150. Inne rozwiązanie

Witamy,
Dziękujemy za wszystkie komentarze i – życząc miłego czytania – czekamy na kolejne. Następna notka – w sobotę.
Pozdrawiamy,A & A

PS Na Facebooku ogłosiłyśmy mały konkurs – osoba, która wymyśli najciekawsze nazwisko dla Asta (UWAGA – powinno mieć znaczenie/uzasadnienie, tak jak np. Neve, które po włosku oznacza „śnieg”). Zwycięzca dostanie w nagrodę notkę z wyprzedzeniem (na odpowiedzi – pod tą notką w komentarzach lub na Facebooku, pod odpowiednim postem, czekamy do 20:00, 04.09.2014).

Z całych sił staram się ignorować uporczywy dzwonek telefonu. Świdrujący w głowie dźwięk doprowadza mnie powoli do szału, mam ochotę wyrwać kabel ze ściany, ale to oznaczałoby, że muszę się ruszyć. A na razie siedzę skulona na kanapie w salonie i staram się nie myśleć. Albo skupić na bolących dłoniach, którymi aż nazbyt skutecznie walnęłam w szklany blat stolika. Zapomniałam, że jest szklany i że trzy tygodnie temu pękł, jak przy przenoszeniu ciężkiej metalowej skrzynki z dokumentami upuściłam ją tak, że uderzyła rogiem. Pod ścianą leży szkło przemieszane ze skorupami kubka, którym uderzyłam wcześniej w ścianą, ale nie mam siły tego sprzątać. Głowa mi pęka, a w środku czuje się kompletnie pusta. Pusta i wściekła do granic możliwości. Jak on mógł? Czy on do reszty oszalał? Co on najlepszego narobił?!

Kiedy wyprowadzono Peetę, rozpętało się piekło. Fotoreporterzy oślepiali nas błyskiem lamp fotograficznych, dziennikarze zastąpili drogę do wyjścia, a my, pośrodku tego wszystkiego, staraliśmy się jakoś przetrwać. Przez kilka minut zazdrościłam Haymitchowi, że może mu powiedzieć, co o nim myśli, a nie zastanawiać się jakim cudem zniknąć z pola widzenia dziennikarzy.
– Czy to prawda?
– Dlaczego Peeta chciał zabić Snowa?
– Czy mówił prawdę, że poszli we czwórkę, czy świadek ma rację i był ktoś jeszcze?
– Kim był piąty mężczyzna?
– Katniss, wiedziałaś o wszystkim? A może byłaś tam z nimi?

Za oknami ciemna, ponura i deszczowa noc. Moje ciało zdążyło już zdrętwieć od niezmienianej od kilku godzin pozycji. Nie chcę z nikim rozmawiać, chcę sama uporać się z tym, co zrobił mi Peeta. O ile kiedykolwiek mi się to uda.
Krótki dźwięk oznajmił mi, że idzie ktoś, kto zna kod do drzwi mojego mieszkania. Przez krótką chwilę mam absurdalną nadzieję, że to Peeta, że to wszystko było sennym koszmarem, albo jakimś cudem ich uwolnili. Odwracam powoli głowę i w przedpokoju widzę ubraną w proste spodnie i bluzę z kapturem Johannę. W ręce trzyma ociekający wodą parasol, ale jej spodnie i tak błyszczą się od wilgoci.
– Ubieraj się – wyciąga z torby identyczną, jak jej bluzę i rzuca w moją stronę.
– Nigdzie nie idę – odpowiadam krótko, głośno pociągając nosem. Patrzy na mnie chwilę, jakby zastanawiała się na ile poważnie mówię, a potem podchodzi do kanapy i pociąga mnie za ramię.
– Ja się nie pytam, czy idziesz, tylko każę ci ruszyć dupę z kanapy. Idziemy do więzienia, mamy sporo do obgadania z twoim kochasiem.
– Nie mów tak o nim – warczę na nią, a ona odchyla się lekko i ironicznie się uśmiecha.
– Dobra, mogę o nim mówić, tak jak aktualnie o nim myślę. Wolisz bezmózga, idiotę, czy skończonego kretyna?
– Dobrze – syczę – niech ci będzie.

Budynek więzienia położony jest tuż obok sądu i nie robi dobrego wrażenia. Stare mury ogrodzone są równie starym parkanem, zakończonym zwojami drutu kolczastego. Mocno oświetlony reflektorami umieszczonymi wokół na wieżyczkach wartowniczych, tworzących cztery wierzchołki wysokiego na dziesięć metrów ogrodzenia. Johanna ciągnie mnie mocno za rękaw, gdy jakiś mężczyzna przeprowadza nas pod murem. W środku jest jeszcze chyba bardziej ponuro niż na zewnątrz. Dochodzimy powoli do żelaznej bramy, ktoś z drugiej strony otwiera malutkie okienko i po chwili brama ustępuje. Wchodzimy powoli do środka, Johanna naciąga mocniej nasze kaptury, które teraz zasłaniają nam twarze i ruszamy za naszym przewodnikiem nieoświetlonymi korytarzami więzienia. Po długiej chwili dochodzimy do jakiś zamkniętych drzwi, a eskortujący nas strażnik oświadcza:
– Nie widziałem pań, nie było was tutaj, a ja nic nie wiem.
Johanna kiwa głową i gdy tylko strażnik uchyla na wąską szparę drzwi, obie wsuwamy się do pomieszczenia.

Sądziłam, że wpuszcza nas do celi, ale to rozmównica – prosty pokój z kilkoma stolikami. Za jednym z nich siedzi cała czwórka, wszyscy ubrani w pomarańczowe uniformy i cicho rozmawiają z adwokatem. Peeta chyba wyczuwa moja obecność, bo nagle odwraca głowę w naszą stronę i blado się do mnie uśmiecha. Moja tama puszcza natychmiast – rzucam się na niego z pięściami, bez opamiętania biję go po głowie, twarzy, ramionach. Nawet specjalnie się nie broni.
– Jak mogłeś mi to zrobić?! Jak mogłeś?! – wrzeszczę bez opamiętania na całe gardło.
– Katniss – delikatnie stara się mnie powstrzymać, ale potrzebowałby do tego użyć znacznie większej siły, a chyba tego nie chce.
– Może powinniśmy ją przytrzymać? – głos Connora dochodzi do mnie z oddali.
– Nie widzę takiej potrzeby – odpowiada spokojnie Haymitch i chyba ten jego spokój sprawia, że udaje mi się opanować.
– Dlaczego? – pytam go już znacznie ciszej, lekko zasapanym ze zmęczenia głosem. – Dlaczego mi to robisz?
Peeta tuli mnie do siebie, kryjąc twarz w moich włosach, szepcząc słowa tylko dla mnie. Ale zamiast słodyczy, tną moją duszę jak ostrze noża.
– Nigdy bym sobie nie wybaczył, że umrą za mnie. Nigdy, Katniss. Nie mogę na to pozwolić, nie ja. I obydwoje dobrze wiemy, że na moim miejscu zrobiłabyś to samo. Kocham cię i nawet jeśli mi nie wybaczysz, to umierając będę myślami z tobą. Ale najpierw zrobię wszystko, by ich od tej śmierci uchronić – odsunął się ode mnie, choć nie wypuścił mnie z objęć. Widzę w jego oczach niesamowitą pewność i stanowczość w podjętej decyzji i już wiem, że w żaden sposób nie jestem w stanie go powstrzymać. A może… A może jednak mogę…?
– Dobrze, w takim razie powiem, że to ja byłam piątą osobą, że to ja byłam tam z wami – spoglądam na niego hardo, a za sobą słyszę cichy jęk Johanny.
– Jasne – warczy Haymitch – najlepiej obydwoje dajcie się zabić. Przynajmniej nie będę musiał się zastanawiać, czy jedno… – drzwi sali znienacka szybko się otwierają.
– Prokurator tu jedzie – mówi szybko mężczyzna, który nas tu przyprowadził. Johanna mocno szarpie mnie za rękę i nim mam czas cokolwiek dodać, drzwi zamykają się za nami.

Nie chciałam, by Johanna odwoziła mnie pod sam dom. Potrzebowałam spaceru, chwili na przemyślenie, na obmyślenie jakiejś taktyki. Na pogodzenie się z bezgłośnym „kocham”, gdy drzwi się zatrzaskiwały. Nie wiem co mam robić, nie wyobrażam sobie co będzie dalej, jak będzie wyglądał świat bez niego. Bo wyrok, jaki zapadnie, wydaje się być już przesądzony.

Pod drzwiami apartamentowca ktoś stoi. Początkowo chcę minąć drzwi i obejść dookoła kilka ulic, licząc, że się znudzi i pójdzie. Nie zniosę ani kolejnego dziennikarza. Ale gdy już go mijam, słyszę cichy gwizd i bez zastanowienia wpadam w rozpostarte ramiona. Daję się objąć, utulić łzy. Gale – jak zawsze – zjawia się wtedy, gdy najbardziej go potrzebuję. Bez słowa komentarza, bez zbędnych pytań – po prostu jest, pozwalając, aby wszystkie emocje ze mnie wypłynęły. Kiedy mój oddech wreszcie się uspokaja, delikatnie podnosi moją brodę tak, bym spojrzała mu w oczy. Patrzy uważnie, wzdycha cicho i w końcu pyta:
– Czy kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy nie będziesz przez niego płakać?
– Już chyba nigdy – odpowiadam zgodnie z prawdą, bo wiem, że będę jego śmierć opłakiwać do końca życia.
– Co planujesz? – nie spuszcza ze mnie wzroku.
– Powiem, że to ja byłam piąta. Że to mnie szuka policja.
Gale krótko się śmieje.
– I myślisz, że ktoś w to uwierzy?
– Przekonam ich – odpowiadam ostro.
– Oj tak, jesteś świetną aktorką – spogląda na mnie ironicznie.
– Uwierzyłeś w moją grę pięć lat temu – odburkuję, choć, gdy tylko kończę zdanie, wiem, że to nie było w porządku.
– Katniss – kręci głową – czy tamto na pewno było grą? Czy może raczej nie chciałaś przyjąć do wiadomości innego wytłumaczenia?
– Wiesz, że nie wiem! Przestań mnie nękać! – nie wiem, co mam mu powiedzieć, więc czuję, że rośnie we mnie irracjonalna złość. I boli mnie to, że nie łączy nas już taka przyjaźń, jak kiedyś. Choć dobrze, że w ogóle jakaś nas łączy…
– Wiem, że Mellark zdobył twoje serce o wiele wcześniej, niż ty i ja sądziliśmy. O wiele wcześniej niż jemu się wydaje. A za to co zrobiłem, będziecie mi się odwdzięczać do końca waszych dni – puszcza do mnie oko, na znak że żartuje.
– Niewiele nam ich zostało – odpowiadam bez zastanowienia, ale już po sekundzie dociera do mnie znaczenie jego słów. – Będziesz zeznawać? – uczepiam się tej myśli, jak ostatniej deski ratunku. Mam ogromną nadzieję, że powie tak. Jego zeznania dużo by nam dały. Przede wszystkim ukazałyby ich motywy, a to mogłoby wpłynąć na łagodniejszy wyrok.
– Nie, Kotna – uśmiecha się jak wtedy, gdy mieliśmy naprawdę udany dzień w lesie i na Ćwieku – mam znacznie lepszy pomysł.

23 myśli na temat “150. Inne rozwiązanie

  1. Mmmm… Gale ty cwaniaku, co ty tam kompinujesz? Hmm? Nie moge doczekać się kolejnego rozdziału bo znając Gale’a plan może być iście jedwabisty (taa… staram się nie przeklinać :3 widzicie jak się cudownie staram? xD )
    Kotna załamana. Johanna jak zwykla szczera do bólu. Na koniec Peeta. Jak ja cię walne przez ten pusty łeb to wdzystkie te idiotyczne pomysły ci wybije!!! Ot co!
    I ostatnia sprawa. Mam sprzeczne emocje związane z tym nazwiskiem Asta… Z jednej strony myśle o czymś milszym (nie powiem o co mi chodzi 😛 ) a z drugiej o czymś związanym z rozprawą :/ No cóż… mam nadzieje że wszystko wyjaśni się w sobote 😀

  2. No nieźle… Lubicie nas zaskakiwać.
    Kto idzie ze mną odbić Peeta, Haymitcha i resztę z więzienia? Potrzeby tefal i determinacja. 😀

  3. Wie, jak zwykle zaskakująco 😉 Idealny początek dnia xD Ciekawa jestem co knuje Gale. 😉 Z niecierpliwością czekam na sobotę 🙂

  4. Dlaczego kończycie w takim momencie 🙁 Ja chce dalszą ich rozmowę 🙁 Co ten Gale wymyślił hmmm…. Dlaczego oni nie mogą mieć chociaż miesiąc spokoju 🙁 Czekam z niecierpliwością na następną notkę :*

  5. Ciekawa sprawa tak po szkole… Johanna – jak ja lubię jej szczerość. Fakt, że Peeta chce się poświęcić jest dla Niego taki… naturalny. Ale trochę może sprzeczny z ludzką naturą. Jednak dla niego zdecydowanie naturalny 🙂 No i Gale. Iście diabelski, ale ratujący wszystkich plan raz! Złożenie zamówione, a już niedługo dowiem się, co to za plan 😉 Nie mogę się doczekać.
    Pozdrawiam
    Zniecierpliwiona i zmęczona szkołą MD

      1. Kojarzy mi się to z Astem, ponieważ lato robi czasami na złość ale jednak cieszymy się (przynajmniej ja), że jest

  6. Wiecie co zrobić, żeby człowiek się załamał – skończyć notkę w takim momencie !! Błagam cię Gale zrób coś żeby ich uratować, wzbudzasz moją sympatie już od jakiegoś czasu, ale jak coś zrobisz będe cię wielbić ! Świetny rozdział, czekam na sobotę. Pozdrawiam 🙂

  7. Mam nadzieje, że Gale pomoże… przyjaciol poznaje sie w biedzie…. i jak juz wspomnialam oby nie bylo akcji z rym ich przytulaniem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *