138. Noc w Jedenastce

Witamy,
Dziękujemy za komentarze pod poprzednią notką (cieszy nas ich rosnąca ilość) i czekamy z niecierpliwością na kolejne. Kolejny wpis – w sobotę.
Pozdrawiamy ciepło,
A & A

————–

– Nie! – syczę przez zaciśnięte zęby. Zaciskam dłonie na poręczach fotela, próbując się opanować.
– To już postanowione – odpowiada mi spokojnie Paul. Siedzi przy dużym, ciemnym biurku, papiery walają się dosłownie wszędzie, a on nawet na mnie nie patrzy, tylko notuje coś w dużym notesie. Przemyka mi przez głowę, że gdy jego rzecznikiem był Peeta, to miejsce wyglądało znacznie porządniej. Przez króciutką chwilę zaczęłam mu nawet współczuć, ale irytacja szybko wyparła to uczucie.
– Nie – wciągam głośno powietrze, żeby podkreślić swoją złość, żeby nie miał wątpliwości – nie zmusisz mnie do tego, nie tym razem.
Przez chwilę udaje, że nie słyszał, nadal coś notuje, nie odpowiada mi. Wreszcie zamyka głośno okładkę, odkłada pióro, wstaje zza biurka i bardzo spokojnie mówi, cedzi wręcz:
– To rozkaz, panno Everdeen – momentalnie zmienił ton, nie znoszę jak to robi.
– Odmawiam jego wykonania – krew we mnie buzuje, wściekłość sięga zenitu. Jak on mógł wydać mi takie polecenie – po tym wszystkim, co jego kuzyn mi zrobił, mam, jakby nigdy nic, wsiąść z nim do pociągu i jeździć po całym Panem, by przygotować wszystko na Dzień Pamięci? Szybkim krokiem idę w stronę drzwi wyjściowych, nie chcę dawać Paulowi zbyt dużo czasu na reakcję.
– Katniss – znów ten władczy, nieznoszący sprzeciwu ton. Doskonale wie, że to na mnie podziała, ale nie zamierzam dać łatwo za wygraną. Zatrzymuję się w pół kroku i obracam powoli.
– Jeżeli mam jechać i w obecnej sytuacji przez najbliższe tygodnie niańczyć twojego kuzyna, to podaj mi jeden racjonalny argument, który przekona mnie, bym wykonała twój… rozkaz – patrzę twardo i mam wrażenie, że szuka w głowie odpowiedzi.
Jednak Paul nic nie mówi, nagle smutnieje, powoli wraca do biurka i wyjmuje coś z szuflady. Podchodzi do stołu, przy którym z reguły odbywają się narady i rozkłada na blacie kolorowe wydruki.
– Proszę, to twoje argumenty – mówi cicho, jakby zrezygnowany. Przy drzwiach odwraca się jeszcze i spogląda na mnie uważnie, jakby zastanawiał się, czy coś dodać. W końcu decyduje się na krótkie „przykro mi, Katniss” i zamyka za sobą drzwi.

Nigdy nie czytam tych gazet. Historie w nich opisane są dla mnie zbyt puste i zwyczajnie nudne. Nie interesuje mnie nowy kolor włosów, imię psa, bądź co jedli na obiad kapitolińscy celebryci, ludzie którzy coś znaczą ze względu na zasobność portfela, czy znajomości, a nie ze względu na własne osiągnięcia…
Muszę aż mrugnąć oczami, by upewnić się, że dobrze widzę. Błyszczące okładki zdobią nasze zdjęcia – większość z ostatniego roku, ale widzę też starsze, zrobione przed 75 Igrzyskami. Niektóre sztucznie rozdarte, tak, że każde z nas jest na osobnym „kawałku” fotografii. A na nich napisy – „Wielka kłótnia Ognistej Pary”, „Dlaczego odwołano ślub roku?”, „Przeklęci Kochankowie z Dystryktu 12 – czy nadal są razem?”, „Katniss i Peeta – szczęśliwi osobno?”
Nie sądziłam, że ktoś zauważy, co się między nami dzieje. Ale zapomniałam o jednym – w Kapitolu wszyscy widzą wszystko i uwielbiają interesować się cudzym życiem. Biorę do ręki jedną z gazet i czytam krótki tekst pod zdjęciem. Informacja jest jasna – Peeta przyjechał do Kapitolu dwa tygodnie temu. Mimo to ani razu nie byliśmy widziani razem – zawsze osobno. Co gorsza – źródła bliskie otoczeniu Prezydenta donoszą, że nawet noce nie są już nasze. Że ja sypiam w apartamencie, a mój narzeczony – w pałacu…
– Musicie coś z tym zrobić. Na początek – jedźcie razem – nie wiem kiedy Johanna weszła do gabinetu, nie słyszałam jej kroków, ani nawet otwarcia drzwi. – Potem zdecydujcie co wybieracie – rozstanie w przyjaźni, czy może pogodzenie po kłótni. I żeby było jasne – cokolwiek wybierzesz, będę cię wspierać. Ale musisz też zrozumieć decyzję Paula, nie mamy wyboru.
– Nic o tym nie wiedziałam – głos mi się łamie. Jakby wszystkiego było mało, to teraz stałam się bohaterką okładek jakiś szmatławców.
– Wiem, blokowaliśmy te informacje, dawaliśmy wam czas na porozumienie – Johanna wzdycha ciężko ze smutkiem – ale nie mamy go już więcej. Od was zależy, co dalej zrobicie. Ja mam tylko jedną prośbę – nie pozabijajcie się w czasie tej podróży – przytula mnie lekko.

Kiedy jestem już na dziedzińcu, podbiega do mnie Rose. Podobnie jak Johanna, jest smutna, co mnie zaskakuje. Patrzy na mnie przepraszająco, wciskając mi do ręki kolejną gazetę.
– Przepraszam – szepcze – ale powinnaś wiedzieć.

Jadę samochodem na dworzec kolejowy. Naszym zadaniem jest objechać całe Panem, w każdym dystrykcie mamy zostać dwa, góra trzy dni. Musimy znaleźć odpowiednie miejsce, uzgodnić szczegóły z projektantami, zlecić prace przygotowawcze i ruszać dalej w drogę. Wiem, że to będą długie i ciężkie cztery tygodnie. Od kilku godzin zastanawiam się, kiedy go straciłam. Starałam się robić wszystko, co w mojej mocy, żeby przywrócić mu pamięć, ale się nie udało. A tajemnicza „K”. wykorzystała to i odebrała mi go. Jakaś panienka w perfidny sposób odebrała mi mojego Peetę. Co mu dała, czego nie znalazł we mnie?… Łzy pieką mnie pod powiekami, ale nie dam mu tej satysfakcji, nie pokażę, jak bardzo mnie zranił. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja wszystko pamiętam i pewnie nigdy nie przestanę go kochać. Pamiętam jak bardzo byliśmy szczęśliwi, jak wiele razem przeszliśmy. To nas wzmocniło, sprawiło, że bez mrugnięcia okiem byliśmy gotowi oddać za siebie życie. A dziś – ja nadal oddam życie za niego, a on odda się swojej nowej ukochanej. Chyba zaraz pęknie mi serce…

Przed dworcem kłębi się masa ludzi, pociąg jest już gotowy do odjazdu. Najwyraźniej czekają tylko na mnie… Z daleka widzę, że Beetee rozmawia z Peetą, pewnie daje mu jakieś ostatnie instrukcje. Biorę dwa głębokie wdechy, żeby się uspokoić. Nie mogę pokazać po sobie moich emocji, nie tym razem. Nie chcę, by całe Panem w jutrzejszym wydaniu któregoś tabloidu, widziało moją zapłakaną twarz.
– Witaj, Beetee – podchodzę do nich powoli. Na twarzy Peety widzę najpierw zaskoczenie, a potem ironiczny uśmiech:
– Katniss? – spogląda na mnie z uniesionymi brwiami. Najwyraźniej jest przekonany o tym, że sama się zgłosiłam na jego asystentkę.
– Jednak Paul cię przekonał? – Beetee zwraca się do mnie, dając tym samym Peecie do zrozumienia, że wcale nie chciałam tu być.
– Tak – odpowiadam ostro, zła na samo wspomnienie tamtej rozmowy – wykorzystał to, czego nauczono mnie w Trzynastce.
– Wydał ci rozkaz? – Beetee aż się zakrztusił.
– Tak – ucinam dalszą dyskusję, kierując się w stronę pociągu. Mijając Peetę, widzę, że cały czas ma tę samą minę, jakby nadal nie wierzył w moje słowa. Nie mogę się powstrzymać, sięgam do torby i wyciągam w jego stronę lekko pomięty dziennik:
– Z pozdrowieniami od Rose – wsiadam do pociągu, a stojąc na ostatnim stopniu, odwracam się powoli. Pozornie po to, by pomachać zgromadzonym ludziom, a tak naprawdę, by zobaczyć jego twarz. Zareagował tak, jak się spodziewałam – oczy ma szeroko otwarte, wpatruje się w pierwszą stronę dzisiejszego wydania gazety, na której wielkimi literami widnieje: „Kim jest tajemnicza kobieta, z którą potajemnie spotyka się Peeta Mellark? Co na to Katniss?” i drobniejszymi, pod niewyraźnym zdjęciem: „Czy o czymś nie wiemy?”

Pociąg rusza powoli. Z zaskoczeniem odkrywam, że to ten sam, którym jechaliśmy na Tournee Zwycięzców. Bez trudu odnajduję swój przedział i padam na łóżko. Mam zamiar przespać całą podróż do Jedynki.
Choć w przedziale jest cicho i ciemno, bo zasunęłam rolety, sen nie przychodzi. Pod zamkniętymi powiekami migają mi obrazy z naszego wspólnego życia – wspomnienia tego, co było piękne, straszne, chwil, dla których warto było żyć. Zawijam się ciasno w kołdrę, która tworzy wokół mnie biały kokon i wreszcie pozwalam sobie na łzy.

Pukanie początkowo jest ciche. Liczę na to, że jeśli nie będę reagować, to ten ktoś odejdzie. Ale po chwili stukanie przybiera na intensywności, staje się wręcz drażniące. Nie widząc innego rozwiązania, wstaję powoli, odblokowuję drzwi i widzę pracownika obsługi, który zdawkowo informuje mnie, że jestem proszona do sali telewizyjnej.

Ubieram się wolno, chcąc przeciągnąć moment wyjścia z przedziału. Przetrząsam walizkę i przygotowaną szafę. Cała masa eleganckich ubrań – ciekawe na co mi one w tej podróży? Moim zadaniem będzie sprawdzanie niezabudowanych miejsc, czasem pustostanów, czasem pól, Beetee coś wspominał o jakimś bagnie w Piątce nawet. Ciekawe, czy moim stylistom wydawało się, że pójdę tam w garsonce do kolan i butach na obcasach? Czy Paul wyjaśnił im jaką rolę mi przydzielił? Bo to, co tu mam, nie wskazuje na to… Wreszcie, w jednej z szuflad znajduję miękkie spodnie z delikatnej szarej wełny i swobodny cienki sweter. Pracownik obsługi znów puka do mnie, przypominając o prośbie przyjścia do sali telewizyjnej. Zbieram włosy w luźny węzeł i oplatam je szeroką opaską, idąc mdło oświetlonym korytarzem.

Peeta jest już w sali, siedzi rozparty na jednej z kanap, z ramionami rozłożonymi na oparciu. Ubrany jest w podobny do mojego, luźny, ale dobrze skrojony strój – szarą bluzę i spodnie w niemal identycznym kolorze. Znów czuję się dziwnie – jako kolega ze szkoły, nie nosił takich ubrań. Poznał je i polubił dopiero po Igrzyskach. Ale pewnie jemu szafę też przygotowali styliści, więc wybrał coś, w czym potencjalnie dobrze się czuje. Nie chcę siadać z boku, więc zajmuję miękki fotel, ustawiony w pobliżu małego stolika kawowego. Ekran rozbłyska i widzę na nim wściekłego Haymitcha.
– Jesteście! – znam ten ton, zaraz powie nam jak wielkimi jesteśmy idiotami. Zawsze, kiedy jest na mnie wściekły, kiedy robiłam, albo mówiłam coś inaczej, niż się spodziewał, tak się zachowywał – Mam ochotę was… – nagle milknie, pociera przez chwilę skronie, po czym podnosi głowę z niezmienionym wyrazem twarzy. – Nie, nie mam ochoty wam nic zrobić. Ty, skarbie, jakimś cudem tym razem, niczego nie zrobiłaś. A ty posłuchaj mnie uważnie – patrzy na Peetę, po którego postawie i twarzy poznaję, że z każdym kolejnym słowem Haymitcha, traci rezon – skoro przygruchałeś sobie jakąś nową gołąbeczkę, powinieneś był nam o tym powiedzieć. Wolałeś zachować się jak idiota, więc mamy teraz cholerny problem, bo cały Kapitol i połowa Panem zastanawia się kim jest kobieta, z którą spotykasz się po nocach! Czy ty się w ogóle zastanowiłeś, jak to wygląda? Na dodatek wybrałeś sobie cukiernię, która słynie z tego, że jest schronieniem dla kochanków różnej maści w Kapitolu, więc ułożyłeś świetną historię dla brukowców – Zwycięzca i lafirynda!
– Kate nie jest lafiryndą! – odpowiada ostrym tonem Peeta.
– Nie powiedziałem, że jest, powiedziałem jak to wygląda! – ton Haymitcha nie pozostawia niedomówień. – Wykorzystała twoją słabość, a ty wpadłeś w jej ramiona, jak jakiś uczniak. Mam tylko nadzieję, że to nie mężatka, ani łowczyni posagów, których nie brak w tamtych okolicach. Zresztą, nieważne, to twoja sprawa. Tyle, że musimy przekazać to jakoś opinii publicznej. Słuchajcie mnie uważnie teraz – macie się zachowywać poprawnie, macie ze sobą rozmawiać, udawać przyjaciół. Po zakończeniu uroczystości, damy ci spokój – Haymitch spogląda znów uważnie na Peetę. – Zamieszkasz sobie ze swoją dziewczyną, gdzieś w jakimś romantycznym miejscu, na odludziu i będziesz sobie żył. Nikt z nas nie będzie zawracać ci głowy – kończy jakby spokojniej, jakby wykrzyczenie wszystkiego, co w nim siedziało, ulżyło mu trochę.
– Nie przeprowadzę się na odludzie – ripostuje Peeta – zamieszkam w Dwunastce.
– Skoro sobie tego życzysz – odpowiada wzruszając ramionami Haymitch. Ma dziwny głos, mam wrażenie, że wciąż słyszę w nim złość, ale nagle dociera do mnie, że jest tam też olbrzymi dystans do Peety, nuta, której nigdy nie słyszałam kierowanej do niego. Co więcej – nawet gdy kłócił się ze mną, gdy przerzucaliśmy się oskarżeniami, nawet wtedy nie odcinał się ode mnie. Nie w ten sposób.
– Dokładnie tego sobie życzę – Peeta podnosi głos, podkreślając stacatto każde słowo. – Mam tam rodzinę i przyjaciół.
– Skoro tak twierdzisz – znów ten dystans, który chyba dotarł też do Peety, bo nagle zapadł się lekko w sobie, a w oczach widzę tę mieszkankę uczuć, którą widywałam rzadko, zawsze wtedy, gdy nagle sytuacja kompletnie go zaskakiwała.
– Dobrze, skarbie – Haymitch kontynuuje, zwracając się do mnie – wiem, że trudno ci będzie przetrwać z nim najbliższe tygodnie, ale proszę – zrób to. Ten ostatni raz.
– Jasne – odpowiadam spokojnie. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale rozmowa z nim uświadomiła mi mocno moją sytuację. Peeta zdradził mnie, to fakt, ale poparcie, jakie w tej sytuacji dostałam od moich bliskich i przyjaciół jest niesamowite.
– Jestem do twojej dyspozycji, skarbie, kiedy tylko będziesz tego potrzebować – puszcza do mnie oko z bladym uśmiechem i rozłącza się, kończąc telekonferencję.
Zerkam z boku na Peetę, najwyraźniej wciąż trawi słowa Haymitcha. Przygląda mi się przez chwilę, w końcu wychodzi bez słowa z przedziału.

Tydzień mija nam na cichej obojętności. Każde z nas, gdy tylko zostajemy sami, znika w swoim przedziale. Nie rozmawiamy ze sobą, nie jemy razem, natomiast za każdym razem, kiedy jesteśmy w miejscu publicznym, zachowujemy się w miarę normalnie, choć z lekkim dystansem. Niemniej rozmawiamy, nie kłócimy się, nie wypominamy sobie niczego. Nocą słyszę jego krzyki, teraz to mnie budzą jego nocne koszmary. Kiedy opuszczamy Dwójkę i nocą suniemy cicho po torach do Dystryktu Trzeciego, nie jestem w stanie znieść tego dłużej. Mimo wyciszonych drzwi, jego krzyki rozchodzą się systemem wentylacyjnym po całym wagonie, docierając skutecznie do mojego przedziału. Idę do wagonu restauracyjnego, przygotowuję mleko z przyprawami i wchodzę do jego sypialni. Cieszę się, że nie zablokował drzwi, choć widok, jaki zastaję, sprawia mi niemal fizyczny ból. Peeta rzuca się na łóżku, mięśnie ma naprężone tak, że na przedramionach widzę żyły. Pościel porozwalana jest wszędzie, a on krzyczy wniebogłosy. Siadam na materacu i szarpię go mocno, próbując obudzić. Dopiero po dłuższej chwili udaje mi się wyrwać go ze szponów koszmaru, choć wzrok ma niezbyt przytomny.
– Co tutaj robisz? – pyta zaskoczony. Ma zdyszany, zachrypnięty głos, w którym słychać strach.
– Pomagam ci, idioto – syczę i podaję mu parujący napój. Kiedyś nie zadałby tego pytania, kiedyś po prostu przyjąłby moją obecność, jak coś oczywistego i potrzebnego. Jak przyjaciela.
– Nie musisz – odpowiada sucho, choć jednocześnie słyszę w jego głosie lekką ulgę.
– Wiem. Ale jestem ci to winna. W czasie naszej podróży, podczas Tournee, to ty mnie budziłeś z sennych koszmarów. Teraz najwyraźniej jest moja kolej – sytuacja jest podobna, ale role się odwróciły. Wtedy ja zraniłam jego, a mimo to, był przy mnie. Teraz to ja, równie zraniona, pomagam jemu.
– Co ci się śni? – kiedyś znałam jego koszmary, tak samo, jak i on moje. Ale teraz, gdy nie pamięta tych najgorszych, nie mam pojęcia, co może doprowadzać go do tego stanu.
– Właściwie to nie jestem w stanie rozszyfrować tego snu – zaczyna, przysuwając nos do kubka parującego mleka, wciągając zapach przypraw. – Nie widzę obrazów, tylko ciemność. Mam wrażenie, że otacza mnie jakaś wilgoć, że boli mnie całe ciało. I wtedy dociera do mnie przeraźliwy krzyk kobiety, który wzmaga mój strach, zamienia go w przerażenie i panikę. I sam zaczynam krzyczeć, wzywam pomocy, która nigdy nie nadchodzi.
– Co krzyczy ta kobieta? – jest mi go strasznie żal, doskonale wiem, co czuje. W mroku nocy mam niesamowitą ochotę przytulić go, odganiać te mary. Ale nie jestem przekonana, jakby zareagował.
– Nic konkretnego, to krzyki przeraźliwego bólu. I strachu. A w tle słychać jeszcze coś dziwnego, jakby pstrykanie – po tych słowach ciarki przechodzą mi po plecach. Wiem, co mu się śni, wiem aż za dobrze…
– To Johanna – szepczę smutno – słyszysz, jak ją torturują.
Powoli, z pewnym trudem, opowiadam mu o tym, co działo się w Kapitolu, gdy zabrano ich oboje z areny. Peeta milczy, sącząc napój. Dopiero po dłuższej chwili stwierdza głucho:
– To dlatego czuję taki strach, kiedy jest obok mnie.
– Pewnie tak – odpowiadam. Uspokoił się, więc moja rola skończyła się. Wstaję i kieruję się do drzwi.
– Katniss – zatrzymuje mnie w progu. – Dlaczego to mleko, jego zapach, sprawia, że czuję się…
– Ciepłe mleko uspokaja – odpowiadam bez zastanowienia, a on uśmiecha się delikatnie. Nie ma w tym tej nieznośnej ironii, jaką ostatnio często mnie raczy, ale to ten ciepły uśmiech, który dobrze znałam.
– Nie o to mi chodzi. Zapach tego mleka… A zresztą, nieważne…
– Powiedz – znów pojawia się we mnie cień nadziei.
– Kiedy dałaś mi ten kubek, kiedy poczułem mieszankę przypraw, poczułem najpierw – znów przerywa, jakby szukał odpowiedniego słowa. – Nie umiem tego określić, ale to była jakaś dziwna pewność siebie, a potem jedna myśl…- przechyla głowę. – Czemu ten smak kojarzy mi się ze smakiem twoich ust?
– Piliśmy takie w noc, kiedy jechaliśmy na Ćwierćwiecze Poskromienia i w czasie naszych odwiedzin w Jedenastce. Chyba ten drugi raz przyczynia się do twoich skojarzeń – robię krok w stronę korytarza, czuję, że muszę wyjść, boję się tego, co za moment nastąpi.
– Dziękuję – słyszę, zamykając drzwi.
Zakopuję się w pościeli i z całych sił staram się nie myśleć o tamtej nocy w Jedenastce.

33 myśli na temat “138. Noc w Jedenastce

  1. O…z jednej strony mam ochotę przytulić Peete i powiedzieć że będzie ok, a z drugiej walnąć go czymś mocno w głowę to może ten cały cyrk mu sie odwidzi. Jak on mógł zrobić coś takiego Kat?! I jeszcze „Kate nie jest lafiryndą” pfff, jasne. Mam nadzieję, że wytrzymają ze sobą te pare tygodni a ten imbecyl przejrzy na oczy. Dziwnie było czytać o Haymitchu opieprzającym Peete, nie mniej jednak należało mu się.A Kat podziwiam za nie urwanie mu jeszcze głowy. Generalnie notka jak zwykle cudna, wartka akcja, postarajcie sie ich nie powyzabijać i czekam z niecierpliwością do soboty 🙂

  2. Czemu to sie wkoncu nie wyda kim jest Kate i wtedy Haymitch jyz nie bedzie krzyczal tylko od razu mu przylozy…. wybacz mi moj drogi ukochany Peeto ale nalezy ci sie zeby ktos ci porzadnie nawet przy uzyciu sily przemoiwl do rozumu. Dziekuje! Dowidzenia!

  3. Peeta, tak trzymać, normalniej, ale jak znowu wykręcisz taki numer, to tak cię trzasnę wałkiem do ciasta, że ci się z miejsca odwidzi!

  4. No chyba nie ! Peeta oberwie jeszcze ! Mam wielką nadzieję ,że nie pozabijają się…. Oni mają się pogodzić :c A dlaczego Peeta nie wytłumaczy Katniss kto to jest ta Kate :c Ale rozdział cudowny jak zawsze:* Czekam na sobotę ! :] :*

  5. Zaraz, zaraz… I teraz będę się pół godziny zastanawiała nad tym co przeczytałam, zanim zaskoczy w moim łebku. Przeklinam cię mózgu!!!
    Puma

  6. cudowny i rewelacyjny rozdział! podbił moje seducho <3 oby tak dalej 😉 czemu tylko nie było nic na temat tego co poczuła Katniss jak zobaczyła tą gazetę ale jak Peeta bronił Kate, strasznie mnie to ciekawi 🙁

  7. Swietna notka, zamiana rol – genialne, moze Peeta w ciagu tych 4 tygodni wszystko sobie przypomni, jak widac Katniss jeszcze sie dobrze trzyma 🙂

  8. DZIEWCZYNY TO NIE FEEEEEEEEEEER! I dlaczego TEN IDIOTA NIE ZAREAGOWAŁ JAK HAYMICH NAZWAŁ JEGO I KATE PARĄ????????? ZABIJE GO NORMALNIE!

  9. Osz ty… sprawa musi być poważna skoro Haymitch ochrzanił Peete a nie Katniss :O Jezu jak to dziwnie brzmi 0.0 Nie Tak Nie może być!!! Ja sie nie zgadzam i protestuje!!! Przynajmniej Peeta sobie cuś przypomina ^.^ Jayy… a Kate? WON MI STĄD W TRYBIE NOW!!! JUŻ NIE MA CIE!!! WYPAROWAŁAŚ ZNIKŁAŚ I INNE TAKIE!!! puff i ni ma ciebie! Aha i musimy się złożyć na zestaw Tefali!!!

  10. Eh.. W tym momencie nienawidzę Peety!!! Ma wszystko wytłumaczyć Katniss i będą szczęśliwą parą tak jak kiedyś (no i pamięć też ma odzyskać! 😀 najlepiej wtedy kiedy Kat porządnie walnie go patelnią w łeb XD)

  11. Czy tylko ja mam wrażenie że im dłużej Peeta jest z Katniss to staje się bardziej ‚normalny’ (chodzi mi o ‚normalność’ sprzed wypadku)? Uważam, że nieobecność Kate widocznie mu służy 🙂
    Teraz Katniss będzie codziennie odganiać jego koszmary, tak jak Peeta robił to podczas Tournee. I wkońcu pewnego dnia dojdzie do tego:
    Peeta cicho z nutą niepewności w głosie zapyta: Katniss… /chwila ciszy/ zostaniesz ze mną?
    I Katniss bez wahania podbiegnie do niego i w swoich ramionach utuli go do snu, a kiedy będzie myślała, że Peeta już śpi to powie: Zawsze…/jedna samotna łza spłynie po jej policzku/ Zawsze będę cię kochała, nigdy cię nie opuszczę bo jesteś moim powietrzem, bez ciebie nie ma mnie… Na zawsze będziesz w moim sercu, niezależnie od tego którą z nas wybierzesz, a będzie to pewnie ta bez której sobie nie poradzisz…
    I okaże się że Peeta nie spał a dzięki tym kilku zdaniom odzyskał pamięć. Ale nikomu o tym nie powie… Dopiero jak znowu będzie miał koszmary a Katniss przybędzie by wyrwać go ze szponów nocnych mar, ten zacznie ją namiętnie całować i powie że już wszystko pamięta! I będzie HAPPY END!!!
    Taaa… trochę mnie poniosło, ale taką mam wyobraźnię i nic na to nie poradzę… 😉
    A co do Kate to nadal jestem za tym żeby zdarzył się jej jakiś ‚nieszczęśliwy’ wypadek… 😀

      1. Ja oczywiście nie mówię że to właśnie tak ma wyglądać, to tylko moja wyobraźnia 🙂 znając nasze Anie pogodzą ich w dużo lepszy sposób i w ciekawszych okolicznościach 😉

  12. Możliwe, że Peeta nic nie wyjaśnia Katniss, bo na serio jest z Kate – w notce w której sie poznali Peeta stwierdził, że K. ma jakieś 13-14 lat, a w poprzedniej notce P. powiedział, iż myślał, że jest młodsza z powodu jej drobnej budowy, więc możemy zakładać, że Kate ma jakieś 16-19 lat. Więc jeśli sie z nią spotyka to bardzo współczuje Katniss, że coraz bardziej traci swoją miłość, a Peeta powinien się opamiętać (popieram Tefal), choć wiem, że nie jest już taki sam jak wcześniej przez utracone wspomnienia. Smutne to troszke, ale nie powiem, że mi się nie podoba, bo coś sie cały czas dzieje. Tradycyjnie mówie, że mam nadzieje, że Peeta odzyska pamięć. Już nie mogę sie doczekać soboty :3 Pozdrawiam c;

  13. Wróciłam z obozu! Przeżywam ciężką depresję, a Wy, jak zwykle z resztą, fundujecie mi kolejne ku niej powody. DZIĘKI WIELKIE! No ale liczę na to, że w czwartek, zgodnie z obietnicą, coś się wyjaśni. A tymczasem, czekam do sooty, trwając w swojej depresji… :/
    Pozdrawiam jak zwykle niezwykle serdecznie, aczkolwiek tym razem dość chłodno
    MD

  14. Peeta to idiota, tylko dopiero teraz widać ;c Bardzo podoba mi się odwrócenie ról. Nareszcie Haymitch nie krzyczy na Katniss, chyba pierwszy raz nic nie zrobiła i to ona jest tą zranioną. Mam nadzieję, że się niedługo pogodzą, nie lubię tej Kate. -.- O, i żeby zlasowany mózg Peety naprawił się, bo kiepsko z nim.
    P.S. Anki, w jakiej porze lub godzinie można spodziewać się sobotniej notki? Będę zaszczycona, jeżeli autorki/a przeczyta mój komentarz i mi odpowie :3

  15. Jest dobrze ! Jeszcze troszku i bedzie cudownie !
    Tak wogóle chyba ktoś umieszcza trochę cebulki w notkach !
    Tak , tak poryczałam się ..
    W sumie nie są nawet złe takie notki … Ale wolę jak to Peeta broi XD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *