115: Plan Paylor

Witajcie.

W związku z tym, że Anna ma od wczoraj urlop, notki przez najbliższe dwa tygodnie, będą pojawiać się rzadziej. Najbliższą mam nadzieję, opublikujemy w niedzielę. Gdyby to miało się zmienić- na pewno Was o tym poinformuję. 

A tymczasem- zapraszam serdecznie do czytania i komentowania.

Pozdrawiam ciepło

A. & A.

 

– Uspokój się – Johanna głaszcze Annie delikatnie po plecach. – Zajmiemy się tym z Katniss, a ty zostań tutaj. Dobrze? – kończy uważnie przyglądając się roztrzęsionej przyjaciółce. Ta nie odpowiada, kiwa tylko potakująco głową, a w jej oczach nadal gości przerażenie. Pozostałe osoby zebrane w sali nie mają pojęcia o co nam chodzi – Beetee patrzy na nas zaniepokojony, Paylor raczej wściekła.

Jesteśmy już prawie przy drzwiach – przed chwilą Paul potwierdził nam zatrzymanie kobiety w czerni i doprowadzenie jej do pokoju przesłuchań. Jednak coś nie daje mi spokoju – odwracam się powoli, spoglądam na Paylor i pytam:
– Kto to jest?
– O kim mówisz? – nie wiem czy nie rozumie pytania, czy tylko udaje.
– Tamta kobieta.
– Ta, którą kazałyście bezprawnie aresztować? To Claudia Black, moja współpracownica. Wcześniej była bardzo bliską współpracownicą Snowa. Zostawiłam ją tutaj, bo dużo wiedziała, mogła mi się przydać.
– Kiepsko dobierasz sobie współpracowników, bardzo kiepsko – kręcę z niedowierzaniem głową. 

Schodzimy szybko po długich schodach, kiedy ktoś mocno łapie mnie za ramię. Odwracam momentalnie głowę. 
– Jesteście pewne? – Haymitch mówi cicho, ale zdecydowanie. Wiem, że błędne oskarżenie mogłoby nas sporo kosztować, ale on widział tylko jeden list, a my o wiele więcej. Ten charakter pisma rozpoznam wszędzie.
– Absolutnie – odpowiada mu Johanna.
– W takim razie pora porozmawiać z panią Black, ale wcześniej musimy się czegoś o niej dowiedzieć. 

Beetee jest niezawodny – w ciągu pół godziny znamy cały życiorys Claudii Black. To pochodząca z zamożnej rodziny, bardzo dobrze wykształcona Kapitolinka. Nie ma męża, ani dzieci. Podobno była jakąś daleką rodziną Snowa i to z tego powodu znalazła tutaj pracę. Jej ulubieńcem szybko stał się Finnick – z zebranych dokumentów jasno wynika, że wydała dużą część swojego majątku na spotkania z Odaire’em. Co ciekawe – w czasie Igrzysk Ćwierćwiecza, to m.in. jej finansowe wsparcie pomogło nam na arenie. Natomiast po tym jak w całym Panem pokazano relację ze ślubu Finnicka i Annie, targnęła się na życie i trafiła na trzy tygodnie do szpitala z głębokim załamaniem nerwowym. Ciążę Annie odkryła na pierwszej Radzie. I pewnie wtedy urodził się w jej głowie pomysł pozbawienia Annie dziecka. 

– Idę z wami – Haymitch wstaje ciężko z krzesła, dołączając do nas w drodze do sali przesłuchań, w której została zamknięta Black. Początkowo mam ochotę powiedzieć mu, że to nie jego sprawa, ale po chwili dochodzi do mnie, że dla niego Finnick był tak samo ważny, jak dla nas. Przez lata łączyła ich silna przyjaźń, więc to sprawa pewnego długu i honoru.

Drzwi otwierają się z cichym kliknięciem. Kobieta siedzi na prostym krześle przysuniętym do kwadratowego szarego stolika. Łokcie oparła na blacie, przez co rękawy jej sukienki rozwinęły się spływając w dół. Wygląda jak wielki nietoperz, a kruczoczarne szponiaste paznokcie, które wystają spomiędzy jej włosów, w które zanurzyła dłonie, tylko potęgują ten efekt. Gdyby nie świadomość tego, co robiła, może byłoby mi jej nawet żal – wygląda… tragicznie. Ale w tym momencie nie budzi żadnego współczucia.
Gdy wchodzimy do pokoju, choć niewątpliwie słyszy nasze kroki, nie reaguje. Siadamy z Johanną naprzeciw niej, a Haymitch staje pod ścianą, uważnie przyglądając się tej scenie.
– Myślałaś, że nie rozpoznamy twojego charakteru pisma? – Johanna od razu przechodzi do ataku.
– Nie sądziłam – Black podnosi powoli głowę patrząc na nas zimnym wzrokiem – że ta wariatka pokazała komukolwiek moje listy.
– Nawet gdyby nam ich nie pokazała, to nie sądzisz, że sama rozpoznałaby twój charakter pisma? – staram się, by mój głos brzmiał pewnie, ale jestem tak zdenerwowana, że z ledwością mi się to udaje.
– Ktoś uwierzyłby takiej wariatce? – ironiczny uśmiech na jej twarzy doprowadza mnie do jeszcze większej furii. Mam niesamowitą ochotę uderzyć ją, zetrzeć go z jej twarzy. Ale z jakiegoś powodu wyraz twarzy Haymitcha mnie powstrzymuje. Tymczasem Johanna mocno wali pięściami w stół i przez zaciśnięte zęby stwierdza:
– Zapomniałaś o jednym – cedzi słowa bardzo powoli – my wiemy, że Annie nie jest wariatką. 
– Tak, wariat wariata zawsze poprze, to nic nowego – zaczyna się głośno śmiać, a mnie aż trzęsie ze złości. Równocześnie upewniam się, że ona sama jest szalona.
– Co masz na myśli? – Haymitch ma bardzo opanowany głos, niemal obojętny. Jakby pytał o coś, co zupełnie go nie dotyczy. Mocne drgnięcie i gwałtowny obrót pokazują nam, że Claudia nie zauważyła go wcześniej – jest zaskoczona, że w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze. Jej śmiech powoli zamiera, twarz przybiera kamienny wyraz, oczy ponownie stają się zimne i skupione. Znów opiera łokcie na blacie stołu i przyglądając się Haymitchowi zaczyna na palcach wyliczankę:
– Annie… Od dawna wiadomo, że po powrocie z areny oszalała. Beetee… Plotka głosi, że ma dziwne upodobania, co nie jest zbyt dobrze widziane, nawet w Kapitolu, który rzadko się wtrąca w prywatne życie tych, którzy dają mu rozrywkę. Johanna – przenosi na nią wzrok i zawieszając głos delikatnie unosi do góry kąciki ust – biedaczka uzależniona od morfaliny, której tortury Kapitolu pomieszały w głowie wcale nie mniej niż Igrzyska Annie. Ponoć wiele miesięcy unikała prysznica, a teraz wyprowadza się ze swojego dystryktu do ubogiej Dwunastki, do jakiejś chaty. Haymitch… Cóż, twoje uzależnienie od alkoholu jest sławne na całe Panem, a upadku ze sceny trzy lata temu nikt do dziś ci nie zapomniał. Twój ślub z Effie, która kiepskie prowadzenie się odziedziczyła po matce, też nie przyniósł ci zwolenników. I na koniec moi ulubieńcy – panna Everdeen, załamana stratą siostry, mordująca ludzi bez mrugnięcia okiem. Myślisz, że całe Panem da się po raz kolejny wyprowadzić w pole wierząc w twą dozgonną miłość do słodkiego i naiwnego Mellarka? A z kolei jego szaleństwa chyba nawet wam nie muszę udowadniać, prawda? – zaplata ręce na piersi, nie spuszczając nas z oka. Nie mam pojęcia jak zareagować na jej słowa – muszę przyznać, że w jej wypowiedzi wszystko wydaje się być bardzo spójne. Przenoszę wzrok na Haymitcha, który stoi z jedną nogą zgiętą w kolanie,  opartą o brzoskwiniowe kafelki, którymi jest wyłożona dolna część ścian pomieszczenia. Przygląda się chwilę zatrzymanej, wreszcie odpycha się od ściany, sięga po stojące obok krzesło i przenosi je bliżej stołu. Siada na nim w taki sposób, że opiera łokcie na oparciu krzesła i nadal, w ciszy, uważnie przygląda się kobiecie. 
– Dobrze to sobie wymyśliłyście – cisza zaczęła ciążyć już nawet mnie. – Nawet bardzo dobrze. Udowodnicie nasze szaleństwo, odsuniecie nas od władzy i spokojnie wprowadzicie sobie takie porządki, jakie wam odpowiadają. A raczej zrobi to Paylor… Co ci za to obiecała? Co dostaniesz za twoją pomoc… Nathaniela? – pytanie wisi w powietrzu, a mnie przechodzi zimny dreszcz na samą myśl o tym, że Paylor mogłaby posunąć się tak daleko. 

Krótka zmiana w twarzy Claudii sprawia, że mam pewność, że mentor po raz kolejny trafił w dziesiątkę. Nie odzywa się jednak, czeka na jakiś ruch z naszej strony. Johanna wzdycha w końcu ciężko i przerywa oczekiwanie – może doświadczenie w gierkach i matactwach Kapitolu ułatwiło jej oswojenie się z tą sytuacją:
– Jedna rzecz mnie zastanawia – czy Paylor postanowiła wykorzystać to, że pisałaś do Annie, czy raczej, co bardziej prawdopodobne, planowałyście to od dawna?

Znów to nieznośne milczenie – Black uparcie nie odzywa się, my również. A mnie przychodzi do głowy, że Paylor naprawdę mogła to od dawna planować. Doskonale zdawała sobie sprawę, że taki list nas przerazi, że będziemy starali się ukryć Annie. Niemal naturalna była moja opieka nad nią, a wówczas pewnie i Peety. Dzięki temu mogła się łatwo pozbyć trzech członków Rady, zapewniając sobie łatwość wprowadzania własnych pomysłów.

– Kiedy zorientowałaś się jak bardzo jesteś obojętna Finnickowi? – proste, delikatnie przerobione zdanie, trafia w sedno. Pamiętam je doskonale – usłyszałam je od Snowa w moim domu. Claudia reaguje podobnie jak wówczas ja – traci swoją pewność siebie.
– Pewnej nocy – mówi w końcu cicho – przez sen zawołał ją. Wtedy zrozumiałam, że moja miłość, moje pieniądze, moje poświęcenie – to wszystko jest dla niego nieważne. On kochał tylko ją, głupią wariatkę ze swojego dystryktu, a ze mną był, bo – na moment milknie, przełyka głośno – bo wuj go do tego zmusił. Jego wykorzystał, ze mnie zakpił. Powtarzał mi, że Finnick mnie kocha, że jestem dla niego ważna. Dziś wiem, że mówił to każdej z nas. Dlatego postanowiłam zbierać pewne dokumenty, które po tej całej rewolucji okazały się być wyjątkowo cenne. Pewnie nie domyślacie się nawet kto dobrze za nie zapłacił… – uśmiecha się lekko. – Oczywiście Beetee nie wiedział, od kogo je kupuje. Tak czy siak, tajemnice mojego wuja trafiły do was, a ja mogłam choć trochę na tym zarobić. Potem Paylor zaprosiła mnie do współpracy, poprosiła o pomoc i poradę. Plan wydawał się być świetny, ale nie wszystko poszło po jej myśli – uśmiecha się dziwnie. 
– Dlaczego? – wyrywa się z moich ust.
– Nie jesteście aż tak przewidywalni jak sądzili z Gale’em.
Trudno mi słyszeć jego imię w takim kontekście, choć od samego początku tej rozmowy instynktownie czułam, że padnie. Ale co innego podejrzewać, a co innego usłyszeć. Muszę pamiętać, że to było wcześniej, w ciężkim dla niego czasie, muszę opanować wzbierające emocje.
– Pytałam dlaczego to zrobiłaś? 
– Ty mnie pytasz dlaczego? A pomyślałaś, choć przez moment, że nie wszyscy pracownicy Snowa są tak dogłębnie źli jak on? Komukolwiek z was przyszło to do głowy? Nie- wszystkich nas potraktowaliście tak samo, zmuszając do biedy, upokorzeń. W przeciwieństwie do was – Paylor o nas dbała, potrafiła okazać nie tylko łaskę, ale i szacunek. Dlatego cały Kapitol ją popiera, a was pozbyłby się w najkrótszym możliwym czasie. 
– Dba o was, mając pozostałych mieszkańców Panem za nic – Johanna mówi tak, jakby stwierdzała jakiś nieistotny fakt.
– A oni są w ogóle coś warci? – powoli przestają mnie zaskakiwać takie wypowiedzi. Ludzi w Kapitolu naprawdę w to wierzą, dla nich mieszkańcy dystryktów są nikim.
– Paylor też pochodzi z dystryktów – Haymitch powoli wstaje i klepie Black po plecach.
– Ale bliżej jej do nas – odpowiada mu butnie.
– Tak, pewnie masz rację. A tymczasem dziękujemy za informacje – jednocześnie daje nam znak, że powinniśmy zakończyć rozmowę – przydadzą nam się. A ty spokojnie poczekasz sobie na rozprawę sądową w areszcie w drugim dystrykcie. 
– Wyprę się wszystkiego, co tu powiedziałam! – krzyczy gdy Hoult wraz z innym strażnikiem skuwają jej dłonie kajdankami i wyprowadzają z sali przesłuchań. – Niczego mi nie udowodnicie!
– Spodziewałem się tego, dlatego nagrałem  naszą rozmowę – tym razem to on uśmiecha się ironicznie, widząc jak Black blednie. – I powiem więcej, jestem przekonany, że udowodnimy ci o wiele więcej. Bo jak znam naszą Panią Prezydent – wszystkie dokumenty będą wskazywały na to, że sama to wszystko zaplanowałaś.
W jej oczach widzę, że ona też jest tego pewna. 

Powoli wychodzimy z sali, wracając do pomieszczenia, w którym czekają na nas pozostali. Ustalamy, że spotkanie przekładamy na jutro, że powinniśmy przyjrzeć się propozycjom Paylor. Niezależnie od wszystkiego przez wiele miesięcy udało się jej utrzymać kraj we względnym spokoju, więc ma w tym zakresie większe niż my doświadczenie – może na liście znajdzie się coś sensownego. Czuję się bardzo zmęczona, osuwam się na najbliższe krzesło, marząc o chwili spokoju, kiedy w słuchawce słyszę Paula:
– Katniss, powinnaś tutaj przyjść.
– Co się znowu stało?

– Sama musisz to zobaczyć, bo jak ci powiem, to raczej mi nie uwierzysz – mówi lekko zdenerwowany.

18 myśli na temat “115: Plan Paylor

  1. No jak tak można kończyć??? Ja się pytam? Co do Claudii… To mam ochote ją zamordować, wypatroszyć i inne takie zue słowa xD Lub delikatniej… Przytulić ją…

    wokoło szyi…

    drutem kolczastym…

    i tu ujawnia się moja sadystyczna natura wywołana przez panią Collins ;-;

  2. AAAA! Madra Kasia odkryła dlaczego pani Black to Claudia! P.Black= wiedzma= głupia dziewczyna Josha 😀 stawiam wam ciastko w nagrodę xD

  3. Noo super! Myślę że przyjechał Peeta bo stwierdzi że nie może tak długo czekać hehe 😉 Czekam do niedzieli dziewczynki kochane 😉

  4. Wiecie do czego doprowadziłyście? Wchodzę na Waszego bloga z „duszą na ramieniu” 😛 Zlitujcie się! Mam sesję, już mi nerwów starczy 😀

  5. Na sto procent Peeta wariat przyszedl xD . Ale zeby oni sie nie poklocili bo dopiero co tyle przeszli a wszystko na to wskazuje.

  6. No to Peeta wbija do kapitolu xD. Ciekaw jestem tylko czy sam sie tan dostal czy moze ktos mu pomogl? A notka jak zwykle ciekawa .

  7. ja myślę, że Peeta nie wbił do Kapitolu 😀 ale ja już dla zasady sądzę inaczej niż reszta 😀 obrzydliwa Claudia identyczna jak jej rzeczywisty odpowiednik -_- kocham tą notkę! 😀 chce już następną! <3 idealna 😉

Komentarze są zamknięte.