146. Jedyne wyjście

Witamy ciepło,
Czy u Was też lato zamieniło się w jesień?… W świecie Katniss i Peety trochę cieplej niż u nas, bo tam jeszcze czerwiec panuje 😉
Miłego czytania i – jak zawsze – z niecierpliwością czekamy na komentarze 🙂 Następna notka – w czwartek.
Pozdrawiamy,
A & A

Pociąg zwalnia, powoli zatrzymuje się. Stoję oparty o ścianę sali jadalnej, patrzę przez częściowo przeszklone drzwi na zgromadzony na dworcu tłum. Wiem, że nie było innego wyjścia, nie dało się ukryć, że dziś przyjeżdżamy, a ja od wielu miesięcy nie pokazałem się publicznie, więc nasi „fani” nie chcieli odpuścić spotkania ze mną… Nigdy nie lubiłem tu być, zawsze miałem dziwne odczucia wjeżdżając na tę stację. Teraz też czuję niepokój i w głowie mam uporczywą myśl, że nie chcę tu być, to nie moje miejsce na Ziemi. Z drugiej strony gdzie właściwie chcę być? Przez cały ostatni rok wmawiałem sobie, że moje miejsce jest w Dwunastce, z rodzicami. Tyle, że oznaczało to życie bez niej, bez Katniss, bo ona rzadko tam bywała. A po ostatnich wydarzeniach – wczorajszym dniu i dzisiejszej nocy – już chyba niczego nie jestem pewien. Dwunastka? Kapitol? A może całkiem inny dystrykt? Tyle, że gdziekolwiek pojedziemy, nie uda nam się być anonimowymi… Już nigdy nie będziemy…

Czuję jej ciepłą dłoń, która delikatnie wsuwa się w moją. Odwracam twarz w jej stronę i napotykam uśmiech. Uśmiech, który kończy się, nim dosięgnie oczu, w których króluje niepokój.
– Wszystko w porządku, kochanie? – pyta cicho. Widzi, że jestem pogrążony w nie najweselszych rozmyślaniach, ale nie chce niepokoić pozostałych. Patrzę przez chwilę w jej oczy – szukam żaru, ognia, który w nich błyszczał dzisiejszej nocy. Ale tamte chwile przepadły, rozwiane blaskiem poranka i odwiedzinami Haymitcha. Niemniej najważniejsze jest to, że jest koło mnie, że mam obok siebie moją Katniss – kobietę, która potrafi walczyć do upadłego w obronie swoich ideałów, w obronie tego, w co wierzy. Kobietę, która równocześnie potrafi czasem płakać, okazać słabość, ale nigdy publicznie. Widzę też kobietę, której nikt poza mną nie zna, jaką jest, gdy jesteśmy sami…
– Mam tremę – odpowiadam jej cicho, uspokajająco, a ona wspina się na palcach i całuje mnie w policzek.
– Poradzisz sobie, jak zawsze – zdąża mi tylko powiedzieć, gdy przerywa jej szum otwieranych drzwi i wrzawa gapiów zebranych na peronie.

Gdyby nie pomoc Haymitcha i Zacka, który pojawił się znikąd, chyba nie dotarlibyśmy do samochodu. Kapitolińczycy, bardzo niezadowoleni z tego, że nie zatrzymaliśmy się z Katniss, nie odpowiadaliśmy na ich zaczepki i pytania, głośno za nami krzyczą. Czuje się osaczony, przytłoczony ich obecnością, coraz mocniej ściskam jej drobną dłoń, szukając w ten sposób jakiejś stałej w tym wariactwie. Uspokajam się lekko dopiero, gdy samochód w końcu rusza.
– Dokąd pana zawieść, panie Mellark? – rozpoznaję ten głos od razu. Siedzący za kierownicą Connor spogląda na mnie, zerkając we wsteczne lusterko. Patrzę na niego tą samą drogą – w jego wzroku widzę cień żalu, wyrzut, może nawet… nienawiść? Nie dziwię się temu – tamtej nocy był razem ze mną i Houltem w tym przeklętym zaułku, gdzie wraz z Haymitchem i Paulem zapewnialiśmy Katniss bezpieczeństwo. Dwie głupie decyzje, obie podjęte przeze mnie, ważą teraz na życiu Houlta, a Connor, podobnie jak ja, jest tego w pełni świadomy.
– Do Pałacu Prezydenckiego, proszę – widzę ironiczny uśmiech powoli wypływający na jego twarz. Nie chcę usłyszeć, co ma zamiar mi powiedzieć, więc dodaję – Paul już na nas czeka. On, Haymitch, ty i ja musimy poważnie porozmawiać.
– A niby o czym, panie Mellark? – nie wiem, czy bardziej kpi ze mnie, czy jest na mnie wściekły. Na twarzy widzę raczej złość, w głosie słyszę mieszankę wściekłości i ironii.
– Skończ już z tym „panem” – syczę cicho i widzę od razu, że nie spodziewał się takiej reakcji, że go zaskoczyła. – Wiem doskonale, że spieprzyłem sprawę, nie musisz mnie dobijać. Myślę, że sam robię to skuteczniej. Zamiast docinków, lepiej skupmy się na znalezieniu sposobu na wyciągnięcie z tego bagna Houlta i pozostałych – tym razem to palce Katniss obejmują mocniej moją rękę. Odpowiadam jej delikatnym uściskiem, ale skutecznie unikam jej wzroku, udając, że patrzę w oczy Connorowi.
– Masz jakiś plan? – Connor jest żołnierzem i choć daleko mu do wyszkolenia Paula, to dość szybko potrafi przestawić swoje myślenie z emocji na zadania. Lusterko pokazuje mi, że jeszcze nie do końca rozumie co się dzieje, zastanawia się, czy ktoś mnie uświadomił, czy może coś sobie przypomniałem. Ale gdy tylko łapię jego krótkie spojrzenie, delikatnie kręcę głową – to nie czas, ani miejsce na taką rozmowę. Decyzję już podjąłem – wiem, że sam muszę to zakończyć i to w taki sposób, by żaden z nich nie poniósł odpowiedzialności za moje decyzje. Jeśli ktoś ma za nie zapłacić, to tylko ja.

Z trudem udaje mi się skłonić Katniss, by została w domu. To się nie zmieniło – jest uparta jak zawsze, nie chce ani na moment zostawić mnie samego. W końcu ustępuje, choć wątpię, że udało mi się ją przekonać – sądzę raczej, że nie chce się ze mną kłócić, albo uwierzyła, że skrócę możliwie tamto spotkanie i szybko do niej wrócę. Najgorsze jest to, że w jej oczach, głosie, między słowami czytam, że ona wie, co planuję. Zna mnie aż za dobrze i właśnie dlatego muszę iść sam. Jeśli nawet mnie udałoby się przekonać pozostałych do swojego pomysłu, Katniss zrobiłaby wszystko, by mnie od tego odwieźć. A gdyby tego nie dopięła – przekonałaby resztę, by mnie powstrzymali. Niestety, nie mogę jej na to pozwolić…

W gabinecie Paula panuje delikatny półmrok, zimny alkohol wypełnia naczynia, które trzymamy w dłoniach. Mało mówimy, wszyscy patrzą na mnie z niedowierzaniem, rezerwą… Jakby bali się, że cokolwiek powiedzą, mogę później wykorzystać przeciw nim. Wypijam jednym haustem zawartość kwadratowej szklaneczki, biorę głęboki wdech i wyrzucam z siebie szybko:
– Jutro, po Radzie, zgłoszę się do tego policjanta, który mi pomógł. Powiem, że Hoult pożyczył mi broń, że to ja zabiłem młodego Snowa, że byłem sam i że to mnie należy sądzić w tej sprawie.
– I może jeszcze mi powiesz, że zmusisz Houlta, by na to poszedł? – cedzi cicho mój kuzyn. – Peeta, to nie jest zwykły chłopak, ani nawet zwykły żołnierz. To agent wyszkolony niewiele słabiej niż ja i każda decyzja, którą tam podjął, była dokładnie przemyślana, nawet jeśli miał na to mało czasu. Możesz być pewny, że bez względu na to, czy wie o tym, że odzyskałeś pamięć, czy nie i tak ci nie pozwoli na realizację tego pomysłu. Jest dobrym żołnierzem – wiernym tobie i Katniss i choćby dlatego ci przeszkodzi.
– Przekonam sąd, Houlta wówczas nie muszę – wstaję szybko i zaczynam krążyć po pokoju,  Paul użył dobrego argumentu, więc staram się wymyślić jakieś rozwiązanie, dla którego oni nie znajdą kontrargumentu. Jeśli to mi się uda, tym bardziej sąd nie będzie w stanie podważyć moich zeznań.
– Peeta – Connor przerywa moje rozważania – przecież nikt w to nie uwierzy. Nikt. Ty miałbyś strzelać do bezbronnego człowieka? Ty? Nie przerywaj – powstrzymuje mnie krótko. – Nawet będąc na arenie wyglądałeś niewinnie. Ludzie cię uwielbiają, nikt nie da wiary w to, że zastrzeliłeś kogokolwiek w ciemnym zaułku. Rola prawego chłopca i nieszczęśliwego kochanka przywarła do ciebie mocno, nigdy się jej nie pozbędziesz.
Connor nieświadomie podsunął mi najlepszy z możliwych motywów.
– Masz rację – stwierdzam powoli – całkowicie masz rację. Na dodatek to jest prawda. Zakochany do szaleństwa dowiedziałem się, że on czyhał na życie Katniss, chciał ją zabić. I postanowiłem zrobić to pierwszy.
– Skąd to wiesz? – pyta Haymich, a ja spoglądam na niego zaskoczony.
– Od Gale’a, a on od Paylor – wzruszam ramionami. Przecież wiedział, z kim wówczas przyjechałem do Kapitolu.
– A oni to potwierdzą? – Haymitch przelewa niby przez przypadek zawartość swojej szklaneczki do mojej i ponownie siada w starym, skórzanym fotelu.
Odruchowo chcę potwierdzić, ale w tym samym dochodzi do mnie, że nie zrobią tego. Pocieram ręką czoło, przez chwilę patrzę na całą trójkę i czuję się cholernie bezradny. Czekam na jakikolwiek pomysł i w końcu, w ciszy, opadam zrezygnowany na sofę.
– Co proponujecie? – każdy z nich unika wzroku pozostałych, wszyscy mamy dokładnie to samo poczucie beznadziei. Nie ma szans, aby Hoult uniknął kary – zostanie skazany na śmierć…

Powoli wsuwam się do łóżka obok niej. To niesamowite, ale dopiero kiedy dochodzę pod budynek, w którym mieszkamy, zdaje sobie sprawę z tego, że to tu trafiałem w czasie moich nocnych wycieczek po Kapitolu. Automatycznie wbijam kod domofonu, drzwi do mieszkania też nie stanowią problemu. To wszystko było gdzieś w mojej głowie, ale potrzebowało impulsu, który odblokował wszystkie wspomnienia.
Jest ciepła, oddycha miarowo, śpi… Cieszę się, że na mnie nie czekała. Wbrew ustaleniom na spotkaniu i tak jutro pójdę do tego policjanta, opowiem mu całą historię i oddam się w jego ręce. Liczę na to, że będzie w stanie mi pomóc. Wtulam się w jej ciepłe ramię, chłonę zapach jej włosów i ciała. Kto wie, kiedy kolejny raz będę mieć ku temu sposobność.
– Zabraniam ci – aż podskakuję na nagły dźwięk jej głosu. Jednak nie spała…
– Czego, kochanie? – delikatnie całuję jej ramię, a ona gwałtownie odwraca się w moją stronę. Mocne światło pełni księżyca oświetla jej twarz i zapuchnięte od płaczu oczy.
– Zabraniam ci dać się aresztować, zabraniam ci się poświęcić – wyrzuca z siebie i mocno się do mnie przytula. – To nie ty go zabiłeś, to nie ty pociągnąłeś za spust, to nie ty. Rozumiesz? – unosi głowę, jakby w ten sposób chciała podkreślić wagę swoich słów.
Nie odpowiadam jej, tylko całuję ją w usta. Nie potrafię jej okłamać, więc lepiej się nie odzywać. W słodyczy pocałunku czuję dziwną gorycz. Oboje wiemy, jaką decyzję podjąłem, a mnie pozostaje mieć tylko nadzieję, że pozwoli mi na to. I że jeszcze kiedyś będę miał okazję zasnąć, trzymając jej nagie ciało w ramionach. Tak jak dziś…

29 myśli na temat “146. Jedyne wyjście

  1. Pogmatwało się to wszystko, mam nadzieje, że Peecie uda się wybrnąć z całej tej sytuacji obronną ręką, jeszcze nie rozkminiłam jak to zrobi, ale myśle, że będzie dobrze 😉 Notka super, strasznie się ciesze, że Peeta odzyskał pamięć. Pozdrawiam 🙂

  2. Ale przecież Peeta nie może iść do więzienia :/ Kurcze niech coś w końcu wymyślą ,żeby nie zapłacił za to żaden z nich :/ Dopiero co Peeta wrócił do Kat, a teraz ma się oddać w ręce policji :/ Och jejuś czy oni będą mieli kiedyś spokój? Notka świetna jak zawsze, ale znowu smutno :/

  3. Czemu taka krótka notka? Cały dzień na nią czekałam i tak mało rzeczy się w niej wydarzyło. :/
    Czy Peeta i Katniss nigdy nie będą mieli spokoju i szczęścia tylko same problemy? ehhh smutek :'(

  4. Idealna jak zawsze, choć szkoda mi Peety… 🙁 on i Katniss powinni mieć choć chwilę szczęścia. Mam jednak nadzieję, że wszystko się dobrze skończy <3

  5. Ah… Cały dzień czekałam na ten post 🙂 I jak zwykle jest cudny. Szczerze mówiąc trafiłam tu przypadkiem jakieś dwa tyg. temu. Od razu spodobał mi się pierwszy post, bo wydawało mi się że piszesz (piszecie) na tyle dobrze co S.Collins ( i w podobnym stylu). W (jak dla mnie) rekordowym czasie przeczytałam wszystkie posty i jestem juz pewna na 100% – jesteście świetne- ta historia, ten styl pisania, ta regularnosc- to wcale nie jest takie łatwe (wiem bo sama tez, a też prowadzę bloga), ale jak widać nie jest to nieosiagalne, a wam wychodzi to znakomicie. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego co robicie. Gratuluję wspaniałego talentu. A jeśli chodzi o bierzacy post- o mało nie poplakalam się na sam koniec. Jest wspaniały. Tylko kiedy ta dwójka będzie miala chwilę spokoju? xD Z utęsknieniem czekam na ich ślub 🙂

    1. tak xD Peeta zawsze poświęcał się dla innych, a jako, że IŚ były pierwsze to to jej zachowanie może kojarzyć się z jego xD takie me zdanie

  6. świetna notka! :* Peeta jak zwykle myśli najpierw o innych, a później o sobje ;_; cieszę się, że wrócił<3

  7. Świetna notka, tak bardzo się cieszę że Peeta odzyskał pamięć, ale proszę
    nie pozwólcie mu oddać się w ręce policji 🙁 Kto wtedy przytuli Katniss ?

  8. Nic nowego nie wymyślę, wszystko już zostało napisane. Zgadzam się z przedmówcami – jesteście świetne (ale to już pisałam wielokrotnie), szkoda Peety (czemu ciągle on?), dajcie im chwilę spokoju, please. 🙂
    Pozdrawiam
    MD

  9. Notka genialna 🙂 czytam waszego bloga od 3 dni i przeczytałam prawie całego. Boszz jesteście genialne <3 mam nadzieję że jeszcze dacie nam chwilę szczęścia w ostatnie dni wakacji i Peeta rozwiedzie się z Kate – nie lubię jej :/ no i jeszcze oby szybki ślub z Katniss *.* oni muszą być razem i kropka!

  10. Niee. Peeta nie może wylądować w pace. xdd
    Kapitolińczycy zrozumieją dwunastego kochanka i oczyszcza z zarzutów, go I Houlta :3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *