140.Pamięć o poległych

Witamy,
Cieszymy się, że z Waszych odwiedzin i komentarzy – mamy nadzieję, że i tym razem ich nie zabraknie. Następna notka – w czwartek wieczorem (ok. 20:00).
Pozdrawiamy ciepło,
A & A

Po arenie, którą kilka miesięcy temu wysadziłam, nie pozostało nic. W ciepłym czerwcowym słońcu, na środku placu, lśni olbrzymi biały postument z wypisanymi nazwiskami wszystkich tysiąca siedmiuset czterdziestu trzech zabitych podczas całej, siedemdziesięciopięcioletniej, historii Igrzysk. Aż razi w oczy. Czerwono wypisane na marmurze nazwiska, wyglądają, jakby były kaligrafowane krwią. Na drewnianym podwyższeniu, w centralnym punkcie pomnika, stoi wielka księga, oprawiona w czarną matową skórę. Obecnie jest zamknięta, ale znam jej rolę. W projekcie widać rękę Peety, jestem pełna podziwu dla jego talentu. Stworzył projekt prosty, przemawiający przede wszystkim kolorami i niewymuszoną symboliką. Spoglądam ukradkiem na niego, stoi obok, ze wzrokiem skupionym na czubkach swoich butów. Najwyraźniej nie ma ochoty na nas patrzeć… Nadal zastawiam się, co się z nim stało. Odwracam wzrok, napotykam wzrok Johanny – patrzy na mnie i delikatnym ruchem głowy nakazuje mi milczenie.

Nie rozmawiają ze mną, traktują mnie jak trędowatego. Ich zdawkowe słowa przywitania, jakby wymuszone, tną mnie niczym nożem. Co ja im takiego zrobiłem? Cały czas tłucze mi się to po głowie. A mogło być tak dobrze… W czasie naszej podróży z Katniss było coraz lepiej, pomagała mi przetrwać najgorsze chwile… Wyglądało na to, że zaczęło się nam układać – do tamtego pamiętnego wieczoru w Ósemce. Myślałem, że jest ze mną szczęśliwa – dopóki nie zobaczyłem tego uśmiechu, jej rozjaśnionej twarzy, gdy biegła na kolację z tym swoim niby przyjacielem, podczas gdy mnie serce rozrywało się na kawałki. Naprawdę, byłem prawie pewien, że między nami będzie już dobrze, a tu wszystko się posypało, jak domek z kart. Nie mam ochoty patrzeć w oczy tym ludziom, więc spuszczam głowę, by uniknąć nawet przypadkowych spojrzeń, przyglądam się czubkom butów i udeptanej ziemi. Zachowują się, jakby znali mnie na wylot, a nie wiedzą o mnie kompletnie nic, są dla mnie są zupełnie obcy. Tylko jedna osoba jest moją prawdziwą przyjaciółką – Kate Neve. Jest moim oparciem, jakąś ostoją w tym całym sztucznym Kapitolu. Tylko ona przyjmuje normalnie do wiadomości to, co się ze mną stało, tylko ona nie oczekuje ode mnie niczego innego. Tylko ona…

Paul powoli podchodzi do księgi i zaczyna swoją przemowę o historii Panem, o tym, co ludzie przeszli przez tamte lata, o okrucieństwie władz, skazujących swoje dzieci na pewną śmierć. Krótkie, proste zdania, fakty bez ozdobników, mocny głos, niosący się daleko, podkreślają charakter tej uroczystości. Gdy kończy, patrzy przez chwilę na zebrany tłum, a później odwraca się w stronę księgi. Otwiera ją powoli, niemal z jakimś namaszczeniem i daje znak głową burmistrzowi Pierwszego Dystryktu, który powoli do niego podchodzi. W rękach trzyma olbrzymi bukiet pięknych, słabo znanych mi kwiatów o ciekawym ubarwieniu – w środku są żółte, na zewnątrz fioletowe. Peeta na pewno wiedziałby coś o nich – zawsze interesowały go rzeczy charakterystyczne dla różnych dystryktów. Te rośliny pewno też rosną głównie lub tylko w Jedynce, w której nie bywam zbyt często. Burmistrz kładzie kwiaty u podnóża pomnika, a Paul zwraca się do niego:
– Panie burmistrzu, na znak żałoby, po stratach jakie Dystrykt Pierwszy poniósł w czasie Głodowych Igrzysk i walk o demokracje, na pana ręce składam Listę Poległych – delikatnym szarpnięciem wyrywa jedną kartkę z księgi. Burmistrz odbiera ją od niego z widocznym szacunkiem, pietyzmem nawet, a później i on odwraca się twarzą w stronę zebranych ludzi i zaczyna odczytywać nazwiska poległych. 

Przetrwam dzisiejszy dzień, później jeszcze czekają mnie główne uroczystości w dystryktach i ten cały cholerny „Dzień pamięci”, a właściwie niemal tydzień będę miał wreszcie z głowy. Mam dość, nie wybierałem takiego życia. Wrócę do domu, zamknę się w swoim pokoju i w końcu zostawią mnie w spokoju. Myśl o zakończeniu tego cyrku napawa mnie jakimś dziwnym entuzjazmem, dodaje sił, pozwala wytrwać. Powoli przesuwam się wzrokiem po placu. Są tu wszyscy, którzy się liczą – burmistrzowie wszystkich dystryktów (włącznie z tym, którego najchętniej bym tu nie widział, samozwańczym obrońcą Katniss), reprezentacja rządu, zakładów pracy, urzędów i szkół. Wśród stojących osób wyróżnia się mała grupka dziewcząt w charakterystycznych biało-zielonych mundurkach, ozdobionych srebrnymi, połyskującymi w słońcu, szarfami. Wszystkie, poza jedną, patrzą na przemawiającego burmistrza Jedynki, natomiast ta jedna chyba patrzy na mnie. Z tej odległości, w dodatku pod słońce, rozpoznanie jej zajmuje mi chwilę. Mam wrażenie, że uśmiecha się delikatnie. Odpowiadam jej tym samym, szepcząc jej imię – Kate…

Kiedy burmistrz Jedynki kończy swe wystąpienie, Paul prosi na mównicę burmistrza Dwójki, a ja obok słyszę cichy szept Peety. W pierwszym odruchu, wydaje mi się że woła moje imię, ale szybko orientuję się, że nie chodzi mu o mnie, tylko o jakąś Kate. Spoglądam na niego przez moment i widzę, że wpatruje się w kogoś w tłumie. Próbuję podążyć za jego wzrokiem i widzę odświętnie ubraną reprezentację elitarnej kapitolińskiej szkoły dla dziewcząt. Stoją wyprostowane, w dwuszeregu, w eleganckich, błyszczących strojach. Wszystkie zgodnie patrzą w stronę mównicy, poza jedną, która wyraźnie obróciła głowę w naszą stronę. Słońce utrudnia mi patrzenie na nią, ale mrużę oczy i w końcu chyba rozpoznaję jej rysy. W tym samym momencie czuję, że brakuje mi powietrza… 

Kate przez moment delikatnie się uśmiecha, po czym nagle, krótkim ruchem głowy, daje mi znak, bym się odwrócił. Spoglądam w prawo i widzę wpatrującą się w nią Katniss. Jest blada, chyba cała krew odpłynęła jej z twarzy, mam wrażenie, że walczy o oddech – wygląda, jakby miała zaraz zemdleć. Niespodziewanie odwraca się do mnie, a w jej oczach widzę mieszankę strachu i niedowierzania. Porusza ustami jak ryba wyrzucona na brzeg, pozbawiona możliwości oddechu.
– Dobrze się czujesz? – pytam ją możliwie cicho, nie chcąc przerywać przemówień. Tymczasem ona nadal milczy, jej oczy stają się coraz większe, a twarz chyba coraz bledsza. Nagle traci równowagę…

Peeta łapie mnie za rękę i obejmuje w talii, zapewniając ochronę przed upadkiem. Jego dotyk mnie parzy, chciałabym coś powiedzieć, ale w myślach mam mętlik. Wątpię też, by jakiekolwiek słowo przeszło mi przez zaciśnięte gardło. Nie mogę uwierzyć w to, co przed momentem się rozegrało. Na pewno musiałam źle zobaczyć, dziewczyna, która uśmiechała się do Peety, której imię wyszeptał, nie może być wnuczką Snowa. Może tylko jest podobna, ma modne upięcie włosów, podobny ich kolor i wzrost do tamtej. To musi być ktoś inny. Biorę głęboki oddech, podnoszę głowę i widzę wpatrzonego we mnie Haymitcha, który szybkim krokiem zbliża się do podium. Nie może wiedzieć co mi jest, ale najwyraźniej moje zachowanie jasno dało mu do zrozumienia, że jest ze mną nie najlepiej. Widzę to po jego zaniepokojonym wyrazie twarzy. Tymczasem Peeta sadza mnie delikatnie na podsuniętym przez kogoś krześle i podaje mi szklankę wody.
– Wszystko w porządku? – ponawia pytanie, a ja nadal nie umiem mu na nie odpowiedzieć. Jak mam go zapytać czy to ona, czy ma pojęcie z kim się wiąże. Boję się usłyszeć potwierdzenia, że moją rywalką stała się wnuczka i córka mężczyzn, którzy zrobili wszystko, by mnie zniszczyć. Mnie i Peetę.  

Zaczynam się o nią niepokoić, wygląda coraz gorzej. Może czymś się zatruła? Bo chyba nie jest… Nie, nie sądzę, by była w ciąży. To pewnie z niewyspania – od wielu dni ma prawie fioletowe cienie pod oczami. Ktoś z obsługi zorientował się w sytuacji i podsunął krzesło oraz podał szklankę wody. Katniss przyjmuje pomoc z ulgą, ale wzrok, jakim chwilę później obdarza mnie Haymitch, znów nie pozostawia mi cienia wątpliwości. Nienawidzi mnie nawet wtedy, gdy oferuję Katniss drobną pomoc. Mam ochotę stąd uciec. Zostawić to wszystko, ten cały cholerny Dzień Pamięci i po prostu zniknąć. Jednak muszę tu zostać, przynajmniej do końca, do momentu, gdy Egeria, burmistrzyni Trzynastki odbierze stronę przeznaczoną dla jej dystryktu, odczyta nazwiska i wygłosi kilka słów. Wreszcie uroczystość dobiega końca, a wokół nas robi się spore zamieszanie. Wszyscy do nas podchodzą, spoglądają na Katniss – a ona wreszcie się do mnie odzywa:
– Dlaczego uśmiechasz się do tamtej dziewczyny? – ma strasznie nienaturalny, jakby wystraszony głos. Mam ochotę ją przytulić, jest taka delikatna, bezbronna, taka…
– Jakiej dziewczyny? – odpowiedź Haymitcha odrywa mój wzrok od Katniss.
– A co ciebie to obchodzi? – warczę na niego. Chciałem odpowiedzieć Katniss, ale nie jemu. Nie chcę mieć nic wspólnego z tym mężczyzną, który nieustannie wtrąca się w moje życie, wrzeszczy na mnie, napomina mnie. Nie ma do tego prawa, nigdy mu go nie dałem, a zachowuje się znacznie gorzej niż moi rodzice.
– Obchodzi mnie, bo chyba dotyczy to Katniss. A w przeciwieństwie do ciebie, ja o nią dbam – każde słowo pali ogniem, choć jego głos jest totalnie pozbawiony emocji. Nasza komunikacja wygląda tak samo od wielu tygodni, od tamtej rozmowy w pociągu, poprzedzonej publikacjami w brukowcach. Reaguję natychmiast – puszczam ramię Katniss i bez odpowiedzi, szybkim krokiem idę w stronę zgromadzonego tłumu. Kate mnie zauważa, przeciska się między koleżankami i…

Haymitch nie musiał znów naskakiwać na Peetę. Ale oni chyba już nigdy nie będą inaczej rozmawiać. W efekcie Peeta schodzi z podium, prawie biegnie w jej stronę. Zauważyła go, zgrabnie wymija ciasno ustawionych koło niej ludzi. Gdy jest blisko, prawie na niego wskakuje, jej dłonie oplatają się wokół jego szyi, a on ją do siebie mocno przytula…
– Jaja sobie, do cholery, robi? – pełen furii głos Johanny sprawia, że znów brakuje mi powietrza. Kątek oka widzę, że Paul mocno zacisnął ręce na jej ramionach, zatrzymując ją na scenie, by nie pobiegła, by nie zrobiła widowiska. Upewniam się, że się nie pomyliłam… Widzę błyski fleszy aparatów, jutro całe Panem zobaczy Peetę obściskującego wnuczkę Snowa…

Przytula się do mnie mocno. Czuję na karku jej dłonie, jej ciało jest bardzo blisko. To dziwne, ale w tym uścisku czuję się jakoś nieswojo… Próbuję zluzować uścisk, ale chyba nie zrozumiała mojego ruchu. Chyba to nie najlepszy pomysł, chyba powinienem zostawić tę informację na później, ale z drugiej strony chcę, by zwolniła uścisk. I skąd tu tyle fleszy?
– Znalazłem mordercę twojego ojca, właśnie powinien być aresztowany – mówię do niej cicho. – Śledczy mieli problem z identyfikacją sprawy, bo w pewnym momencie okazało się, że twój ojciec nosił inne nazwisko – spoglądam jej w oczy. – Jak się naprawdę nazywasz?
– Przecież wiesz, Kate Neve. To nazwisko mojej mamy. Chcesz zobaczyć legitymację? – odpowiada z radosnym uśmiechem. Widać, że moje słowa ją uradowały.

Milczymy wszyscy, absurd sytuacji jest nie do zniesienia. Nikt z nas nie wie, jak na to zareagować. Nie wiemy, że to jeszcze nie koniec. Podchodzi do nas Connor. Z zaskoczenie orientuję się, że jest blady i roztrzęsiony. Nigdy go takim nie widziałam – nawet w trudnych momentach był opanowany. Nachyla się w stronę Paula i cicho mówi:
– Panie Prezydencie, właśnie aresztowano Houlta – Paulowi zmienia się twarz. To trwa ułamek sekundy, wyćwiczony jako agent, bardzo szybko nakłada maskę obojętności, ale ten krótki moment pokazał bardzo wiele. W końcu pyta:
– Z czyjego rozkazu, na jakiej podstawie?
– Jest głównym podejrzanym – krótkie stwierdzenie niosło w sobie aż nazbyt wiele informacji.
– W jakiej sprawie, do cholery? – cicho klnie Haymitch. Zachowanie Connora, oskarżenie… Boimy się usłyszeć ciąg dalszy.
– W sprawie zabójstwa młodego Snowa. Wznowienia śledztwa zażądał doradca prezydenta – dodaje ciężkim tonem Connor, patrząc w stronę Peety.

 

35 myśli na temat “140.Pamięć o poległych

  1. O matko, faktycznie matrix. A Peete to najchętniej bym mu w czymś bardzo ciężkim w łeb przywaliła. Jak on tak mógł na oczach całego Panem!? I jeszcze biedny Hoult został aresztowany. Ale bardzo podoba mi się forma, taka inna 🙂 Nie mogę się doczekać czwartku, chociaż pewnie i tak nie będę mogła przeczytać 🙂

  2. No powoli wszystko zmierza do końca ale ciągle nie mam pojęcia czy myśleć o tym pozytywnie czy wręcz przeciwnie :/

  3. Wiedziałam od początku, że z tą Kate jest coś nie tak. Ale że wnuczka Snowa? Hym, hym, zaskoczyłyście mnie już *wyciąga listę* hym, hym, tak, 243 raz. Jeny, Peeta, normalniej, sklep z tefalami już obrabowany, więc nie rób niczego głupiego!

  4. TO
    SIĘ
    NIE
    POWINNO
    TAK
    ODGRYWAĆ

    Muszę się uspokoić. Mam przysięgę na Styks, że nie zabiję, nie zabiję, nie zabiję.

    Zaraz, zaraz! Pora. Na. Płatnego. Mordercę. *rozbija świnkę skarbonkę*

  5. Ja z siostrą siedzimy na łóżku i tak myślimy (możecie wykorzystać, nie pogniewamy się XD), że byłoby extra, gdyby Hoult zwalił, podczas przesłuchania całą winę na Peetę (niech teraz ON ma problemy!!!!!!)

  6. albo niech Katniss teraz zachoruje na coś poważnego ( niech ją samochód potrąci czy coś). peeta bedzie miał wtedy wyrzuty sumienia i możę mu się coś przypomni 🙁

  7. i dziewczyny on w cale nie chciał jej przytulić to ona się na niego rzuciła 😉 iiii… Peeta jest zazdrosny o Gale’a xD

  8. Oł maj gad…
    Tak myślałam, że Kate jest wnuczką Snowa, ale nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy… Toście wymyśliły…(Nie mówię, że źle, bo genialnie i… pomysłowo;))
    Kate, wredna dziewucho odczep się od Peety! A poza tym rozgryzlam Twój plan…. Buhhhhhhhhaaaaaaahagahhaha!!!…
    A co się tyczy Ciebie, Peeta-kochanie, pół metra ode mnie zdrajco! Znaczy rozumiem, że pomogles Katniss, ale na litość Boską, nie rzucaj się potem tej gupiej Kate na szyję!
    Katniss, słonko, współczuję:(…
    A co do Was Mamy, rozdział g e n i a l n y : )
    Kończę już moją wypowiedź i pozdrawiam serdecznie:)
    Puma

  9. Jak już pisałam Ani… szkoda mi bardzo Katniss i ja bym pewnie przyłożyła Kate ale to jeszcze przed nią…. I bardzo dziękuję bo ja w tej notce zauważam przebłyski mojego dawnego kochanego Peety…. tak tak i dodam, że boję się czwartku…..

  10. No dzieje sie, dzieje 🙂 ale moze Peeta jak sie dowie ze ona jest wnuczka czlowieka, ktory zniszczyl mu psychike to ja rzuci i bedzie blagal Katniss o wybaczenie 😀 wiedzialam ze z Kate jest cos mocno nie tak. Czekam na ciag dalszy, jeszcze dwa dni ^^

    1. PS Mam nadzieje na zakonczenie takie jak chca wszyscy bo w koncu ten obrazek na gorze strony to pokazuje wielka milosc 🙂

  11. CO ZA GNÓJ! Przywróćcie mu tą pamięć, bo normalnie zaczynam go nie lubić. ;x
    Biedna Katniss. Przydała by się strzała w oku Kate. Taka propozycja xdd 😛

  12. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie! Niech wróci mój stary, kochany Peeta! Nigdy nie lubiłam Gale’a a teraz denerwuje mnie Peeta! Dajcie mi mojego Peete…

  13. Opanujcie się trochę. Dlaczego większość obraża Peetę? Ludzie postawcie się na jego miejscu. On nie pamięta nic od czasu dożynek, nie pamięta aren, tortur Snowa i tego wszystkiego co się wydarzyło i przede wszystkim zmieniło w jego życiu. Ja tam widzę człowieka, który próbuje sobie poradzić jakoś w tej nowej dla niego rzeczywistości. Ta cała Kate wykorzystuje braki w pamięci Peety – pytanie skąd się dowiedziała o jego amnezji skoro to skrzętnie ukrywali? Nie zastanowiło Was to? Poza tym według mnie Katniss i tzw. „przyjaciele” Peety też nie są lepsi. Zamiast mu spokojnie wszystko wytłumaczyć, spróbować jakoś przywrócić jego pamięć to wszyscy na niego naskakują to się broni czemu się nie dziwię. Rozdział świetny ale zastanawia mnie jeszcze kwestia tego dlaczego to zawsze Peeta cierpi i trafia do szpitala, może dla odmiany w końcu stałoby się coś Katniis lub komus innemu a nie ciągle on. To taka mała uwaga to autorek 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *