14: Nowy sojusz

Witam serdecznie po świątecznej przerwie. Mam nadzieję, że jesteście najedzeni, wypoczęci i zadowoleni z prezentów. I co najważniejsze, że Puma dobrze się już czuje. Zapraszam do czytania i komentowania.

 

Patrzę przez okno samochodu na pałac prezydencki. Już prawie zapomniałam jak jest duży. Wysiadamy. Najpierw Haymitch i Effie, potem Peeta i ja. Zastanawia mnie wyraz twarzy Peety. Jest jakiś taki nieobecny. Lecz nim mam czas się nad tym poważniej zastanowić czuję jak obejmuje mnie w pasie. Spoglądam niepewnie na Haymitcha. Jak gdyby nigdy nic prowadzi Effie pod ramię schodami. Peeta, też to zauważa. Obejmuje mnie mocnym uściskiem. Przyciąga do siebie. Jego lewa dłoń łapie mnie za kark. Dość mocno. W innej sytuacji z innym mężczyzną pewnie czułabym się niepewnie. Może nawet poczułabym zagrożenie związane z tym gestem. Ale nie z nim. On nie zrobi mi krzywdy. Nie mój Peeta. Jego pocałunek najpierw wydaje mi się bardzo brutalny. Zbyt brutalny jak na niego. Mój mózg zaczyna szybko pracować. Może, on na prawdę, ma mi za złe mój dzisiejszy strój. Coś wyraźnie jest nie tak. Chcę się od niego oderwać. Chcę od razu zapytać co się dzieje. Jednak jego uścisk jest bardzo silny. Za bardzo. Coraz mniej podoba mi się ta sytuacja. Zmiana przychodzi niespodziewanie. Zwalnia uścisk, jego pocałunek momentalnie staje się delikatniejszy a ręka trzymająca mój kark przesuwa się na plecy. Teraz mogę spokojnie delektować się tą chwilą. Gdyby nie ten głos.

– I widzisz Effie co miałem na myśli- głos Haymitcha to mieszanka rozbawienia z lekką irytacją- mówiłem Ci. Wyhodowałem sobie dwa gołąbki. Bardzo żarłoczne. Dwie minuty same i już chcą się pożreć. Nie można ich na chwilę zostawić samych. 

Uśmiechamy się, jednocześnie nie przestajemy się całować. Effie tylko chichocze. 

– Gołąbeczki- tym razem głos Haymitcha jest stanowczy- bardzo proszę za mną. Pani prezydent czeka. 

– No przecież idziemy. Już idziemy- odpowiada mu Peeta, a ja ponownie muszę się zastanowić nad tym czemu ma taki dziwny głos. 

Biorę go za rękę i powoli wspinamy się po długich schodach. Kiedy tylko przekraczamy progi pałacu, kelner w bardzo eleganckiej liberii podaje nam szampana. Haymitch jest uszczęśliwiony. Od razu sięga po kieliszek, nie kłopocząc się tym by podać go również Effie. Peeta ma jednak lepsze maniery

– Nie dziękuje kochanie, dziś chcę być trzeźwa

– Nie przesadzaj to tylko trochę bąbelków- odpowiada mi wypijając jednym haustem oba kieliszki.

Przeszywa mnie bardzo dziwne uczucie. Podświadomy lęk, że coś jest nie tak. Coś się dzieję. Nie umiem rozgryźć jego zachowania. 

Bach. 

Prawię się przewracam. Gdyby nie ręka Peety, na pewno leżałabym jak długa. Uderzenie było dość mocne. Chociaż uderzenie to swojego rodzaju nadużycie. 

– Drogie Panie jeszcze chwila i nie utrzymam tych waszych czułości- głos Peety i on sam ponownie wraca do normalności. Johanna mnie puszcza.

– Wybacz sąsiedzie- odpowiada mu w charakterystyczny dla siebie sposób- dawno nie widziałam Katniss

– Ale żeby tak od razu się na nią rzucać- zagaduje uśmiechnięty

– Peeta, to nie było rzucanie a raczej przytulanie też chcesz?

– No jasne- odpowiada i przytula Johanne 

I znowu ten nieznośny cień przebiegający przez jego twarz. I to ukłucie niepokoju. 

– Dobrze Was widzieć- Johanna patrzy na nas tak jakby chciała nas pożreć wzrokiem

– Ciebie również- odpowiadam jej

I wtedy zauważam, że ona też zauważa dziwne zachowanie Peety, porusza delikatnie głową dając mi do zrozumienie.Właściwie nie wiem co mi daje do zrozumienia, że to nic, że mam się nie martwić, że mam nic nie mówić. Patrzę na nią pytającym wzrokiem. 

– Och Katniss, nawet nie wiesz jak się za Tobą stęskniłam- wyciąga ręce w takim geście jak by chciała mnie przytulić. Pozwalam więc na to.

– Co z nim- pytanie wpada wprost do mojego ucha

– Nie wiem- odpowiadam równie cicho

– Co Wy tam sobie szepczecie, bo zrobię się zazdrosny- Peeta stara się aby jego słowa były lekkie i dowcipne, ale jego starania spełzają na niczym. Za dobrze go znam. Za dobrze go znamy.

– Mówię właśnie Katniss jak pociągająco dziś wyglądasz- odparowuje Johanna

– Jeśli masz taką potrzebę możesz się rozebrać- przez chwilę zastanawiam się czy on to naprawdę powiedział. Wzrok Johanny mówi, że tak. Teraz jestem już naprawdę porządnie wystraszona. 

– Jeśli bardzo tego chcesz, mogę rozważyć Twoją propozycję Peeta- odpowiada mu zerkając na mnie z niepokojem- ale obawiam się że Beetee nie będzie z tego tak bardzo zadowolony jak Ty.

– Beetee tu jest – pytamy jednocześnie

– Jest a co ma nie być. Ale ta wasza zgodność- cmoka w naszą stronę. Rozglądamy się po sali. 

Jest. Nadal siedzi na wózku. Nie patrzy w naszą stronę. Ma spuszczoną głowę. Zachowuje się zupełnie tak jak by się chciał zapaść pod ziemie.

– Co mu jest- pytanie zadane przez Peetę pełne jest niepokoju, to ponownie jego głos, co mnie jednak wcale nie uspokaja, raczej napełnia jeszcze większym niepokojem

– A co ma być- odpowiada zaczepnie Johanna

– Johanna- mówię tylko a ona spuszcza głowę i zaczyna mówić nie do nas lecz do podłogi

– Boi się spojrzeć Ci w oczy

– On wiedział- pytam 

– Od samego początku 

– To dlaczego nie zareagował

– Reagował- odpowiada mi bardzo stanowczo patrząc mi w oczy- Reagował. Żądał, prosił, potem już tylko płakał. Powiem Ci tak, gdyby to on był tym konstruktorem, którego wysłano do walk bezpośrednich Prim nadal by żyła

– Gale mówił co innego

– I to niby po raz pierwszy Cię okłamał?

Nie odpowiadam na jej pytanie. Sama przed sobą nie chcę przyznać jej racji. Czuję rękę Peety mocno zaciskającą się na mojej dłoni. 

– Skąd o tym wiesz- zadaje to pytanie za mnie

– Byłam tam kiedy to się działo, byłam w centrum dowodzenia. Ale nikt nas nie słuchał. Nikt. 

Muszę to sobie wszystko poukładać w głowie. Ale na to potrzebuję czasu. A teraz niestety go nie mam. 

– Katniss- zagaduje mnie Peeta- patrzę na niego. Oczy mam pełne łez. Obejmuje mnie. Całuje w policzek- Kochanie- mówi tak by te słowa dotarły tylko do moich uszu- to jest prawdopodobne. Oni naprawdę mogli go nie słuchać. Według mnie jest duża szansa na to, że było to zaplanowane od początku. Tak mi przykro kochanie. Tuli mnie jak małą dziewczynkę. Peeta ma racje. Niestety.

– Chodźmy się z nim przywitać. Przecież to nie jego wina. Prawda?- patrzę w oczy osoby, której najbardziej ufam. Peeta kiwa potakująco głową. Podchodzimy do niego

– Witaj Beetee- najwyraźniej głos Peety wyrwał go z zamyślenia

– Witaj, witajcie- spogląda na mnie niepewnie

Przez krótką chwilę nie wiem co powiedzieć. Ale jedno spojrzenie w jego oczy. I moje usta same się poruszają

– Gdybyś miał ze mną jakąkolwiek łączność ostrzegłbyś mnie?

– Pewnie dlatego jej nie miałem- odpowiada- Katniss tak bardzo mi przykro, tak bardzo. Co dzień o tym myślę. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Nigdy. 

– Pytałam czy gdybyś mógł to byś mnie ostrzegł

– Katniss ja naprawdę nie mogłem nic zrobić- zaczyna mnie irytować

– Beetee do cholery odpowiedz jej na pytanie- Johanna też widać wpada powoli w wściekłość

– Tak, gdybym mógł, gdybym tam był z Wami, gdyby pozwolili mi mieć z Wami łączność. Ostrzegłbym Ciebie, ostrzegłbym Ją. Zrobił bym wszytko co w mojej mocy, żeby ją uratować

– Dziękuje Ci za to Beetee

– Ale za co

– Za to, że – słowa więzną mi w gardle

– Za to, że próbowałeś- kończy za mnie Peeta

– Katniss ja- zaczyna ponownie mówić, nie chce teraz tego słuchać, to nie czas i miejsce

– Kara została wymierzona Beetee

Wydaje mi się, że jego usta wykrzywiają się w czymś na kształt uśmiechu. Podchodzę do niego i przytulam się. To wszystko co w tej chwili jestem w stanie zrobić. Tylko tyle i aż tyle jak by powiedziała moja mama. 

– Katniss- czuję na sobie ponownie dłonie Peety mam ochotę na niego warknąć ale nim mam czas to zrobić zauważam ją

– Witaj Paylor

– Witajcie, przepraszam, że musieliście na mnie czekać, musiałam coś omówić z moim doradcą. Ale teraz zapraszam do stołu- i wskazuje ręką na salę w której odbywało się przyjęcie, podczas naszego tournee zwycięzców.

Odczuwam nieopisaną potrzebę. Czuję, że to ja muszę zrobić. Dlatego też puszczam rękę Peety, odpycham delikatnie Johanne od wózka i zawożę Beetee do stołu. Odwraca głowę w moją stronę. Uśmiecha się. I wydaje mi się, że dopiero teraz rozumie, że mu wybaczyłam.

Przy stole są już wszyscy goście. Faktycznie brakuje tylko nas. Peeta odsuwa mi krzesło. Siadam a on wiesza mój szal na oparciu. 

– Tak Ci będzie wygodniej- mówi swoim zwyczajnym ciepłym tonem. Siada obok. Tak więc po jednej stronie stołu siedzi: Johanna, Peeta, ja i Beetee. Haymitcha i Effie mamy po swojej prawej i lewej stronie. Ale najbardziej zaskakujące jest to kogo widzę na przeciw siebie. Obecności Plutarch raczej się spodziewałam, Paylor też to oczywiste. Ale co ON tu robi. 

– Witaj Gale, nie spodziewałem się Ciebie tu spotkać- Peeta przerywa moje rozmyślania

– Widzę, że cieszy Cię moja obecność- odpowiada mu zaczepnie

– Miło Cię zobaczyć

– Pomyślałam, że mój doradca nie będzie nikomu przeszkadzał- przerywa im Paylor

– A więc jesteś teraz doradcą Pani Prezydent- patrzę na niego. I nie jestem w stanie uwierzyć. On przeciwnik Kapitolu. Siedzi przy stole wystrojony jak nigdy. Patrzy na mnie butnie. Przez głowę przechodzi mi jedna myśl. Kim jest ten człowiek naprzeciw mnie. Kiedyś go znałam ale teraz.

– Za jego zasługi w czasie wojny i po nich należało mu się- odpowiada Paylor z podejrzanym uśmiechem

– Nie wątpimy w to Paylor- Haymitch wymierza ciętą ripostę.

– Jak się miewasz Katniss- patrzy na mnie. Ale nie w moje oczy. Bezczelnie patrzy w mój dekold

Kolacja zostaje podany

– Dziękuje wszystko w jak najlepszym porządku- odpowiadam

– No właśnie jeśli Pani Prezydent pozwoli chciałbym zapytać co słychać u naszych przyjaciół- zagaduje Plutarch

Zapada kłopotliwa cisza. Paylor patrzy po naszych twarzach. Ciszę przerywa Effie. Kochana Effie

– Haymitch hoduje gołębie, taką nową odmianę

– Myślałem, że gęsi- odpowiada Plutarch

– Co ty gęsi są nudne, gołębie to wyzwanie

– Chyba sobie żartujesz Haymitch- ton Gale jest ironiczny- wyzwanie z gołębiami?

– No widzisz, tak. – głos Haymitcha również nie należy do miłych gdy zwraca się do Gale- wyhodowałem sobie piękną parę gołąbków. Osobno są ciekawe. Może nawet niebezpieczne. Na pewno odważne. Razem- wspaniałe.Razem są wstanie osiągnąć wiele. Razem i tylko razem. Na przekór wszystkiemu. Ale mam z nimi jeden problem. Kiedy zostawia się ich bez opieki chcą się pożreć. 

– To ciekawe co mówisz, nigdy o takich nie słyszałem- ironia w głosie Gale jest już jawna 

– To masz czego żałować, przyjacielu- to ostatnie słowo Haymitch mówi z nieskrywaną nienawiścią. Peeta zasłania usta serwetką. Ja staram się pić sok w taki sposób, żeby nie parsknąć śmiechem. Jest to trudne. Ale następne słowa Haymitcha wywołują w nas dumę z naszego mentora. Johanna zaś nie kryje się z wybuchem śmiechu. Nawet Beetee nie pozostaje obojętny. 

– No gołąbeczki Wy moje, bo mi się tu zaraz podusicie. Katniss Peeta jeść. I to już- mówi grożąc nam palcem

– Tak jest- odpowiadamy jednocześnie.

Wszystkim zebranym przy stole zajęło dosłownie parę sekund przeanalizowanie słów wypowiedzianych przez Haymitcha. Tylko nie Gale. On zastanawiał się nad jego słowami dobrych kilka minut. Jemy w milczeniu. Pozwalamy głowie Gale przetworzyć informacje. Trwa to naprawdę bardzo długo. 

– Jakie macie plany na wieczór- zagaduje Plutarch

– My mamy obowiązkowe wychodne- odpowiada mu Haymitch

– Nie rozumiem- Plutarch wydaje się naprawdę być zbity z tropu

– Mam dziś pokazać Haymitchowi miasto nocą i coś mi się zdaje, że świtem też- odpowiada Effie z udawanym żalem

– Ale dlaczego- Gale w końcu reaguje

– Bo chcę pobyć chwilę z Katniss- sam. Od czasu kiedy moi rodzice z nami zamieszkali mamy bardzo mało czasu dla siebie. Już nie wspomnę o Peeterze. – odpowiada Peeta stanowczo

– Już nie przesadzaj- strofuję go- to dla niego nowa sytuacja

– Tak i niby dlatego pozwalasz mu na wszystko

– Tak. I wiesz nadal będę tak robić- odpowiadam z uśmiechem

– Katniss, dla niego wszystko ale proszę – wiem o co mu chodzi i wiem, że ta rozmowa jest specjalnie tutaj prowadzona patrze na Haymitcha kiwa dyskretnie głową

– Ale on czuje się wtedy bezpieczny- kontynuuję naszą grę

– Kupię mu misia naturalnej wielkości byle tylko spał w swoim łóżku- odpowiada Peeta z naciskiem

Johanna prawie płacze ze śmiechu. 

– Twoi rodzice żyją?- Gale prawie krzyczy

– Tak i mają się świetnie. Dziękuje, że pytasz- odpowiada mu Peeta z przekąsem 

– Ale, ale oni, przecież piekarnia- Gale najwyraźniej ma problem z sformułowaniem poprawnego zdania

– To nie czas i miejsce na takie rozmowy- przerywa im Haymitch

Puste talerze zostają zabrane. Widać Paylor wychowana w dystrykcie podchodzi w odmienny sposób do ilości jedzenia w porównaniu do Snowa. Kolacja była pyszna ale nie obfita. Najedliśmy się choć zostało nam w brzuchach trochę miejsca na deser, który zostaje podany

– Korzystając z okazji, chciałam Was poinformować- zaczyna Paylor-, że głosowanie odbędzie się w sobotę o 12. Weźmiecie w nim udział Wy- wskazuje ręką na nas, Annie będzie głosować za pomocą łącza telefonicznego. Haymitch, Ty również jesteś przewidziany. Jedyna zmiana w składzie to Gale. Zastąpi Enobarie, nie możemy się z nią skontaktować. A Gale to chyba odpowiedni wybór

– Dlaczego?- Beetee odzywa się chyba po raz pierwszy od początku kolacji

– Bo wiem jak to jest na arenie- odpowiada mu Gale zaczepnie

Spoglądam na Peete, on na mnie i w ogóle nie jestem w stanie zrozumieć jego słów. Moje usta ponownie wypowiadają coś, co głowa dopiero kształtuje

– Gale, tak bardzo Cię przepraszam. Wybacz mi z moją pamięcią jest ostatnio coraz gorzej. Ja na śmierć zapomniałam, że Twoje nazwisko zostało wylosowane przez Effie z puli. Zapomniałam jak walczyłeś o życie na arenie. Jak udało Ci się przeżyć pomimo tylu pułapek, wrogów czyhających na Twoje życie. Wybacz mi- mam nadzieję, że ironia do niego dotrze. Jestem w błędzie

– Katniss- odpowiada z promiennym uśmiechem- ja nigdy nie brałem udziału w igrzyskach przecież wiesz

– To jakim prawem chcesz brać udział w głosowaniu- krzyczę na niego. Pytam się Ciebie do cholery jakim prawem

– Bo mam na to ochotę a Pani Prezydent wyraziła na to zgodę- odpowiada spokojnym głosem

– W takim razie, moja obecność na tym głosowaniu jest zbędna- wstaję i wychodzę. Złość się we mnie gotuje. Idę szybkim krokiem nasłuchując za sobą kroków Peety. Nie słyszę ich jednak. Wychodzę na powietrze. Wieczór jest chłodny mimo letniej pory. Dotykam swoich ramion i orientuje się, że mój szal nadal wisi na oparciu krzesła. Nie wrócę tam jednak. Bo jest szansa, że mogłabym go zabić. Ktoś idzie. To jednak nie Peeta. Odwracam się. Podchodzi do mnie Johanna z Beetee. 

– Gdzie Peeta?

Johanna odwraca się. 

– Nie wiem szedł tuż za nami. Co on do cholery sobie myśli. 

– Nie wiem

– Katniss- Beetee zaczyna niepewnie- musisz wziąć udział w losowaniu, bo chyba tym razem nie chcesz 

– Beetee- przerywam mu- zmieniłam zdanie. Masz racje. Ale gdzie jest Peeta

– Katniss- zaczyna niepewnie Johanna powinnaś chyba coś wiedzieć

-Co takiego?

Czuje jego ręce na moich ramionach kiedy okrywa mnie szalem. Patrzę na te dłonie i widzę, że jego prawa dłoń a dokładnie knykcie są całe we krwi. 

– Co Ci się stało

– Nic takiego kochanie. 

Peeta, Peeta dobiega nas wołanie Haymitcha. Wszyscy obracamy się w jego stronę. Idzie szybkim krokiem z Plutarchem

– Peeta- mówi chyląc przed nim czoła- to było piękne chłopie

Peeta uśmiecha się delikatnie.- Jak zareagował

– Nie wiem jak wychodziłem nadal leżał tam gdzie go zostawiłeś

– Czyli gdzie- pytam zaskoczona

– Na ziemi powalony pięknym ciosem Twojego chłopaka- odpowiada Plutarch, ale teraz mnie posłuchajcie. Załatwię Wam jutro dodatkowe 10 minut po wywiadzie na wasze oświadczenie. Jedźcie teraz je ustalić. Musicie mówić jednym głosem. My znajdziemy Enobarie. 

Patrzymy na niego nie bardzo rozumiejąc co do nas mówi.

– Właśnie zawarliście sojusz. Lepiej wymyślcie co macie zamiar jutro na temat tego głosowania powiedzieć w telewizji. Będziecie mieli 10 minut. 

– Haymitch ma chyba na myśli, że skoro wszyscy opuściliśmy tą kolację w taki sposób to zawarliśmy kolejny sojusz i teraz musimy być- mówi Beetee

– Jednogłośni- kończy za niego Johanna- dobra jakoś dam radę a Wy lepiej znajdźcie Enobarie. Co robimy

– Jedziemy do nas- mówi Peeta i czekamy tam na wieści od Was- parzy wymownie na Haymitcha

– Jak się czegoś dowiem to do Was dołączę mówi i zbiega szybko do auta wraz z Plutarchem 

My wsiadamy do kolejnego.