116: Wnuczka Snowa

Witajcie. 

Dziękujemy za ostatnie pół roku. Za to, że z nami jesteście, że czytacie i komentujecie- dziękujemy za wszystko. Jednocześnie zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka we wtorek. Pozdrawiamy ciepło.

A. & A. 

 

Siedzę w starym, wysłużonym fotelu. W powietrzu unosi się dobrze mi znany, chemiczny zapach farb i rozpuszczalników. Kiedyś, na samym początku, drażnił mnie tłumiąc wszystko inne, co znałem – ostra woń terpentyny potrafi przebić wszystko. Albo raczej potrafiła – dziś przyzwyczaiłem się do niej tak, że niemal jej nie czuję… W ręce ściskam pędzel i patrzę na puste płótno, rozpięte na sztalugach przede mną. Od kilku dni nie jestem w stanie nic namalować. Nie, nie od dni – to już trwa kilka tygodni. Wchodzę do pracowni, rozrabiam farby, a potem następuje jakaś pustka, której nie umiem ani wyrazić, ani zapełnić. Czasem zamiast pustki pojawia się chaos – próba wizualizacji tamtych uczuć skończyła się pociętym płótnem, bo sam nie miałem ochoty na to patrzeć.

Powrót do Dwunastki miał być dla mnie – miałem odpoczywać i wracać do zdrowia w domu, wśród ludzi, którym ufam, w miejscach, które znam. Nie sądziłem tylko, że Katniss tak głęboko weźmie sobie do serca zalecenia lekarza. Na nic mi nie pozwala, najchętniej przykułaby mnie do łóżka, a mnie takie lenistwo bawiło tylko przez pierwsze kilka dni. Nie rób tego, nie rób tamtego – przedrzeźniam ją w myślach… Ona chyba kompletnie nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo mnie wkurza to, co robi. Z jednej strony wiem, że kieruje nią strach o mnie, ale z drugiej… Cholera, nie jestem małym dzieckiem, wiem na co mogę sobie pozwolić. Rana mnie już prawie nie boli, bardzo dobrze się goi – czasem tylko, gdy za bardzo naciągnę brzuch, czuję ją, ale to wszystko. A tymczasem wszyscy nadal traktują mnie jak obłożnie chorego. I jeszcze ten ich wyjazd!
Zostaniesz tutaj, mama się tobą zaopiekuje – słyszałem w jej głosie troskę, słyszałem miłość, ale i tak jej słowa wytrąciły mnie z równowagi. Jak ona może mnie tak traktować?! To wtedy po raz pierwszy zamknąłem się w pracowni na klucz – chciałem pomyśleć, ale też uspokoić się. A teraz jakoś weszło mi to w nawyk. Zamykam drzwi, odgradzam się od całego tego zamieszania, od współczucia, czasem mam wrażenie, że wręcz litości. Odgradzam się też od niej. 

Słyszę jak mnie woła, jak krzyczy na cały dom, że muszą już ruszać. Powinienem wyjść, ale nie mam ochoty wstać z tego fotela i się z nią żegnać. O nie, traktuje mnie jakbym miał zaraz umrzeć, jakby najmniejszy ruch miałby spowodować powrót do szpitalnego łóżka. Nie pójdę do niej, nie mam ochoty wysłuchiwać znów listy rad i zakazów. Już dawno mnie to nie bawi…

Może jednak trzeba było iść, powiedzieć jej, że jest ze mną już o wiele lepiej, że nie potrzebuję opieki przez całą dobę… No może poza jej opieką. Jej obecności, dotyku, ciepła brakuje mi najbardziej. Nie wiem, czy przez to, że widziała mnie chorego nabrała do mnie jakiegoś… obrzydzenia? To chyba boli mnie najbardziej – Katniss, od czasu powrotu do domu, pozwala się dotknąć tylko kiedy idziemy spać. I to właściwie przelotnie – krótki pocałunek w policzek, lekkie przytulenie. W szpitalu była bardziej namiętna! A ja tęsknię za smakiem jej ciała, za jej dotykiem. Setki razy próbowałem dać jej do zrozumienia, jak bardzo jej pragnę, ale za każdym razem na nic nie pozwalała. Już nie mówię o zbliżeniu – mam świadomość, że to mogłoby się jeszcze różnie skończyć, ale nie sądzę, by pieszczoty pocałunki i przytulenia były problemem. Chyba, że wcale nie o to chodzi… Znam motywy Gale’a, wiem dlaczego usłyszałem tamte słowa, ale coraz mocniej kiełkuje we mnie podejrzenie, że może jednak… Może Katniss dała mu się pocieszyć… 
Po raz kolejny ogarnia mnie to uczucie. Znam je doskonale, wiem co się zaraz stanie i już chyba nawet nie staram się tego powstrzymać. Najpierw przeraźliwy lęk, potem złość przechodząca w furię, której nieustannie towarzyszą te jasne, błyszczące przebłyski. Świat robi się taki nierzeczywisty, niematerialny, czuję niemal fizycznie w przedramieniu przenikliwy chłód, rozprowadzający lodowate zimno po całym moim ciele. Przed oczami znów migają mi światła, obrazy. Ale nie są takie jak wtedy, gdy byłem przekonany, że jestem w galerii… Te raczej przypominają bezlitośnie tamtą przeklętą jesień, gdy przywiązany do fotela oglądałem Katniss na monitorze powieszonym centralnie przede mną, bez możliwości ucieczki wzrokiem, bez szans na zamknięcie oczu. A w tle słyszałem krzyki Johanny i zimny, szyderczy śmiech Snowa… Wspomnienia uderzają mnie, otaczają… Wstaję i walę pięścią w ścianę – krótki ból przywraca mnie na tyle do rzeczywistości, że postanawiam walczyć – mocniej zaciskam dłonie na oparciu stojącego obok krzesła. Zmieniłem zdanie, nie chcę dać się zawładnąć tym przebłyskom, ale to takie trudne… Zapadam się…

Mocny uścisk na ramieniu zdawał się złudą, ale silny cios w szczękę, który posyła mnie z powrotem na fotel, momentalnie przywraca mnie do rzeczywistości. Spoglądam zaskoczony na mojego gościa, a na jego twarzy też gości niedowierzanie. Na szczęście doskonale wiedział, co się ze mną dzieje i co trzeba zrobić żeby wyrwać mnie z macek Snowa…
– Już lepiej? – pytanie dochodzi do mnie jakby z oddali.
– Tak, dzięki – odpowiadam drżącym głosem. Nachylam się do przodu – mam zimne ręce, w zetknięciu z rozgrzaną skórą twarzy, przynoszą mi ukojenie.
– Myślałem, że to już za tobą – patrzy na mnie dziwnie, jakby nie był pewien co powinien zrobić.
– To chyba nigdy nie będzie za mną – podnoszę na niego wzrok. – Są dobre momenty, kiedy przez wiele dni jest spokój, najczęściej wtedy, gdy jest przy mnie. Ale jak jej nie ma, to…
– Właśnie widzę – przerywa mi, uwalniając od dalszego tłumaczenia.
– Katniss nie ma – przyglądam mu się uważnie. Gdzieś, z tyłu głowy, ponownie zaczyna kiełkować tamta nieznośna myśl.
– Wiem – odpowiada mi spokojnie, siadając na krześle. – Przyjechałem do ciebie.
– Do mnie? Tobie też kazała mnie pilnować? – nie mam pojęcia jaki interes może mieć co mnie Hawthorne.
– Nie schlebiaj sobie – mówi z delikatnym uśmiechem, który jednak szybko znika – pojawił się pewien problem, nawet poważny.  Pomyślałem, że po pierwsze powinniście wiedzieć, a po drugie – ty możesz mi pomóc
– Co się dzieje?
– Będziemy tak siedzieć i gadać tutaj, czy może raczej siądziemy w kuchni… – zawiesza głos, a do mnie po chwili dociera o czym mówi. Wstaję powoli, a już moment później siedzimy ze szklaneczkami z nalewką mamy. Kiedy Gale kończy swoją opowieść, wiem, że jego pomysł z napiciem się czegoś mocniejszego, był trafiony. Czy my kiedykolwiek zaznamy spokoju?

Gale nie miał większego wyboru – chcąc z nami porozmawiać, musiał przyjechać do mnie. Każda jego próba zbliżenia się do Katniss była śledzona przez Paylor i natychmiast udaremniana. Pani Prezydent okazała się być strasznie zazdrosna, wyczulona na jakiekolwiek ich kontakty (jak się okazuje nie tylko ja mam z tym problem), a dodatkowo jej podejście do władzy zaczyna przeradzać się w obsesję. Gale ucieszył się, kiedy odsunęliśmy jego dziewczynę od kierowania państwem. Miał nadzieję, że dzięki temu ona zrozumie, że może pora na inne życie – u jego boku, spokojne, bez ciągłych przepychanek w Kapitolu i problemów w dystryktach. Ale kiedy zaczęli ich odwiedzać różni ludzie, kiedy zaczęła się z nimi zamykać, prowadzić długie i tajemnicze dyskusje, zrozumiał – Paylor łatwo władzy nie odda. To, co zrobiliśmy, było dla niej jak policzek. W połączeniu z jej dumą i ambicją dało to mieszankę wybuchową – poprzysięgła nam zemstę i według wiedzy Gale’a – konsekwentnie realizuje swój plan.  Najgorsze jest jednak to, że ona chyba planowała to od dawna. Chciała zniszczyć Zwycięzców. Nie wiem skąd w niej tyle nienawiści do nas, co ją motywuje, ale miała swój spory udział w prześladowaniu Annie, a podsyłanie Beetee’emu fałszywych raportów, podsycanie napięć w dystryktach, ciche poparcie dla właścicieli fabryk w sprawie nielegalnych form opłat dla pracowników, były już całkowicie jej działaniem. A ostatni pomysł… Muszę przyznać – jest genialny. Posadzenie mnie w fotelu prezydenta, a następnie udowodnienie mojego szaleństwa – na oczach całego państwa. Nie potrzebowałaby niczego więcej.
– Jesteś tego pewien? – to tak nieprawdopodobne, że aż musi być prawdziwie.
– Niestety tak.
– I nadal z nią jesteś? – to nie moja sprawa, ale…  Gale krótko się śmieje, nim odpowiada:
– Wiem, że w tej chwili trudno w to uwierzyć, ale – w głębi serca – to dobra dziewczyna. Nie zapominaj też, że to pomysł młodego Snowa – to wytrawny polityk i świetny znawca ludzi. Jedyną winą Paylor jest to, że dała się mu omamić. Dlatego, kiedy tylko dowiedziałem się co się dzieje, zdecydowałem, że musicie się dowiedzieć i coś z tym zrobić. Nim on was wszystkich pozabija… Wiesz co jest w tym najdziwniejsze – oni byli pewni reakcji Katniss na twój postrzał, byli pewni, że ona się załamie. Byli też pewni, że przeżyjesz – podobno dokładnie za to zapłacili snajperowi.
– Dlaczego? Przecież mogli się już wtedy skutecznie mnie pozbyć.
– Są dwa powody. Po pierwsze to miał być krok do wyeliminowania Katniss bez zrobienia z niej męczennicy. Po tym wszystkim miała uchodzić za szaloną, a zamiast tego – znów uchodzi za szaleńczo zakochaną. A drugi powód jest dość osobisty. Wiesz, że Snow miał wnuczkę?
– Coś mi się kojarzy…
– Była nawet na jego pogrzebie – jej zdjęcie obiegło chyba wszystkie media. I ona była tym drugim powodem, dla którego miałeś przeżyć. Za wszelką cenę – patrzę ogłupiały na Gale’a. Ja bywam szalony, ale on chyba też. Odpowiada mi śmiechem.
– Wiem co myślisz. Ale ta dziewczyna jest w tobie zakochana – nastoletnią miłością, która nie zna barier. Kiedyś słyszałem nawet jak mówiła do Paylor, że zostaniesz jej mężem… Młody Snow wiedział, że jego córka ciężko przeżyje twoją śmierć, więc cię ocalił… Ale zostawienie cię przy życiu nie oznacza zostawienia was w spokoju. A usunięcie Katniss na pewno nie zmartwi jego latorośli.
– Mają rację – dociera do mnie sedno planu.
– Co masz na myśli? – patrzy na mnie zaskoczony. Wypowiedziałem tylko końcówkę swoich przemyśleń…
– Jeśli ją zabiją, nie będą musieli udowadniać mojego szaleństwa. Ja bez niej nie potrafię żyć…
– Peeta, Paylor jutro chce zrzec się władzy na twoją korzyść. Chce oddać ci panowanie w Panem. I tylko ty możesz w jakikolwiek sposób udaremnić jej plan.
– Co mam zrobić? Masz jakiś genialny pomysł? – automatycznie podnoszę głos – sama myśl o tym, że Paylor i syn Snowa planują zabicie Katniss jest dla mnie wystarczająco przerażająca. – Mam ją trzymać w pancerzu ochronnym, czy zamknąć na klucz pod opieką tuzina ochroniarzy?
– Nie wiem. Uwierz mi, że gdybym wiedział, sam bym to zrobił.
– Domyślam się – zwracam się do niego ironicznie. – A tak w ogóle, nie powiedziałeś mi dlaczego Paylor chce odejść na rok? O takim czasie wspomniałeś…
– Bo jej kazałem, a w tej kwestii mam decydujące zdanie – odpowiada, a na jego twarzy widzę jakiś rodzaj dumy.
– Powiesz coś więcej? Tyle planów, tyle wysiłku, a nagle oddają nam rok? Na co? Na naprawienie tego, co zepsuli?
– Paylor potrzebuje tego roku. Nie – my potrzebujemy tego roku… Nasze dziecko go potrzebuje.
– Dziecko?
– Tak, Paylor jest w ciąży. Rodzi na początku wakacji – spogląda na mnie z ukosa, delikatny uśmiech wypływa na jego twarz. – Na razie nikt o tym nie wie – zastrzega od razu.
– Gratuluję – wstaję, by uścisnąć mu dłoń – ożenisz się z nią?
– Chciałbym, choć nie wiem, czy ona tego zechce. Jest bardzo niezależna, acz przed ciążą wspominała coś o wspólnym życiu. Choć to było dawno… 

Schen i moja przyszła teściowa nie są zbyt zadowoleni z tego, że chcę lecieć do Kapitolu. Jeszcze mniej z tego, z kim tam lecę, ale nie dyskutują. Jest już ciemno, kiedy podchodzę pod bramy Pałacu, natykając się na Paula. I nie mam wątpliwości co maluje się w jego oczach na mój widok.

21 myśli na temat “116: Wnuczka Snowa

  1. Ja piernicze 😮 Wnuczka Snow’a zakochana w Peecie? No tego sie nie spodziewalam… Boje sie troche o Katniss. ;/
    Notka jak zawsze swietna. 🙂 Nie wiem jak wytrzymam do wtorku 😀

  2. Rewelacja ja juz pisalam co do zyczen : D ale jeszcze raz weny jak najdluzej! ^.^ swietna notka. Bardzo sie ciesze ze Gale wspolpracuje z Peeta 😀 extra !! 🙂

  3. Ahahaha… Paylor w ciąży… no nie powiem będzie ciekawie 😛 tak w ogóle to postanowiłam założyć konto, więc od dziś zamiast Majka podpisuje się Meredith_Ludwig 🙂

  4. Hahaha.. Gale tatusiem. xd
    Fajnie, że Gale współpracuje z Peetą, może wreszcie się zgrają.
    I Johanna miała rację w Pierścieniu Ognia połowa Kapitolu chciałaby pójść z nim do łóżka, wnuczka Snowa chce być na czasie. xd

    To my dziękujemy ! 😀

  5. Rozdzial jak zwykle świetny, my tez bardzo wam dziekujemy za te wspolne 6 miesiecy, za wasza prace. Mnostwo weny !

  6. pomysł z córką Snowa genialny 😀 uwielbiam was za to 😉 notka wspaniała, ale ja nie chce żeby Gale był z Playor :'( już moim zwyczajem chce żeby i tak zginęła 😛 nie lubię jej

  7. Emilly – rozumiem, że pytasz o ojca Peety – jeśli tak, to Artur. A urodziny Peety – zgodnie z wyborem Nathie, która wygrała swego czasu konkurs o taką nagrodę – przypadają 13.08 🙂

  8. A nie mówiłam, że Paylor jest w ciąży? Przewidziałam to już kilka notek temu i nieśmiało zapytałam xDD A tak wgl to dziękuję za wspaniałe pół roku 🙂

    MD

  9. Paylor w ciąży!!?? O kurczę !! No to teraz jestem w szoku!! Już Peeta ma zostać prezydentem!! Mam nadzieję że będzie dobre między Peetą a Katniss 🙂

  10. Emily – nie ma sprawy 🙂 Pamiętaj tylko, że to imię i data blogowe (nie ma ich w książce) – zaznaczam, bo wiem, że czasem się mylą 😉

    Mystery_Dreams – pamiętam 🙂 Ale nie odpowiedziałam wtedy, bo nie chciałam zdradzać 🙂

  11. Swietna notka, paylor zaszokowala 😀 a moze ktos powiedziec jaka jest data na blogu? W sensie ktory to miesiac bo konpletnie sie pogubilam 😛

  12. Notka swietna, Paylor zaszokowala 😀 moze ktos powiedziec jaka jest data na blogu? Bo pogubilam sie 😛

Komentarze są zamknięte.