121: Zaprzysiężenie

Witajcie. 

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka we wtorek. 

Pozdrawiamy A. & A. 

– Bardzo ładnie wyglądasz Rose – uśmiecham się do niej delikatnie. Kuzynka mojego narzeczonego stoi, jak zwykle naburmuszona, przed dużym lustrem. Fryzjerka upięła jej włosy w delikatny kok, pozostawiając kilka pasm łagodnie spływających na plecy. W jednej z moich sukienek, przywiezionych tutaj zapobiegawczo przez panią Mellark, prezentuje się prześlicznie, choć jej mina na to nie wskazuje.
– Taaaa, wszystko jest cudownie – mówi ironicznie – tylko czemu czuję się jak skończona idiotka? – rzuca w moją stronę, kiedy i ja staję przed lustrem, by ocenić swój wygląd. 
– Takie już jesteśmy – odpowiadam jej szczerze. Doskonale pamiętam swoje początkowe odczucia w czasie 74 Igrzysk. Wydawało mi się, że te wszystkie stroje, które przygotował dla mnie Cinna, nie pasują do mnie. Wygładzam delikatny materiał sukienki, w której byłam na ślubie Patricka i Amandy. Byli doradcy Paylor chcieli nas wszystkich ubrać w nowe stroje, ale my wolimy wystąpić w tych, których już używaliśmy. Oczywiście za wszystko miał zapłacić Kapitol, ale Peeta ma rację – za pieniądze, które wydalibyśmy na ten jeden wieczór, można nakarmić wiele głodnych dzieci w dystryktach. Nasze plany co do kolacji z okazji zaprzysiężenia też raczej nie spodobają się ludziom w Kapitolu, ale tej chwili niespecjalnie nas to interesuje. Oczywiście nie możemy ich lekceważyć, ale równocześnie o wiele bliżej nam do tych głodnych ludzi, których spotkaliśmy w czasie objazdów dystryktów. To oni potrzebują naszej pomocy, nie Kapitol. Stąd też wzięły się nasze plany na dzisiejszy wieczór…

Do Kapitolu, na wieczorną uroczystość, przywiezieni zostali członkowie rodziny Paula, a także burmistrzowie wszystkich dystryktów. Ci ostatni będą nam potrzebni przede wszystkim jutro, choć ich obecność na zaprzysiężeniu też będzie dobrze wyglądać. Natomiast dziś… Dziś rozpoczynamy nowy etap naszego życia. Życia w ciągłym blasku reflektorów, pod ciągłym obstrzałem kamer i aparatów, ciągle obserwowani… Widzę, że Rose też się tego boi – jeszcze wczoraj nawet przez myśl jej nie przeszło, że jej brat będzie najważniejszym człowiekiem w całym Panem. A kilka tygodni temu nawet nie zdawała sobie sprawy z działań brata w czasie rewolucji. Brała go za dezertera – i choć była z tego powodu nieszczęśliwa, to chyba przyzwyczaiła się do tamtego biednego, ale stosunkowo spokojnego życia.
– To wszystko – zaczyna bardzo cicho, ze spuszczoną głowa, gdy sadzam ją na stojącej obok lustra, bogato zdobionej, pufie – nie mieści mi się w głowie. Paul… Nigdy nie sądziłam, że taką rolę dla niego przygotował los… I wy. Ale… – głośno przełyka ślinę i milknie.
– Ale? – zachęcam ją do kontynuacji.
– Ale – spogląda na mnie oczami pełnymi łez – nie potrafię się cieszyć jego sukcesem.
– Co się dzieje Rose? – kładę jej dłoń na ramieniu, przysiadając obok niej.
– To wszystko jest nie fair! – rozpłakała się na dobre. Próbuję się domyśleć gdzie tkwi problem, ale nie potrafię. Dlatego gładzę tylko delikatnie jej włosy, czekając aż się uspokoi.

Drzwi otwierają się cicho i do pokoju wchodzi Peeta. On też wygląda tak samo jak na ślubie swojego brata – równie pociągająco, wyprostowany, z lekkim uśmiechem i błyskiem w oczach. Patrzy na mnie pytająco, a ja bezradnie wzruszam ramionami. 
– Rose? – przysiada przed nią, biorąc jej dłoń w swoje.
Na jego widok Rose zaczyna szlochać i odwraca wzrok. Peeta powoli wypuszcza powietrze, wycierając kciukiem łzy.
– Rose – jego głos jest stanowczy, ale nie agresywny – zostaniesz tutaj z nami, dobrze? W tej sytuacji to najlepsze rozwiązanie – spoglądam na niego zaskoczona, a on ruchem głowy daje mi do zrozumienia, żebym nic nie mówiła. – Przykro mi, ale ten związek to kiepski pomysł, dlatego lepiej, byście pozostali oddzielnie. Nie chcę mówić, że nie pozwolę na ten związek, ale znasz już moje zdanie. Rozmawialiśmy o tym…
– Wiem – Rose przerywa mu cicho. – Nic nie zrobię, ale czemu to tak bardzo boli? – unosi zapłakaną twarz, spoglądając mu w oczy.
– Bo złamane serce, tak samo jak złamana noga – jak się zrasta, to boli – całuje ją delikatnie w czubek głowy. – A teraz doprowadź się do porządku, zaczynamy za pół godziny. Chyba nie chcesz, żeby całe Panem pomyślało, że płaczesz tak z powodu brata – uśmiecha się, puszczając do niej oko. Rose odwzajemnia się tym samym, ale uśmiech szybko znika z jaj twarzy. Peeta bierze mnie za rękę i wyprowadza z pokoju. Na korytarzu delikatnie mnie obejmuje i całuje w szyję.
– Pięknie wyglądasz, kochanie – szepcze, nie przestając mnie całować.
– Aż tak? – nie jestem w stanie się skupić się na niczym innym.
– Obawiam się, że tak – poważnieje, wzdycha ciężko, ale wciąż nie wypuszcza mnie z objęć. W końcu podejmuje – od jakiegoś czasu to podejrzewałem, w końcu Ast mi się wygadał. Zakochali się w sobie, ale ze względu na ciążę Ivon… – nie kończy, nie musi. Doskonale znam jego zdanie i choć ciężko mi na to patrzeć, zgadzam się z nim. Ast oświadczył się Ivon, zostawienie jej w tej sytuacji byłoby bardzo nie w porządku. 
– Ty też wyglądasz bardzo pociągająco – ruchem głowy staram się odgonić smutne myśli.
– Skoro już o tym mowa – figlarny uśmiech wypływa na jego twarz – to musimy jeszcze coś załatwić.  Ciągnie mnie w stronę wyjścia z pałacu, a potem w stronę szpitala, do gabinetu lekarskiego. 

Kiedy dziesięć minut później żegnamy się z lekarzem, triumfalny uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Ja też się uśmiecham.
– Teraz mi wierzysz? – pyta patrząc na mnie z przechyloną głową.
– Tak – nie muszę mówić nic więcej. Całuję go w usta, pozwalam się objąć, dotykać. Lekarz powiedział to, co tak bardzo chciałam usłyszeć, co mnie uspokoiło. Peeta jest całkowicie zdrowy, rana zagoiła się dobrze. Co prawda nadal powinien się oszczędzać, ale lekkie sporty i mały wysiłek mu nie zaszkodzą… 

Cała ceremonia przebiega szybko i zgodnie z planem. Gale nie daje po sobie poznać, że w czymkolwiek nam pomógł. Paylor kipi ze złości, ale widać przyjęła już do wiadomości, że Beetee powiedział prawdę. Podczas nominacji ani razu nie użyła imienia Peety, więc nasza interpretacja jest prawnie usankcjonowana. Mam tylko nadzieję, że nigdy się nie domyśli kto nam pomógł – bo o tym, że mieliśmy pomoc od kogoś z jej otoczenia, wie na pewno.

– Świadomy ciążącej na mnie odpowiedzialności – słowa Paula niosą się echem po placu, a także – dzięki transmisji telewizyjnej – są słyszane w całym Panem. Stoję pomiędzy Johanną, a Peetą, zwrócona w stronę przemawiającego Paula – przysięgam, że wszystko co zrobię w czasie piastowania urzędu Prezydenta Panem, będzie miało na celu dobro obywateli Panem – Paul kończy słowa krótkiej przysięgi prezydenckiej i odbiera z rąk Paylor małą książeczkę. Nigdy jej nie wiedziałam, ale dziś Beetee opowiedział nam, że to spisane 77 lat temu prawa, podstawa działania państwa. Czarna skóra jest w niektórych miejscach przetarta, ale widać, że przechowywano ją w dobrych warunkach. 
Paul siada na bogato zdobionym krześle, Paylor schodzi ze specjalnie przygotowanej na tę uroczystość sceny. Kiedy Johanna siada po jego prawicy, Peeta wystawia dłoń w moja stronę i stajemy za nimi. Peeta mówi cicho coś do Paula, a ten wstaje i ponownie podchodzi do mikrofonu.
– Obywatele Panem, chciałbym jeszcze ogłosić trzy kwestie. Po pierwsze z ogromną przyjemnością informuję, że Peeta Mellark zgodził się pełnić rolę mojego rzecznika i w razie potrzeby – reprezentanta. Po drugie – jego głos jest teraz bardzo poważny – jutro zostaną ogłoszone nowe nominacje na stanowiska burmistrzów w poszczególnych dystryktach. A po trzecie – jego głos znów lekko się zmienił – ale wcale nie najmniej ważne – w każdym Pałacu Sprawiedliwości w Panem czeka na wszystkich obywateli przygotowana kolacja z okazji dzisiejszego zaprzysiężenia. Mając na uwadze to, że zmieszczenie wszystkich obywateli w tych budynkach byłoby trudne, przygotowaliśmy ją w formie paczek. Czekają na każdego z was – od najstarszego do najmłodszego Panemczyka. Świętujcie razem z nami – uśmiecha się szeroko, wypuszczając powoli powietrze. Peeta dobrze nauczył go jak ma to powiedzieć – słowa, ton głosu. Z czasem Paul pewno sam będzie umiał się wczuć, ale na razie – musi się tego nauczyć.

Wrzawa jest nie do zniesienia. Jednak obecni tutaj burmistrzowie nie cieszą się z przyjęcia – właśnie zdali sobie sprawę, że ich dotychczasowe poczynania będą brane pod uwagę w czasie nowych nominacji. Zostawiamy ich samych, udając się powoli na kolację przygotowaną w sali obok. 

18 myśli na temat “121: Zaprzysiężenie

  1. tak bardzo prosze o natkę na drugim blogu 😀 nie mogę się doczekać następnego rozdziału a ten jest wspaniały jak z resztą wszystkie 🙂 😀

  2. drugi blog to +18 🙂 nie widziałaś go nigdy? 🙂 notka świetna lecz krótka smuteczek :'( jestem ciekawa dalszej części ich planu 🙂

  3. Lekki wysiłek xd?? Oj ja już dobrze wiem co tu się szykuje xDD! Notka jak zwykle świetna, najlepiejsza, najukochansza! +10000 pkt dla Pandzianators!

  4. Prooosimy o notkę na drugim blogu! W końcu nasz kochany Peeta jest już zdrowy. Wpadnijcie do mnie

    A=katnissipeetahisoriamilosna.blox.pl

  5. 😀 <—- moja mina po przeczytaniu rozdziału… Naprawde, super rozdział, tyle że znając was, za chwile coś się zje… Ktoś coś zawali xD Tylko prosze… nie teraz 😛 teraz oni marsz do świętowania! I to migiem 😀

  6. No, nareszcie spokój w Panem 😀 oczywiście sądząc po notce i komentarzach możemy spodziewać się notki na drugim blogu 😀 ^^ nie mogę się doczekać. Na pewno Katniss i Peeta sie stęsknili po tak dłuuugim czasie, więc sądze ta NOTKA może być wyjątkowa…

Komentarze są zamknięte.