132. Deszcze niespokojne

Witajcie,

Czy u Was też tak upalnie? W Dwunastce lato dobiega końca, ale deszcz ich już trochę chłodzi 😉 – zapraszamy do czytania i komentowania.
Następna notka – w piątek.

Pozdrawiam ciepło (choć może powinnyśmy napisać, że chłodno, żeby było przyjemniej troszkę),
A & A

Naciągam głęboko kaptur czarnego, przeciwdeszczowego płaszcza, pochylam głowę – liczę na to, że ten zabieg ukryje mi trochę twarz, a deszcz sprawi, że nikt nie uzna mojego wyglądu za dziwny. Moje spacery z dnia na dzień stają się dłuższe, coraz dalej zapuszczam się w nieznane mi miejsca. O tej porze na ogół nie ma tu wielu osób – ludzie są w pracy, w szkole, albo w domu, przygotowując posiłek. Ale dziś jest inaczej, dziś jest niedziela – dla większości dzień wolny. Szybko mijam miasteczko, zmierzając w stronę jego niegdyś zarosłych chwastami granic. Dziś jest tu niewielki sad… Myślałem, że tu będę miał spokój, ale z zamyślenia, po raz kolejny już, wyrywa mnie czyjś głos. Tym razem to jakiś sędziwy staruszek, który ostrożnie porusza się o kulach, wychodząc z położonego obok drzew owocowych „Domu Pomocy Rannym w Wypadkach Górniczych”.
– Dzień dobry, panie Mellark.
– Dzień dobry – odburkuję, nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Nim starszy mężczyzna ma czas mnie zatrzymać, odwracam się na pięcie i szybko przechodzę dalej. Wiem, że to niezbyt grzeczne, ale popularność, którą się tu cieszę (co za ironia zwrotu), wcale nie przypadła mi do gustu. Choć minęło już trzy miesiące, nie umiem się przyzwyczaić do tego „pana Mellarka”, do tego, że starsi ludzie, których twarzy nie kojarzę, pozdrawiają mnie, do tego, że pytają o Katniss… Jedyne, co pamiętam, to fakt, że kiedyś nazywali mnie Peetą, lub synem piekarza. Nikt nie zwracał się do mnie per „pan” – to był zwrot zarezerwowany dla mojego ojca. I wolałbym, by tak zostało.

Mijam sad bokiem, kieruję się w stronę lasu. Nie będę się głęboko zapuszczać, ale już chyba wiem, czemu Katniss tak chętnie tam uciekała. Tam nie ma ludzi – nikt nie mówi, nikt nie zaczepia, nie oczekuje odpowiedzi. Można zostać samemu, odpocząć… Drzewa nie pytają o nic, nie wnikają w życie ludzi. Mogę zamknąć oczy, i po prostu być sobą zamiast wciąż udawać, że wiem o co pytają mijający mnie ludzie, odpowiadać, że „u Katniss wszystko w porządku”. Nawet deszcz, łagodzony przez liście i gałęzie, nie jest tu nieprzyjemny.

Do Dwunastki przylecieliśmy z ojcem późnym wieczorem. Podróż poduszkowcem była dla mnie czymś nowym i niezwykłym, na początku czułem się jakby mi ktoś wręczył niezwykły prezent. Gdy już się oswoiłem, zaskoczyło mnie to, że na ojcu chyba ani przez moment lot nie robił żadnego wrażenia. Jakby już nieraz siedział w tym pojeździe. Niemniej wtedy zdecydowałem się nie pytać go o to – miałem już dość informacji jak na kilkanaście godzin.

Szliśmy powoli przez miasteczko – wydawało mi się, że je znam, ale było jakoś inaczej. Wokół widziałem zupełnie nowe budynki, zadbane, czystsze ulice, na których nie widać było zabiedzonych dzieci. Nawet ludzie sprawiali wrażenie, jakby byli grubsi. Patrzyłem na to wszystko w zdumieniu – czułem się jakby ktoś przeniósł mnie w miejsce pozornie moje, ale całkiem odmienne. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, że ktoś nieznany, na ulicy, zwraca się do mnie po nazwisku. Był to jakiś mężczyzna, na oko trzydziestoletni. Wracał chyba z kopalni, bo ręce nadal miał czarne, jakby od węgla. Szedł z wysoko uniesioną głową, na jego twarzy malowało się zmęczenie, ale i jakieś szczęście, albo radość. Kiedy się do nas zbliżał, zwolnił kroku i przyglądał mi się chwilę w świetle działających ulicznych latarni.
– Dobry wieczór, panie Mellark. Wizyta u rodziców? – szczerze się uśmiechał. W pierwszym odruchu zastanawiałem się, dlaczego pyta ojca o jego rodziców, ale nim dotarła do mnie prawda, usłyszałem odpowiedź:
– Tak, syn przyjechał do nas na parę dni odpocząć – na twarzy ojca zobaczyłem uśmiech – uprzejmy, ale chłodny. Nie sięgał jego oczu, w nich odbijało się raczej zmartwienie.
– To zrozumiałe – odpowiedział tamten mężczyzna – dużo pan ostatnio pracuje. A narzeczona również do nas zawita? – pytanie brzmiało niewinnie, po prostu ktoś był zainteresowany naszymi planami. Jednak słuchając go, dotarło do mnie coś innego – w głosie tego człowieka, w jego postawie był niekłamany szacunek – coś, co może jest zrozumiałe w stosunku do mojego ojca, do kogoś starszego, ale nie do mnie. Ja jestem dzieciakiem, na dodatek z miasteczka. Ludzie ze Złożyska rzadko traktowali nas z szacunkiem, uznając nasze życie za łatwiejsze. Nie gardzili nami, bo to nie w ich naturze, ale czasem wyczuwało się to przeświadczenie, że mamy szczęście – znacznie większe niż oni, choć nie zapracowaliśmy na nie. Chyba na chwilę zagapiłem się na twarz naszego rozmówcy, bo nagle poczułem uścisk dłoni ojca na ramieniu.
– Dobrze wiesz, że to tajemnica – puścił oko do mężczyzny i pociągnął mnie w stronę domu.
– Ja nic nie widziałem – zaśmiał się tamten, odchodząc.

Mama mnie przytuliła. Stałem przy drzwiach nowego budynku piekarni i próbowałem wyjść z szoku. Moja matka rozpostarła ramiona i bardzo mocno przycisnęła mnie do siebie. A potem pocałowała mnie w czoło, pogłaskała po głowie i spojrzała wilgotnymi oczami.
– Jak się czujesz, synku? – moja mina chyba dość jasno pokazała moje odczucia, bo matka na moment się cofnęła.
– Peeta, to ja, twoja mama – widziałem jak jej oczy napełniają się łzami, a dolna warga drga mocno.
– Wiem – wydukałem w końcu, nadal zaskoczony jej zachowaniem. Moja matka i ciepłe uczucia – nie znałem takiego połączenia…
– Spokojnie, chłopie – zza mamy wyłonił się Patrick. Był grubszy niż go pamiętam, jego włosy przybrały barwę ciemnego blondu, stężał, spoważniał. – Mama ostatnio tak ma, przytula nas i całuje bez opamiętania i ostrzeżenia. Raczej… przywyknij do tego – stwierdził lekko rozbawiony, nie spuszczając ze mnie wzroku.
– Patrick? – jego wygląd, jego słowa – to wszystko jest nierealne.
– Przywyknij – puścił do mnie oko. – Katniss zrobiła dla nas dużo więcej, niż wszyscy myślą.
– Katniss – moja matka drgnęła, jakby nagle oprzytomniała – gdzie moja ulubiona synowa?
Moja matka – przeciwniczka ludzi mieszkających w Złożysku, szczerze i otwarcie mówiąca o swojej niechęci, żeby nie nazwać tego nienawiścią, do Katniss, (raz wyrzuciła do kosza jedyny kawałek mięsa, który nasza rodzina miała możliwość zjeść od tygodnia, tylko dlatego, że okazało się, że wiewiórkę upolowała właśnie Katniss) zapytała gdzie ona jest? Nazywając ją „ulubioną”? Co tutaj się dzieje?
– Mogę się położyć? – wyrzuciłem z siebie po dłuższej chwili. Musiałem odpocząć, musiałem pomyśleć, bo czułem się bliski zwariowania.
– Oczywiście – odpowiedziała bardzo powoli mama, wskazując ręką schody. – Twoja sypialnia jest tam, gdzie zawsze.
– Patrick – kiedy byłem już w połowie schodów, uświadomiłem sobie, że chcę być sam, a sypialnię dzieliłem właśnie z nim. Peeter nigdy mi nie przeszkadzał, teraz też pewnie czekał na górze na mnie, ale nie chciałem gadać z Patrickiem – możesz mnie zostawić samego, proszę?
Starałem się mówić dość cicho, ale brat stał na dole, więc matka też musiała słyszeć. Czekałem na jej krzyk mówiący, że trzeba się dzielić, ale nic takiego nie nastąpiło, a odpowiedź znów wprawiła mnie w szok.
– Oczywiście. Zresztą, ja już i tak powinienem iść do domu, a Peeter jest dziś u Josha, więc będziesz mógł spokojnie pomyśleć. A gdybyś potrzebował pomocy – zawołaj przez okno.
– Co? To… to gdzie ty teraz mieszkasz? – wyrwało mi się, wzbudzając konsternację.
– Mamo, zrób nam, proszę, herbaty – Patrick otrząsnął się. – Chyba jednak nie dam ci samotnie myśleć, powinienem z tobą pogadać – nieproszony wbiegł za mną po schodach, przeskakując po dwa stopnie…
Nagle dochodzi mnie jakiś krzyk. I jeszcze jeden. Dziecka chyba, albo dziewczynki, brzmi jak krzyk bólu. Czuję jak coś się we mnie skręca, odrywam się od pnia, o który byłem oparty i rozglądam się. Serce mi przyśpieszyło – mimo wszystko to obcy dla mnie teren, a nie mam ze sobą nawet scyzoryka. Znów słyszę krzyk – tym razem ktoś woła pomocy, a pomiędzy drzewami miga coś białego.

Powoli przechodzę w tamtą stronę. Leśne ścieżki, choć w tym miejscu są wyraźnie wydeptane, nawet ubite, nie są dla mnie najłatwiejsze – wciąż uczę się opierać na protezie, wciąż nie czuję się na niej stabilnie. Ciekawe czy kiedykolwiek będę… Widzę ją – kilkanaście metrów ode mnie siedzi na ziemi dziewczynka. Nie wiem ile ma lat – 13, może 14? Lekka kurtka ma rozerwany rękaw, a biała bluzka, jaką ma na sobie, nie była chyba najlepszym pomysłem na spacer po lesie… Nogę ma dziwnie podwiniętą. Gdy podchodzę do niej powoli, widzę, że twarz ma ściągniętą bólem, ale oczy suche.
– Co ci się stało?
– Spadłam – wskazuje ręką wzniesienie po drugiej stronie. Zejść z niego byłoby bardzo ciężko – czyżby się stoczyła? To by wyjaśniało wygląd jej ubrania. Ale mimo to nie powinna dotoczyć się aż tu…
– Co cię boli?
– Noga. Chyba zwichnęłam kostkę. Jakoś doczołgałam się do tej ścieżki, ale już dalej nie dam rady. Za bardzo boli.
– Jesteś tu sama? – dziewczynka odwraca głowę i mruczy coś niewyraźnie. Patrzę na nią wyczekująco – niemożliwe, żeby nikogo z nią nie było, jest na to za mała.
– Uciekłam… – wydusza w końcu.
– Co?
– Nie słyszałeś? Uciekłam! Przyjechałam tu na tę głupią wycieczkę, tylko po to, żeby zobaczyć Wioskę Zwycięzców, piekarnię i las, w którym Katniss polowała! Ale tego nie było w programie – przedrzeźnia kogoś – więc musiałam uciec, żeby tu przyjść! – patrzy na mnie, jakby czekała na mój ruch. Odsuwam znużonym ruchem kaptur. Wcale mi się nie uśmiecha jej pomagać, ale też nie mogę jej samej zostawić. Postąpiła głupio, ale jest unieruchomiona, nijak sobie nie poradzi. Przenoszę wzrok na jej twarz i widzę okrągłe oczy.
– O matko, o matko, o matko… Peeta Mellark… Ty jesteś Peeta Mellark, prawda?
– Tak. My się znamy? – przynajmniej nie mówi do mnie „pan”. Ale nie mam pojęcia kim jest – mam nadzieję, że nie powinienem jej znać z jakiejś ukrytej przede mną przeszłości…
– Tak! Nie! To znaczy – ja cię znam, ale ty mnie nie. Nikt mi nie uwierzy, że cię tu spotkałam. Na pewno nikt! To przecież niemożliwe, wszyscy myślą, że jesteś w Kapitolu! – ja straciłem pamięć, a ta mała musi być szalona. Nie ma innej opcji.
– Jak masz na imię? – przerywam jej.
– Kate.
Zastanawiam się chwilę co zrobić. Zanim dojdę do miasteczka i sprowadzę pomoc, zapadnie zmrok. A ona na pewno nie jest tu bezpieczna. Sam też nijak jej nie pomogę w tym miejscu. Nie ma wyjścia – muszę jej pomóc dojść chociaż do sadów i stamtąd sprowadzimy lekarza…

Początkowe próby wspólnego „spaceru” szybko spełzają na niczym. Jej noga jest opuchnięta i „chodzić” może rzeczywiście tylko skacząc na drugiej. Łatwo się zorientować, że bardzo ją boli – przestała mówić, zacięła usta, siłą powstrzymuje łzy. Biorę ją na ręce i powoli, uważając na każdy krok, niosę ją do Domu Pomocy Rannym – tam powinien być jakiś lekarz. I chyba nawet mają telefon…

———-
– Witaj dziecko – cichy głos matki dochodzi do mnie, kiedy tylko zamykam za sobą drzwi wejściowe do mieszkalnej części piekarni. Wciągam powietrze, by jej odpowiedzieć, ale kolejny głos skutecznie mnie powstrzymuje.
– Dzień dobry – Katniss mówi lekko drżącym głosem – jest na spacerze?
– Jak zawsze o tej porze – odpowiada ojciec – choć dziś możemy mieć mniej czasu na rozmowę, strasznie u nas pada. A jak pogoda w Kapitolu, córeczko? – odruchowo spoglądam na aparat telefoniczny powieszony na ścianie. Nauczyłem się już, że jeśli mała, czerwona lampka z boku obudowy świeci, to sygnał, że ktoś rozmawia. Pewnie rodzice przełączyli na głośnik, żeby oboje mogli brać udział.
– Pogoda… – odpowiada Katniss dziwnym, rozproszonym głosem – słonecznie. Jak on dziś się czuje? – pociąga nosem.
W domu zapada cisza – rodzice milczą, a Katniss najwyraźniej czeka na odpowiedź. Ciekawe co się wydarzyło, że akurat dziś przyszło jej do głowy o to zapytać. Nie kontaktowała się ze mną przez ostatnie trzy miesiące, a teraz nagle interesuje ją moje samopoczucie… Dziwne…
– Tak jak wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu – wzdycha ciężko ojciec. – Katniss, dziecko kochane, nic się nie zmienia – jego głos zaczyna się łamać, a w tle słyszę, że i mama pociąga nosem.
– Czy on… – Katniss chyba nie jest w stanie powiedzieć niczego więcej, jej głos jest pełen łez.
– Nie – odpowiada powoli mama, jakby bolało ją to, co wypowiada – nie pytał o ciebie.
– Katniss – głos ojca wchodzi szybko w końcówkę zdania – to dla nas bardzo ważne, że codziennie dzwonisz zapytać jak on się czuje, że nadal interesujesz się jego życiem. Rozumiemy twoją decyzję, że nie chcesz mu się narzucać do czasu, kiedy sam o to nie poprosi, ale Melania i ja bardzo się o ciebie martwimy. Haymitch mówił, że bardzo schudłaś, że nie sypiasz – moi rodzice naprawdę się o nią martwią, słychać to w tonie głosu, w sformułowaniach… Zaraz, Katniss dzwoni tutaj codziennie?! Codziennie od tych trzech miesięcy pyta jak się czuję? I czeka na mój krok?
– Bez względu na wszystko kocham Peetę i nigdy nie przestanę się o niego troszczyć – odpowiada Katniss bardzo stanowczo.
– Nikt w to nie wątpi – przerywa jej matka – ale…
– Ale? – dopytuje się zaniepokojonym głosem Katniss, słysząc urwane zdanie.
– Ale Peeta widział film z waszych pierwszych Igrzysk – zaczyna mój ojciec. – Potem długo rozmawiał o tym z Haymitchem, uznaliśmy, że on lepiej mu wszystko wyjaśni. Podobno powiedział mu całą prawdę.
Opieram się plecami o ścianę, faktycznie tak było – obejrzałem nagranie z 74 Głodowych Igrzysk, widziałem na arenie siebie i Katniss i coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Haymitch, który zabronił mi mówić do siebie per „pan”, długo tłumaczył mi co się stało. Nie mogę powiedzieć, że popieram zachowanie Katniss, ale chyba zacząłem je rozumieć. Co nie zmienia faktu, że nic mi to nie dało – poza nocnymi koszmarami z Cato w roli głównej. Nic sobie nie przypomniałem – wszystko nadal znam tylko z filmu i opowieści.
– I wydaje mi się – kontynuuje ojciec – że wczoraj w nocy oglądał Ćwierćwiecze Poskromienia…
Zastanawiam się przez chwilę skąd ojciec to wie. Rzeczywiście, oglądałem. I nas, na tamtej dziwnej arenie, w towarzystwie innych Zwycięzców.
– Mówił coś o tym? – Katniss jest bardzo poważna.
– Nie – ucina matka.
W pokoju znów zapada cisza, słyszę chyba tylko ich oddechy. I nagle przypominają się słowa Haymitcha, którymi skończył swoje wspomnienia o nas, dwójce nastolatków, którzy z miłości i uporu postawili się Kapitolowi:
– Ja nie powiem ci co czuła i myślała Katniss – akurat jej małomówność znasz równie dobrze jak ja. Chcesz poznać prawdę – zapytaj ją. Nie okłamujecie się od jakiegoś czasu, na pewno wszystko ci wyjaśni. Nie pierwszy raz zresztą…
Nogi same mnie niosą, wchodzę do salonu i widzę powoli odwracające się w moją stronę twarze rodziców. Mama otwiera usta, by coś powiedzieć, ale ruchem dłoni powstrzymuję ją. Podchodzę do aparatu, słuchawka leży na stole i – tak jak przypuszczałem – telefon przełączony jest na głośnik. Wyłączam głośnik i przykładam słuchawkę do ucha, a kątem oka widzę, że rodzice bez słowa wychodzą.
– Katniss? – zaczynam cicho.
– Peeta? – odpowiada mi po dłuższej chwili, wyraźnie zaskoczona.
– Możemy porozmawiać? – ton jej głosu dziwnie mnie uspokaja. Przed chwilą targały mną niesamowite emocje, a teraz czuję przyjemne ciepło w okolicy serca.
– Oczywiście – odpowiada, a ja słyszę, że się uśmiecha. W wyobraźni widzę, jak jej twarz się rozpromienia.
– Przyjedziesz do mnie? – propozycja wychodzi sama, nawet się nad tym nie zastanowiłem.
– Będę za trzy godziny – odpowiada pośpiesznie, jakby od wielu dni była gotowa, jakby tylko czekała na pytanie.
– Czekam na ciebie – mówię cicho, a ona odkłada słuchawkę.

Wchodzę powoli po schodach. Kiedy jestem w połowie, mama wychodzi z kuchni i patrzy na mnie smutnym wzrokiem.
– Katniss będzie na kolacji. Mam nadzieję, że to nie problem? – przyglądam się jej uważnie. Nie odpowiada, uśmiecha się, a ja widzę łzę spływającą po jej policzku.

Padam na łóżko w sypialni, biorę do ręki pilota i po raz kolejny dziś (prawie całą noc to robiłem), włączam film z 75 Igrzysk. Znów czuję to dziwne uczucie w brzuchu – jakieś dziwne łaskotanie i poczucie szczęścia, którymi napawa mnie perspektywa spotkania i rozmowy z Katniss.
Tak jak w nocy, tak i teraz interesuje mnie tylko jedna scena z tego filmu. Piękna plaża, szum fal rozbijających się o brzeg i Katniss mówiąca do mnie, że jestem jej potrzebny…

15 myśli na temat “132. Deszcze niespokojne

  1. Jezu… pierwszy raz w życiu nie wiem jak mam skomentować rozdział :O Jest dla mnie tak zrozumiały, że nie wiem co by tu napisać ;—; Chyba się załmie… nerwowo… Już czuje zimno… mój dar komentowania właśnie dostał zawał ;—; Oby się pozbierał 😀 Jezu… Rozdział genialny! I Peeta!!! Kiedy ty w końcu dostaniesz tym tefalem?! ( Bo kolacja xD) No chociarz patelnia zwykła!!!! Koffana Pani Mellark!!!! Prosze, błagam na kolanach xD

  2. Od kiedy macie monopol na niszczenie mojego makijażu, huh? Cudo! Tak slodko i w ogóle i w szczególe, ale kim do jasnej Anielki jest Kate? Mam nadzieję, że wreszcie do siebie wrócą i będzie dobrze 🙂 Chce już piatek! 😀

  3. Niee! Rozdział świetny. A „nie” dlatego skończyło się w takim miejscu w którym czyję, że do piątku nie wytrzymam. Może znacie jeszcze jakieś blogi o Peetcie i Katniss? Jak tak to podajcie linki. Pozdrowienia. Ja mykam.:3

  4. Kasia, która skręciła kostkę hmmm skąd ja to znam 😀 kolejne wcielenie pani C. ? 😀 aaa Katniss przyjedzie! nie mogę doczekać tego co będzie się działo! uwielbiam ten rozdział <3 :3

  5. O jejuś ja już chcę żeby się w końcu pogodzili 🙁 Niech już sobie przypomni w końcu no ile można? !!! Błagam moje kochane Aneczki niech oni będą już ze sobą!! 🙂

  6. Genialne! Mnie tak samo zrobilo sie cieplej na sercu. Wreszcie cos sie dzieje 😀 to jest moj ulubiony rozdzial ^^
    PS mam nadzieje ze do zimy peeta wszystko sobie wyjasni bo ile pamietam miala byc notka zwiazana z pewnym obrazkiem jak peeta i katniss leza razem na sniegu… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *