130. Pocałunek

Witamy ciepło 🙂

Jak zawsze – zapraszamy do czytania i komentowania (wszystkie Wasze komentarze sprawiają nam dużą przyjemność i czytamy z zainteresowaniem). Następna notka – w sobotę.

Pozdrawiamy,
A & A

——-

– To niemożliwe, to jakiś żart – tylko tyle przechodzi mi przez zaciśnięte nerwami i emocjami gardło. – To niemożliwe – powtarzam szeptem, zaklinając rzeczywistość. Nie pierwszy już raz…
Nie zważając na nic, wybiegam ze szpitalnego skrzydła. Chciałabym móc uciec do lasu, schować się wśród drzew, usiąść na „mojej” skale. Chciałabym uwierzyć, że to tylko kiepski sen, że to nie dzieje się naprawdę. Za chwilę obudzę się zlana potem, a Peeta przytuli mnie odganiając koszmar. Jak zawsze…

Podmuch wiatru przynosi gorąc betonu i zapach miasta, uświadamiając mi, że nie uciekłam za daleko. W pobliżu nie ma zielonych, dzikich miejsc, w których mogłabym się skryć przed oczami innych. Wciskam się w jakąś przestrzeń między pałacem, a posterunkiem straży. Siadam na chłodnej, wiecznie zacienionej ziemi, nogi podkurczam pod siebie tak, że kolana mam pod brodą. Nie jestem w stanie nawet płakać, czuję tylko złość i żal – co nas podkusiło, żeby tam pojechać, po jaką cholerę pchaliśmy się w to przeklęte miejsce. Na pewno można to było załatwić inaczej – może wystąpienie w telewizji albo zaproszenie tych ludzi tutaj wystarczyłoby… A jeśli już tam byliśmy, nie należało wchodzić do środka. Jak mogliśmy być tak głupi. Dlaczego posłuchałam Peety i tego jego „wyjdziemy na tchórzy”. A jeśli nawet, to co z tego? Przynajmniej dziś nie czekałby na Dożynki. Sprzed czterech lat! On nie straciłby pamięci, a ja nie zastanawiałabym się co mam teraz zrobić.
Obejmuję się rękami i próbuję schować twarz. Chciałabym jakoś ułożyć sobie wszystko w głowie. Jeśli to w ogóle możliwe…
– Hej – mówi cicho, prawie szeptem, kładąc mi ciepłą dłoń na ramieniu. – Niełatwo cię znaleźć.
– A może wcale nie chcę być znaleziona? – odburkuję. Nie mam ochoty na rozmowę, nie chcę durnych pocieszeń. Ani wyrzutów. Chcę ciszy, z dala od ludzi. Od wszystkich ludzi.
– Katniss – mówi cicho, ale dość stanowczo, skutkiem czego ja sztywnieję, przygotowując się na wiązankę obelg. Ale Johanna chyba zmienia zdanie, bo milczy, próbując się wcisnąć w tę samą szczelinę, tuż obok mnie. Po dłuższej chwili delikatnie mnie obejmuje, a ja wpadam w jej ramiona i płaczę bez opamiętania. Po kilku minutach takiego szlochu nagle dostaję okropnej, męczącej czkawki, która sprawia, że spazmatycznie podskakuję przy każdym czknięciu. Nawet tego nie mam siły opanować, powstrzymać. Za dużo tego jak na mnie, poddaję się…

Z letargu wyrywa mnie Haymitch, sprawiając, że znów czuję się jakbym dryfowała na małej, lukrowanej łódeczce:
– On chce z tobą rozmawiać – nawet brzmi tak samo jak wtedy, w Trzynastce. Tylko tym razem na jego twarzy nie ma uporu – zamiast tego rozpoznaję rozpacz, której nawet nie próbuje maskować – oboje rozmawialiśmy z lekarzem. Oboje usłyszeliśmy, że jad zmutowanej osy, nawet w tak małym stężeniu jakie niesie ze sobą jedno użądlenie, dokonał prawdopodobnie nieodwracalnych zmian w tych fragmentach mózgu Peety, w których wcześniej zatopił swe łapska Snow. Faktycznie, kilka osób z naszego otoczenia zastanawiało się, dlaczego pewnego dnia po prostu przestano osaczać Peetę, ale nikomu z nas nie przyszło do głowy, że zbliżono się do bardzo niebezpiecznej granicy, której przekroczenie skazałoby plan Snowa na porażkę. Najwyraźniej, pracujący dla ówczesnego prezydenta lekarze uznali, że kolejne porcje trucizny całkowicie wymażą Peecie pamięć, a co za tym idzie – także mnie. Gdyby tak się stało, chłopiec z chlebem nie miałby powodu mnie zabijać, co było ważnym celem w całym procesie tortur. Teraz jednak to właśnie się stało – mimo tego, że Snow nie żyje, jego macki po raz kolejny sięgnęły po to, co mi najbliższe, najcenniejsze, najukochańsze.

Haymitch miał więcej odwagi niż ja – poszedł porozmawiać z Peetą, choć lekarz od razu zastrzegł, że próby przypominania mu czegokolwiek są bezcelowe.
– Pozostaje nam jedynie czekać na jakiś cud, ewentualnie jakiś impuls, który otworzy drogę do utraconych wspomnień. One prawdopodobnie tam są, bo w badaniach nie ma widocznych żadnych nieodwracalnych zmian, których nie było wcześniej. Postawiłbym nawet tezę, że to mechanizm psychiczny, ale moja dobra rada – nie naciskajcie na niego, nie zmuszajcie go, by sobie przypomniał tamte wydarzenia. To może tylko pogorszyć sytuację – zamiast mu pomóc, zaszkodzicie.
Po tych słowach lekarz zamknął się w swoim gabinecie, ale ilość książek, jaką po chwili dostarczyli mu pracownicy pałacu, pozwala mieć nadzieję, że nie zamierza zostawić Peety samemu sobie.

– No co tak siedzisz, bezmózgu? – Johanna reaguje tak jak kobieta, którą poznałam wiele lat temu. – Idź, porozmawiaj z nim. Pokaż mu, że jest dla ciebie ważny, polecz go trochę – puszcza do mnie oko. Spoglądam na nią zaskoczona i nagle dochodzi do mnie znaczenie jej słów. Ma rację – skoro moja bliskość pomagała Peecie pokonać koszmary i błyszczące wspomnienia, może moja obecność pozwoli mu także przypomnieć sobie te brakujące miesiące.

Szybkim krokiem idę w stronę pałacu, słysząc, że Haymitch i Johanna podążają za mną.
– Czy on już wie, co się stało z jego nogą? – szybko obracam się w stronę mentora.
– Wie – odpowiada cicho – to było pierwsze o co zapytał, gdy do niego poszedłem. Zresztą, jak wiesz, nie pierwszy raz dzisiaj…
– I co mu powiedziałeś? – Peeta z jakiegoś powodu był przekonany, że to ja mu coś zrobiłam. I poniekąd miał rację – gdyby nie ten nieszczęsny krępulec, może dziś nadal mógłby normalnie chodzić.
– Prawdę. Powiedziałem mu prawdę, Katniss. Wiele się wydarzyło przez cztery ostatnie lata, a Peeta powinien znać całą prawdę. Całą – dodaje i uważnie mi się przygląda.
– Rozumiem – dukam zawstydzona. Miałam nadzieję, że jego złość i rozczarowanie mną, które przeżywał po pierwszej arenie, minęły bezpowrotnie. Ale najwyraźniej musimy przejść to jeszcze raz.

Bardzo powoli wchodzę do jego sali. Siedzi na łóżku i rozmawia o czymś z ojcem. Podnosi na mnie wzrok, w którym czai się cała mieszanka uczuć – obok miłości jest chyba strach, ból, a także niemało rozgoryczenia i niepewności.
– Zostawię was samych, dzieci – mówi cicho pan Mellark. Ściska jeszcze przez chwilę rękę syna, w końcu podnosi się z krzesła i wychodzi.
Staję naprzeciw Peety i czekam.
– Może usiądziesz? – pyta cicho.
Siadam na jeszcze ciepłym krześle ze świadomością, że nie mam pojęcia od czego zacząć, co mu powiedzieć. Dożynki? Pociąg? Arena? Wczorajszy dzień? A może powinnam mu powiedzieć, że…
– Podobno jesteś moją dziewczyną – to się nie zmieniło – ja nadal nie jestem zbyt dobra w rozmowach, w przeciwieństwie do niego.
– Jestem twoją narzeczoną – odpowiadam spokojnie, choć serce mam ściśnięte z żalu. – Za dwa tygodnie bierzemy ślub.
– To samo mówił mi tato – zawiesza na moment głos – ale nie powiedział nic więcej. Kazał „zapytać u źródła”, więc pytam. Naprawdę jesteś moją narzeczoną?
– Tak – wyrzucam z siebie szybko. Dlaczego w to wątpi?
– A powiesz mi coś więcej? – opuścił lekko głowę, ale zerka na mnie, a ja zauważam, że po ustach błądzi mu figlarny uśmiech. Rodzi się we mnie wątła nadzieja, że może coś zaczyna w nim się otwierać.
– Jesteśmy zaręczeni – wyciągam w jego stronę dłoń z pierścionkiem, który dla mnie zaprojektował. – Mieszkamy teraz tutaj, w Kapitolu, choć w Dwunastce też mamy swój dom. Opowieści nie są moją mocną stroną, więc… Co jeszcze chcesz wiedzieć?
– Czy moje marzenia się spełniły?
– Zależy jakie marzenia…
– Zważywszy na fakt, że jesteś moją narzeczoną, to chyba tak – odpowiada chyba rozbawiony. – To znaczy, że choć raz mnie pocałowałaś.
Podnoszę się powoli z krzesła, podchodzę do jego łóżka i siadam tuż przy nim. Ruchem ręki daję mu do zrozumienia, że chcę mu powiedzieć coś na ucho. Reaguje od razu, nachyla się i widzę jak oczy rozszerzają mu się, gdy szepczę:
– Nie całowałeś mnie ani raz, ani dwa. Całowałeś mnie setki razy. Uwielbiam smak twoich ust, uwielbiam to uczucie, jakie twoje pocałunki we mnie wywołują. Kocham cię, Peeta – delikatnie, ostrożnie całuję go w usta. Na początku jego ciało tężeje, jakby nie był pewien co ma zrobić, po czym jego dłoń delikatnie wsuwa się w moje włosy, a on sam przywiera do mnie mocniej i nie wypuszcza mnie z ramion. Oddaje pocałunek. Delikatnie. Niewinnie. Obco…

– Ałaaaaaaaa – Johanna wrzeszczy na całe gardło. Zapalam szybko światło i widzę, że skacze na jednej nodze, próbując utrzymać równowagę. Po krótkiej chwili opiera się o ścianę i masuje obolałą stopę.
– Co za idiota naustawiał tu to wszystko? – warczy rozglądając się dokoła. Gdy dociera do niej w co uderzyła, jej twarz łagodnieje.
– Już? – spogląda na mnie pytająco.
– Jak widać. Zamówiliśmy to wszystko tydzień temu, nie spodziewałam się, że tak szybko dostarczą – opadam bezradnie na kanapę. Widok, jaki mam przed sobą, tylko pogłębia moją rozpacz.
Johanna przejeżdża ręką po białej, gładkiej ramie dziecięcego łóżeczka. Omiata wzrokiem pokój i zebrane w nim przedmioty: wózek, kołyskę, leżaczek, przewijak, torby z ubrankami i pieluchami. Sięga ręką do środka łóżeczka i wyjmuje pluszowego misia, na którego szyi, na czerwonej wstążeczce, zawieszona jest malutka kartka:
– „Szanowni Państwo, dziękujemy za dokonanie zakupu w naszym sklepie. Mamy nadzieję, że nasze towary pomogą Państwu w tym pięknym czasie, jakim są narodziny i wychowanie Państwa Maluszka” – kiedy Johanna kończy czytać, przygląda się chwilę maskotce, a potem podnosi głowę:
– Tego też nie pamięta? – widzę w jej oczach smutek, a mnie olbrzymia gula rośnie w gardle.
– Nie – odpowiadam, a łzy powoli płyną mi po policzka. Próbuję je otrzeć wierzchem dłoni, ale natychmiast pojawiają się nowe, więc w końcu przestaję je wycierać, pozwalając im plamić bluzkę.
– O ciąży dowiedzieliśmy się tydzień temu – wyduszam w końcu z siebie i zaraz później zaczynam głośno szlochać, podczas gdy Johanna próbuje przedostać się do mnie przez pokój zastawiony dziecięcą wyprawką. Tymczasem mnie w głowie ciągle dudnią słowa Peety:
– Przepraszam cię Katniss, ale ja naprawdę niczego nie pamiętam. Najlepiej będzie jak wrócę z tatą do domu, może tam ułoży mi się to wszystko w jakąś logiczną całość. Wybacz…

32 myśli na temat “130. Pocałunek

  1. Moja Connie!!!!!! Moje kochanie małe!!!!! Z Julka szukujemy patelnie! Raz a porządnie Peeta dostanie w głowę to.sobie przypomni :D!

  2. Katniss w ciąży !? 😀 Wszystko byłoby super, gdyby Peeta sobie przypomniał. Tak mi szkoda Katniss ;( Mam nadzieję, że niedługo sobie wszystko przypomni i wezmą ślub i będą oczekiwać na narodziny małego Mellarka 😀

  3. O cholera jasna ! Małe Peenisiątko, a Peeta nic nie pamięta… Cały czas płacze, jak tak można, to jest okrutne. Ale rozdział świetny, tyle emocji…

  4. Ojejej? Katniss w ciąży? A Peeta nic nie pamięta 🙁 Jesteście okrutne. On ma sobie w s z y s t k o przypomnieć!

  5. Ryczę! Miałam taką cichą nadzieję,że jak Kat go pocałuje to będzie wszystko ok i się rzucą na siebie i w ogóle happy end a tu coś takiego 🙁 Strasznie mi jej szkoda,bo przez te wszystkie cudne opisy,wręcz mogę poczuć jej ból. I ciąża! Boże….szok i niedowierzanie…Na jedno dobrze na drugie źle. Mam nadzieję,że Peeta szybko odzyska pamięć i ślub się odbędzie 😉 Wierzę w was laski! 😀 Chcę już sobotę! 😀

  6. Śledzę Wasz blog od dłuższego czasu i muszę przyznać, że wykonujecie kawał dobrej roboty. Nowa notka jest po prostu świetna ! Ale jedno mnie zastanawia. Czy strzał z tym dzieckiem to nie jest przypadkiem falstart ? Zarówno książka, jak i Wasza pamiętna notka z kwietnia na to wskazują. I trzymajcie tak dalej !

  7. Pierwsza myśl po przeczytaniu notki to chyba niedowierzanie, następna myśl to smutek, a potem lekka złość na wasz, bo to wszystko nie tak miało być!!! :c Peeta postanowił jednak wrócić do rodziców, w sumie to mądre posunięcie, bo może w ten sposób coś sobie przypomni. Cytując Haymitcha: „W życiu trzeba dokonywać trudnych wyborów” :c ale dlaczego aż tak trudnych :c 😡 dziecko… cudowna decyzja z wprowadzeniem ciąży właśnie w tym momencie, w moim odczuciu to miało nas poruszyć i mnie poruszyło… bardzo :'( biedna Katniss :c ;c mam nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy i Peeta odzyska pamięć, bo Katniss sama z dzieckiem to byłoby straszne ;c
    Ale mimo to i tak was kocham <3

  8. WOW. Jedno i wielkie WOW. Serio? Naprawdę? Przeczytać z 30 rozdziałów jednego wieczoru. Dawno tu nie zaglądałam, bo jakoś nie było okazji. Ale naprawdę? Najbardziej rozwalająca rzecz, jaką było wymazanie pamięci Peety, zmiażdżyła mnie. Mam pomysł, może go wykorzystacie. Proponuję (w takiej sytuacji i przy obecnych czasach) pisanie rozdziałów z punktu widzenia Peety co drugi, raz Katniss, potem Peeta. I jeżeli wam wpadnie pomysł do gustu, to proponuję przebłyski (o jakich wspominano w komentarzach wcześniej) umieścić w snach Peety. Będzie się budził zlany potem i wgl, co się dzieje, a tu takie, że naprawdę, to z Katniss, tamto z Katniss itp. itd. No jak zechcecie, a teraz pozdrawiam i weny 🙂

  9. Świetny rozdział. Tylko, że ciągle mam w głowie notkę-aprilidową
    i mam pytanie. Czy my już powoli zbliżamy się do tej notki czyli końca?

  10. O mój Boże! Protestuje do soboty nie wytrzymam 🙂 Kto jest w ciąży Katniss ? Blagam Aneczki litości !!!

  11. serio?? dziecko?? nie lubię tego 🙁 wybaczcie, ale w epilogu minęło wiele lat zanim doczekali się potomstwa, a ja mam wrażenie, że gdy pojawi się dziecko przestanie być ciekawie… bo przy małym dziecku nie wiadomo czego wyprawiać nie będą… będą siedzieć w domu i zmieniać pieluchy… 🙁 dzieci są cudowne, ale rodzice powinni im się całkowicie poświęcić… a wy skończycie bloga… a to byłby mój koniec…
    no ale oprócz tego sam fakt tego, że Peeta wyjechał i nie wie o dziecku i tak dalej i tak dalej podoba mi się xD bo przecież Katniss nie może wyskoczyć do niego z tą informacją w jego obecnym stanie, w końcu on ich związku nie pamięta i myśli, że wciąż ma 16 lat 🙂 więc spodziewam się, że najbliższe notki będą bardzo poruszające 🙂 i mam nadzieję, że będzie się działo 🙂 może Peeta sobie kogoś w 12 znajdzie? albo nie odzyska pamięci przed narodzinami dziecka??? ważne by coś się działo 🙂 bo jak będzie dziecko to już tak dziać się nie będzie 🙁 🙁 🙁

  12. Mam coś same złe przeczucia. Peeta może i odzyska pamięć (kiedyś tam albo i nie, ale sobie to poukłada i będą razem), ale ta ciąża… Mam coś baardzo złe przeczucia. Zwłaszcza dziś, w sytuacji, w jakiej jestem :/

  13. Coś mi tu nie pasuje… Przecież w notce primaaprilisowej malutka Connie miała 3 latka, a Peeta obchodził 30 urodziny, więc jeśli teraz mają po 20 lat… To nie jest TA ciąża!! No to teraz mnie dobiłyście 🙁 notka oczywiście świetna ^^ już się nie mogę doczekać soboty 🙂 ciekawe czy ślub odbędzie się w terminie…

  14. Dobra zatkało mnie i nie powiem, ale łzy tez były, wiec mam nadzieje ,że się na mnie nie obrazicie za niewyrażenie swojej opinii… Teraz będę smutna tak jak Ewa po wyjściu z kina…

  15. Moment,moment,moment!!!
    Pomijam już fakt że Peeta nic nie pamięta i to wtedy kiedy Katniss go potrzebuje,ale skoro w notce Aprilisowej Peeta ma 30 lat a teraz oni mają z 20,a Connie miała tylko 3 latka to to nie jest ta ciąża !!!!
    Boże mam nadzieje ze to pomyłka z waszej strony bo jeśli Katniss na dodatek jeszcze poroni do załatwię sie patelnią!!!
    ONI PRZESZLI ZA DUŻO ŻEBY JESZCZE TAKĄ TRAGEDIE DOKŁADAĆ
    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  16. Jejku…
    Naprawdę, zabrakło mi słów.
    To wszystko… Peeta, ciąża Katniss…
    Còż, pozostaję mi tylko czekać do soboty…

  17. Ciąża?! Wow. Super. Ale szkoda mi Peety i w szczegolnosci Katniss. Tak ogolnie bloga czytam od wczoraj. Hah. Nie ma to jak w nocy szukac miejsca w ktorym jest wi-fi . 😀

  18. Genialny *.*
    A nie myslalyscie aby zrobić notkę na drugim blogu oczami Peety? To by bylo fajne 🙂

  19. Obawiam się ze jak Peeta sobie przypomni ze Katniss, ze ślub, ze wspólne życie, ze dziecko to tej ciąży i tego dziecka juz nie bedzie… I ze powrót jego pamięci i utrata nienarodzonego dziecka będą ze sobą powiązane w jakis drastyczny sposób :/

  20. NIE… NIE… NIE… NO KU*WA NIE!!! DLACZEGO ONI NIE MOGĄ BYĆ W KOŃCU SZCZĘŚLIWI! WŁAŚNIE TERAZ!? NIECH PEETA ODZYSKA TĄ CHOLERNĄ PAMIĘĆ! I TA CIĄŻA… ZNAJĄC ŻYCIE KATNISS PORONI, PRAWDA? I DOPIERO WTEDY PEETA ODZYSKA PAMIĘĆ, CZYŻ NIE? BOŻE, KOCHANE, JESTEŚCIE OKRUTNE xD. ALE I TAK ROZDZIAŁ GENIALNY. TROCHĘ DRASTYCZNY… TROCHĘ EPICKI…I TROCHĘ ŚMIESZNY… CZYLI TO CO WYCHODZI WAM, DZIEWCZYNY, NAJLEPIEJ.
    xoxo

  21. Świetna notka, szkoda mi ich. Ale pomysł z ciążą nie podoba mi się, dla mnie są za młodzi. Super blog.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *