, że dał radę pokonać bariery fizyczne, a teraz wraca do zdrowia.

Informacja o zamachu na Peetę była podana we wszystkich dystryktach, więc tak samo oficjalnie został wszędzie przekazany komunikat o jego stanie zdrowia. Dołączyliśmy też prośbę o cierpliwość i przyjęcie zastępstwa w osobie Paula. Niemniej – wszystkie opinie zbierane w Panem przez Johannę, Paula i Haymitcha trafiały bezpośrednio także do nas.

Od czasu do czasu, do szpitala zaglądali także Ast i Rose. Nikt o tym głośno nie mówi, ale Ast przy Rose bardzo się zmienił. Bardzo rzadko wspomina też o Ivon, Podobno regularnie przesyła jej pieniądze, a ona szczegółowo opisuje mu przebieg ciąży, ale z jego zachowania, ze sposobu w jakim o tym mówi, wnioskuję, że powrót do Dwunastki nie jest mu na rękę.
 

Poduszkowiec zniża się do lądowania, wracamy do domu. Czekaliśmy tylko na to, kiedy Peeta wydobrzeje na tyle, żeby mógł znieść tę podróż. Z okien widzę tłum zebrany na Placu Głównym, spoglądam na ludzi siedzących naprzeciw mnie… Szkoda, że prawdziwa miłość zdarza się tak rzadko, a w dodatku czasami przychodzi za późno. Dobrze, że nas to nie spotkało…

20 myśli na temat “113: Mała zmiana

  1. O*O jeejuśku To było urocze *,* dzięki za miły początek dnia 😀 <Taniec Szczęścia> Jej Gale jednak nie jest już zły ^^ <Tańczy dalej taniec szczęścia> Ten dzień będzie najlepszy ^^

  2. Notka swietna nareszcie Peeta z Katniss tak brakowalo mi ich razem. Spieszmy sie kochac ludzi… 🙂 🙂 jeszcze raz ppwiem ze notka fantastyczna!

  3. Jennifer – bo oprócz bloga mamy pracę, dom, parę innych kwestii. I czasem te osobiste sprawiają, że nie jesteśmy w stanie czasowo i fizycznie ogarnąć wszystkich kwestii. Wtedy kolejna notka musi być ciut później. Ale równocześnie wiecie, że jak udaje się nam szybciej wyrobi, to wstawiamy szybciej niż było zapowiedziane 🙂

    isabellelavigne – 🙂

    Gość – link jest w prawym panelu, w dziale Zakładki (pod ostatnimi wpisami), ale proszę i tu – http://www.facebook.com/groups/431918803620260 🙂

  4. Przepiękny ! Na wasze notki warto czekać nawet i miesiąc. Wspaniale piszecie i macie genialne pomysły. Strasznie podobają mi sie zwroty akcji i to, że coś się dzieje, a nie tylko szczęście i sielanka. Mam nadzieje, że nie zabrakníe wam pomysłów i weny. Pozdrawiam 😉

  5. Boska notka <3 Masz talent. Ten blog jest mi niezbedny do zycia. Genialne. Zawsze czekajac na nastepna notke czytam caly blog od poczatku przez to mama na mnie krzyczy bo siedze nosem w telefonie xD Wiele uczuc we mnie obudzilas. Duzo smiechu, strachu, smutku, radosci, zachwytu. Nie wiesz jak bardzo dziekuje za ze powstal ten blog. Pisz dalej <3
    i powiem ze jestem najwieksza fanka ;3
    pozdrawiam ;*
    kata61

  6. No nareszcie jest z nami !! Super ciesze się bardzo 🙂 Czekam z niecierpliwością co będzie dalej 🙂

  7. Uzależniłam sie od tego bloga. Notka jak zawsze códowna mój kochany Peeta ma się dobrze <3

  8. Cudownie moje małe pysiaczki. Ciągle chcę więcej i więcej i nigdy nie mam dość. Ostatnie słowa piękne i niestety prawdziwe 😉

Komentarze są zamknięte.