153. Pluszowy miś

Witamy wszystkich ciepło,
Życzymy miłego czytania, czekamy na komentarze 🙂
Kolejna notka – we wtorek.
Pozdrawiamy,
A & A
—-

Pierwszy tego typu artykuł rozbawił mnie do łez, przy drugim poczułam się mniej rozbawiona, a gdy po raz kolejny trzymam w dłoni brukowiec, w którym widać moje zdjęcie wraz z – jak twierdzi nagłówek artykułu – nowym ukochanym, nie bardzo wiem, jak mam zareagować. Spoglądam na Peetę znad kubka kawy i powoli przesuwam w jego stronę gazetę. Zerka przelotnie na papier, potem powoli bierze do ręki egzemplarz i marszczy brwi.
– Co z tym robimy – pyta mnie cicho.
– Nie mam pojęcia, ale chyba musimy coś zrobić, nim jakiś durny pismak narobi jeszcze większego zamieszania.
– Masz jakiś pomysł? – spogląda na mnie uważnie i w tym samym momencie do salonu wchodzi zaspany Peeter.
– Dzień dobry – siada na kanapie po turecku, bierze do ręki pilota od telewizora i momentalnie przełącza kanał informacyjny na bajkowy.
– Peeter, oglądaliśmy to – wiem, że Peeta nie jest zły, może nawet rozbawiony, choć – jak co dzień od tygodnia – próbuje strofować brata, starając się, by jego głos brzmiał stanowczo.
– No cooo? – ma jeszcze zaspany głos, włosy zmierzwione, tak, że każdy jest w inną stronę, a piżama, którą kazał sobie kupić, jak tylko tu przyjechał, dopełnia całości. Mimo jego wzrostu mam przed sobą uroczy obrazek małego chłopca z przesłodką poranną miną.
– No nic – odpowiadam mu. – Chodź na śniadanie.
Z jego ust wydobywa się nieokreślony dźwięk, jakby połączenie jęknięcia, sapnięcia i czegoś jeszcze. Biorę do ręki biało-czarną miseczkę kupioną specjalnie, by pasowała do piżamy, nalewam mleka, wsypuję kokosowe poduszeczki – ulubione płatki Peetera i podaję mu.
– Tylko nie rozlej – puszczam do niego oko, napotykając olbrzymi uśmiech wdzięczności.

Peeta otwiera usta, by coś mi powiedzieć, ale przerywa mu dźwięk telefonu. Niechętnie podnosi się i podchodzi do aparatu, a ja szybko przesiadam się obok Peetera.
– Co chciałbyś dzisiaj robić?
– Newemawy – pada z jego ust.
– Peeter – mówię z uśmiechem – najpierw połknij to, co masz w buzi, a potem dopiero mów, dobrze?
– Bobzie – odpowiada dokładnie w ten sam sposób, a ja wybucham śmiechem, który jednak bardzo szybko gaśnie. Peeta spogląda na mnie uważnie, delikatnym ruchem głowy wołając mnie.
– Beetee sugeruje, byśmy spotkali się z Plutharem – szepcze mi na ucho, kiedy do niego podchodzę.
– Po co?
– Żeby udzielić mu wywiadu i… I wyjaśnić kim jest Peeter – patrzy mi prosto w oczy. – To nie wygląda za dobrze – dopiero „wróciliśmy” do siebie, a ty już chodzisz na spacery po parku w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, trzymasz go za rękę, chlapiecie się wodą z fontanny – patrzy na mnie z uniesionymi brwiami.
– Racja, wczoraj bawiliśmy się świetnie – odpowiadam mu kąśliwie, patrząc mu pewnie w oczy. – Wiedziałbyś o tym, gdybyś był tam z nami. I uważam, że wywiad to najgorsze, co możemy zrobić.
– Co więc proponujesz? – Peeta zaplata ręce na piersiach.
– Dziś cały dzień spędzisz z nami – unoszę dłoń do góry, nie chcę, by mi przerywał, a wiem, że już chce to zrobić. – A jeśli ktoś nas zapyta, kim jest Peeter, powiemy, że to twój brat. To proste – uśmiecham się lekko. Peeta nie wie, że Haymitch przewidział propozycję Beetee’ego i podsunął mi ten pomysł. I to właśnie on, podczas naszej wieczornej rozmowy telefonicznej, powiedział mi, że sędzia dotrzymał słowa – wysłał do prezydenta wniosek o ułaskawienie, a Paul go podpisał. Dzięki temu Haymitch nadal może piastować urząd burmistrza Dwunastego Dystryktu.
– Niech będzie – Peeta przyciąga mnie do siebie i delikatnie obejmuje. – Ale jeśli to nie pomoże, jutro udzielimy wywiadu.
– Dobrze – odpowiadam, całując go w usta.

Jakąś godzinę później, ubrani w wygodne ciuchy, opuszczamy mieszkanie – przed nami dzień pełen wrażeń. Na początek – gokarty. Siedząc w zacienionym miejscu sączę sok pomarańczowy i przyglądam się braciom szalejącym na torze. Nie wiem, czy Peeter jest tak dobry, czy raczej Peeta daje mu wygrać, bo już po raz kolejny to jego starszy-młodszy brat jako pierwszy przekracza linię mety. Na moment zamykam oczy i zwracam twarz ku słońcu, pozwalając, by ciepłe promienie pieściły moją skórę. Jest przyjemnie ciepło, a delikatna bryza lekko drażni moją skórę – z głową opartą o oparcie krzesła, oddaję się tej drobnej przyjemności. Dotyk jego ust jest zaskoczeniem, ale natychmiast rozpływam się, pozwalając mu kontynuować pieszczoty.
– Nie zasypiaj, kochanie – mruczy cicho, przesuwając ustami wzdłuż mojej szyi, docierając do ucha i przygryzając jego płatek.
– Nie zasypiam – odpowiadam lekko chrapliwym głosem. Peeta doskonale wie, jak doprowadzić mnie do tego błogiego, cudownego stanu rosnącego podniecenia.
– Co będziemy teraz robić?- mogę się tylko roześmiać w reakcji na słowa Peetera. Kocham go, ale muszę przyznać, że od czasu przyjazdu do Kapitolu, bardzo skutecznie przerywa nam każdą taką chwilę. I wiem, że robi to całkowicie nieświadomie.
– Teraz… Katniss nauczy cię strzelać – odpowiada pogodnie Peeta. Muszę przyznać, że to niespodzianka nawet dla mnie.

Olbrzymi lunapark tętni życiem chyba o każdej porze, więc i teraz pełno tu ludzi. Peeter jest tak zaaferowany tym, że pokażę mu, jak strzelać z łuku, że nie zauważa nawet tych wszystkich karuzel, diabelskich młynów i zjeżdżalni wodnych. Podchodzimy do stoiska strzeleckiego, tarcze ustawione są blisko, jakieś trzy, może pięć metrów od nas. Do dyspozycji mamy karabin, pistolet, procę i łuk. Sprzedawca, gdy tylko nas zauważa, kłania się nisko i z promiennym uśmiechem wyjmuje spod lady idealną replikę mojej broni z czasów rewolucji.
– Panno Everdeen – podaje mi go z namaszczeniem – czy będzie pani uprzejma skorzystać z tego łuku?
– Oczywiście – biorę go do ręki i choć wiem, że to kopia, to czuję się prawie zawiedziona, że mój głos nie wprawia go w znajome drżenie. Puszczam oko do Peety i pytam Peetera:
– A ty? Z czego będziesz strzelać?
– Z łuku – odpowiada, jakby to było coś zupełnie oczywistego i bierze do ręki ten, który podaje mu od razu sprzedawca. Napinamy cięciwy – Peeter dokładnie kopiuje moje ruchy i niemal równocześnie wypuszczamy strzały. Moja celuje dokładnie w środek tarczy, podczas gdy jego – w jakąś nie do końca określoną stronę.

Bawimy się w ten sposób dobrą godzinę, aż w końcu Peeterowi także udaje się trafić w dziesiątkę, za co otrzymuje wielką pluszową pandę. Cała nasza trójka wybucha śmiechem, a Peeta dodaje:
– Będzie ci pasować do piżamy, braciszku – mierzwi ręką jego włosy.
– Nooo – odpowiada mu Peeter, a ja cierpnę na niespodziewany dźwięk migawek aparatów. Nawet nie zauważyłam kiedy zebrał się tutaj ten cały tłum gapiów, dziennikarzy i fotoreporterów. Wszyscy uważnie się nam przyglądają, wytykają nas palcami. Na twarzy Peetera widzę powoli wypływający cień niepokoju, kuli się w sobie, przesuwa za Peetę, który też widzi co się dzieje.
– Pozwolą panowie – stanowczość i chłód w jego tonie nieodmiennie mnie zaskakują. Wciąż nie umiem się przyzwyczaić do tego, że tak potrafi mówić – że moja narzeczona, mój brat i ja pójdziemy coś zjeść? – rzuca w stronę fotoreporterów, a ja napajam się ich zaskoczonymi minami. Byli absolutnie pewni, że trafili na jakiś dziwny kapitoliński trójkąt miłosny, że udało im się ustrzelić prawdziwą perełkę – zdjęcie całej naszej trójki razem – moi dwaj kochankowie i ja… Uśmiecham się ironicznie – mieszkam od dawna w Kapitolu, a nadal niektóre zachowania… i oczekiwania jego mieszkańców mnie zaskakują.

Po kolacji zjedzonej w małej pizzerii (pizza szybko stała się ulubionym daniem Peetera), idziemy powoli do domu. Kapitol z wolna pogrąża się w mroku, już rozpraszanym setkami świateł. Peeta trzyma mnie za rękę, a idący tuż przed nami Peeter dzierży w ramionach ogromną pluszową pandę.

Gdy dochodzimy do naszego apartamentowca, widzę tam kogoś. Stoi samotnie pod drzwiami wejściowymi budynku ubrana w proste czarne spodnie i dresową bluzę, przez co jest w pierwszej chwili jej nie rozpoznaję. Dopiero kiedy podchodzimy bliżej, a ona zsuwa kaptur z głowy, staję jak wryta. Nie chcę, by tu była, chcę, by sobie poszła, zaraz. Widzę, że dla Peety jej widok jest takim samym zaskoczeniem jak dla mnie. Co dziwne – najlepiej z tą sytuacją radzi sobie Peeter. Spogląda pewnie w stronę Kate i oznajmia z dumą:
– Zobacz jaką fajną pandę wygrałem.
Kate uśmiecha się do niego, ale widzę, że w jej oczach błyszczą łzy. Może dlatego pyta go bardzo cicho:
– Bardzo fajna panda, jak udało ci się ją wygrać?
– Katniss nauczyła mnie strzelać z łuku – odpowiada z uśmiechem mój przyszły szwagier, a Kate blednie po tych słowach, po czym wciąga głośno powietrze i wyrzuca z siebie:
– Peeta, potrzebuje twojej pomocy…

29 myśli na temat “153. Pluszowy miś

  1. Jejku świetna notka, ale ta Kate coś mi tu nie do końca pasuje, no ale wszystko wyjaśni się we wtorek 😀
    Jesteście genialne <3

  2. Ten wstęp z „kochankiem, Kotnej” mnie rozwalił xD gdy to przeczytałam, to było pewne że to będzie Peeter xD Jeny, uwielbiam go… nie wiem czemu ale troche porównuje go do mojego wujka, który mam zespół downa i też zachowuje się jak dziecko mimo swoich 20 paru lat :/
    Dobra, ej bo odbiegłam od tematu…
    PANDA!!! My wiemy że to nie przypadek!!! Pandzianators foreva! XD
    „Trójkącik miłosny” Peety, Kotnej i Peetera… i odrazu przypomina mi się matematyka i 3 pozycje trójkąta (błagam, nie pytajcie czemu ;—; moja koleżanka rujnuje mi psychike ;—; )
    I na koniec, Kate, zmora wszechczasów… Szczeże zrobiło mi się jej troche żal kiedy to przyszła we łzach do Peety… Tak samo jak zrobiło mi się żal Snowa czy Coin 😛 Ona jest jak jej dziadek i ojciec, będzie dążyć do wszystkiego co złe i będzie rujniwać ludziom życie, wykożystując takich jak Peeta, z miękkim sercem…
    To takie podsumowanie notki która genialna jak zawsze :3 Kiedy kończe czytać, mam taki niedosyt, ciągle chce więcej i więcej ale się do tego nie przyznam xD czytanie jest jak narkotyk ;—; jestem narkomanem książkowo-opowiadaniowo-fanfictionowym xD
    No… to… Nie wierze że to mówie ale Poniedziałku, Wtorku przybywajcie!!! 😀

  3. Cudowny rozdział. Teraz najbardziej będę oczekiwać 2 rzeczy: Trailer Kosogłosa (poniedziałek) i następnej notki <3

  4. Jeeeej! Znalazłam nową notkę xD Peeter – U made my day 😀 Wiedźma Kate… Zostawię bez komentarza. Pandzionators!!!!! <3
    Niszczycie mi psychikę, tak wgl. Ja byłam wcześniej niezwykle poważną i inteligentną osobą. Potem poznałam Pandzie… ;*
    Happy MD

      1. Szczerze nie chciało mi wchodzić na stronę, ale fb cały czas byłam i czytałam większości postów. Teraz żałuję, ale przynajmniej jest jeden plus, bo nie musiałam czekam jak się rozwinie dalej akcja. Teraz mi pozostało wraz z innymi czytelnikami czekać do wtorku.
        Pozdrawiam i całuję ♥

  5. KEJT WON! Na cholerę ci On! W Panem jest paredziesiąt milionów ludków, ale akurat Peeta ma ci pomóc? No chyba ją coś pobolewa główka! Ja się tylko zastanawiać, jak ja przeżyć tą próźbę bez bluzga. Chyba trzeba będzie tak jak z próbą milczenia w harcerstwie – będę gryźć nakrętki i zjadać obudowę długopisu, żeby nic nie mówić. A po próbie milczenia zacznę walić tefalem w drzewo krzycząc „HADZIAAAAAA”.

  6. Trafiłam na Waszego bloga niedawno, rozpaczliwie przeszukując internety w poszukiwaniach Peenissów XDD Ogólnie jestem wielką fanką książkowej i filmowej trylogii Igrzysk, dlatego (tak jak chyba większość zresztą) zaczęłam zastanawiać się co działo się po słynnym „real” XD Oczywiście książkowy epilog nie zaspokoił mojej ciekawości, dlatego postanowiłam szukać dalej. Tak też trafiłam tutaj i dosłownie pochłonęłam wszystkie 153 rozdziały w kilka dni, co wcale nie było takie proste ze względu na szkołę. Ale tak jak mówię, nie mogłam się oderwać. Wasz styl pisania jest fantastyczny. Z ręką na sercu przyznam, że czytając w pewnych momentach miałam wrażenie, że mam przed sobą książkę-kontynuację dzieła S. Collins. Naprawdę, kłaniam się nisko, bo przeczytałam w swoim krótkim życiu masę fanfiction i dopiero teraz trafiłam no coś, co w pełni mnie zadowoliło. Po drugie Wasza umiejętność wymyślania wątków nieodstających od fabuły oraz łączenia ich ze sobą jest niesamowita. Uwielbiam też to, że wyjaśniacie to, co nie zostało wyjaśnione w książkach lub czego po prostu nie mogło w nich być, np. co działo się w Dwunastce, kiedy Katniss i Peeta wyruszyli na swoje pierwsze igrzyska. Nic nie wydaje się wyciągnięte z kosmosu, niedorzeczne i wymuszone, tak jak to zdarzało się w moich wcześniejszych doświadczeniach z ff. A co najważniejsze – w Waszym dziele nie wieje nudą, ciągle coś się dzieje (co wcale nie jest bezpieczne dla mnie, bo myślałam, że zwariuję, najpierw kiedy Peeta całował się z tamtą dziewczyną, a później kiedy stracił pamięć XD a potem przyjemniejsza część – czyli skakanie z radości, kiedy w końcu ją odzyskał na rekonstrukcji dożynek. Btw, dosłownie ryczałam, kiedy w śnie pani Mellark Peeta brał ślub z Kate… rly ;___; no, coś długi ten nawias XDD), dochodzą nowe wątki, problemy, nowi bohaterowie, ale jednocześnie nie jest to przysłowiowy „groch z kapustą”, bo każde wydarzenie zostaje pociągnięte do końca i wyjaśnione. Umiecie również trzymać w napięciu z rozdziału na rozdział i tak jak żałowałam, że nie trafiłam na Waszego bloga wcześniej, tak teraz się nad tym zastanawiam, bo jednak nie musiałam czekać na nowe notki w tym niewyjaśnionym napięciu X”D No cóż, ale teraz muszę i będę to robić z przyjemnością, bo to prawdziwa przyjemność czekać na takie cudo :>
    A co do wczorajszego rozdziału: uwielbiam Peetera, jest taki kochany i cieszę się, że teraz spędza trochę czasu z bratem i Katniss. No ale plis, „Nowy ukochany Katniss”, „trójkącik miłosny” – dosłownie płaczę ze śmiechu XD No ale czego można było się spodziewać po bezmózgich kapitolińskich reporterach, którzy zobaczyli Katniss chodzącą za rękę z dorosłym mężczyzną, który w dodatku nie jest Peetą :”D Ale na szczęście Peeta im to dobitnie wyjaśnił i chwała mu za to.
    No ale Kate, hmmm… nie lubię jej (cóż za niespodzianka XD), w końcu to tak jakby Snow. Co z tego, że nic nie zrobiła, albo zrobiła w ogóle zbliżając się do Peety. Jestem ciekawa jaki ma problem i dlaczego to akurat Peeta ma jej pomóc… Nie będę ukrywać, że trochę obawiam się tego, co może się wydarzyć, bo nigdy nie wiadomo co wymyślicie 😀
    Teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że przez tą Kate nie stanie się nic, co znowu mnie zabije XD, życzyć Wam mnóstwa weny i czekać najpierw na poniedziałek i (jeśli przeżyję trailer) – na wtorek.
    Na koniec chcę wam podziękować za to cudo, które tworzycie i przeprosić za ten mój bezsensowny, długaśny wywód (o ile ktokolwiek go czyta XD).
    pozdrawiam~♥

    1. Bardzo sie cieszę, ze chciało Ci się tyle napisać i mam nadzieję, że jeszcze nieraz skomentujesz kolejne notki 🙂 zawsze chcemy pisać takie testy, jakie same chciałybysmy przeczytać i zawsze nas cieszy jak się podobają :):) I – jeśli masz ochotę – zapraszamy do grupy facebookowej 🙂

  7. Jakieś 3 może 4 dni temu zaczęłam czytac tego bloga… Musze przyznac, ze jest lepszy niz niektore ksiazki, ktore czytalam. Posiada niesamowicie wartką akcje, zawsze zaskakujacy zwrot wydarzeń…. Na każdym kroku zostaje potwierdzone stwierdzenie,, ze Katniss i Peeta to rzeczywiscie przekleci kochankowie, za co bardzo dziekuje, ale i po czesci mam ochote odwiedzic z siekiera autora… Przyznaje sie do tego, ze moja mama pewnie uznala mnie za wariatke, gdyz dzisiaj zaczelam czytac mniej wiecej od momentu slubu Jo i caly czas placze… Serio, dawno zadna ksiazka nie wywolala u mnie lez, wiec olbrzymie gratulacje dla autorki….
    Życze weny, ktorej jak widze nie brakuje…
    I mam jedno pytanie: O co chodzilo z tymi mebelkami dla dziecka i czyje one byly? Bo ja z tego co ja zrozumialam to byly one Katniss, co nie ma chyba sensu…
    Licze na szybka odp.
    Z niecierpliwoscia czekam na NEXT…

    1. Dziękujemy (bo nas – Autorki – jest dwie :))
      Co do odwiedzin z siekierą – odradzamy. Najprościej dlatego, że nie będzie miał kto pisać (o konsekwencjach prawnych nie wspominając) 😉
      Co do mebelków – wyjaśnienie jest w 133 i 136 rozdziale – to był prezent dla Amandy i Patricka, (którzy obecnie mają malutką Florę).

  8. Świetne. Od dawna nie było takiej spokojnej, tylko czytałam i szczerzyłam się xd 😛
    I znowu ta Kate się wcina, gówniara jedna. Wstąpiła do gangu, albo jej matka wyrzuciła ją z domu, bo jest w ciąży. Ostatnio taka moda B|

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *