131. Noc przy fontannie

Witamy weekendowo,

Wszyscy już wstali (chyba ;)), niektórzy dawno, niektórzy przed chwilą, więc zapraszamy wszystkich do czytania i komentowania. Następna notka – we wtorek:)

Specjalna dedykacja – dla Ady (adusia) 🙂

Pozdrawiamy,
A & A

—–

Regularne, miarowe walenie do drzwi sprawia, że muszę w końcu otworzyć oczy. O matko! To był błąd! Światło dnia wywołuje momentalnie paskudny ból głowy, a uderzenia w drzwi potęgują go okrutnie. Z każdym tępym dźwiękiem mam wrażenie, że za chwilę głowa mi się rozpadnie. Albo ja cała się rozpadnę. Umieram…
Bardzo powoli, jak najmniejszymi, krótkimi ruchami podnoszę się z kanapy i krok za krokiem wlokę się otworzyć temu niecierpliwemu gościowi. Chciałabym krzyknąć, że już idę, ale w gardle mam papier ścierny, mogę tylko szeptać.
– Ileż można czekać? – Haymitch warczy na mnie, gdy tylko udaje mi się otworzyć drzwi. Za szóstym razem. Od kiedy aktywuję kod dostępu będąc w środku? Dlaczego tego nie pamiętam?…
– Spałyśmy – odpowiadam chrapliwie, a i tak mam wrażenie, że każda głoska zamienia się w młotek uderzający mi od środka w głowę.
– My? – Haymitch zamyka za sobą powoli drzwi, uważnie mi się przyglądając. Nie jest tak okrutny, by je zatrzasnąć – słyszę tylko cichy klik. Acz i tak jest za głośny…
– Tak, Johanna i ja – opieram się o ścianę, marzę, żeby zakopać się w łóżku, w zaciemnionym pokoju, a nie stać i rozmawiać z Haymitchem. Z kimkolwiek. Ale jemu chyba się nie śpieszy.
– Co cię sprowadza?
– Muszę zabrać… – milknie nagle, rozglądając się po pokoju. Podążam za jego wzrokiem, ze zdziwieniem niemal odkrywając, co tu się działo. Powoli, pojedynczymi obrazami, dochodzą do mnie wydarzenia ostatniej nocy.
Na prostokątnym stoliku z hartowanego szkła stoją poprzewracane butelki po różnych alkoholach. Rozpoznaję etykietę wina, od którego zaczęłyśmy, z tyłu leżą pozostałości jakiegoś likieru z owoców tropikalnych i whisky. Nie, to nawet nie pozostałości – szkło jest puste…
– Wypiłyście to wszystko? Same? – Haymitch otwiera szeroko oczy.
– Na to wygląda – odpowiadam zaczepnie. On pił przez lata, więc nie jego interes co ja robię w krótkiej chwili rozpaczy. Johanna, po moim wczorajszym napadzie histerii, dała mi lampkę wina. Krajobraz, jaki widzę, jasno sugeruje, że na tym nie poprzestałyśmy. Mówiąc szczerze, nawet nie wiem kiedy udało nam się wypić to wszystko, ale doskonale pamiętam smak – słodycz zmieszana z moimi łzami.
Nagle sztywnieję. Na ułamek sekundy w głowie pojawia mi się kolejny obraz – biała, okrągła fontanna, podświetlona wokół na fioletowo. Na środku słup wody, który wyglądał, jakby płonął. To tylko iluzja wywołana przez odpowiednio rozmieszczone czerwone i żółte światła ledowe, ale robi niesamowite wrażenie – płomień wyrastający z wody. Mieniący się jakby sypał iskrami. I w tej fontannie my obie, z Johanną. Nagie, albo może w samej bieliźnie. Oby w bieliźnie. Cholera, jeśli ktoś to widział, jeśli ktoś nas sfotografował… Koło tej fontanny są zawsze tłumy – paparazzi nas zjedzą. Biedny Paul. A tym razem nawet nie może liczyć na pomoc Peety. Choć chyba nawet on nijak by nas z tego nie wybronił…
Peeta… To dlatego tyle wypiłam, dlatego szalałam… Peeta mnie nie pamięta. Choć nie, to nie tak – pamięta mnie, nawet nadal mnie kocha, tylko to nie jest już „mój” Peeta. To zagubiony szesnastolatek, w okaleczonym ciele dwudziestoletniego mężczyzny. Kiedy wczoraj odwzajemnił mój pocałunek, byłam pewna, że wszystko jest w porządku, że wszystko wróci do normy. Kubeł zimnej wody pojawił się momentalnie – Peeta nie tylko się nie ucieszył, ale wyglądał na zaskoczonego. Delikatnie odsunął mnie od siebie, spojrzał mi głęboko w oczy, jakby chciał się upewnić, że to mu się nie śni, a potem usłyszałam szept:
– Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem.
– Martwiłam się o ciebie – odpowiedziałam równie cicho, delikatnie gładząc jego twarz.
– Katniss – na moment umilkł, niepewnie wyciągając dłoń, biorąc mnie za rękę – to prawda?
– Zależy o co pytasz.
– Czy to, co mówił lekarz, jest prawdą? Minęło cztery lata?
– Tak.
– Mówił jeszcze – wciągnął powoli powietrze, jakby bał się powiedzieć to na głos – że byłem trybutem.
– Byłeś. Dwa razy.
– Dwa razy? – zaśmiał się krótko, przeciągając wyrazy. – A ty?
– Ja też. Za pierwszym razem się zgłosiłam się sama, za drugim zostałam wylosowana – wyjaśniałam mu spokojnie, gdy doszła do mnie ironia tamtej sytuacji. Spotkało nas dokładnie to samo, tylko w odwrotnej kolejności.
– Ale przecież… – widziałam, że nie rozumie, o czym do niego mówię.
– Ty z kolei w czasie 74 Dożynek zostałeś wylosowany, a podczas 75 – zgłosiłeś się sam – uzupełniłam informacje.
– Wydaje mi się, że robicie sobie ze mnie jakieś żarty – nagle zdenerwował się i odsunął ode mnie. Wcisnął ręce w kieszenie i zaczął szybko mówić, jakby chciał mnie powstrzymać, bym mu nie przerwała.
– Jeśli ty i ja byliśmy trybutami, to jakim cudem obydwoje żyjemy? Nigdy nie było takiej sytuacji, zwycięzca zawsze jest tylko jeden. Nawet jeśli to byłoby jakimś cudem prawdą, to na kolejnych Dożynkach powinniśmy być nietykalni, bogaci i zajmować miejsce dla mentorów. Tymczasem ty twierdzisz, że w kuli było twoje nazwisko, a ja sam się zgłosiłem? Wybacz, ale nawet ja nie dam się na to nabrać, trochę za bardzo to wszystko przekombinowaliście – jego poważna twarz, głos, wzrok jasno mi mówiły, że nie mam możliwości go przekonać, że wszystko, co dotąd usłyszał to nie dowcip, ani żart.
– Ale to prawda – mimo wszystko jeszcze próbowałam, choć sama czułam, że gdybym była na jego miejscu, to też uznałabym to wszystko za jakiś kretynizm.
Peeta już mi nie odpowiedział, uniósł tylko brwi i patrzył na mnie wyczekująco. Chyba wierzył, że roześmieję się i wszystko odwołam, a potem pójdziemy na te nieszczęsne Dożynki. Po kilku minutach ciszy wzruszył ramionami i krótko skwitował:
– Nie wierzę – padł na łóżko i patrzył w sufit.
– To może powinieneś obejrzeć nagrania z naszego pobytu na arenie? – zapytałam cicho, delikatnie gładząc go po włosach.
– Naprawdę są takie taśmy? – spojrzał na mnie na mnie z niedowierzaniem.
– Oczywiście, że są – odpowiedziałam spokojnie, choć żal znów ścisnął mi gardło. – A jak poprosimy Beetee’ego, to pewnie w archiwach znajdzie także nagrania z Kapitolu, z walk, gdy…
– Gdy co? – przerwał mi zaciekawiony.
– Gdy walczyliśmy – powoli wypuściłam powietrze. Zagalopowałam się – nie powinien tego oglądać. Nie jest na to gotów. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie.
– Katniss – w odpowiedzi usłyszałam ironiczny śmiech. – Ja walczyłem? Ja? Jesteś naprawdę naiwna, jeśli sądzisz, że w to uwierzę.
– Taka jest prawda – łzy powoli płynęły mi po policzkach. – Walczyłeś na arenie, walczyłeś w dystrykcie, zgłosiłeś się na ochotnika w zamian za Haymitcha. W czasie Ćwierćwiecza Poskromienia prawie umarłeś! Potem cię pojmali, torturowali, okaleczyli. Kiedy wróciłeś do mnie, nie byłeś sobą, ale pokonałeś to. A potem, razem ze mną, w Kapitolu, ramię w ramię, zadbaliśmy o to, by wyzwolić Panem od Snowa, A teraz… – wiedziałam, że to, co mówię nie brzmi zbyt składnie, ale nie miałam siły na układanie mowy.
– A teraz? – wsparł się na łokciach i wbił we mnie wzrok.
– Teraz trwamy przy sobie. Pokonując drobne trudności i lęki, wspierając się.
– Trwamy? My razem?
– Tak, ty i ja. Jesteśmy parą, mieszkamy ze sobą, planujemy ślub.
– To za dużo jak dla mnie. I nie wierzę, że mógłbym to zapomnieć. To ładna bajka, miło, że jestem w niej bohaterem, ale to się nie mogło wydarzyć.
– A jednak tak się stało – czyjś głos przerwał naszą rozmowę. Paul, z rękami schowanymi głęboko w kieszeniach, przyglądał nam się uważnie.
– Katniss – przeniósł po chwili na mnie wzrok – powinnaś wydać jakieś oświadczenie.
– Muszę? – spojrzałam na niego z nadzieją.
– Raczej tak. A co gorsza – zawiesił na moment głos – Haymitch twierdzi, że powinniśmy to zrobić we czwórkę – Ty, Peeta, Johanna i ja.
– Naród żąda krwi? – wyrwało mi się nieopatrznie.
– Tak – zaskoczyło mnie, że zaśmiał się, a nie zgromił mnie, jak to miał w zwyczaju, gdy tak palnęłam. – Jak ogłosili, że będę przemawiać, to natychmiast pojawiły się pogłoski o tym, że Peecie coś się stało i trzymamy go w zamknięciu. Przyznasz, że lepiej będzie jeśli prawda na razie nie wycieknie do mediów.
– To oczywiste – wiedziałam, że ma rację. – Jaki jest plan?
– Prezydent Panem, wraz z małżonką, rozpoczną przemowę, a wy oboje będziecie stać za nimi. Na koniec powiesz, że twój narzeczony jest osłabiony natłokiem pracy i wycofujecie się na moment z życia publicznego. Ani słowa więcej – skwitował Abernathy, który nagle pojawił się w sali.
– Prezydent Panem? – do dyskusji włączył się cichy dotąd Peeta. – Przecież mówiłaś, że Snow nie żyje? – spojrzał na mnie z wyrzutem, jakby przyłapał mnie na kłamstwie. Oczywiste dla nas fakty, dla Peety są nieznane lub absurdalne.
– Ja jestem prezydentem – spokój i powaga w głosie Paula mogłyby przekonać każdego. Oprócz Peety, który wybuchnął śmiechem. Gdy uspokoił się trochę, zwrócił się do ojca:
– Tato, zabierz mnie do domu.
– Oczywiście synku – pan Mellark odpowiedział krótko, nie czekając już na naszą reakcję.

Później, kiedy patrzyłam jak Peeta, podtrzymywany przez ojca, wsiadał do poduszkowca, w głowie wciąż analizowałam tamtą rozmowę. Moja mama obiecała o niego zadbać, a mnie lekarz w delikatnych słowach, ale jasno powiedział, że powinnam Peecie dać czas.

– Po co dokładnie przyszedłeś, Haymitch? – dźwięk zbieranych butelek wyrywa mnie z zamyślenia. Równocześnie słyszę ciche przekleństwo, gdy mentor na czymś staje. Na podłodze leżał pilot od telewizora, który rozbłysnął jasnym, zatrzymanym obrazem. Fontanna! Zaraz nas pokażą! Pokonując ból głowy, próbuję zdecydować, czy powinnam jak najszybciej to wyłączyć, czy przeciwnie – poczekać i zobaczyć co zostało nagrane. Ale obraz się nie porusza, jakby była wciśnięta pauza. Dotykam obudowy dekodera wciskając odtwarzanie. Oglądałyśmy jakiś film! I tam rzeczywiście jacyś ludzie weszli do wody, ale to nie my. W pijackim widzie połączyłam nagranie z naszym życie. Nie udaje mi się powstrzymać westchnienia ulgi, gdy Haymitch mi odpowiada:
– Po parę rzeczy Peety – spogląda na mnie z troską, ale nie komentuje mojego zachowania. – Artur prosił, bym mu je przywiózł, bo chłopak nie ma za bardzo w czym chodzić. Jak wiesz, w waszym domu, w Wiosce Zwycięzców, niewiele zostało.
Osuwam się powoli po ścianie. Wszystko mnie boli, a wizyta Haymitcha boleśnie uświadomiła mi, że najwyraźniej Peeta nie chce mnie widzieć. Gdyby chciał – mógł zadzwonić i powiedzieć. Spakowałabym zaraz torbę i osobiście bym mu zawiozła. Ale on nie chce… Kulę się, ale i tak smutek wyrywa mi z gardła szloch.
– Katniss – Haymitch siada przy mnie i mocno mnie tuli. – Wróci do ciebie, do nas, obiecuję.
– Będziesz miał na niego oko? – chlipię w rękaw jego koszuli.
– Oczywiście, skarbie – delikatnie, po ojcowsku, całuje mnie w czubek głowy. – Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby nie stała mu się krzywda. Żeby sobie przypomniał, żeby do nas wrócił. Wszystko.
– Dziękuję – pociągam nosem i odsuwam się od niego. – Jego rzeczy są tam – wskazuję ręką naszą sypialnię. Wiem, że sama nie dam rady tego zrobić.

Johanna Mellark już nie śpi. Siedzi ze skrzyżowanymi nogami na kanapie w naszym salonie i wygląda o niebo lepiej niż ja. Najwyraźniej – w przeciwieństwie do mnie – wypity alkohol nie wpłynął na nią tak, jak na mnie. Ale gdy przyglądam się jej z większą uwagą, widzę, że po jej twarzy płyną łzy.

32 myśli na temat “131. Noc przy fontannie

  1. Czemu Wy mu to robicie.?Biedny Peeta… A nie może ten Beetee podczas puszczania mu tych taśm walnąć go Tefalem.? Może by sobie przypomniał 🙂 Notka świetna jak zawsze 🙂

  2. Katniss i Johanna wzięły się za alkohol i nie wyszło to dobrze 🙂 trochę dołuje mnie ten rozdział… przygnębienie i smutek Katniss udzieliły się i mnie… jak wy to robicie, że mam wrażenie, że stoje obok nich i wszystko widzę i słyszę? 😉 rozdział piękny, najlepszy, jak każdy wasz rozdział 😀
    Tylko męczy mnie jedno… te dziecięce rzeczy i wgl… powiedzmy, że Katniss jest w tej ciąży, to wypicie alkoholu w tak wczesnym jej stadnium jest niebezpieczne… wy coś zrobicie, coś okropnego i przerażającego i ja zaczynam się bać 🙁 🙁 🙁 :'(

  3. No nie powiem jest ciekawie. ALE PRZYWRÓĆCIE MU W KOŃCU NORMALNĄ PAMIĘĆ !!!!! Z góry dziękuję. Pozdrawiam i życzę fajnego weekendu 🙂

  4. Ej ! To Katniss jest w ciąży czy nie? Bo ja już nie wiem… Czemu ona piła, przecież nie może … Na początku myślałam że Katniss urodzi i odda dziecko do adopcji bo będzie za bardzo przypominało jej o Peecie który nadal niczego nie będzie pamiętał ale wolałabym żeby poroniła bo to będzie takie bardziej drastyczne i to będzie taka tragedia dla Katniss z którą bedzie się musiała uporać bez Peety czyli najważniejszej dla niej osoby. Albo Peeta nagle przypomni sobie wszystko i pojedzie do Kapitolu i znajdzie Katniss nieprzytomną w kałuży krwi i zabierze ją do szpitala ale dziecka juz nie będzie się dało uratować… Chyba mnie juz trochę poniosło … 100 pomysłów na minutę 🙂 ale rozdział bardzo mi się podoba i nie mogę juz sie doczekać następnego. Lubię czytać jak ludzie cierpią, ale chyba wolę kiedy Katniss i Peeta są ze sobą, nic się złego nie dzieje i wogóle … Poprostu taka słodka sielanka i wszyscy są happy! 🙂

  5. Pamiętacie rozdział, gdy Effie, Haymitch, Peeta i Katniss są u matki Effie? I ta częstuje ich drinkami? I reakcję Haymitcha gdy Effie sięga po drinka (jest w ciąży)? Myślicie, że tak spokojnie podszedłby do upicia się ciężarnej Katniss? 🙂

        1. No dobra, przyznaję się… Nie zdążyłam tego wyczytać pomiędzy wierszami 🙂 Ale jeśli Katniss nie jest w ciąży to po co kupowali całą wyprawkę? Wydaje mi się że jeśli chcieli komuś to dać w prezencie to kupiliby tylko np. wózek i łóżeczko a nie od razu wszystko. Czyż nie? No i załóżmy że to wszystko faktycznie prezent to dla kogo? Czyżby Rose z Astem coś zmalowali ?? 😉 byłoby fajnie tylko Rose jeszcze młoda więc chyba nie… To dla kogo to??? Johanna z Paulem? Amanda z Patrickiem? A może pani Everdeen z Shenem? To ostatnie chyba jednak nie. 🙂 Teraz caly czas się będę nad tym zastanawiać… I w dodatku dziś wyjeżdżam na 2 tygodnie nad morze gdzie nie będzie internetu i nie będę mogła czytać waszego cudownego bloga… 🙁 a tu się pewnie znowu coś bedzie działo …

          1. Będzie się działo, będzie 😉 Będziesz mieć dużo przyjemności jak wrócisz 🙂

  6. Genialny rozdział, mam nadzieje, że z Peetą wszystko będzie dobrze, a Kat nie będzie sie już tak upijać, musi wierzyć, że Peeta sobie wszyyystko przypomni 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  7. A i tak w ogule… NIE BIĆ JUŻ PEETY TEFALEM BO JA I JULKA PRÓBOWAŁYŚMY I NIE PODZIAŁAŁO A JEGO PIĘKNA BUŹKA…. NO

  8. Dobra, dobra… Katniss się upiła… Nie wróć KATNISS SIĘ UPIŁA!!! CO ONA WYRABIA!!! PRZECIERZ JEST W CIĄŻY!!! Dobra już się podenerwowałam teraz zacznę się zamartwiać. Dlaczego? Dlaczego moja nieugięta, niepoprawna, lekko zboczona Jo płaka… Bo będe płakać z nią 🙁 Smutam się… jeśli nie dowiem się w tym momencie co jej jest to obiecuje że przepłynę wpław do lądu, poczym autostopem do was przyjade i się dowiem… i teraz nie tylko Jo będzie cierpieć!!! *tupie nogami i histerycznie rzuca się po podłodze* Czekam!!!

  9. O kurcze czemu wy nam to robocie? Dlaczego Peeta nie chce do niej wrócić ? 🙁 A co sie dzieje z Johanna ? Dlaczego płacze? 🙁 Jakos tak smutno sie zrobiło 🙁

  10. w końcu internet mi działa i mogę skomentować!! 🙂 po pierwsze dziękuję wam ! 😀 po drugie czemu Peety nie dziwi, że wszyscy starzej wyglądają? o.O i jeja co jest Johannie???? boję się 🙁 strasznie zasmucił mnie ten rozdział, czemu Peeta nie chce jej wierzyć? 🙁 i kto jest w tej ciąży???? co prawda nie takiego obrotu spraw z fontanną się spodziewałam, ale było super 😀 i cóż… popłyneły 😀 mogły nie mieszać 😀 genialna notka! lubię takie 😛

  11. Nie ma to jak przeczytanie cudownej notki naszych wspaniałych Ań w pierwszym dniu idealnego obozu, wśród świetnych ludzi, patrząc z okna na znikające już w ciemności morze… Ach… Czegoś takiego jeszcze nie było 🙂 A co do notki, czekam na dalszy rozwój wypadków 🙂

  12. Oddajcie pamięć Peetcie! Rozdział cudowny jak zawsze. Ale czemu Kotna pije?! Byle do wtorku. Pozdrawiam .

  13. Trochę dziwnie się czyta jak Peeta to taki.. No dzieciaczek. Ma wrócić mój przystojny,czuły i intełigentny 20lwtni Peeta. ;D i mimo wszystko myślę, że to jednak Katniss jest w ciąży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *