125: Oświadczyny

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejny rozdział we wtorek (w ramach prezentów urodzinowo- imieninowych 🙂 ).

Pozdrawiamy ciepło A. & A.

Patrzę z zadowoleniem w lustro, w którym odbijamy się obie z mamą. Bardzo rzadko mamy okazję spędzić razem czas, więc gdy zaproponowała, że upnie mi włosy, ucieszyłam się. Choć mam tu na zawołanie fryzjerów i stylistów, najczęściej robię to sama. Dziś też miałam taki zamiar, ale układanie włosów przez mamę kojarzy mi się z dzieciństwem. I zachwytem Cinny, który nie miał wątpliwości, że fryzura przygotowana właśnie przez nią była idealna. Teraz jest tak samo – na początku nie byłam do końca przekonana, czy kwiat będzie do mnie pasował – to taka dziewczęca ozdoba. Teraz, gdy widzę efekt, wiem, że mama znów miała rację – śmietankowo biała lilia idealnie współgra z kolorem moich włosów, dodając elegancji odpowiedniej do dzisiejszej uroczystości.

Mimo tego, że przez cały poranek mama jest pozornie w bardzo dobrym nastroju, przede mną i tak nie ukryje prawdy. Widzę, że pod maską pogody i dobrego humoru kryje się zdenerwowanie. Widziałam je już w poduszkowcu w czasie lotu do Kapitolu – wówczas podejrzewałam, że to może smutek ze względu na rozstanie z Shenem, na zostawienie pacjentów w szpitalu, z którymi wydaje się zżyta, którzy wypełniają jej większość czasu. Jednak widzę, że kolejny dzień nic nie zmienił – podejrzewam, że coś się stało i to chyba coś złego, skoro mama stara się to przede mną (nieudolnie) ukryć. Peeta, zgodnie z tradycją, poszedł przygotować się z Paulem, więc postanawiam wykorzystać sytuację.
– Mamo?
– Tak kochanie? – spogląda na mnie z wyraźna dumą. Długa suknia, którą mam na sobie, idealnie podkreśla moją figurę. Delikatne rozkloszowanie tuż poniżej linii bioder dodaje mi kobiecości, a dekolt karo ładnie podkreśla mój biust. Mimo, że suknia jest na szerokich ramiączkach, żakiet w identycznym kolorze sprawi, że nie będzie mi zimno.
– Co się dzieje? – spoglądam na nią uważnie, biorąc ją za ręce.
– Nic – mama głośno przełyka ślinę. Ona także wygląda bardzo elegancko. Kostium w delikatnym odcieniu mięty, który wczoraj kupiłyśmy w Kapitolu, sprawia, że moja mama wygląda dużo młodziej niż pokazuje to jej metryka. Po śmierci taty i Prim przygarbiła się, na jej twarzy pojawiło się mnóstwo nowych zmarszczek, włosy straciły dawny blask. Zresztą, ślad czasu i przeżyć widać nie tylko u niej, ale także u pani Mellark… Dlatego wczoraj cały dzień spędziłyśmy w polecanym przez Effie salonie piękności. Nasze matki zrobiły sobie nowe fryzury, a kosmetyczki zajęły się ich twarzami i paznokciami. Dziś będą pod bacznym okiem fotoreporterów, nie chciałam, by jakieś gryzipiórki dokuczały im złośliwymi komentarzami.
– Trochę się denerwuję – odpowiada mi po chwili.
– Rozumiem – pociągam ją lekko w stronę sofy, na której obie możemy usiąść wygodnie.
– Trema jest oczywista, w końcu pierwszy raz prowadzisz kogoś do ołtarza… Ale nie o to chodzi, prawda?
Mama długo milczy, po czym odpowiada:
– To przez Shena.
– Coś nie tak? – moje przypuszczenia jednak się potwierdzają.
– Nie, właśnie bardzo tak. I… I on… on…
– Co on? – serce mi wali tak, że prawie nie słyszę nic innego. Jeśli zranił mamę, to znów może zamknąć się w sobie, znów się załamie. Nie…
– Poprosił mnie o rękę – wyrzuca z siebie w końcu.
W pierwszej chwili się cieszę – moja mama znalazła kogoś, kto zapewni jej szczęście. Ale niemal w tym samym momencie czuję się, jakbym dostała cios w brzuch. Silny, odbierający oddech i spokój… Przed oczami widzę tatę – to przecież on był mężczyzną jej życia. To z nim miała się zestarzeć, to z nim miała patrzeć jak dorastamy. To on miał mnie prowadzić do ołtarza… Los chciał inaczej, ale tak trudno mi sobie wyobrazić ją w ramionach innego mężczyzny, zasypiającej w łóżku z innym. Moją matkę noszącą inne nazwisko. Zaczynam się pocić, spoglądam na nią z ukosa. Widzę, że wie jaka walka we mnie się toczy – mogłam oszukać telewidzów jadąc na dożynki, mogłam ich oszukać na arenie, ale mama mnie zna znacznie lepiej niż oni wszyscy razem wzięci. Widzę to w jej nerwowej reakcji – w napięciu mięśni wokół ust, drżących dłoniach złożonych razem, usztywnionych, by zmniejszyć niekontrolowany ruch.
– I co mu odpowiedziałaś? – pytam po chwili nienaturalnym głosem wychodzącym ze ściśniętego gardła. Mam wrażenie jakby to mówił ktoś inny, jakbym słyszała to zza ściany z waty.
– Nic – odpowiada i zaczyna płakać.

Peeta, czemu cię tu nie ma, gdy jesteś potrzebny… W tej chwili jego obecność tutaj byłaby nieoceniona – jego spokój i opanowanie. Wiedziałby co powiedzieć, co zrobić. Byłby w stanie pomóc mi pokonać lęk i opór, jaki wywołały słowa mamy. Czuję, że oddycham bardzo szybko, a mimo to mam wrażenie, że się duszę, że nie jestem w stanie napełnić płuc powietrzem. Próbuję, ale nie jestem w stanie ustabilizować oddechu. Chyba nic nie jestem w stanie zrobić – ciągle mam przed oczami obraz taty całującego mamę na powitanie, gdy wracaliśmy z leśnych wypraw. Jego ciepły uśmiech na jej widok, jego miłość, jaką widziałam na każdym kroku. Wszystko we mnie krzyczy: nie rób tego, nie zgadzaj się! Zostań wierną tacie do końca… Zostań do końca życia wdową.
Ostatnia myśl trochę mnie trzeźwi – czy to fair? Ja mam Peetę, mamy wspólną przyszłość, mieszkamy obecnie z dala od Dwunastki. Mama jest sama, właściwie w jej pobliżu nie ma już nikogo, kogo kocha. Tata i Prim odeszli, ja jestem daleko. Często nawet nie mam czasu, by z nią porozmawiać, nie mówiąc o byciu z nią. Po całym dniu spędzonym w pracy nierzadko nawet nie sprawdzam poczty głosowej – zdarzało się, że wiadomość od mamy odsłuchiwałam po 3-4 dniach. A jeszcze częściej to Peeta informował mnie, że mama nas pozdrawia, że pyta co słychać… Czasem to on nocami z nią rozmawia… Gdy uświadamiam sobie to wszystko, słowa przychodzą same:
– Kochasz go? – nagle mój głos jest cichy i opanowany, jakby struny głosowe uspokoiły się jako pierwsze, szybciej niż serce i mózg.
– Tak – mówi cicho mama, zaraz dodając – ale to inna miłość niż ta, którą czułam do twojego taty. Shen daje mi poczucie bezpieczeństwa, ciepła. Dba o mnie, pomaga mi. Jest… – spogląda na mnie, a w jej oczach widzę strach, pomieszany z nadzieją. W ustach czuję gorycz – moja matka boi się mnie… Boi się mojej reakcji na to, że jakiś inny mężczyzna może być dla niej ważny. Jest dorosła, niezależna, a mimo to swoją decyzję uzależnia od mojej reakcji. Nie mam prawa stawać na jej drodze, nie w taki sposób.
– Może powinnaś się zgodzić? – obraz ojca rozmywa się. Pozostaje tylko ona – moja matka, która świetnie zdaje sobie sprawę z moich początkowych odczuć. Studiuje bardzo dokładnie moją twarz, chcąc się upewnić, czy moje słowa są szczere, czy mają potwierdzenie w mojej minie, reakcji mojego ciała. A ja już rozumiem – nic nie zastąpi jej mojego ojca, dawno utraconej miłości. Ale moja mama tak wiele przeszła, tak wiele wycierpiała, a teraz ma szanse na normalne życie, u boku mężczyzny, który ją kocha. Może tak właśnie miało być. Ani tata, ani Prim nigdy nie chcieliby, abyśmy były nieszczęśliwe, żebyśmy całe życie poświęciły na żałobę po nich. Shen to dobry człowiek, tak samo skrzywdzony przez życie jak moja mama – może dzięki temu jest w stanie zrozumieć ją znacznie lepiej niż ktokolwiek inny.
– Tak – odpowiadam już pewnie, uśmiechając się delikatnie. Wiem, że to dobra decyzja. – A teraz chodźmy już, pora na nas. Bez nas nie zaczną – przytulam ją mocno.

Cały pałac został specjalnie udekorowany na dzisiejszy dzień. Idziemy powoli przez hol, tonący w tysiącu białych kwiatów. Ich zapach jest niemal duszący, ale zdjęcia będą przepiękne. Mama, która po naszej rozmowie, zrobiła się na chwilę pogodniejsza, znów wydaje się być spięta swoją rolą.
Cała uroczystość odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Dopiero podpisanie aktu małżeństwa zostanie upublicznione, tak samo jak obrzędy ślubne z dystryktu. Zdecydowaliśmy, że Kapitol powinien się dowiedzieć jak to się odbywa, jak fantastycznie obywatele Panem potrafią celebrować takie chwile. Początkowo mieszkańcy Kapitolu byli niezadowoleni brakiem relacji na żywo z całej ceremonii zaślubin, ale Peeta, jak zawsze, potrafił im to wyjaśnić. Powołał się na intymność chwili, na delikatność uczuć, na to wszystko, co sprawia, że młoda para chce w tym momencie być tylko z rodziną i przyjaciółmi. Równocześnie dziennikarzom obiecał trzy zdjęcia – z wymiany obrączek i pierwszego pocałunku oraz skrót z przysięgi Młodych. Wszyscy przyjęli to do wiadomości, choć wątpię, by w pełni zaakceptowali…

Podchodzę do stojącego przy wejściu do głównej sali Peety, on spogląda na mnie uważnie. Wygląda świetnie, garnitur idealnie leży, koszula współgra z kolorem mojej sukni. Wystarczył mu rzut oka na mnie i mamę, by dowiedział się, że coś się wydarzyło.
– Powiesz mi o co chodzi? – pyta szeptem, gdy zza drzwi słychać już pierwsze takty muzyki.
– Nie teraz – odpowiadam z uśmiechem. Nie mamy już na to czasu.
– Pięknie wyglądasz – mówi zmieniając łatwo temat, a ja jestem mu wdzięczna, że nie dopytuje o szczegóły.
– Musimy zaczynać – przerywa nam głos Asta – pora się przygotować.

Stajemy na wyznaczonych pozycjach, drzwi się otwierają, a wszyscy goście wstają. Uroczystość czas zacząć.

17 myśli na temat “125: Oświadczyny

  1. kurcze czy wy musicie być takie tajemnicze? 😀 tak naprawdę to stuprocentowo nie można być pewnym czyj to ślub 🙁 🙂 urodzinowo-imieninowa notka to będzie coś 😀

  2. Heh, ja też nie jestem już pewna czyj to ślub ;p ale mam nadzieję, że wyjaśni się to w następnej notce :))…jak zwykle notka jest świetna, aż chce się czytać więcej i więcej…ale wszystkiego trzeba z umiarem no nie? ;d

    kosoglosnadalisnieje.blox.pl/html Zapraszam także do mnie. Cz.II pierwszego rozdziału jeszcze cieplutka :))

  3. Notka cudowna. Moje przypuszczenia co do ślubu (w kwestii – czyj to do choinki jasnej jest ślub;) ) zaczynają się powoli potwierdzać, ale wszystko okaże się we wtorek. Już nie mogę się doczekać 😀

  4. ahahaha… czyli miałam racje że notka pojawi się ok.13 xD troche dziwnie się z tego powodu czuje :O Majka jasnowidz xD

    Nieee to nie jest ślub Peety i Katniss… Jeszcze nie ich pora 😀 Paul!Opiekuj się Johanną xD
    No,no,no Sheen oświadczył się naszej pani Everdeen 😉 niech nie zmienia nazwiska… albo ma dwa xD

    nie wiem co pisać dalej… Notka świetna mimo że koniec akurat w takim momencie… nie ładnie trzymać nas tak w napięciu 😛

  5. Jak dajemy prezenty urodzinowe to ja poproszę na 14 lipca :33
    Piękna notka, zżera mnie ciekawość kogo to ślub 😉

    Pozdrawiam was 🙂

  6. Swietna notka,ale czy Wy piszecie inne?! czekam w napięciu na ciag dalszy.Uwielbiam,kocham i nie potrafie żyć bez tej kontynuacji… Pozdrawiam

  7. A ja jednak myślę, że to ślub Katniss 😀 Notka jak zawsze super, mam tylko jedno zastrzeżenie: Czemu tak szybko się ją czyta? 🙂

  8. wydaje mi sie, ze to slub johanny i paula . xdd

    skoro katniss nie ma bialej sukni.. cos nie halo xd

    czyli z peeta sa swiadkami. 😀

  9. Oj mi tez się wydaje ze to slub Johanny i Paula 🙂 super notka 🙂 Dobrze ze Katniss rozumie mamę 😉 Pozdrawiam :*

Komentarze są zamknięte.