13: Coś pod choinkę :)

Stoję i patrzę na swoje odbicie w lustrze. Dobrze to wygląda. Naprawdę dobrze to wygląda

– Co o tym sądzisz Effie?

– Och Katniss, to chyba najpiękniejsza z Twoich sukienek, sama ją zaprojektowałaś?

– Nie Effie, ja nie projektuję, przecież wiesz. Kupiłam ją w moim dystrykcie.

W sumie zabawna historia wiąże się z zakupem tej sukienki. W poniedziałek z samego rana ja i Peeta wraz z jego rodzicami wybraliśmy się na zakupy. Musieliśmy kupić całej rodzinie Peety nowe ubrania. W naszym dystrykcie od lat królują dwa sklepy z ciuchami. Jeden z damskimi drugi z męskimi. Połączone są wspólnym zapleczem i prowadzi je małżeństwo. Dlatego też się rozdzielamy i Peeta z ojcem idzie na lewo a ja z jego matką na prawo. Kiedy jego matka wchodzi z naręczem ciuchów do przymierzalni, sprzedawczyni- kobieta około pięćdziesiątki nachyla się w moją stronę i ostentacyjnym szeptem mówi

– Że też ma czelność przychodzić tutaj jak by nigdy nic. Wiesz Katniss za to jak nas wszystkich oszukali, jak wchodzili w układy z strażnikami pokoju, jak podłą była dla Ciebie powinno się ją wybatożyć. Czasami żałuję, że nie ma już strażników pokoju. Sama bym na nią doniosła. Mówię Ci Katniss. A ona tu przychodzi i niby. Tak słodko z Tobą rozmawia. No skandal

Nachylam się nad ladą. Ruchem ręki daję Jej do zrozumienia, że chcę Jej coś powiedzieć. Bardzo Ją ucieszyła moja reakcja. Pewnie myślała, że przyznam jej rację. A ja tylko wprost do jej ucha mówią równie ostentacyjnym szeptem

– Jeszcze raz w mojej obecności lub w jakiejkolwiek innej sytuacji obrazi Pani moją przyszłą teściową, to ja osobiście Panią wybatożę- to po pierwsze. Po drugie jeśli ktoś ma tak jak Pani nikłe pojęcie o pewnych sprawach to nie powinien się na ich temat wypowiadać, a po trzecie i chyba najważniejsze mam zamiar wydać tutaj dziś z Panią Mellark naprawdę dużo pieniędzy a wątpię by cierpiała Pani na nadmiar klientów. Więc proszę w końcu robić to co do Pani należy i obsłużyć tak jak już wspomniałam moją przyszłą teściową z należytym jej szacunkiem. Czy jasno się wyraziłam?

Odpowiada mi cisza. Ale gdy tylko Pani Mellark opuszcza przymierzalnię w pięknej garsonce ta od razu do niej podbiega

– Och jak twarzowo Pani wygląda. To naprawdę odpowiednia kreacja dla Pani, tak myślę bo nie znam okazji ale

– Pani zdanie mnie nie interesuje, mówi to Pani pewnie każdej klientce- Katniss dziecko i jak?- zwraca się do mnie z niepewnym uśmiechem

– Wspaniale Pani Mellark w sam raz na kolację zaręczynową Pani syna, naprawdę wspaniale

– Dziękuje Ci- odpowiada i przegląda się w lustrze, po czym ponownie zwraca się do mnie

– A myślałaś już co Ty włożysz na czwartkową kolację?

– No tak naprawdę jeszcze o tym nie myślałam. Ma być oficjalnie- więc nie mam żadnego pomyslu

– Ale ja mam- mówi z uśmiechem i sięga po jeden z wieszaków powieszony na długiej rurce pełnej najróżniejszych sukienek- co powiesz na to?

Nie mam pojęcia jak w ciągu tych kilku dni zdołała tak dobrze mnie poznać. Sama nie wybrałabym lepiej. Nie odpowiadając wyrywam jej z ręki wieszak i wchodzę do przymierzalni. Czarna, dopasowana sukienka na szerokich ramiączkach. Długość odpowiednia- przed kolano. I tyle. Żadnych ozdób. Żadnych wydziwień leży idealnie. Wychodzę z przymierzalni. To co widzę w oczach Pani Mellark jest wystarczającą odpowiedzią na jeszcze nie zadane przeze mnie pytanie. Widzę, że jej się podoba. Jednak nie mówi nic do mnie. Tylko do sprzedawczyni

– Potrzebujemy do tego czarnych szpilek, jest lato mogą być z otwartą piętą. Najlepiej zakończone w szpic. Ma Pani coś takiego

Nie odpowiada. Tylko biegnie na zaplecze i za moment przynosi. Dokładnie takie jak opisała Pani Mellark. Zakłada mi je na moje bose stopy, Pani Mellark zaś podnosi mi włosy do góry w taki sposób, że wszystkie są zebrane razem poza paroma puklami, które swobodnie opadają na moje plecy i twarz.

– Coś bym jeszcze zarzuciła na ramiona- patrzy na mnie zamyślona Pani Mellark

– Wydaje mi się, że mam coś odpowiedniego- ekspedientka ponownie wybiega. Tym razem nie ma jej trochę dłużej

– Mój syn wybrał sobie na żonę piękną kobietę Katniss, i nie mówię tu o Amandzie- to ostatnie dodaje już znacznie ciszej

Wraca właścicielka. Narzuca mi na ramiona kremowy szal z gdzieniegdzie wplecionymi złotymi nitkami. Pani Mellark patrzy na mnie i kiwa głową.

– Tak. To odpowiedni strój na kolację w Kapitolu. Proszę niech Pani zapyta męża co mój syn wybrał na czwartkowy wieczór.

Kobieta znika na zapleczu. Wraca po paru minutach. W tym czasie zdążyłam się już przebrać w strój, który Pani Mellark mi podała.

– A to na kolację z rodzicami Rue. Powinno Ci się spodobać- mówi tylko

Gdy zakładam na siebie to co mi przygotowała, coraz bardziej się dziwię skąd ona tak dobrze mnie zna. Skąd wie w czym wyglądam dobrze. W czym dobrze się czuję. Rozmyślania przerywają mi jednak słowa ekspedientki

– Pani Mellark mój mąż mówi, że Pani syn wybrał prosty czarny garnitur, białą koszulę i krawat

– W takim razie proszę poprosić męża o wymianę koszuli na

– Na kremową jak szal?

– Cieszę się, że mnie Pani rozumie

Wychodzę z przymierzalni. W tym samym momencie wchodzi Peeta z ojcem. Tylko jedno jego spojrzenie wystarczy bym wiedziała, że Pani Mellark ma niesamowity gust. Przebieram się więc w swoje ciuchy. Płacimy i wracamy do domu.

Moje rozmyślenia przerywa mi Haymitch wchodzący do mojego pokoju.

– Katniss Peeta będzie tu za dwie minuty- i milknie patrząc na mnie oniemiałym wzrokiem- Dziecinko to naprawdę Ty.

– Ładnie wyszło jak sądzisz- zagaduje go Effie

– Effie- oburza się Haymitch- ładnie to stanowczo za mało- Katniss wyglądasz przepięknie. Teraz już rozumiem dlaczego Peeta od kwadransa marudzi na jakiegoś głupiego sprzedawce, który zapakował mu nie taki kolor koszuli jaki miał. Będziecie przepięknie razem wyglądać.

Przyjaciółka Effie upięła mi włosy tak jak Pani Mellark ( po raz pierwszy w życiu wiedziałam jak chcę być uczesana) i umalowała mnie naprawdę bardzo ładnie. Podkreśliła moje oczy perłowym cieniem i tuszem a usta musnęła błyszczykiem. I to wystarczyło bym wyglądała i czuła się jak teraz

– Dziękuje Ci Haymitch

– Skarbie mam plan. Zmykaj do łazienki. Wkładaj szlafrok i udawaj, że jeszcze nie jesteś gotowa. Będzie wesoło

Ten plan mi się podoba. Chcę go olśnić. A Haymitch chyba wie co robi. Do pokoju wchodzi Peeta

– Gdzie Katniss, zaraz się spóźnimy

Wychodzę z łazienki i jak by nigdy nic mówię

– Peeta potrzebuję jeszcze kwadransa- zatrzymuję się i na niego patrzę. Jest strasznie przystojny w dopasowanym garniturze. Jego koszula faktycznie idealnie współgra z moim szalem. Po tych słowach zamykam się w łazience

Effie chichocze a Chaymitch wkracza do akcji.

– Peeta tak myślę, że musimy wprowadzić kilka poprawek- mówi do niego Haymitch

– Jakich poprawek

– Zobaczysz jak Ci się nie spodoba to i tak będzie jeszcze czas na naprawienie tego. Mamy kwadrans.

Nie wiem co tam robili ale kiedy Effie otwiera drzwi do łazienki i zarzuca mi szal na ramiona Peeta stoi przed lustrem z zamkniętymi oczami. Staję obok niego. Ale Haymitch przesuwa mnie tak, że stoję tuż za nim. Sam ciągnie Effie na kanapę i mówi- otwórz oczy. Mam tą przewagę, że mogłam mu się przyjrzeć wcześniej. Haymitch zdjął mu krawat i rozpiął dwa guziki w koszuli, marynarka też nie jest już zapięta. Haymich wie co robi. Peeta wygląda naprawdę bardzo seksownie. Peeta otwiera oczy i wpatruje się w swoje oblicze. Przekręca głowę w bok

– Wiesz, jest dobrze Haymitch zostanę tak- i nagle mnie zauważa odwraca się w moją stronę. Omiata wzrokiem każdy centymetr mojego ciała. Największą uwagę jak sądzę skupia na dekolcie zakończonym jak grot moich strzał sięgającym aż do linii piersi.

– Nigdzie nie pójdziesz w tym stroju Katniss- mówi śmiertelnie poważnie.

Bolą mnie jego słowa. Wszyscy w koło powtarzali, że wyglądam pięknie. Ja sama się tak czułam a teraz on tak surowo mnie ocenia.

– Nie patrzcie tak na mnie ona w tym stroju nigdzie nie pójdzie. Po moim trupie. Chociaż nie, jednak pójdziesz- schyla się, przerzuca mnie przez ramię jak worek ziemniaków- do naszej sypialni. I to natychmiast.

Zaczynam się głośno śmiać. W reszcie rozumiem, że mu się podoba. Podchodzi do nas Haymitch i zagaduje Peete

– Rozumiem Cię chłopie, ale to kolacja z Panią Prezydent

– Na deser wracam z Katniss tutaj a Ty i Effie idziecie zwiedzać miasto

– Umowa stoi – mówi Haymitch wybuchając przy tym śmiechem

Peeta stawia mnie na ziemi. Patrzę na niego i jednak decyduję się zadać to pytanie

– I jak Ci się podobam

Nachyla się i wprost do mojego ucha szepcze

– To, że jesteś najpiękniejsza na świecie to wiesz, to że strasznie mnie podniecasz to też wiesz, ale jeszcze nigdy nie wyglądałaś tak seksownie jak teraz. Katniss jeszcze jest czas, jeszcze możemy nie jechać na tą kolację.

– Kocham Cię, wrócimy na deser Johanna czeka.

Kiedy wsiadamy do samochodu Effie wydaje się być nie do końca świadoma tego co się dzieję. Haymitch najwyraźniej też to widzi bo mówi tylko

– No powiedz w końcu co Cię gryzie i miejmy to z głowy Effie

– Nic mnie nie gryzie po prostu przez cały dzień, nie miałam czasu nawet zapytać Was co u Was słychać.

– Świetnie- odpowiadamy jednocześnie

– No widzę. Ale co robicie na co dzień?

– Wiesz- zaczyna Haymitch ja mam ostatnio bardzo trudne zadanie. Muszę rozdzielać pewną parę gołąbków, żeby się publicznie nie pożarła

– To jakaś odmiana gołębi

Wybuchamy śmiechem. Effie nic nie rozumie. Robi mi się jej trochę szkoda. W końcu ona zagaduje

– Zauważyłam, że coś Was łączy- mówiąc to patrzy na mnie i Peete

– I to całkiem sporo- wtrąca się Haymitch

– A co jakieś pasje. Ta książka tak?

– No tak bym tego nie nazwała. Łączą nas na przykład wspólne plany na przyszłość

– I wspólny dom- dodaje Peeta

– No i nie zapominajcie o wspólnym łóżku- mówiąc to Haymitch wybucha śmiechem

Effie tylko się uśmiecha. Jej twarz łagodnieje. Już chyba rozumie.  Jesteśmy pod pałacem.

Jedna myśl na temat “13: Coś pod choinkę :)

  1. Rozdział jest super :*

    Nie moge sie doczekać nastepnego. 😀

    Ach ci nasi Katniss i Peeta *-* full romantico *_*

    Czekam na nn ;3

Komentarze są zamknięte.