145. W pociągu

Witamy,

Ze względu na sprawy prywatne, postanowiłyśmy (oczywiście wyjątkowo :)) przyśpieszyć notkę sobotnią, publikując ją dziś. Miłego czytania i czekamy na komentarze 🙂 Następna notka – we wtorek.

Pozdrawiamy
A & A

—-

Siedzimy w sali telewizyjnej i oglądamy relację z dzisiejszego święta. Moment naszego – jak to określili komentatorzy – załamania, rozszedł się szerokim echem po całym Panem. Telefon od Paula i Johanny odebraliśmy chwilę po tym, jak pociąg ruszył. Początkowo byli wściekli, podobnie jak Haymitch, mieli żal do Peety, że nie trzymał się instrukcji.
– Katniss – głos Johanny zdradzał troskę – ja rozumiem, że ciężko ci było ponownie przechodzić przez tamte wydarzenia, przez tamten horror, ale… Co właściwie się stało Mellarkowi?
– Johanno… – zaczynam powoli, szukając odpowiednich słów, by przekazać jej, że odzyskał pamięć. – Peeta jedzie z nami, jutro sama będziesz mogła go zapytać, dlaczego nie wypełnił scenariusza, choć tego od niego oczekiwano.
– Nie omieszkam – syczy cicho z jakąś ironią. – A możesz mnie wprowadzić, choćby troszkę, w to, czego jutro możemy się spodziewać?
– Co masz na myśli? – rozumiem, że chce mnie chronić, ale słowa, które jeszcze tydzień temu odebrałabym jako uzasadnione, w obecnej sytuacji zaczynają mnie irytować. Wiem, że nie mam racji – ona przecież nie wie co się stało, ale nie umiem tego powstrzymać…
– Co za numer tym razem nam wytnie, jaką „sympatyczną” dziewczynę tym razem sobie przygrucha…
– Johanno – Peeta wtrąca się do rozmowy. Nie powinnam była włączać głośnika, z drugiej strony nie chciałam zostawiać niedomówień. – Sama mówiłaś, że znamy się doskonale, więc powinnaś wiedzieć, czego możesz się po mnie spodziewać.
Johanna milknie na chwilę, słychać tylko szum powietrza i pracę silników pociągu. W końcu słyszę jak głośno zasysa powietrze, a w tym czasie dołącza się Paul:
– Co tam się wydarzyło? – słyszę, że jest zdenerwowany. Nie wiem, czy czegoś się domyślił, czy raczej stawia na pogorszenie stanu kuzyna.
– Peeta – zdaje mi się, że w głosie Johanny słyszę łzy – sąsiedzie?
– Tego akurat wolałbym nie pamiętać… Ale pamiętam i jest mi strasznie przykro, że musiałaś przez to przejść, Johanno…
– Powinniśmy pójść już spać – Haymitch przerywa głuchą ciszę, jaka zapadła po słowach Peety . – Jutro czeka nas ciężki dzień, wiele pracy przed nami. Musimy wymyślić jak wyciągnąć Houlta z tego…
– Z tego, w co go wpakowałem – przerywa mu gładko Peeta. – Dobranoc wszystkim – jego głos łamie się, gdy wychodzi z pokoju.

—-

W mroku panującym w wagonie niewiele widzę. Po omacku zapalam światło w przedziale i rozglądam się, mrużąc początkowo oczy. Łóżko jest idealnie posłane – biała, wykończona delikatną koronką pościel wygląda na wyrównaną co do milimetra. Przesuwam po niej delikatnie dłonią – to była jednak z nielicznych przyjemności, które w jakimś zakresie przypadły mi do gustu już podczas pierwszej, chyba najbardziej przerażającej podróży do Kapitolu. Nie miałam wtedy pojęcia jak cokolwiek ogarnąć, jechałam ze świadomością, że za dwa tygodnie pewnie będę martwa… Powoli biorę prysznic – gorąca, pachnąca woda zmywa ze mnie delikatnymi strumieniami cały stres dzisiejszego dnia. Dopiero teraz dociera do mnie, jak bardzo byłam napięta – ramiona, plecy, nogi. Ustawiam prysznic tak, by woda pieściła mi kark, a równocześnie zadaję sobie pytanie, dlaczego Peety nie ma tu ze mną, czemu wolał pójść do swojego przedziału, zamiast do mojej sypialni… Zakładam na siebie koszulę nocną i zarzucam na ramiona cienki szlafrok. Siadam na łóżku, opieram się o ścianę, ale czuję, że szum jadącego pociągu powoli mnie usypia. Opadam na materac, przymykam oczy, ale wbrew odczuciu, które miałam jeszcze minutę temu, nie udaje mi się zasnąć. Znów zastanawiam się, czemu nie ma go przy mnie…

Po kilkunastu minutach podnoszę się – wiem już, że nie zasnę bez niego. Wolę mieć jasną sytuację – skoro nie chce spędzać nocy ze mną, mimo, że odzyskał utracone wspomnienia, to chcę, by spojrzał mi w oczy i powiedział dlaczego. Drzwi otwierają się z cichym sykiem uszczelek, wychodzę na słabo oświetlony korytarz. Idąc do jego drzwi zastanawiam się co powinnam zrobić, co powiedzieć.

Za pierwszym razem pukam krótko i delikatnie, ale odpowiada mi cisza. Stoję przez moment niezdecydowana, bo domyślam się, że może po prostu zasnął już, ale w końcu decyduję się zastukać ponownie. Unoszę rękę i w tym momencie drzwi otwierają się, ukazując mi Peetę w samej bieliźnie. Patrzy na mnie przez chwilę uważnie, a ja jestem na tyle zaskoczona tym otwarciem, że przez na kilka sekund zapominam wszystkie ułożone przed chwilą zdania. W tej ciszy on mocno łapie mnie za rękę, płynnym ruchem wciąga do środka i natychmiast zaczyna całować. To zupełnie inne pocałunki, niż te delikatne i czułe, którymi raczył mnie cały dzień, jest w nich nieopisany głód, namiętność i tęsknota, które sprawiają, że momentalnie rośnie we mnie podniecenie. Nie chcę, by przerywał, więc pozwalam się oprzeć o drzwi i oddaję pocałunki. Jego dłonie błądzą po moim ciele, w końcu dociera do pośladków i unosi mnie do góry. Wtedy na moment odrywam od niego usta i w końcu zadaję pytanie, które nie dało mi zasnąć:
– Czemu do mnie nie przyszedłeś?
– Nie chciałem cię naciskać – odpowiada mi gardłowo. Uwielbiam ten głos, ten ton, który zdradza mi wszystko. Peeta kładzie mnie delikatnie na łóżku, spogląda mi w oczy i delikatnie całuje mnie w nos.
– Cieszę się, że tu jesteś – szepcze – miałem nadzieję, że…
– Nadzieję, że przyjdę, czy nadzieję na coś innego? – podejmuję grę, moje serce bije coraz mocniej.
– Na wszystko. Na co tylko mi pozwolisz… – odpowiada i delikatnie sunie wargami po mojej twarzy. To bardzo delikatna, bardzo lekka pieszczota, ale czuję, że tego też mi brakowało… Mimo to jednak tych namiętnych brakowało mi znacznie bardziej…
– Pocałuj mnie, proszę – nie sądziłam, że po tak długiej przerwie i kilku pocałunkach na przywitanie, będzie czekał, aż go o to poproszę. Nagle jednak przychodzi mi do głowy myśl, której nie chcę – obca, niechętna, ale namolna. Może dla niego ta przerwa wcale nie była tak długa?… Może on… z tą Neve…
– Peeta? – przerywam pocałunek.
– Tak? – mruczy w odpowiedzi.
– Czy ty i Kate… Czy wy… – podnosi szybkim ruchem głowę. Na twarzy miesza mu się zaskoczenie, niedowierzanie, chyba nawet szok.
– Pytasz mnie, czy spałem z Kate? – podnosi się cały, opierając na wyprostowanych ramionach. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że od razu zorientował się, co mam na myśli.
– Tak… – odpowiadam niepewnie. Nieważne co teraz myśli, chcę wiedzieć, inaczej będę się tym zadręczać. Choć już wiem, że nie mam pojęcia jak zareaguję, gdy usłyszę potwierdzenie. Peeta przez chwilę nie odzywa się, a ja czuję tylko, że puls przyśpiesza mi do jakiegoś absurdalnego tempa. W końcu słyszę:
– Jesteś jedyną kobietą, jaką kocham, jedyną, jakiej pragnę. Zawsze będziesz jedyną. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby… Żeby zrobić to z Kate, ona jest bardziej… moją przyjaciółką. Ty jesteś, byłaś i będziesz kobietą mojego życia. Tylko ciebie kocham, Katniss.

ciąg dalszy na drugim blogu…

28 myśli na temat “145. W pociągu

  1. haha Haymitch mój mistrz 😀 rozdział jest bardzo namiętny, ale idealnie odzwierciedla ich tęsknotę 🙂 cieszę się, że wszystko się ułożyło i rozdział jest pozytywny, choć w kolejnych przeczuwam kłopoty 🙂 a jak na razie jest cudownie i wspaniale, jestem usatysfakcjonowana tym rozdziałem xD 😉

  2. BOZZZIUUUU…. UTOCZĘ, SŁODKIE MÓJ KOCHANY MĄŻ WRACA PEŁNĄ PARĄ!!!!! Kocham was Anie. Nasze kochane mamusie,,,

  3. Jej! Wreszcie w domu! Wreszcie Wi-fi!
    Byłam… Hmmm… Na jakimś zadupiu/pustkowiu/odludziu/na wsi/u dalekiego kuzyna. Niepotrzebne skreślić.
    Ale wróciłam! I komentuję.
    Wspamialeboskoprzecudownieniesamowiciegenialnieiinneprzysłówki(względnieprzymiotniki)[wakacje są i ja tego nie ogarniam;)]
    -Peeto…-klęka na prawe kolano-Czy zostaniesz moim małżem?
    Katniss, odzyskałyśmy Peetę!
    Puma
    A Kate siedzi i knuje. Zapewne.;*

  4. Jakże cudownie móc czytać o nich znów jako o Nich, parze, razem. Brakowało mi tego. I wspaniale móc czytać notkę dzień wcześniej 😉 I to tak wspaniałą. Miłego świętowania jutro :*

  5. Ja przez was chyba cukrzycy dostane… Najpierw Peeta w samej bieliźnie, potem ich pocałunki a to dopiero początek!!!
    Jezu, jak mi ich brakowało… Oni są tacy uroczy razem… Tylko to pytanie Katniss o Kate… Eeee… pomińmy to xD
    Tak w sumie to dziękuje za pocieszenie, bo inteligentny mój organizm postanowił zachorować -,- Ughhh…
    Nio, to na notke na drugim blogu ^.^

  6. Cud, miód i malinki <3 Czyli Katniss się przekonała do posiadania dzieci, kochane :3 Jak Peeta chce małych Mellarków to niech w końcu wezmą ślub ! Byłoby super 😀 Mam nadzieje, że sprawa z Houltem rozwiąże się pozytywnie dla nich, Peeta nie może pójść do więzienia ! Fajnie, że dodałyście wcześniej notke, smutny wieczór miał przyjemny finał, dziękuje wam 🙂 Pozdrawiam !

  7. Hey. Śliczny rozdział. Tak samo ciekawy i nieprzewidywalny jak poprzednie. Kocham Was Anie. Dziękuje, że piszecie to opowiadanie.
    I uśmiechne się do kogoś o podanie linka do drugiego bloga, jestem na telefonie i coś nie mogę go odnaleźć.

    Buziaki. Kocham Was. Jula. <3

  8. Asdfghjkl jak dobrze, że Peeta w końcu odzyskał pamięć! Notka jak zwykle przesupernajlepszaibombowanoijeszczebardziejsuper! A Haymitch… miszcz wyczucia

  9. Niby wszystko w porządku, Peeta odzyskał pamięć i tak dalej, ale z tego co pamiętam to jest on nadal mężem Kate, mylę się czy nie. Co teraz z Kate?

  10. To teraz tak 🙂 Może się palić, walić, legać w gruzy w koło itp., ale K&P zostawcie już ze sobą Macie inne pary coby się na nich wyżyć 😀 Będzie miło Jak chcecie mogę Wam o to złożyć oficjalne podanie 2 zdjęcia i te sprawy 😛 Pozdrawiam 🙂

  11. Nareszcie ! Mam nadzieję, że teraz będą mieli czas nacieszyć się sobą. Tak długo na to czekałam, aż zaczęłam bloga poraz kolejny od początku czytać. Notka jak zawsze boska <3

  12. wasz blog jest świetny. czytam go już jakiś czas i jestem pod wrażeniem waszych pomysłów. ten rozdział jest fantastyczny. brakowało mi ich czułości. oby byli razem jak najdłużej. notka jak zwykle zarąbista

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *