119. Pionek w grze

Witamy serdecznie 🙂

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka w środę (raczej popołudniu). Pozdrawiamy ciepło 🙂

A. & A.

Zack nie chciał nawet słyszeć o naszym powrocie do Pałacu Prezydenckiego, gdzie czekały przygotowane dla nas sypialnie. Mnie zresztą też się to nie uśmiechało – Peeta i tak musiał spać tu, by Paylor nie dowiedziała się na razie o jego obecności. Z tego względu naciski Zacka, byśmy wszyscy u niego zostali, były mi bardzo na rękę – oddał nam do dyspozycji swoją sypialnię i zorganizował szybko kilka materacy i śpiworów. Znów przechodzi mi przez głowę, że w tym miejscu, na obrzeżach, ludzie żyją trochę jak w Dwunastce – pomagają sobie, często nie pytając po co i dlaczego, nie analizując. Potrzeba pomocy, to jej udzielają – tylko tyle i aż tyle…

Zanurzam się w ciepłym materiale śpiwora, zakopuję dodatkowo pod kocem i czekam. Ciszę przerywają tylko nasze oddechy i nieliczne odgłosy z ulicy. To wszystko, ciemność i przeciągająca się nieobecność Peety, napawa mnie niepokojem. Długo go nie ma – miał iść załatwić jakąś mało istotną sprawę, a tymczasem nieobecność jego i całej grupy coraz bardziej się przeciąga. Pytania bez odpowiedzi tłuką mi się po głowie, nie dając zasnąć. Jednak w końcu zmęczenie zwycięża…

Budzi mnie lodowaty dotyk – Peeta wtula się we mnie, dotykając zimnymi dłońmi brzucha. Jego usta delikatnie całują mnie w tył głowy.
– Gdzie byłeś? – szepczę cicho, by nie budzić innych.
– Kocham cię – mówi nienaturalnym głosem.
– Peeta? – obracam się szybko w jego stronę, nasze twarze są centymetry od siebie. Ponawiam pytanie, jego unik tylko wzmógł mój niepokój – gdzie byłeś?
– Już myślałem, że mi się w końcu udało. Ale nie… – zawiesza na moment głos. – To im się udało – kończy wypuszczając powoli powietrze.
– Co i komu się udało, Peeta? – jego zachowanie, głos silnie pokazują mi, że miałam rację – nie powinnam była się zgodzić na tę wyprawę. Albo… może należało iść z nimi. Coś się stało, coś bardzo niedobrego…
– Im – w jego głosie słyszę zawód, rozpacz, złość. – Udało im się mnie zmienić, stałem się pionkiem w ich grze. Na ich rozkazach… Katniss, co ja najlepszego zrobiłem – to już nie jest tylko zawód – Peeta jest przerażony i nawet nie stara się tego ukryć. Milczę, czekam, by sam powiedział mi o co chodzi. W końcu, po dłuższej chwili milczenia, podejmuje.
– Gale powiedział mi kto zlecił zamach. Nie tylko na mnie, ale też na ciebie. Od początku taki był plan – ja byłem tylko początkiem, przygrywką. Przede wszystkim ty miałaś zginąć. I od pierwszej chwili, kiedy się o tym dowiedziałem, chciałem to zrobić. I prawie zrealizowałem swój plan, Katniss, prawie pociągnąłem za spust. Rozumiesz to? Rozumiesz kim się stałem? Bezwzględnym mordercą wymierzającym sprawiedliwość na własną rękę. Bez sądu, bez świadków, na podstawie jednego zdania, w dodatku podsłuchanego, może nie do końca dobrze zinterpretowanego. Nie mam żadnej pewności, że na sto procent on za tym stał. A może był niewinny? Może wcale nie planował zamachu na ciebie, może to nie on zapłacił tamtemu snajperowi? Stałem tam, trzymałem palec na spuście i nagle to do mnie dotarło – mężczyzna stojący przy tamtym obdartym murze, choćby nie wiem jak pijany, choćby mataczący, choćby manipulujący Paylor, czy kimkolwiek innym – ma prawo do sądu, do uczciwego procesu. Ale wcześniej nie przyszło mi to do głowy – jedyną rzeczą, o jakiej myślałem przez cały lot tutaj, to jak strzelam mu prosto w serce. Co ja najlepszego zrobiłem? – dotyka czołem mojego i bardzo ciężko oddycha. Przełykam głośno ślinę, szukając gorączkowo jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi. I siłą powstrzymuję się, by nie powtórzyć jego słów – Peeta, coś ty zrobił… 
– O kim mówisz? – pytam, choć boję się usłyszeć odpowiedź.
– Snow nie żyje – odpowiada mi cicho.
– Zastrzeliłeś go jednak? – pogubiłam się. Wydawało mi się, że z jego słów wynikało, że nie dał rady tego zrobić, ale teraz już nie wiem. Może opamiętanie przyszło zbyt późno… Albo…
– Hoult to zrobił – w ciemności widzę zarys jego twarzy. Moje oczy zdążyły już do niej przywyknąć, ale jednak trudno mi rozróżnić szczegóły, muszę bardziej polegać na tym, co słyszę, niż na oczach…
– Bo ty nie potrafiłeś, tak? – nagle dociera do mnie, o czym mówił. Siedzieliśmy wtedy na dachu, w noc przed naszymi pierwszymi Igrzyskami. Wówczas nie rozumiałam tamtego pragnienia, by go nie zmieniono, tego, że chciał „umrzeć sobą”. I choć to właśnie jego najbardziej starano się zmienić, to też on najbardziej walczy, by pozostać sobą. Mimo dwóch aren, mimo tortur, osaczenia, rewolucji – nadal walczy, choć wielu ze znacznie mniejszymi przeżyciami – poddało się. Nawet ja się poddałam w pewnym momencie. Ale może właśnie dzięki tamtemu pragnieniu, które nadal w nim tkwi, jakoś pozostaje sobą. Prawie zawsze…
– Peeta, nie stałeś się pionkiem w ich grze – to nie ty go zabiłeś. Zrozumiałeś co należało zrobić, wiedziałeś, że to rozwiązanie jest złe, nie masz o co się obwiniać.
– Mam Katniss, doskonale o tym wiesz. Gdyby nie ja, Connora by tam nie było. A skoro go tam już zaprowadziłem, powinienem był go powstrzymać. Ale za późno to do mnie dotarło, zdecydowanie za późno.
– To też nie twoja wina, dobrze o tym wiesz. Jeśli nawet czasem nie jesteś sobą, to stary Snow cię do tego doprowadził, nic co zrobiłeś sam – mówię w końcu.
Peeta przez chwilę gładzi mój policzek.
– Tak bardzo się bałem, że on cię skrzywdzi, że cię zabije. Paul o nic nie pytał, Haymitch też. Zresztą, Haymitch nawet nie wiedział co planuję – po prostu poszedł. Obaj byli przy mnie, ramię przy ramieniu. Dlaczego mnie nie powstrzymali? Dlaczego oni nie wykazali się większym rozumem niż ja? Dlaczego?
Rozpaczliwe nuty w ostatnim pytaniu przeszywają mnie na wskroś, nie wiem co mu odpowiedzieć. Peeta jest o wiele lepszy niż ja, jest dobry – zawsze taki był. Ja pewnie nie wahałabym się ani przez moment. Za to, że Snow zapłacił snajperowi za zamach na Peetę, osobiście bym go zastrzeliła, gdybym tylko o tym wiedziała. Domyślam się też dlaczego Haymitch go nie powstrzymał – wiedział, że tutaj, w Kapitolu, proces młodego Snowa nie byłby uczciwy. Musielibyśmy mieć naprawdę mocne dowody wskazujące, że to on zapłacił snajperowi. A – jak się domyślam – nie mamy takich, więc Haymitch uznał, że takie rozwiązanie jest jedynym możliwym dla skutecznej ochrony nas. Zresztą – Haymitch i Paul to poniekąd nadal nasze Cienie. Chyba nigdy nie wyszli z tej roli – ich zadaniem, nawet jeśli nie oficjalnym – jest nas chronić. Dlatego Haymitch nie wnikał po co idą Paul z Peetą – jeśli oni szli, on czuł się w obowiązku iść z nimi. I zadbać o to, by wszyscy wrócili.
Nie odpowiadam na pytanie Peety, nie chcę go okłamywać, ani wymyślać jakiejś durnej bajeczki. Oboje wiemy czemu cała czwórka z nim poszła, czemu nigdy nie zadają pytań. Czemu w razie nawet podejrzenia niebezpieczeństwa, zawsze wyjdą w pierwszy szereg, czemu zawsze mają ze sobą broń. Tak samo jak wiem, że tamten strzał w Jedenastce, będzie w Hamitchu siedział równie mocno jak niemożność wyciągnięcia Peety z areny 75 Igrzysk. Do końca życia będzie analizował gdzie popełnił błąd, czego nie zauważył. Ale do głowy przychodzi mi inna rzecz – coś, co mnie sprawia ból, coś co nie pasuje do Peety – dlatego muszę powiedzieć to na głos.
– Peeta, kochanie, bardzo cię proszę, nigdy już nie zabijaj w mojej obronie. Już dawno zeszliśmy z areny, nie musimy mordować ludzi, żeby się wzajemnie chronić. Są na to inne sposoby – przyglądam mu się uważnie. Mruży oczy, myśli o czymś intensywnie.
– Nigdy nie wysiądziemy z tego pociągu…
– Wiem – odpowiadam mu cicho, mocno wtulając się w jego ramiona. Dochodzi do mnie, że pociąg jutro tylko przyspieszy. 

Przez resztę nocy, na wpół śpiąc, na wpół odganiając koszmary, myślałam o tym, co powiedział mi Peeta. Przed świtem podnoszę się cicho z legowiska, Peeta śpi jeszcze – niespokojnym, rwanym snem. Kiedy kieruję się w stronę łazienki, znajdującej się na końcu wąskiego korytarza, z drugiej sypialni słychać głośne chrapanie Zacka. Po kilku minutach pokonuję tę samą drogę, zaglądając do kuchni. Siedzi zgarbiona na krześle, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Nieznaczny gest głową na mój widok, upewnia mnie w przekonaniu, że jest tak samo przerażona tym, co nas czeka, jak ja. Wyciągam spod kuchennego stołu jeszcze jeden taboret i siadam obok niej, w takiej samej pozycji. Johanna przez moment na mnie spogląda, kiedy w końcu pyta:
– Powiedział ci?
– Tak, a tobie?
– Nie miał wyboru – mówi cicho, ale pewnie. – Wiesz, że kiedyś możemy mieć z tego tytułu problemy?
– Wiem. Oni też – odpowiadam, choć tak naprawdę dochodzi to do mnie dopiero w tym momencie.
– Co robimy? – chyba mam nadzieję, że ma gotowe rozwiązanie. Jak nieraz bywało.
– Nic – głos Paula brzmi tak samo jak Johanny. – Udajemy, że o niczym nie wiemy.
– I miejmy nadzieję, że nikt tego z nami nie połączy – czuję na ramieniu ciepłą dłoń Peety.
Przez chwilę wszyscy milczymy. 
– Chyba musimy omówić jakąś strategię na najbliższe lata – rzadko słyszę nerwowość w głosie Paula.
– Chyba już wszystko zostało wczoraj powiedziane – przerywam mu, nie chcę po raz kolejny omawiać tego tematu. Plan został zaakceptowany przez nas wszystkich. Każde z nas ma w nim swoją niemałą rolę. I musimy zrobić wszystko, by ją dobrze odegrać, bo od tego zależy powodzenie naszych ustaleń. I nasze życie.
– Wiem, Katniss. Chodzi mi o to, że teraz będziemy podzieleni na pary. Nie do końca takie, jakie byśmy chcieli, dlatego…
– Dlatego – włącza się Peeta – kiedy będziecie w dystryktach, macie na siebie uważać. I macie pozwolić Houltowi działać, macie się go słuchać – podkreśla twardo ostatnie słowo patrząc znacząco na mnie. – Jeżeli powie wam, że coś jest niebezpieczne, to nie dyskutujecie, tylko się wycofujecie. Jeśli powie, że musicie jechać inną drogą, że odwołujecie jakieś spotkanie, że zmieniacie miejsce noclegu, to po prostu to robicie. Czy to dla was obu jest jasne?
– Ale chwilę, Hoult miał być waszą obstawą – Johanna prostuje się na krześle.
– W nocy zmieniliśmy zdanie – odpowiada jej spokojnie Peeta.
– Ale – chcę powiedzieć, że to oni potrzebują ochrony, to oni będą na celowniku, ale Peeta nie daje mi dojść do głosu.
– Właśnie o tym mówię Katniss. Nie ma żadnego „ale”, to postanowione. Hoult i jego oddział będzie jeździł z wami. Nam wystarczą Connor i Zack. 
– Nie – wypowiadamy jednocześnie, ale widzimy, że żaden z nich nic nie robi sobie z naszych protestów. Mam wrażenie, że w nocy stało się jeszcze dużo więcej, niż obaj nam powiedzieli. Że spotkanie ze Snowem tylko coś zapoczątkowało…

Peeta w przebraniu wychodzi długo przed nami. Prawdę mówiąc, w tej czapce, bluzie i obcisłych spodniach nawet mnie byłoby trudno go rozpoznać. Zack zabiera go ze sobą, dostanie się do pałacu jako jego kuzyn, który szuka pracy. Obaj będą czekać na nasz znak, żeby Peeta pojawił się w odpowiednim momencie. Ja też jestem już ubrana – po kilku tygodniach czuję, że dobrze mi w tym mundurze – czuję się w nim jakoś sobą. Świadomość, że od dzisiejszego wieczora ten mundur nierzadko będę musiała zmienić na elegancką suknię, a wygodne buty – zastąpić eleganckimi, wcale mi nie pasuje. Ale już wiem, że nie mam wyboru.

13 myśli na temat “119. Pionek w grze

  1. Czy „napewno” nie pisze sie oddzielnie ? Cos ostatnio w notkach widze laczna pisownie tego zwrotu . Az sam juz glupieje xD. Nie moge sie doczekac jakiejs grubej akcji ;P.

  2. Peeta -,- no musiałeś się wygadać… Ale ok. Lepiej że to on powiedział Kotnej niż miałaby się sama dowiedzieć 😉 Lub co gorsza, Johanna by jej wygadała…

    Peeta taki groźny. Mrrr… aż zaczynam zazdrościć Katniss 😛 chociaż dla mnie mógłby być tylko starszym bratem 😉 Nie wiem co napisać więcej, to pisze że notka jak zawsze, rewelacja i coś czuje że od następnego rozdziału będzie się działo ( coś nie sądze żeby Johanna i Katniss słuchały się pilnie rozkazów 😛 )

  3. Maniusiek – „na pewno” pisze się oddzielnie. Ale nie mogę znaleźć fragmentu, gdzie jest razem (nie edytowałam notki) – razem wyszukuje mi (ctrl + F – „nap”) „naprawdę” i „napawa”, nie mogę nigdzie znaleźć „napewno” zapisanego razem…

  4. Hmmm, nawet w ogóle w notce nie wyszukuje mi „na pewno” (także oddzielnie) – jest tu gdzieś?

  5. coś czuje że od następnego rozdziału będzie się działo …. coś nie sądze żeby Johanna i Katniss słuchały się pilnie rozkazów 😛

Komentarze są zamknięte.