135. Twoja na zawsze

Witajcie,
Zapraszamy ciepło do czytanie i komentowania. Ze względu na koniec miesiąca (co w naszych pracach oznacza masę zadań), następna notka będzie najpóźniej w sobotę.
Za inspirację do „Twoja na zawsze” – podziękowania płyną do Ewy, a za inspirację do poprzedniej notki, „Śnieżnej bitwy” – do Karoliny 🙂
Pozdrawiamy,
A & A

W domu rodziców Peety jest przyjemnie ciepło. Podobnie jak w mieszkaniu mamy, w kominku buzuje ogień, a po całym domu rozchodzi się przyjemny zapach ciasta i przypraw. Wciągam go mocno do płuc, rozkoszując się nim i czuję, jakby szczęście unosiło mnie kilka centymetrów nad ziemią.
– Katniss? – zaskoczenie na twarzy matki Peety sprowadza mnie do rzeczywistości.
– Dzień dobry – odpowiadam jej z uśmiechem. Czuję się tak dobrze, że mam ochotę wyściskać cały świat.
– Peeta nie mówił, że przyjedziesz – kobieta mocno mnie do siebie przytula.
– Bo nic mi nie powiedziała – odpowiada w moim imieniu Peeta, przyglądając mi się uważnie. Kilkanaście minut temu widziałam jego radość na mój widok, a teraz jest jakiś dziwnie poważny, jakby nad czymś się zastanawiał.
– Paul i Johanna będą świętować rozpoczęcie nowego roku tutaj, w Dwunastce, a moim zadaniem jest organizacja całości.
– Będzie bal? – do rozmowy dołącza się ojciec Peety, który jednocześnie wita się ze mną delikatnym uściskiem.
– Jeszcze nie wiem co planuje Haymitch – stwierdzam zgodnie z prawdą.
– Albo raczej – co planuje Effie – dopowiada z uśmiechem Peeta i wskazuje ręką schody. – Chodź, chcę ci coś pokazać. A przy okazji przebiorę się i pójdę z tobą, jeśli pozwolisz.
Nie odpowiadam mu, kiwam delikatnie głową i powoli wlokę się za nim po schodach. Przez głowę przelatuje mi wątpliwość, czy to aby na pewno dobry pomysł, żeby rozebrany Peeta paradował przede mną w pustym pokoju…

Na biurku jest mnóstwo papierów, wszędzie walają się ołówki, kolorowe kredki i linijki. Peeta uśmiecha się, jakby przepraszając mnie za panujący tutaj bałagan.
– Haymitch i Pan Latier poprosili mnie, bym coś zaprojektował. Trochę mi to zajęło, ale chyba coś wymyśliłem. Zobacz sama, leży na górze, a ja się w tym czasie przebiorę.
– Mhm – mruczę w odpowiedzi i z całej siły staram się skupić na leżących przede mną arkuszach. Wiem, że stoi za mną, ale nie chcę się obracać, nie wiem jak zareaguję na widok jego nagiego ciała.  Tymczasem on delikatnie muska moją szyję, pozostawiając na niej, gorący jak żar w palenisku, pocałunek.
– Nie chciałem cię przestraszyć, po prostu chciałem, byś wiedziała – szepcze cicho, drażniąc mi ciepłym oddechem ucho, a ja doskonale wiem, co ma na myśli.
– Nie przestraszyłeś mnie – odwracam się powoli w jego stronę. Stoi przede mną w samej bieliźnie, przypatrując się mojej twarzy. Próbuję nie myśleć o tym, na czym wcześniej skupiał wzrok. – Po prostu mnie zaskoczyłeś. Czemu to powiedziałeś?
– Bo to prawda – odpowiada jakby lekko zdezorientowany.
Uśmiecham się delikatnie na samo wspomnienie jego słów, ale w obecnej sytuacji niedopowiedzenia nam nie służą.
– Ale dlaczego powiedziałeś to w ten konkretny sposób?
– Bo to też prawda – wzrusza ramionami i mam wrażenie, że chyba zaczyna powoli się irytować. – Kochanie, powiesz mi, co konkretnie masz na myśli?
– Zawsze tak do mnie mówiłeś – tamten moment na placu dał mi nadzieję, której potwierdzenia pragnę tak mocno, jak niewielu innych rzeczy na świecie. Czuję, że całe moje ciało drży w oczekiwaniu. Jednak, zamiast tego, w jego oczach widzę dziwne niezrozumienie, skutkujące gulą w gardle. – Wcześniej, przed wypadkiem, zawsze tak do mnie mówiłeś… – głos mi się łamie, przerywam w pół zdania. Nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej.
– Kochanie – zatapia dłoń we włosach, mierzwiąc je – chodzi ci o to, że powiedziałem, że cię kocham?
I znów czuję to samo, co na placu. Ten ton, sposób w jaki to mówi – to mój dawny Peeta. Zamykam oczy, czuję w palcach dłoni delikatne mrowienie po zetknięciu z zimnym, białym puchem i znów to słyszę:
– Mówiłem ci już dzisiaj, że cię kocham?
Jedno krótkie zdanie odebrało mi mowę, dając jednocześnie poczucie niesamowitego szczęścia.
Wtulam się mocno w jego nagą pierś, czuję delikatny, dobrze znany zapach kopru i cynamonu z nutą czegoś jeszcze, czego nigdy nie potrafiłam nazwać. Podnoszę powoli głowę i patrząc mu głęboko w oczy odpowiadam:
– Ja ciebie też, kochanie – delikatnie głaszczę go po policzku – nawet nie wiesz jak bardzo. I chodziło mi dokładnie o to, że kiedy długo się nie widzieliśmy, albo kiedy chciałeś mnie rozweselić, zawsze zadawałeś to jedno pytanie, dokładnie w ten sposób – przełykam ślinę, nie chcę, by łzy spłynęły mi twarzy, nie teraz. – I zawsze mówiłeś do mnie „kochanie”.
– Och, Katniss – w jego oczach widzę, że zrozumiał o czym mówię. Widzę też jakiś cień bólu i wiem już co usłyszę – niestety, nic sobie nie przypomniałem. Po prostu poczułem niesamowita ochotę, by ci to w końcu powiedzieć, a słowa ułożyły się same. Przyznaję, że nawet się nad tym nie zastanawiałem. Po prostu jesteś moim kochaniem – najdroższym, najukochańszym. Ciągle nie jestem w stanie uwierzyć w to, że jesteś ze mną, że planowaliśmy ślub. Dziewczyna, za którą szalała połowa dystryktu, o której sam tylko marzyłem, ze świadomością, że nie mam szans – moją narzeczoną. Nadal trudno mi w to uwierzyć, choć Haymitch opowiedział mi parę rzeczy. Mówił o twoim zachowaniu na arenie w czasie tego całego Ćwierćwiecza, kiedy wpadłem na pole siłowe. Wspomniał, że chciałaś go zabić strzykawką za to, że mnie nie wyciągnął z areny razem z pozostałymi ocalonymi. Opowiedział jak bardzo przeżywałaś moją zmianę, kiedy byłem przetrzymywany w Kapitolu, o tym jak się załamałaś, jak walczyłaś o mnie. Sam przyznał, że dopiero widząc to wszystko, zrozumiał, że naprawdę mnie kochasz. A czego nie wiedział Haymitch, uzupełniła moja mama. Niemniej, to dla mnie zupełnie nieprawdopodobne, że ty, właśnie ty, zwracałaś na mnie uwagę.
– Zawsze wiedziałam, co się z tobą dzieje. Byłeś moim chłopcem z chlebem – nie dodaję, że wiem to dziś, ale kilka lat temu sama nie zdawałam sobie z tego sprawy.
– Gdybym wtedy wiedział, gdybym mógł ci bardziej pomóc – wciąga powietrze, jakby chciał dodać coś jeszcze, ale zamykam mu usta pocałunkiem. Nie chcę przeprowadzać tej rozmowy w pośpiechu. Jeśli jest gotów na moje wspomnienia, to dziś zostanę tu na noc, możemy o tym rozmawiać tyle godzin, ile będzie trzeba. Jeśli to pomoże mu wrócić, mogę mu nawet przez resztę naszego życia opowiadać, co wspólnie przeżyliśmy.
Peeta przyciąga mnie do siebie mocniej, jego ciało jest przyjemnie ciepłe. Delikatnie przygryza mi ucho i cicho mówi:
– Mama pytała mnie, czemu podczas pobytu w Dwunastce wolisz spać u swojej mamy, a nie u nas. Powiedziałem jej, że jesteś tu rzadko, więc pewnie chcesz spędzić z nią trochę czasu. Ale to tato uświadomił mnie, że chyba mojej mamie chodziło o coś innego…
– O co? – domyślam się co pani Mellark miała na myśli…
– Dlaczego nie śpisz ze mną – odpowiada cicho, lekko gardłowym głosem.
– Bo nie chcę cię naciskać – odpowiadam zgodnie z prawdą.
– Jeśli tylko będziesz chciała, możesz mnie naciskać – puszcza do mnie oko i odchodzi się ubrać.

Obracam się w stronę biurka i oddycham głęboko. Opieram się o blat i spoglądam na rozłożone plany, ale na razie przed oczami obrazy kreśli mi obietnica dzisiejszego wieczoru, która napawa mnie rosnącym podnieceniem. Może wybierzemy się wieczorem na spacer do Wioski Zwycięzców i pokażę mu nasz wspólny dom…
Nagle mój wzrok przykuwa leżąca z boku kartka – jasna, błękitna papeteria, pokryta równymi, małymi literami.

„Najdroższy Peeta,

U mnie wszystko w porządku, noga już mnie nie boli. Jeszce raz dziękuję ci za pomoc, dziękuje ci za wszystko, co dla mnie zrobiłeś i robisz. Cudownie jest mieć kogoś takiego, jak ty. Rozumiem, że na razie nie chcesz nikomu mówić o tym, co nas łączy – dotrzymam naszego sekretu.

Na zawsze twoja,
K.”

26 myśli na temat “135. Twoja na zawsze

  1. Ale się porobiło 🙁 Do listu było wszystko piękne 😀 Fragment czemu Katniss nie śpi u niego – cudowny ♥ Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i Peeta wyjaśni Katniss i ona będzie go słuchała.

  2. Dłużej już nie mogłam wytrzymać i jakoś udało mi się znaleźć Wi-Fi 🙂 Faktycznie się dzieje ^^ ale co to ma być za list, ja się pytam? Jaki sekret?? Kiedyś ktoś w komentarzu napisał że zawsze Peeta taki biedny i jak się coś złego dzieje to tylko jemu ale teraz odnoszę wrażenie że to Katniss jest w tym wszystkim najbardziej poszkodowana… A Peeta ma jakieś sekrety 🙁 Czekam na następną notkę 😉

  3. Ehh., list jest od Kate, a sekret to że wszyscy myślą że Peeta jest w Kapitolu ;-; Olcia myśli xdd

  4. A już myślałam, że będzie tak słodko! Kurde mać! Na pandy kichające i gacie Merlina! Idę zagadać do Afrodyty, może da mi wiaderko miłości odwzajemnionej to wtedy walnę w monitor kiedy będę czytać i może to zadziała. Macie to naprawić, bo obok komputera już siedzi grzecznie wiaderko a jak nie, to zawołam Panią O’Leary. [Tak to groźba] A ja w domku Aresa, to mnie się należy strzec.

  5. A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIEEEEEEEEEEE ZAŁAMKA. PEETA MA JEJ WSZYSTKO WYJAŚNIĆ A ONA ZROZUMIE! I JESZCZE NIE MA GO Z NIĄ NIĆ ŁĄCZYĆ!

  6. Powracam!
    Moje drogie Mamy! Czo Wy ze mną robicie? Mimo iż wcześniej nie odzywałam się to czytałam! Nawet 10 minut przed egzaminem wstępnym do gimmazjum muzycznego czytałam! (przyjaciółki musiały mnie siłą odrywać) ale teraz są wakacje, hej! Więc komentuję: piękne, wspaniałe, wdfgfhjjcbfghfbj i genialne rozdziały! Ale jak widać nawet po Tefalu sobie nie przypomniał… Natomiast ja martwię się naszą biedną Katniss! No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że wymyślicie dobre wytłumaczenie dla Peety;)
    Pozdrawiam
    Puma

  7. :000 Ja już dłużej nie wytrzymam tej amnezji Peety buuuu czekam aż odzyska pamięć ale notka fajna :f
    Zapraszam do mnie na nową. kolejna jutro 🙂

  8. O kurcze było już tak pięknie nawet umówili się na wieczór hehe 🙂 A tu? Znowu zonk :/ No to ciekawe c to wyjdzie po tym liście! Pewnie biedna Katniss pomyśli sobie że oni są razem :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *