142. Zostań…

Witajcie,

Chyba powinnyśmy się przyznać, że nie spodziewałyśmy się aż takich reakcji na ostatnią notkę, choć same też miałyśmy bardzo emocjonalne reakcje pisząc ją i czytając. Mamy nadzieję, że ta również Wam się spodoba i liczymy na nowe komentarze i opinie.
Kolejna notka – we wtorek.
I gratulacje dla Agnieszki Sz. – ona pierwsza rozpracowała tajemnicę notki „Oczami matki” 🙂
Pozdrawiamy,
A & A

—————–

Spoglądam przelotnie na swoje odbicie w lustrze i od razu dziwnie się czuję. Próbuję odwrócić wzrok, ale nie udaje mi się. Nie powinnam tego czuć, ale czuję. Wiedziałam, że tak będzie, choć sama się zgodziłam… Strach, prawie panika, choć wiem, że tym razem będzie inaczej. Wiem, ale i tak pocą mi się ręce, a gardło wysycha mi na wiór. Z tyłu dochodzi mnie cichy gardłowy, ledwie słyszalny jęk. To mama… Jest blada, widzę na jej twarzy wymalowany strach…
– Spokojnie, mamo – mówię ledwie słyszalnym głosem. Tylko… Kogo ja chcę oszukać? Obydwie identycznie reagujemy na mój dzisiejszy strój. Niebieska bawełniana sukienka do kolan, przepasana paskiem w tym samym kolorze. Lekko bufiaste rękawy, które zasłaniają górę moich ramion. Do tego dobrane kolorystycznie buty na niewysokim koturnie. I warkocz – taki sam, jaki mama zaplotła mi wtedy… Wyglądam dokładnie tak samo jak pięć lat temu, nawet rzęsy mam niepomalowane. I wychudzona po ostatnim roku twarz też wygląda jak wtedy, nawet cienie pod oczami mam chyba takie same…
Dziś obchodzimy kulminację obchodów Dnia Pamięci. Dokładnie o tej samej porze co pięć lat temu, po raz kolejny zostanę trybutem.
– Jesteś gotowa? – jej głos się łamie, dla niej ten dzień będzie olbrzymim wyzwaniem – po raz kolejny przeżyje swój największy koszmar i to chyba nawet podwójny. Ale taka była nasza decyzja w zakresie obchodów i ich formy. Ostatni hołd dla ludzi, których zniszczyły Igrzyska i rewolucja. Ostatni hołd i ostatnie spotkanie z nimi.

Pogoda też jest dokładnie taka sama jak wtedy – palące czerwcowe słońce i charakterystyczny o tej porze roku, ziemisto-kurzowy zapach Dwunastki. To wszystko miesza mi trochę w głowie, kiedy powoli idę w kierunku Placu Głównego. W głowie pojawiają mi się wspomnienia, ale – co ciekawe – nie te z przed pięciu lat, ale te późniejsze. Dokładnie tak samo czułam się idąc na Dożynki przed 75 Igrzyskami. Wtedy, tak jak i teraz, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, co zaraz nastąpi. Ale wtedy Peeta był ze mną, mogłam liczyć na jego wsparcie, mimo, że z całego serca chciałam, by to Haymitch poszedł ze mną na arenę. Ale chyba już wtedy cała trójka wiedziała, że będzie inaczej, jakby to było przesądzone, że Effie wylosuje Haymitcha, a Peeta weźmie jego miejsce. W sumie… Dopiero teraz przyszło mi do głowy, że może na obu karteczkach w tamtej kuli było nazwisko Abenathy… Kapitol znał nas wszystkich znacznie lepiej, niż chcieliśmy, znacznie lepiej niż zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Może z góry było takie założenie, że to on musi trafić na arenę…

Dochodzę w pobliże placu i widzę, że Peeta już tam stoi. Od uroczystości odsłonięcia pomnika pamięci nie rozmawiamy ze sobą. Ani ja, ani pozostali nie umiemy mu wybaczyć tego, że skazał Houlta na pewną śmierć. Wiem, że on nie pamięta, ale mimo to podjął działanie ściśle powiązane właśnie z przeszłością, której nie zna, poza naszymi plecami. Skutkiem tego proces o morderstwo Snowa ma się rozpocząć za tydzień, ale i tak znamy jego wynik. I choć Hoult uparcie milczy, na każde pytanie o swój udział i o udział innych osób, odmawia odpowiedzi, to znaleziono dowody na jego obecność w tamtym miejscu, więc każdy sąd go skaże. Gorzej, że wedle zebranego materiału, jasno wynika, że Houltowi towarzyszyły jeszcze co najmniej dwie osoby, co oznacza, że śledztwo będzie się toczyć jeszcze jakiś czas. I nikt z nas nie wie co i przeciw komu nakręcona przez Peetę machina śledcza znajdzie.

Peeta… Gdybyś tylko wiedział… Ale on nie wie, nie pamięta. Mimo to podejmuje decyzje bez konsultacji z kimkolwiek, niszcząc przy okazji ludzi, którzy murem za nim stali…

– Katniss – jego matka biegnie w moją stronę z szeroko rozłożonymi ramionami. Przytula mnie mocno, żadna z nas nie zwraca uwagi na ludzi, którzy przyglądają się tej scenie z zainteresowaniem. Po chwili dochodzi do mnie, że płacze. Najciszej jak potrafię, wciąż wtulona w jej ramiona, pytam:
– Pani Mellark, czy wszystko w porządku?

Nie odpowiada mi, tylko czuję, że zaczyna jeszcze mocniej płakać. Może na nią też tak podziałał dzisiejszy dzień. Ona też znów wyprawiła syna na Dożynki. Syna, którego późniejsze wydarzenia okaleczyły znacznie bardziej niż mnie…  Odruchowo, bez zastanowienia, pytam ponownie, choć inaczej:
– Mamo, co się dzieje?
Pani Mellark odrywa się ode mnie. Spogląda na mnie zapłakanymi oczami i wreszcie powoli wypuszcza powietrze, jakby chciała się w ten sposób uspokoić.
– Katniss, dziecko kochane, gdybyś tylko wiedziała, gdybyś wiedziała… – nagle mocnym szarpnięciem łapie moją lewą dłoń. Potem powoli, delikatnym ruchem bierze mnie za drugą rękę i uważnie przygląda się mojemu pierścionkowi zaręczynowemu. W tym samym momencie, dociera do mnie, że już nie mam prawa go nosić, ale tak bardzo się do niego przyzwyczaiłam, że niemal nie zauważam jego obecności. Matka Peety, przesuwa po nim opuszkiem kciuka, delikatnie się uśmiecha. Na jej twarzy widzę ulgę…
– Jak ci opowiem, dziecko, co mi się śniło… – zawiesza na moment głos, kręci głową, jakby chciała przegonić natrętne myśli – to mi nie uwierzysz.
Stoi jeszcze kilka sekund patrząc na mnie, w końcu jej twarz rozpogadza się i odchodzi w stronę mojej matki, która z boku przypatrywała się tej scenie, zdumiona chyba równie bardzo jak ja.

Kilka kroków przede mną stoi Peeta. Tak samo jak ja, jest ubrany w taki sam strój, jak pięć lat temu. Zauważam, że ma lekko zamięty prawy rękaw koszuli i zastanawiam się, czy to przypadek, czy też ktoś dopilnował, by jego ubiór odwzorował tamten. Peeta patrzy na mnie dziwnie, czeka chwilę, w końcu ruchem głowy wskazuje na plac, pytając tym samym, czy idziemy. Przytakuję mu skinieniem głowy i powoli, ramię w ramię, idziemy na przeznaczone nam miejsce.

Wszystko wygląda identycznie jak pięć lat temu. Plac znów jest podzielony na sektory dla dzieciaków w odpowiednim wieku i wedle miejsca zamieszkania. Nawet Ratusz znów stał się brudnym Pałacem Sprawiedliwości, dzięki odpowiednio nałożonej na nadrukowanej płachcie. Dziwnie jest to wszystko widzieć, dziwnie czuć…

Po wejściu na plac rozdzielamy się – ja idę stanąć w sektorze dla szesnastolatków ze Złożyska, Peeta – do sektora dla dzieciaków z miasteczka. Przesunięto go możliwie blisko sceny, żeby Peeta nie musiał kuśtykać zbyt daleko. Widzę, że Haymitch jest już na podium, zobaczył nas i skinął nam lekko głową. On też jest ubrany w taki sam, jak wtedy strój. Prosty, dość elegancki garnitur, stąd nie widzę, czy jest poplamiony, czy czysty. Może to nawet ten sam, co wtedy… Jedyną różnicą jest to, że pięć lat temu widać było u niego mocno zarysowany brzuch, a dziś jest szczupły, więc wszystko inaczej się na nim układa. I na pewno nie cuchnie alkoholem jak wówczas. I nie spadnie ze sceny – to element, którego nie chcieliśmy powtarzać…

Ludzie milczą, atmosfera jest ciężka. Na wielkich telebimach, rozstawionych na całym placu, widać krótkie sceny z pozostałych dystryktów. W każdym z nich obchody odbywają się w tym samym czasie. Żyjący trybuci,  przebrani w ubrania, w których byli 5 lat temu, stoją na scenie. Oni wszyscy byli wówczas mentorami, więc tam było ich miejsce. Tylko my znaleźliśmy się po drugiej stronie, przygotowując się na horror, który dopiero nas czekał, przekonani, że zginiemy. A gdy wygraliśmy – byliśmy przekonani, że to już koniec… Oni już wtedy wiedzieli, że jest inaczej…
Spoglądam w górę. Pierwsza dama, w prostej beżowej sukience, która lekko ją opina (chyba już wtedy styliści zmuszali ją do nich), stoi blada. Obok jest Paul, który delikatnie trzyma ją za rękę. 5 lat temu go tam nie było, ale ze względu na funkcję i pewne obawy Johanny, czy sobie poradzi, znalazł się tam.

Wiem, że wszyscy czekają na to, by rozpocząć obchody w Dwunastce. Gdy Haymitch (jako burmistrz), zacznie krótkie przemówienie, to będzie sygnał dla pozostałych. Jednak widzę, że jego uwagę przykuło coś innego. Wiodę za jego wzrokiem i już wiem co…

Na ekranie pokazującym Czwórkę stoi Finnick. Gdyby nie lekko, niemal niezauważalnie drgające wokół powietrze, byłabym pewna, że to on. Przygotowany hologram jest właściwie idealny. Finnick ma śnieżnobiałą koszulę i luźne szare spodnie. Stoi obok Annie, która jako jedyna została zwolniona z aktywnego udziału w uroczystościach. Inna sprawa, że i tak nie była wówczas mentorką, więc nikt nie może nam zarzucić jakiś szczególnych względów.
Finnick… wygląda tak, jak wtedy, gdy zaproponował mi cukier w podziemiach Kapitolu. Uśmiechnięty, promienny. Żałuję, że nie mogę teraz usłyszeć jego głosu – Beetee zadbał o to, by hologramy „mówiły”, ale to tylko wykorzystanie nagrań, jakie były dostępne, by wszyscy usłyszeli ich słowa. Mam wrażenie, że Finnick zagląda do wózka, w którym śpi mój chrześniak. Zauważam, że Annie na niego nie patrzy, co w pełni rozumiem. Jego cyfrowy wizerunek wygląda niesamowicie realistycznie, można się pomylić…
Na kolejnych ekranach widzę pozostałe hologramy – Wiress, Rue, Thresh, Cato, Liszka… Wszyscy, którzy tamtego dnia byli na Dożynkach, powrócili z zaświatów, by razem z nami pokazać ludziom, jak wielkie straty ponieśliśmy. Spoglądam uważnie na Rue, która wygląda jakby uśmiechała się do swoich rodziców. Nagle transmisja na wszystkich telebimach zostaje przełączona na Czwórkę. Widzę Nathaniela, który siedzi w wózku. Ma szeroko otwarte oczka, rączki uniesione do góry i krzyczy głośno i wyraźnie. Łzy napływają mi do oczu, nie umiem złapać oddechu, dostrzegam tylko, że Annie chwieje się, a ktoś pomaga jej utrzymać się na nogach. Nathaniel doskonale wie, kogo widzi…:
– Tata, tata, tata, tata, tata, taaaaaaa

Przez łzy ledwie widzę, że ktoś wyprowadza Annie i wtulonego w nią Nathaniela. Nie mogliśmy tego przewidzieć. Nie sądziłam, że ten brzdąc, znający ojca tylko ze zdjęć, tak łatwo go rozpozna. I choć nigdy go nie widział, będzie chciał go dotknąć…

Na placu zapada cisza, widzę oczy wpatrzone we mnie i cicho wzdycham. Uroczystości czas zacząć. Kiwam Haymitchowi głową, a on – skupiony i opanowany – rozpoczyna swoja przemowę.
– Kiedy przygotowywaliśmy obchody Dnia Pamięci, który od tej chwili będzie w Panem obchodzony co roku, długo zastanawialiśmy się, jaka data będzie dla niego najodpowiedniejsza. Zebraliśmy opinie w całym kraju i okazało się, że prawie jednogłośnie, wszyscy wskazali ten dzień. Dzień, w którym pięć lat temu Katniss Everdeen i Peeta Mellark oraz 22 innych trybutów zostali powołani na arenę. Jednak to, co miało miejsce pięć lat temu w naszym dystrykcie, było spektakularne, choć nikt z nas nie miał pojęcia o konsekwencjach jednej emocjonalnej decyzji podjętej przez młodą dziewczynę, by ochronić siostrę. Nikt nie wiedział, że jedno wyznanie młodego chłopaka da podstawy do tego, by zmienić zasady Igrzysk. Ze jeden gest dwojga zakochanych nastolatków zburzy potęgę Kapitolu i da początek rewolucji. Dlatego też, stojąc tu dzisiaj przed wami, po raz kolejny przeprowadzimy to samo losowanie, które odbyło się pięć lat temu. Będzie miało ten sam przebieg i ten sam finał. Jego celem jest przypomnienie każdemu z nas – najstarszemu i najmłodszemu mieszkańcowi Panem – jak okrutne czasy udało nam się zamknąć, do czego może doprowadzić miłość, odwaga i poświęcenie. I jak wiele ta dwójka, wspierana potem przez wielu innych odważnych ludzi, zrobiła dla nas.

Po tych słowach Haymitch odchodzi do mikrofonu, przesuwając się do tyłu sceny, gdzie zawsze siedział burmistrz i mentorzy. Zarówno ja, jak i Peeta stoimy z przodu naszych sektorów, widać nas teraz wyraźnie na telebimach w każdym dystrykcie, zgodnie z planem. Haymitch pochyla głowę, a potem podnosi ją i unosi do góry trzy palce lewej ręki, dotykając nimi wcześniej ust. Gest, którym pięć lat temu pożegnali mnie mieszkańcy Dwunastki, a który potem stał się symbolem rewolucji. Obydwoje odpowiadamy mu w ten sam sposób, a zebrany wokół tłum dołącza się od razu. Na ekranach widać powoli unoszone ręce we wszystkich dystryktach – uroczystości zaczęły się.

Effie, znów ubrana w fikuśną garsonkę i różową perukę, stoi przy mikrofonie. Po jej twarzy płyną łzy. Wciąga powoli powietrze, spogląda na mnie ukradkiem i zaczyna:

– Witajcie, witajcie, witajcie – słyszę, że jej głos łamie się coraz bardziej. Zaciska mocno powieki, oddycha głęboko i kontynuuje, na szczęście trochę skrócone, przemówienie sprzed pięciu lat… W końcu dochodzi do nieszczęsnego „Wesołych Głodowych Igrzysk! Niech los zawsze wam sprzyja!” i oświadcza:
– Jak zawsze – panie mają pierwszeństwo – wkłada rękę do szklanej kuli, a mnie serce ściska żal. Mimo tego, że wiem, że mojej siostrze już nic nie grozi, to czuję się całkiem inaczej niż wtedy. Wówczas martwiłam się o Gale’a i o siebie. Nie przyszło mi do głowy, że to jej nazwisko zostanie wyczytane. Dziś wiem, co usłyszę i choć to tylko przedstawienie – serce mi wali jak młotem.
– Primrose Everdeen! – Effie czyta je wyraźnie, choć łzy obficie płyną po jej twarzy. Spoglądam na mamę, a ona nagle szeroko otwiera oczy, patrząc na telebim. Odwracam wzrok w tamtą stronę i widzę Prim. Kamera szybko wyłowiła ją z tłumu dzieci, widzę wyraźnie jej twarz, jej oczy. Rozgląda się i wreszcie powoli, noga za nogą zaczyna podążać w stronę sceny. Patrzę przez moment, jak otumaniona, ale w końcu zbieram się w sobie i mówię na tyle głośno, na ile daję radę:
– Zgłaszam się na trybuta! – wychodzę z sektora, idę w stronę sceny, nie oglądam się za siebie. W tym samym momencie scena zmienia się i na ekranach widać starszą Prim, w stroju pielęgniarki. Śliczne zdjęcie mojej małej, uśmiechniętej siostrzyczki…
Doszłam na scenę… Krew szumi mi tak, że nie słyszę, co Effie mówi. Ale wiem o co pyta:
– Proszę, proszę, brawo! Oto duch igrzysk! Jak się nazywasz?
– Katniss Everdeen – odpowiadam z trudem, jednocześnie kręcąc głową. To nasz umówiony znak, sygnał, że nie dam rady kontynuować tej rozmowy. Przymyka delikatnie oczy na znak, że rozumie i cicho kontynuuje:
– Teraz kolej na panów – spoglądam w stronę Peety. Nie patrzy na Effie, tylko na mnie. Widzę w jego oczach łzy, jakiś żal… Effie zatapia rękę w kuli z nazwiskami chłopców. Wiem co zaraz nastąpi, patrzę na niego uważnie:
– Peeta Mellark – pada z ust Effie. Jak wtedy – rozgląda się przez moment wokół siebie i wreszcie jakimś lekko niepewnym krokiem rusza na scenę. Jak wtedy – ma łzy w oczach. Nie staje jednak obok Effie, tylko koło mnie i robi coś, czego wtedy nie zrobiliśmy – bierze mnie za rękę. Jego dłoń jest ciepła, taka jak zawsze. Nie mam siły jej odtrącić, choć powinnam, a on łączy moje palce ze swoimi, dając mi oparcie w tej przytłaczającej chwili. Patrzę na niego i widzę, że blednie, ale to już nie jest gra. Jego dłoń nagle, niespodziewanie, zaciska moją w żelaznym uścisku, wszystkie mięśnie napinają się, a źrenice kurczą się do wielkości szpilek. Zamyka oczy, ale i tak widzę, jak szybko poruszają się pod powiekami.
Cholera, nie! Nieważne co się działo, nieważne co zrobił. W tej chwili potrzebuje mnie tym bardziej, że ja wiem, co się z nim dzieje, a on nie ma pojęcia. Nie chcę, by całe Panem było świadkiem jego ataku błyszczących wspomnień. Dotykam lekko jego policzka i najciszej jak potrafię szepczę:
– Zostań ze mną…

36 myśli na temat “142. Zostań…

  1. Jeju czytam tego bloga od bardzo dawna. Piszecie świetnie 🙂 ale nie kończcie tej całej historii za szybko. Niech ona trwa jak najdłużej no i niech już Peeta odzyska pamięć 😉

  2. Ej…. A on nie odzyskał właśnie pamięci?????????? Njewncwefjohefengororjnwonjferwnjofrtwgniogtwrfnoifegt jak tak to… Boziu…. Wspaniała

  3. Jeju. Jeju. Jeju. Jeju. Jeju. To straszne. Oni co roku będą przeżywać to samo? Jeju. Jeju. Jeju. Jejuuu. Nie wiem co pisać . Świetny roździał.

  4. Aaa … Wiedziałam ze to sen 😉 Jak superrr 🙂 Kurcze jakie to piękne te ostatnie słowa ” Zostań ze mną ” kocham was dziewczyny :* Piękna notka :* Czekam do wtorku z nie cierpliwością :*

  5. Rozdział wspaniały, jak zwykle… całe szczęście, że poprzedni rozdział to tylko sen..uf:-) a ten- rozwalił mnie na łopatki. Może Peeta właśnie odzyskał pamięć i odpowie „zawsze”? Oby. A pomysl z hologramami zmarłych osób ge-nial-ny!! Popłakalam sie. A tak wgl to jak ten czas szybko leci, nasi główni bohaterowie mają po 21 lat… Żeby juz ten dawny Peeta powrócil aby mogli wznowić przygotowania do oczekiwanego chyba przez nas wszystkich „wielkiego dnia”
    Pozdrawiam i życzę weny ;)))

  6. Wooow, genialna notka, ale teraz włączył mi się tryb Sherlocka – czy skoro przez utratę pamięci Peeta nie miał już przebłysków to to, że teraz miał atak oznacza, że odzyskał pamięć ??? Cudnie było, no oczywiście oprócz bolesnych i błyszczących, wspomnień, jeśli tak to wróci stary kochany Peeta ! Popłakałam się na końcowce-mimo, że Peeta tak bardzo zranił Katniss jej nadal zależy na nim :3 Jak dobrze, że ten straszny ślub okazał się tylko snem ! Tylko co z Houltem i tak właściwie z Peetą, bo jak się dowiedzą, że to oprócz Houlta byli tam jeszcze inni to będzie nieciekawie :/ Tyle emocji w jednej notce-jak dla mnie wczorajsza zapowiedz była IDEALNA! Ja chyba nie wytrzymam do wtorku !!! Jeszcze raz-cudowna notka !
    Rany, ale chaotycznie to napisałam xD

  7. Po dłuuugiej przerwie, wreszcie znowu komentuję! Że jesteście genialne, to już wiecie. Że cudowne – też. I że niezwykłe – również. Co by Wam tu jeszcze… Dziękuję, za Peetę, który chyba właśnie odzyskuje pamięć. Chyba. I dziękuję za tę wspaniałą historię. Dziękuję. Po prostu – DZIĘKUJĘ!
    MD

  8. O matko… sen ? Oj Alina jaka Ty glupia…dzieki wam i chwala… to juz druga notka w tym tygodniu po ktorej placze… co wy ze mna robicie… cala sol z organizmu wyplukam… 🙂 ale jestem szczesliwa….

  9. to sen??? serio? 😀 mam szczerą nadzieję, że kolejna notka zacznie się od słów „zawsze” :3 było by bosko, szkoda tylko, że dowiemy się tego dopiero we wt :'( jeju to było takie… wzruszające, niesamowite, wręcz podniosłe! przez całą notkę łzy w oczach się szkliły… Finnick, Rue, Prim… a mały Nathaniel chyba wzruszył najbardziej, wasza wizja Dnia Pamięci jest niezwykła, wręcz idealna, lepiej nie można było tego wymyślić 🙂 a łzy i żal w oczach Peety? plus atak, czyżby… ?

  10. O jejku nie mogę w to uwierzyć! Peeta odzyskuje pamięć? To by było cudowne. Nurtuje mnie kilka pytań: Katniss była z Peetą w ciąży i z tego co przeczytałam wynika, że je straciła, ale nie mam pewności bo nigdzie tego nie napisałyście. :< Ahhh no i podsunę Wam moją myśl o tym, żeby Peeta rozwiódł się z Kate. Bo już dłużej jej nie ścierpię. Kocham Waszego blogaaa. <3 Macie talent trzeba przyznać! Z każdą nową notką łamiecie mi serce. :< ej, a tu takie moje pytanie + na poprzednim blogu miałyście 5 notek o tym jak spędzają "wolny czas" czy tutaj też one są? <3 <3

    1. Katniss nie była w ciąży. Rozwodu nie będzie, bo ślub był snem matki Peety. A co do notek na drugim blogu- na chwilę obecną, o ile takie powstaną będą się ukazywać w starym miejscu ze względu na ograniczenia wiekowe.

  11. Dziewczyny nurtuje mnie pytanie! Czy już zbliżamy się do końca waszych wspaniałych przygód Katniss i Peety? Oby nie, a notka świetna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *