136. Szczęśliwego Nowego Roku

Witamy,
Zapraszamy do czytania i komentowania. Następna notka we wtorek.
Pozdrawiamy ciepło,
A & A
—-

– Już zapomniałam, jak on pięknie potrafi malować – Johanna zwraca się do mnie z niekłamanym zachwytem. Stoimy w gotowym na przyjęcie nowego Mellarka pokoiku. Peeta postarał się – po przekroczeniu progu można się poczuć jak na prawdziwej łące. Z boku widać kicające, śnieżnobiałe króliczki i szare zajączki, nad nimi – przepięknie ubarwione motyle. Kwiaty, które są tak rzadko spotykane w Dwunastce, w tym pokoju są niemal wszędzie. Ptaki, siedzące na gałęzi drzewa, wyglądają jak żywe. Jeden z nich, który przycupnął tuż nad łóżeczkiem, trzyma w dziobie wstążkę, której koniec porwał ze sobą inny, biało-czarny ptak, unoszący się na niewidzialnym wietrze, na tle delikatnych obłoków.
– Nie wiemy, czy to chłopiec, czy dziewczynka – zwraca się do nas cicho Amanda. Zerkam na nią przelotnie, ale zaraz wracam podziwiać bajkowy świat, który wyszedł spod ręki Peety. – To dlatego wstążka jest biała, później dopiszemy na niej imię naszego maleństwa.
– To wspaniały pomysł – Johanna, widząc że nie reaguję, szybko podejmuje rozmowę. A mnie łzy pieką pod powiekami – doskonale pamiętam dzień, kiedy Patrick i Amanda zadzwonili do nas, żeby powiedzieć nam o ciąży i prosić, byśmy zostali rodzicami chrzestnymi ich pierwszego dziecka. To wtedy Peeta powiedział, że żałuje, że nie ma więcej wolnego czasu, bo urządziłby maleństwu pokój. I dlatego kupiliśmy całą wyprawkę i mebelki, chcąc choć tyle pomóc i choć w taki sposób na początku zaangażować się. Nie mogliśmy wtedy wiedzieć, nie mogliśmy…
– On o tym marzył – mówię w końcu cicho, a Johanna i Amanda obejmują mnie. – Chciał urządzić ten pokój, ale… – nie udało mi się powstrzymać płaczu, choć usilnie próbowałam.
– Katniss – Johanna delikatnie wyciera krople spływające mi po policzkach – co jest? Wiem, że nie jest ci łatwo, ale wydawało mi się, że oswoiłaś się z tą sytuacja, do tego wyglądacie na szczęśliwych…
– Bo jesteśmy, ale… – nie wiem jak wytłumaczyć co czuję, jak to sformułować. Ma rację, jesteśmy szczęśliwi. Dużo ze sobą rozmawiamy, kiedy tylko mogę przylatuję do Dwunastki, by z nim pobyć, ale dla mnie to kontynuacja związku, podczas gdy dla Peety – dopiero jego początek. Dla niego wszystko jest nowe, a mnie brakuje wielu rzeczy, włącznie z jego obecnością na codzień. I dojrzałością, która pojawiła się wraz z doświadczeniami ostatnich lat.Brakuje mi mojego dawnego życia i czas tego nie łagodzi, tylko wzmaga. A teraz jeszcze tamten list…
– Chodzi o coś zupełnie innego, prawda? – na dźwięk jej głosu obracam gwałtownie głowę. Annie stoi w drzwiach dziecięcego pokoju i patrzy na mnie smutnym wzrokiem.
– Annie – bez zastanowienia wpadam w jej ramiona – gdzie Nathaniel?
– Bawi się z wujkiem Peetą – odpowiada spokojnie, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Ma jakiś dar – zawsze wie więcej, jakby miała jakiś specjalny radar, dodatkowy zmysł, którego większość ludzi jest pozbawiona. Wie, że to nie chodzi o ten pokoik, ani o pamięć Peety, czuje, że jest coś jeszcze.
– To chyba nie Peeta powinien trenować opiekę nad dzieckiem – mówi lekko Johanna. – Ma jeszcze na to czas.
– Racja – Amanda bardzo szybko złapała aluzję Johanny, choć domyślam się po mocno zmienionym tonie jej głosu, że zrobiło się jej przykro, że mamy przed nią tajemnice. – Nathaniel powinien się bawić ze mną i Patrickiem, tak dla wprawy. Prawda, Johanno? – spogląda z ukosa na pierwszą damę, a ta tylko krótko potwierdza i dodaje:
– Ale niech wujek Peeta i Paul z wami zostaną, pomogą wam – Amanda kiwa głową, na znak że uwaga Johanny jest dla niej zrozumiała. Ta ostatnia chyba też wyczuła zmianę w Amandzie, bo dodaje:
– A my pogadamy sobie, jak za dawnych czasów. I ustalimy szczegóły wieczoru – Johanna najwyraźniej też zorientowała się o co chodzi i postanowiła zaufać przeczuciu Annie, a gdy tylko Amanda zamyka za sobą drzwi, nakazuje mi tonem nieznoszącym sprzeciwu, wskazując biały bujany fotel, który ma zadanie ułatwić Amandzie usypianie maleństwa:.
– Siadaj i wyduś wreszcie, co jest grane.
– On kogoś ma – ta więź, która kiedyś nas połączyła, sprawia, że do nich o wiele łatwiej jest mi o tym mówić. Przez ostatnie parę dni, odkąd znalazłam ten cholerny, czule napisany nieznaną mi kobiecą ręką list, siedzi to we mnie. Nikomu o tym nie mówiłam, starałam się zachowywać normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Niemniej Peeta chyba domyślił się, że nie wszystko jest w porządku, bo nigdy więcej nie widziałam tamtego listu, choć kilka razy byłam w jego sypialni.
– Masz na to jakieś dowody tym razem? – Johanna siada na podłodze przy moich nogach, dając mi równocześnie jasno do zrozumienia, że pamięta nasz poprzedni kryzys, gdy uciekłam przekonana, że Peeta woli być z kimś innym. Tymczasem Annie delikatnie gładzi mnie po głowie, jednocześnie rozglądając się po pokoju. Czeka na moją reakcję.
– Widziałam list – obie skupiły na mnie wzrok. W twarzy Annie widzę skupienie i zrozumienie, u Johanny – raczej powątpiewanie i spory dystans.
– Wiesz od kogo mógł być? – nie daje za wygraną.
– Nie mam pojęcia, nigdy go już nie widziałam, a krótki podpis „K.” to zbyt mało, by zidentyfikować autorkę.
– A pytałaś go o to? – wtrąca się spokojnie Annie.
– Nie. Nie mam nawet pojęcia jak to zrobić – odpowiadam zgodnie z prawdą. Od kilku wieczorów w głowie układam sobie naszą rozmowę i zawsze na końcu dochodzę do wniosku, że nie dam rady tego zrobić. Nie wiem jak postawić pytanie, by nie czuł się zaatakowany. A jeszcze bardziej chyba boję się usłyszeć, że kocha mnie, ale… nie tylko mnie. Albo, że ktoś inny jest mu równie bliski. Że może tylko się we mnie durzy z przyzwyczajenia, a ktoś inny, żyjący w jego obecnym świecie go pociąga. Albo…
– Po prostu zrób to – prostolinijna Annie, jak zawsze, widzi tylko jedno rozwiązanie.
– Niby jak? – pytam ją ironicznie.
– Normalnie – odpowiada mi Johanna zaskakująco spokojnie, jakbym pytała o jakąś oczywistość. Niezrozumienie na mojej twarzy sprawia, że wzdycha lekko i w końcu sama przedstawia plan, na bazie którego mam działać.

– Czyli postanowione? – dopytuje po dobrych kilku minutach, które spędziłyśmy na omawianiu za i przeciw jej pomysłu.
– A mam inne wyjście? – nie do końca podoba mi się jej idea, ale jestem zrezygnowana, nie mam żadnej kontrpropozycji.
– Drugi raz numer z ucieczką do lasu nie przejdzie, za dużo się zmieniło – ripostuje pierwsza dama Panem. – I ta zmiana może nam pomóc – puszcza do mnie oko i wychodzi z pokoju. Podnoszę się za nią, ale Annie zatrzymuje mnie, łapiąc za łokieć.
– Katniss, lepiej z nim porozmawiaj, bo jak Johanna wprowadzi w życie swój plan, to nie będzie odwrotu. Na pewno tego chcesz?

– Dasz sobie radę – trzymam go mocno za ręce, patrząc mu prosto w oczy, z których nie znika lęk. – Poradzisz sobie, to tylko kilka słów.
– Będziesz przy mnie? – dopytuje chyba po raz tysięczny, a ja po raz tysięczny przytakuję.
– Będę tuż obok ciebie i jeśli chcesz, cały czas będę trzymać cię za rękę. Peeta, musimy to zrobić. Wiem, że ten pomysł wcale ci się nie podoba, że wolałbyś tego uniknąć, ale tym razem Beetee’emu nie uda niczego zmontować. Ludzie muszą cię zobaczyć na żywo – upłynęło już zbyt wiele miesięcy, byś znów mógł tego uniknąć, szczególnie dziś. Życzenia noworoczne to w Panem tradycja, nie pozwolą nam tego zmienić. Dlatego wszyscy tu jesteśmy, cała Rada Zwycięzców i Prezydent z żoną w jednym miejscu. Proszę cię, nie pozwól, by Kapitol i całe Panem dowiedziało się o skutkach tamtego wypadku. Przez ostatnie pół roku udawało nam się to ukryć, ale tym razem proszę cię, pomóż nam – wyrzucam z siebie niemal na jednym wdechu, bojąc się, że mi przerwie. Przez chwilę patrzy na mnie w ciszy, wreszcie na twarz wypływa mu ciepły uśmiech.
– Masz na to jakiś patent?
– Mam – wiem o co mu chodzi, w jego głowie dziś wystąpi po raz pierwszy. – Zdradził mi go kiedyś pewien przyjaciel, jedyny, jakiego miałam w Kapitolu. Powiedział mi, żebym w czasie wywiadów mówiła do niego. Zrób tak samo – znajdź na sali jedną osobę, popatrz na nią i do niej skieruj swoje życzenia noworoczne.
Widzę, że oczy Peety zmieniają się – pomysł z jakiegoś powodu zachwycił go.
– Już nawet wiem do kogo będę mówił – przyciąga mnie do siebie i szepcze cicho – wyglądasz olśniewająco.
Patrzę w dół – mam na sobie długą, czarną suknię, którą rozświetlają wplecione w materiał srebrne nitki. Dzięki temu wygląda znacznie lżej, a w sztucznym świetle cała się mieni. Rozkloszowana spódnica ułatwia mi poruszanie się, w tym taniec, a wydekoltowana góra – przyciąga wzrok mojego ukochanego.  Peeta natomiast ma na sobie czarny smoking ozdobiony srebrnym, matowym pasem i białą koszulę, w których wygląda wręcz porażająco przystojnie i seksownie.
– Ty też – odpowiadam mu zgodnie z prawdą, delikatnie całując w policzek.
– Czy da się pani zaprosić na spacer dzisiejszej nocy? – odchyla się lekko i patrzy mi w oczy.
– A ma pan na myśli jakieś konkretne miejsce? – odpowiadam mu w ten sam sposób, kładąc rękę na ramieniu.
– Chciałbym zobaczyć jak mieszkaliśmy w Wiosce Zwycięzców, chciałbym zobaczyć tamten dom, a sam nie mam odwagi – z jednej strony wygląda bardzo poważnie, z drugiej mam wrażenie, że znów widzę to figlarne spojrzenie, które tak lubię, które tak wiele obiecuje.
– Z największą przyjemnością – wtulam się mocno w niego. – Chcesz zwiedzić jakieś konkretne pomieszczenie?
– A jak ci powiem, to mi nie uciekniesz? – delikatnie całuje mnie we włosy.
– Zaryzykuj – odpowiadam z bijącym sercem, przepełnionym pragnieniem. Przez ostatni tydzień co wieczór, do późnej nocy planowaliśmy to przyjęcie, a później rozmawialiśmy o nas – o tym co było, a co Peeta utracił. Zasypialiśmy zmęczeni i nigdy nie doszło między nami do niczego, poza pocałunkiem. A moje ciało rozpaczliwie go pragnie… Wczoraj miałam wielką nadzieję na coś więcej, gdy kolacja u Patricka i Amandy dobiegła końca, byłam pewna, że Peeta pragnie mnie tak samo, jak ja jego. Ale mam wrażenie, że obecność rodziców w domu działa na niego trzeźwiąco.
– Tak bardzo chciałbym się z tobą kochać – słyszę nagle gardłowo. Proste zdanie, które idealnie odpowiada na moje potrzeby, sprawia, że nogi lekko się pode mną uginają, a na policzki wypływa rumieniec.
– Mamy w domu bardzo wygodne łóżko, pokażę ci dzisiejszej nocy – wieńczę obietnicę przeciągłym pocałunkiem.

– Szczęśliwego Nowego Roku – Paul prawie wykrzykuje życzenia kończące przemówienie, a wszyscy zebrani w ratuszowej sali balowej, biją mu brawo. Peeta, pamiętając harmonogram, ściska mocno moją dłoń i razem przechodzimy przed ustawiony na środku mikrofon, by zacząć przemowę.
– Obywatele Panem, z okazji nadchodzącego Nowego Roku, pragniemy z narzeczoną złożyć państwu najserdeczniejsze życzenia. Niech ten rok będzie lepszy od poprzedniego, niech wszystkie niezamknięte sprawy, znajdą swój szczęśliwy finał – unosi lekko kieliszek do góry – niech wszystkie plany i marzenia zrealizują się, a każdy z was niechaj będzie tak szczęśliwy, jak ja, w towarzystwie ludzi, których kocha. Niech czerpie radość ze starych przyjaźni, a nowe – niech się sprawdzają i rosną w siłę – wodzi wzrokiem ode mnie do Paula i Asta, podkreślając każdą część życzeń. Jest tak naturalny w swoim zachowaniu, że sama, bez żadnej wątpliwości, nabrałabym się na to przedstawienie. Przy ostatnich słowach unosi wyżej kieliszek w geście toastu w stronę kamery i robi coś, czego nie było w scenopisie. Puszcza oko do kogoś ukrytego za nią, w ciemności. Krótkie mgnienie, które sprawia, że czuję się, jakbym dostała czymś ciężkim w brzuch.
– A teraz zacznijmy odliczanie – odwraca się w stronę wielkiego zegara, którego sekundnik przesuwa się w stronę liczby 12, by symbolicznie zamknąć obecny rok, a rozpocząć nowy. Przez chwilę miałam nadzieję, że mi się przywidziało – nie było tamtego gestu, miałam złudzenie wywołane światłem i mieszanką kolorów. Ale widzę wyraz twarzy Johanny i Annie, a także Haymitcha – ich miny jasno wskazują, że widzieli to, co ja i tak samo odebrali zgrane połączenie obrazu i wypowiadanych słów.
– Jeden – dochodzi do mnie jak przez mgłę. – Szczęśliwego Nowego Roku – Peeta krzyczy na całe gardło, by być słyszalnym w huku wystrzałów korków od szampana i braw, a potem odwraca się radosny w moją stronę, porywa mnie w ramiona i namiętnie całuje. Kątem oka widzę, że inni robią to samo – ludzie składają sobie życzenia, całują się, obejmują. Na telebimie pokazywane są urywki z różnych dystryktów – upewniam się, że w przebitkach nie pokazują na żywo nas i gdy Peeta odrywa swoje usta od moich, wyrzucam z siebie to, o czym myślę od kilkunastu sekund:
– Kto do ciebie pisze? Do kogo mówiłeś, Peeta?

13 myśli na temat “136. Szczęśliwego Nowego Roku

    1. Keep Calm, Martyna!

      CO JA GADAM?!!! SAMA JESTEM JAK NA SZPILKACH!!!!!

      JAK MOŻNA PRZERWAĆ W TAKIM MOMENCIE?!!! MAM ŻĄDZĘ MORDU!!

  1. No i teraz nic nie zrobie. nie będe spać, jeść, pić i chodzić… będe teraz myśleć kim jest ta tajemnicza K. ;—-; no co to ma znaczyć żeby w takim momencie przerywać!!!! *tupie nogą* Dobra, tak po chwili namysłu to jednak wole nie wiedzieć xD tak, Mer się boi ;—; Peeta Niewierny… To są dwa, tak bardzo skrajne przeciwieństwa… :3

    1. Maja, spokój, to Kate, dziewczyna która złamała kostkę, a Peeta jej pomógł. Ona chciała podziękować, ale nie bardzo to wyszło.

  2. Myry … Myry… <3 Czyżby zapowiadała się notka na drugim blogu? 😉 chociaż najpierw Peeta musi się jakoś wytłumaczyć Katniss, co przypuszczam nie będzie zbyt prostym zadaniem. 🙂 Już nie mogę się doczekać wtorku ^^

  3. Łooo jejciu! jeszcze chyba nie widziałam, żeby ktoś odwalił taki kawał roboty i to tak dobrej. Jestem dopiero przy trzydziestym, a tu nawet połowa nie minięta. Nie narzekam, a nawet się cieszę, że jeszcze tyle do czytania 🙂
    Ale szczerze – chyba Collins napisała mniej niż Wy, hahh 😛
    Podziwiam Was najbardziej z tych, co póki co znam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *