154. Prośba Kate

Witamy,
Trailer robi wrażenie… Ale tym żyjemy od wczoraj, więc dziś – nowe emocje, czyli nowa notka 🙂 Życzymy miłego czytania i czekamy na komentarze 🙂
Pozdrawiamy ciepło,
A & A

Stoi i patrzy na Peetę, a łzy powoli spływają po jej policzkach. Jest w tym momencie taka… taka bezbronna, że nie mam siły – przegrywam wewnętrzną walkę ze sobą. Z jednej strony chcę, by sobie poszła, nie mam ochoty na jej obecność, która przypomina mi jak niewiele brakło, bym go straciła, ale z drugiej strony to jeszcze dziecko, które prawdopodobnie niemało musiało zwalczyć w sobie, by tu przyjść, by prosić o cokolwiek akurat jego…
Jego ciepła dłoń nadal trzyma moją. Stoi i patrzy na nią uważnie, a ja widzę, że on też walczy ze sobą, że waha się, co powinien zrobić.
– Wejdźmy do domu – spokój mojego głosu zaskakuje nawet mnie. Oboje odwracają się w moją stronę z wypisanym na twarzach pytaniem. – Nie będziemy rozmawiać tutaj, nie zdziwiłabym się gdyby już ktoś zdążył nam zrobić zdjęcie… – dodaję, widząc ich reakcję. Nie pokażę, że jest mi jej żal – wolę wyjść na kogoś, kto boi się reakcji opinii publicznej, niż na kogoś o miękkim sercu. Szczególnie w stosunku do niej.

Nie odpowiadają mi, ale Peeta od razu wyciąga rękę, by wbić szyfr domofonu, a jej wzrok zatrzymuje się na mnie. Wreszcie bez słowa, właściwie niemal bez jakiejkolwiek reakcji wchodzi do klatki i sunie w kierunku windy. Kiedy drzwi zasuwają się, zatrzaskując nas w dwumetrowej, lustrzanej pułapce, Peeta głośno przełyka ślinę, ale nim ma czas coś powiedzieć, słyszę głos Kate:
– Nie musiałaś mnie zapraszać – krótkie zdanie, które sprawia, że wzbiera we mnie irytacja.
– Masz rację – odpowiadam kąśliwie – ale nie bardzo pozostawiłaś mi wybór.

Peeta tylko wzdycha. Doskonale wie, że jakakolwiek próba poparcia którejkolwiek z nas, wiązałaby się z natychmiastową reakcją tej drugiej. Wiem, że nie chce kłótni, ale równocześnie to ja jestem jego narzeczoną, to ze mną chce iść przez życie, więc powinien stanąć po mojej stronie. Z drugiej strony to jej ojca zabił, więc na pewno też ma to w głowie…

Wchodzimy do mieszkania – w delikatnym półmroku wygląda na jeszcze bardziej zagubioną, bezbronną, niewinną.
– Peeter, idź proszę, obejrzyj sobie jakąś bajkę. Za chwilę do ciebie przyjdziemy – Peeta jest spokojny i opanowany, gdy zwraca się do brata. Jednocześnie dłonią wskazuje Kate drogę do kuchni. Idę od razu za nimi, nie zostawię ich sam na sam.

Z pokoju szybko dobiega nas znajoma piosenka ulubionej bajki Peetera, a ja stawiam na stole kubki z parującą herbatą. Panuje ciężkie milczenie – jej pewność skończyła się chyba na dole, pod naszym domem, a my nie znamy celu jej wizyty, więc – nawet gdybym chciała – nie wiem jak zacząć.
– Kate – w końcu Peeta przerywa ciszę. Po zwlekaniu, po jego twarzy, po szklistym wzroku domyślam się, co chce zrobić.
– Musisz coś wiedzieć – przerywam mu stanowczo. Nie mam ochoty na słuchanie przeprosin, pewnie wzruszenia po obu stronach, analizy.
– Peeta, spotykając się z tobą, nie wiedział o tym, co stało się z twoim ojcem. Nie masz prawa winić go za to, ani uważać, że cię oszukał.
– Wiem o tym – odpowiada mi zaczepnie, – Zupełnie jak ja nie wiedziałam o tym, że mój ojciec i dziadek byli… mordercami – kończy już mniej buntowniczo, a mnie, po raz kolejny dziś, robi się jej żal. Nagle czuję się tak, jakbym stała obok – widzę przed sobą młodą zagubioną i przerażoną dziewczynę, która nie miała świadomości jak wygląda świat, w którym żyła, co robili jej najbliżsi. Nie brała w tym udziału i raczej nie mogła wiedzieć o postępkach ojca, czy dziadka. Jest dzieckiem, na pewno żaden jej nie wtajemniczał, a plotki raczej też do niej nie docierały – jej reakcja na sali sądowej dość wyraźnie to potwierdziła. Teraz siedzi tu, w naszej kuchni i z jakiegoś powodu jest zdana na naszą łaskę. Aż nadto wiem, jak się czuje.
– Zanim dojdziemy do tego, co cię sprowadza – zmieniam ton na cichy i spokojny. Nie ma sensu, ani potrzeby jej atakować – musimy sobie coś wyjaśnić. Ty i ja – patrzę na nią pewnie, a ona odpowiada mi podobnym wzrokiem.
– Chyba wiem do czego zmierzasz – krótkim spojrzeniem na Peetę potwierdza swój domysł, a ja lekko kiwam głową – przyznaję, od dawna kocham Peetę… Choć chyba wcześnie raczej wydawało mi się, że go kocham. Był moim idolem, wymarzonym chłopakiem z plakatu… Potem, gdy poznałam go bliżej, tylko się w tym upewniłam – w rzeczywistości okazał się chyba jeszcze lepszy niż w moich wyobrażeniach… I będę szczera – nie przepadam za tobą. Właśnie dlatego, że jest z tobą, a nie ze mną. Zresztą, nie znam cię i wasz związek to chyba jedyna rzecz, jaka mi w tobie przeszkadza – odpowiada mi rozbrajająco, wywołując uśmiech na mojej twarzy. W innych okolicznościach chyba mogłabym ją nawet polubić…
– Najbardziej nienawidzę w tobie tego, że prawie udało ci się go mnie odebrać – odpowiadam równie szczerze, nadal patrząc jej w oczy. W tle słyszę chrząknięcie Peety. No tak… rozmawiamy o nim, jakby go to nie było…
– Nigdy mi się to nie udało. Nawet będąc ze mną, zawsze myślami był z tobą, czy to w dobrym czasie, czy nawet podczas waszej największej kłótni.
– Tak sądzisz? – zaskoczyła mnie jej odpowiedź. Ja postrzegałam to całkiem inaczej. Trudno, niech Peeta myśli teraz co chce, ale Kate rozbudziła moją ciekawość.
– Oczywiście – śmieje się krótko, zerkając na niego. – Zapach czekolady kojarzył mu się z tobą, na widok żółtego szala jednej z kobiet zamyślił się na dobre pięć minut. Niczego nie pamiętał, a jednak wszystko kojarzyło mu się z tobą. Wtedy zrozumiałam, że w środku należy do ciebie i nic, nawet żadna amnezja tego nie zmieni. Choć bolało jak cholera, ale nie da się walczyć z cieniem, z czymś nierealnym, z duchem, jakim wtedy byłaś…
– Przykro mi z powodu twojego ojca i dziadka – mówię to niemal odruchowo, choć gdy to słyszę, jestem na siebie trochę zła. Nie znoszę tych sytuacji, kiedy moje usta wypowiadają coś, czego jeszcze nie przemyślałam.
– Mnie też było – odpowiada zwyczajnie, wzruszając lekko ramionami. – Zapewniali mi dostatnie życie, dbali o mnie, ale im więcej o tym myślę tym większą mam pewność, że to było tylko złudzenie, jakaś iluzja dobrego życia, ale pozbawionego ciepła, miłości i zrozumienia. Moja matka zawsze była sama z nami, mojego ojca praktycznie nie było w domu, a dziadka znałam głównie z rozmów telefonicznych i telewizji. Choć on i tak miał dla mnie więcej czasu niż ojciec – czasem odbierał mnie ze szkoły i jedliśmy razem obiad, albo kolację. Czasem też towarzyszyłam mu w jakiś pokazach, prezentacjach. Byłam wtedy taka dumna… – przerywa na chwilę, po czym podejmuje – ale żaden z nich nie zrobił dla mnie nigdy tego, co ty zrobiłaś dla Peety. Ty i burmistrz Ósemki wyciągnęliście tego snajpera chyba spod ziemi – blado się uśmiecha.
– Nie wiedziałam o tym – mówię cicho. Trudno mi już patrzeć na nią, jako na wnuczkę Snowa. Widzę teraz raczej dziecko, któremu runął nagle cały świat. Czuję, że wzruszenie ściska mi gardło.
– Nikt nie wiedział, pilnie strzeżona tajemnica państwowa. Miałyśmy być śliczne w telewizji, uśmiechać się i machać do ludzi, a poza oficjalnymi występami nikogo nie obchodziło, co i gdzie robimy. Za to wszystko odpowiadała mama, a to, co myślimy, czujemy nie miało znaczenia. O to, czy jesteśmy zdrowe, pytano tylko, jak miałyśmy gdzieś się pojawić… Ale wiesz – na co dzień się tego nie zauważa, ja się zorientowałam dopiero będąc w szkole. Rodzice moich koleżanek do nich dzwonili, pisali listy, ze mną rozmawiała tylko mama. Czasem dzwonił dziadek, ale wtedy był w szkole popłoch, więc nawet wolałam, by tego nie robił…

Po tych słowach w kuchni zapada cisza przerywana tylko głosami z bajki. Spoglądam na Peetę, widać, że jest poruszony. Zresztą, znam go na tyle dobrze, żeby być pewną, że jej słowa zrobiły na nim jeszcze większe wrażenie, niż na mnie.
– Jak mogę ci pomóc? – ledwie słyszę jego głos, ale nagle wypowiedziane zdanie sprawia, że i tak lekko podskakuję na krześle, a reakcja Kate jest identyczna.
– Pomóż nam wyjechać – jej oczy znów błyszczą się niebezpiecznie, a po chwili krople toczą się po jej policzkach. – Wszyscy traktują nas tak, jakbyśmy brały w tym udział, jak… potencjalne morderczynie. Nikt już z nami nie rozmawia, nawet moje najbliższe przyjaciółki, a przynajmniej dziewczyny, które za nie uważałam, zerwały ze mną kontakt, unikają mnie nawet na ulicy. Mama straciła pracę, a teraz praktycznie nie wstaje z łóżka. Moja siostra, Beatris, siedzi zamknięta w swoim pokoju, boi się wyjść, odkąd dwóch chłopców na placu zabaw ją pobiło. Nie wytrzymam tego dłużej, pomóż nam – cicho łka.
Peeta powoli wstaje i obejmuje ją ramieniem. Godzinę temu byłabym zazdrosna, a teraz nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia.

– Zadzwonię do mamy – domyślam się, że podpowie, albo prześle lekarstwo, które matkę Kate może postawić na nogi. Doskonale wiem co ta dziewczyna teraz czuje – znalazła się w podobnej sytuacji, jak niegdyś ja, gdy po śmierci ojca miałam na głowie cały dom. Ja sobie w końcu poradziłam, ale spotkałam na drodze Gale’a, który bardzo mi pomógł. A Kate, wychowana w Kapitolu, opływająca dotąd w dostatki, może temu nie podołać. Choć muszę jej przyznać, że i tak wykazała się olbrzymią odwagą, przychodząc tu i prosząc o pomoc. Ja tego nigdy nie umiałam, choć może też nie miałam nikogo, do kogo mogłam się o nią zwrócić…

Może to, co zrobiłam, nie było najlepszym pomysłem, ale widzę w jej oczach cień wdzięczności, kiedy jej przerażona matka i siostra zostają przez wojsko przyprowadzone do naszego mieszkania. Peeta patrzy na mnie zaskoczony, ale i na jego twarzy widzę cień uśmiechu. Co prawda domyślam się, że nie wytłumaczyli im wszystkiego, albo nie uwierzyły, bo ich strach wyraźnie na to wskazuje, ale sama nie mogłam tam iść.
– Dziękuję panom – zwracam się do wojskowych, którzy wprowadzają je do naszego mieszkania – możecie odejść.
Każda z nich trzyma w ręku tylko jedną walizkę, patrzą na nas z lękiem, nie wiedząc co je czeka i dopiero widok Kate trochę je uspokaja.

– Rozmawiałam z Beetee’em – zaczynam cicho, kiedy Peeter zabiera Beatris do salonu i razem oglądają bajki, wtuleni w wielką pandę. – Proszę podać dystrykt, do którego chcecie się panie udać, a my was tam przeniesiemy – mówię najspokojniej, jak potrafię. – Musicie też zdecydować, pod jakim nazwiskiem tam zamieszkacie i czy chcesz kontynuować naukę w prywatnej szkole – dodaję w stronę Kate.
– Co to, to nie – odpowiada szybko, nadal przytulając matkę. – Mama pochodzi z Dwójki, więc może tam znajdzie się dla nas miejsce. A myślę, ze najlepiej będzie jak zostaniemy przy obecnym nazwisku, którego raczej nikt specjalnie nie kojarzy z rodziną Snow.
– Czyli Neve – oświadcza krótko Peeta, a Kate tylko potakuje głową.

Noc spędzają w naszym salonie. Peeta i Kate jeszcze długo rozmawiają w kuchni, kiedy ja czekam na niego w sypialni, słysząc już miarowy i spokojny oddech Peetera. Zastanawiam się, czy nie postąpiłam zbyt gwałtownie. Czy wszyscy sąsiedzi pań Snow… Neve powinni widzieć, że wojsko je wyprowadza? Wtedy wydawało mi się to dobrym pomysłem, ale teraz nie jestem już o tym przekonana. Dałam im szansę stworzenia nowej tożsamości, nowego życia, bez wieloletniego rozpamiętywania tego, co zrobił ich ojciec i dziadek. Tylko czy matka i siostra na pewno chcą tego samego, co Kate? Odcięcia od tego świata pełnego przepychu, bogactwa i samotności…
Mama ma jutro dostarczyć nam lekarstwo. Powiedziała też, że jest dumna ze mnie, że mimo tego, co się wydarzyło, chcę pomóc tym kobietom. Ale czy one kiedyś mi za to podziękują, czy raczej mnie znienawidzą – na to pytanie raczej długo nie poznam odpowiedzi…

– Powiedziała mi, że jestem wielkim szczęściarzem, że jesteś ze mną i że nie powinienem dłużej przekładać decyzji o ślubie – szepcze w moje włosy, kiedy jego lodowate stopy ogrzewają się o moje łydki.
– I co jej odpowiedziałeś? – naprawdę jestem ciekawa, tym bardziej, że jej stwierdzenie całkowicie mnie zaskoczyło.
– To moja tajemnica – odpowiada rozbawiony.
– Peeta – odwracam twarz w jego stronę, by lepiej widzieć go w delikatnym świetle księżyca.
– Powiedz tylko kiedy, ja cały czas czekam na twoją decyzję – odpowiada namiętnie mnie całując.

22 myśli na temat “154. Prośba Kate

  1. Kate x Katniss = najlepszy parring!! Rozdział super, ale coś nie myślę by był to już koniec przygód z rodziną Neve. A przy ,,kobiecej” sprzeczce ryłam ze śmiechu xDDD

  2. Zakończenie notki jest takie słodkie… :’) Och… Normalnie się wzruszyłam. Ale to nic, taki mam dziś dzień wzruszający jakiś 😉
    Pozdrawiam
    Wzruszona MD

  3. Na początek napiszę, że jeszcze do końca nie ochłonęłam po trailerze i pewnie nie ochłonę aż do premiery filmu, dlatego komentarz może być lekko chaotyczny XD Co do trailera – moim zdaniem jest idealny, a wczoraj miałam siłę tylko na oglądanie go w kółko i w kółko :”)
    A dzisiejszą notką poprawiłyście mój zepsuty dzisiaj nastrój, także dziękuję~
    Pi pierwsze – na początku trochę się uspokoiłam, bo Kate nie miała jednak złych zamiarów tak jak się spodziewałam. Nie powiem również, że jej historia mnie nie wzruszyła, a wzruszyła także Katniss XD Chociaż kto wie, może tworzy jakiś podstęp, np. przeciwko nowemu prezydentowi i chce wykorzystać do tego dobre serce Peety :<< Ale to pewnie tylko moje uprzedzenia co do niej i nie stanie się przez nią nic złego, prawda? :C Niech ona i ta jej rodzina zaszyje się w tej Dwójce i niech się nie wychylają, bo ukatrupię :))
    I dlaczego Kate powiedziała Peecie, żeby nie zwlekał z decyzją o ślubie? To trochę nie trzyma się kupy, bo sama przyznała się, że go kocha. I jakoś nie wierzę, że sobie odpuściła *ale keep calm, tapczan, to tylko twoje durne urojenia*.
    A przy końcu roztopiłam się jak ciepłe masełko, bo znów mowa o ślubie, który jakoś nigdy nie może dojść do skutku :<
    Ale wiem też, że w końcu wszyscy się tego doczekamy, tak jak małych Peenissiątek (whatever) XDDD
    Czekam na kolejną notkę i pozdrawiam gorąco~

  4. No,można chyba tą Kate polubić 😉 To teraz dajcie nam w końcu ślub Katniss i Peety błagam 😉 Notka świetna czekamy teraz do soboty 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *