155. Żółta karteczka

Witamy ciepło,
Zapraszamy do czytania i komentowania 🙂
Następna notka – we wtorek.
Pozdrawiamy,
A & A

W półśnie przesuwam ręką po chłodnym materiale. Nie znajdując ciepła, wysuwam rękę dalej, prostując ramię, ale nadal wyczuwam tylko chłód pościeli. Leniwie otwieram oczy, razi mnie delikatne światło poranka, przebijające się przez niedbale zaciągnięte zasłony. Prawa strona łóżka jest pusta, ale na śnieżnobiałej poszewce poduszki, między błękitnymi, haftowanymi kwiatami, przyklejona jest mała, żółta karteczka. Uśmiecham się na jej widok, a ciekawość momentalnie mnie wybudza. Jeszcze na wpół siedząc, na wpół leżąc, biorę ją delikatnie w palce i czytam słowa napisane drobnymi, równymi literami: Dzień dobry kochanie, na twoim miejscu poszłabym do łazienki.

Prosta, mała kartka, ale słowa wywołują od razu uśmiech na mojej twarzy. Od razu wyskakuję z łóżka i bardzo szybko przemierzam odległość do łazienki. Drzwi są zamknięte, ale bez problemu ustępują po mocnym szarpnięciu. Jednak Katniss tam nie ma, zamiast niej znajduję następną żółtą karteczkę, przyczepioną do lustra: O, już wstałeś – zaczynam się głośno śmiać – to dobrze, zapraszam na śniadanie.

Ubieram się najszybciej jak potrafię, poranna toaleta również zajmuje mi o wiele mniej czasu, niż zwykle. To prosta zabawa, nic specjalnego, ale sprawia mi olbrzymią frajdę. Dawno już nie mieliśmy czasu na coś tak miłego i spokojnego. Na coś dla nas…
Zbiegam po schodach, pokonując po dwa stopnie naraz i wpadam do kuchni. Z zaskoczeniem stwierdzam, że jest pusta. Wokół panuje idealny porządek, nigdzie nie widzę nawet okruszka, co nie jest podobne do Katniss i jej sposobu przygotowywania posiłków. Rozglądam się  uważnie, poszukując jakiejkolwiek wskazówki i w końcu znajduję. Tym razem przyklejona jest do dzbanka kawy, mówiąc: Zabierz mnie ze sobą, wychodząc do ogrodu.
Od razu biorę karteczkę i kieruję się do drzwi. Dopiero już przy nich dociera do mnie, że nie o to chodziło. Śmiejąc się w duchu z siebie, wracam do kuchni i biorę do ręki naczynie z parującą kawą.

Poranek jest ciepły, ale o tej porze roku to normalne… Wioska Zwycięzców jest piękna latem – zielone trawniki przed domami, kwitnące kwiaty mienią się setkami kolorów. Całość uzupełnia śpiew ptaków, zapowiadając naprawdę miły dzień. Okrążam dom, powoli wchodząc do pustego ogrodu. Rozglądam się uważnie wokół siebie – byłem pewien, że tutaj ta zabawa się zakończy, ale chyba jednak nie. Na ścieżce, wydeptanej w trawie przez Josha, są strzałki – namalowane na lekko wilgotnych od porannej rosy, karteczkach. Kierując się nimi, dochodzę do obluzowanej deski w ogrodzeniu domu Haymitcha. Kartka umieszczona na nim jest trochę większa, a strzałka wskazuje na dół, co najprawdopodobniej ma oznaczać, że powinienem przejść przez dziurę w płocie. Przez moment zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby wrócić i dostać się do domu mentora normalna drogą, ale skoro Katniss włożyła tyle pracy w przygotowanie tej zabawy, nie chcę wszystkiego zepsuć. Odsuwam lekko sztachetę, odkładając wcześniej dzbanek, żeby nie rozlać kawy i przeciskam się przez przerwę w ogrodzeniu. Czuję się dziwnie, niemal jakbym przekradał się do innego świata. Do miejsca pełnego porozrzucanych zabawek, rowerów i huśtawek. Będąc po drugiej stronie, znów sięgam po dzbanek, prostuję plecy i nieuważnie potrącam stopą mały dzwoneczek, którym zakończona jest drewniana zabawka Elizabeth. Katniss śmiałaby się ze mnie, z tego jak bardzo jestem niezgrabny, z tego, że jakimś cudem zawsze słychać jak idę. W ogrodzie panuje cisza, staram się iść powoli, tym bardziej, że nawet nie wiem, która jest godzina i czy Effie, bądź dzieci przypadkiem nie śpią jeszcze. Wreszcie mijam zakole ogrodu i nagle ciszę przerywają niespodziewane dźwięki… Piosenka urodzinowa naszego dystryktu śpiewana chórem, przez roześmianych ludzi, brzmi świetnie. Są tutaj prawie wszyscy – moi rodzice, Johanna i Paul, Ast i Rose, Haymitch z rodziną i Katniss. Stoi oparta o drzewo i macha w moją stronę dłonią, na której widzę kolejną żółtą karteczkę. Podchodzę bliżej, a wszyscy się rozsuwają, robiąc mi przejście. Kiedy jestem już na tyle blisko, żeby odczytać zapisane na kartce słowa, Josh i Peeter staję między nami. Trzymają w dłoniach olbrzymie pudło i szeroko się uśmiechają.

– Wszystkiego najlepszego, wujku! – krzyczy Josh na całe gardło, a ja nie mogę oderwać od niej oczu. Ślicznie wygląda w tej prostej sukience, z rozpuszczonymi włosami, delikatnie falującymi na wietrze. Przygryza dolną wargę i puszcza do mnie oko, wciąż machając w moją stronę. Gdybym wcześniej nie odczytał zapisanych słów, teraz miałbym z tym problem, ale już zdążyłem poznać przekaz: Szczęśliwych 21 urodzin.

Siedzimy na kocach, jedząc pyszne śniadanie w formie pikniku. Mój ojciec upiekł muffinki – duże kawałki czekolady, zatopione w cieście, przyjemnie rozpływają się w ustach podczas każdego kęsa. Mama Katniss przyniosła chrupiące, pięknie zrumienione tosty, które wyśmienicie smakują polewane miodem. Katniss, oparta plecami o moje zgięte kolano, rozmawia o czymś z Effie, a ja nie mogę przestać się uśmiechać. Wczoraj, przez moment, myślałem, że zapomnieli o moich urodzinach. Dobrze kryli niespodziankę – żadne z nich nie dało po sobie poznać, że jest zupełnie inaczej.
– Wujku, otworzysz teraz prezenty? – z zamyślenia wyrywa mnie głos Josha.
– Jasne – od razu sięgam po sporych rozmiarów pudełko i rozrywam kolorowy papier. W środku znajduję wysokiej jakości płótno, mały zestaw farb i kilkanaście pędzli. Spoglądam zaskoczony na chłopców.
– Jak byłem u was na wakacjach, widziałem, że nie masz takiego miejsca do malowania jak tu, w domu i nigdzie nie było farb, ani pędzli. Dlatego… pomyśleliśmy, że są ci potrzebne, żebyś tam też mógł malować… – Peeter patrzy na mnie niepewnie. Podrywam się z miejsca i mocno przytulam do siebie brata. Jego pomysł mnie zaskoczył – faktycznie w naszym mieszkaniu w Kapitolu nie było miejsca na pracownię, ale na małe sztalugi i niewielki zestaw na pewno znajdzie się jakiś kąt. Kiedy kończę dziękować Joshowi, zauważam wystawioną w moją stronę dłoń Haymitcha. W ręku trzyma niemałą papierową torbę z czymś ukrytym w środku. Wyciągam prezent powoli – to ciemnobrązowa aktówka wykonana z dobrej skóry, stalowe okucia na rantach mienią się w blasku słońca.
– Dziękuję – prezent jest naprawdę piękny i niewątpliwie przyda mi się w pracy.
– Zawartość jest od nas – wtrąca cicho Paul, obejmując uśmiechniętą Johannę. Zaglądam do środka – w środku, tuż przy zamku znajduje się mała zakładka z wytłoczonymi moimi inicjałami. Ale nie to miał na myśli Paul, tylko piękne, czarne pióro ze złotą stalówką i oprawiony, w identyczną jak aktówka, skórę notatnik.
– Niezbędnik doradcy – mruga do mnie Johanna. Zawsze uważałem takie rzeczy za zbytek, ale z drugiej całość rzeczywiście robi wrażenie…

Od rodziców dostaję dzieloną na trzy części ramkę fotograficzną. Z jednej strony są oni wraz z Peeterem, z drugiej – Patrick, Amanda i Flora, a w środkowej części – my. To zdjęcie zrobione na ślubie Patricka, gdy wirujemy w tańcu, zapatrzeni w siebie, uśmiechnięci… Cała moja rodzina – uśmiechnięta, szczęśliwa, razem… Doskonale wiem, gdzie ustawimy ten prezent – na komodzie w naszej sypialni, tuż obok zdjęcia Prim i ojca Katniss. Chyba zawsze brakowało mi takiego zestawu fotografii, czegoś co czasem zmniejszyłoby tęsknotę za nimi podczas pobytu w Kapitolu. Uśmiecham się do matki i ojca, ciepłe promienie słońca padają na ich twarze i dochodzi do mnie, że oni naprawdę teraz są szczęśliwi. Mają przy sobie swoje dzieci, swoją pierwszą wnuczkę i przyszłą synową, którą kochają porównywalną do nas miłością. Widzę spokój na ich twarzach… Wiem, że mój proces sprawił im wiele bólu, Patrick opowiedział mi jak bardzo bali się, że nie uda mi się z tego wyjść cało, jak powoli, po raz kolejny, godzili się z wizją mojej nieuniknionej śmierci. Wiem też, że wtedy ich wiara w Katniss osłabła – mieli jej za złe, że to wszystko przez nią, bo jej wtedy broniłem. Niemniej teraz mam pewność, że to wszystko jest już za nami. Moi rodzice, a zwłaszcza matka zmielili się przez ostatnie lata i wiem, że to co się wydarzyło na zawsze pozostanie w ich pamięci, ale nie zostanie wykorzystane przeciw mojej narzeczonej.

Jej matka daje mi pusty zeszyt, delikatnie się uśmiecha i cicho dodaje, żebyśmy sami stworzyli swój rodzinny album. Przypominam sobie jak razem z Katniss, jeszcze przed drugimi Dożynkami, uzupełnialiśmy ich rodzinną księgę. Ten gest dużo dla mnie znaczy – jest potwierdzeniem tego, że matka Katniss zaakceptowała mnie jako swojego zięcia. Mimo wszystkich wydarzeń ostatniego roku, ona z kolei nie ma żalu do mnie. Wybaczyła mi to, że przez ostatnie miesiące nie było dobrze między mną, a Katniss, a to, co ostatnio Katniss i ona zrobiły dla pani Neve, tylko upewniło mnie w tym przekonaniu.
Spoglądam na moją narzeczoną, ale ciche kaszlniecie Asta zwraca moją uwagę na niego.
– Długo myślałem co ci dać w prezencie – zaczyna tajemniczo się uśmiechając. – Nie było łatwo, ale w końcu wymyśliłem.
– Czemu się boję? – odpowiadam mu rozbawiony.
– Bo masz czego – kilka razy rusza brwiami w górę i w dół. – Dziś, drogi przyjacielu, urządzam ci przyjęcie urodzinowe. Jak głosi tradycja, chłopak w dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin staje się mężczyzną. W twoim przypadku to właśnie dziś i mam zamiar pomóc ci wejść w dorosłość. Zaczynamy o dwudziestej – kiedy kończy, patrzy na mnie z rozbrajającym uśmiechem. Puszczam do niego oko, odpowiada mi tym samym. Obaj wiemy o co chodzi – o rozmowę sprzed sześciu lat. Wtedy mama nie pozwoliła mi zaprosić do domu gości, powiedziała, że jestem za młody na przyjęcia, a ona nie ma pieniędzy na zbędne atrakcje. Powiedziałem wtedy Astowi, że kiedyś sam sobie takie urządzę, a on stwierdził, że mi w tym pomoże. I właśnie dotrzymał słowa. Powoli znów wracam wzrokiem do Katniss. Po chwili zauważam, że nie tylko ja, ale i inni patrzą na nią właśnie. Sięga gdzieś za siebie, ociągając się lekko, a w końcu podaje mi żółtą kopertę z grubego, jakby czerpanego papieru. Wciąż patrząc na Katniss, otwieram ją i wyciągam białą kartkę, którą czytam w skupieniu.
Długo zastanawiałam się nad tym, co mogę ci podarować. Chciałam, by było to coś, co będziesz mógł mieć zawsze przy sobie, coś co pozwoli Ci pamiętać, że zawsze byłeś i będziesz dla mnie jedyną miłością.
Podnoszę na nią zaskoczone spojrzenie, a ona wysuwa w moją stronę zamkniętą dłoń. Podsuwam swoją i czuję chłód metalu.

Medalion jest nieco mniejszy, niż ten, który nosiłem na arenie. Symbol kosogłosa jest dzięki temu bardziej widoczny, a zamek otwiera się identycznie. W środku jest miejsce tylko na jedno zdjęcie, z lewej strony. Zostało już umieszczone – patrzy z niego na mnie moja piękna narzeczona. Nie uśmiecha się – jest poważna, skupiona. Moja, taka, w jakiej się zakochałem. Nie mam pojęcia kiedy zostało zrobione, ale aż trudno mi oderwać od niej oczy. Kiedy w końcu to robię, widzę, że z prawej strony wisiora wyryte są słowa:
Jesteś potrzebny mnie.

42 myśli na temat “155. Żółta karteczka

    1. Boże jakie to słodkie. A ten pomysł z kartkami i przyjęciem u Haymitcha jest świetny. Medalion też super. Chcę więcej takich szczęśliwych notek

  1. Cud,miód malina i w ogóle! 😀 Wzruszyłam się,nooo. Bardzo miłe zakończenie,nie do końca miłego dnia 😉 Cieszę się że wszystko się uspokoiło i oby trwało to jak najdłużej! Mam nadzieję,że teraz to już tylko motyw ślubny i w ogóle 😉 Czekam na wtorek 😀

  2. Piękne! Nic dodać nic ująć. I ten medalion. Już go sobię wyobrażam. <3 Boję się następnej notki. Pewnie też będzie z punktu widzenia Peety. :3

  3. Cudowna notka 🙂 Urodziny Peety, długo na to czekałam. Świetny pomysł z tymi karteczkami 🙂 A prezent od Katniss był taki uroczy, aż łezka mi się w oku zakręciła, cieszę się, że jest wszystko między nimi dobrze, że mają czas na siebie i na swoją rodzine. Czekam z niecierpliwością na datę ich ślubu (czerwiec to taki piękny miesiąc ;D) i na wtorek. Pozdrawiam 😉

      1. Ja napisalam to w połowie żartem. Nie musicie się denerwować, a jeśli już się tak stało to przepraszam za nerwy. Chodzi mi o to, że ostatnimi czasy notki publikowone są bardzo nieregularnie. Dlatego myślałam że skoro musimy czekać nie na czwartek tylko aż na sobotę to, że chciałyście napisać coś więcej. Notka spoko ale krótko się można nią było cieszyć.
        Ps. Jakbym miała wam pisać notki to stracilybyscie czytelników.

        1. That’s OK. Po prostu obie pracujemy na pełny etat, do tego mamy rodziny i różne kwestie po drodze. A pod niejedną notką pojawia się kwestia, że krótkie, że za rzadko, itd. A każda notka to kilka godzin pracy…

          1. Anna i Anna, jak lubiła mawiać moja babcia, Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził 😉 Ja ze swojej strony powiem że dla mnie notki są w sam raz, nie za długie, nie za krótkie, takie żeby spokojnie sobie przeczytać i złapać się na uśmiechu, przerażeniu a nawet łzach 😀

  4. Notka fantastyczna. Pomysł z karteczkami wyśmienity ♥ Przez całą notkę uśmiechałam się do laptopa ♥ Mam nadzieję, że niedługo odbędzie się ślub Katniss i Peety ♥ Jestem ciekawa czy będzie opisana impreza urodzinowa w następnej notce, jeśli tak, to jestem zainteresowana co Ast wymyślił 😀

  5. Team Asta! 😀 cud, miód, malina i kucyk xd kocham takie szczęśliwe notki i kocham was za to że piszecie takie szczęśliwe i nieszczęśliwe notki!

  6. Czemu ja mam wrażenie, że ta impreza organizowana przez Asta nie skończy się dobrze? Popadam w paranoję? Muszę się leczyć? Nieistotne 😛 Z przyjemnością czytam tworzoną przez Was historię 🙂

  7. Cudowna notka z perspektywy Peety. Takie niespodziewane urodzinki. Nareszcie przyjemny spokój i miłość latająca w powietrzu. Czytałam z bananem na ryju, fajnie było wyobrazić sobie Peetę przeciskającego się przez dziurę w ogrodzeniu XD
    A pomysł z medalionem po prostu świetny.
    Pozdrawiam ♥

  8. Jakież to śliczne… Zwłaszcza zakończenie. „Jesteś potrzebny mnie”. Mrr… To takie… wzruszające! Psujecie mnie! Ja się nigdy łatwo nie wzruszałam, a teraz? No nic, jakoś będę musiała ten fakt przeboleć i poczekać do następnej notki i imprezy Asta. Swoją drogą… Z resztą, nie będę się rozpisywać.
    Pozdrawiam
    MD

  9. Wspaniała notka *-* SOOOOOO CUTE ! Może być więcej takich uroczych notek ? Proooszę ♥ Oczywiście czekam na ślub Katniss i Peety :* Jeszcze raz powiem : świetna notka i nie mogę się doczekać kolejnej (as always) ♥

  10. Super rozdział!!! Jak czytałam,że Peeta przeciskał się przez płótnie to normalnie oplułam laptopa 😀 Fajnie by było gdyby mieli dziecko, może zróbcie coś w tym kierunku 🙂 POZDRAWIAM

  11. Znowu cudowna notka <3 Już się martwiłam, bo ostatnio utraciłyście swój cudowny styl. Ale powróciłyście w wielkim stylu 😉 Mam tylko nadzieję na dalszy rozwój akcji :).
    P.S. Nie martwcie się, poczekamy na Wasze notki 🙂 Niech te przejściowe kłopotki szybko się skończą, życzę Wam tego 🙂

  12. No,no,no Katniss się postarała 🙂 Super ten pomysł z karteczkami 😀 A kiedy notka na drugiej stronce ? 🙂

  13. cudny <3 a pomysł z medalionem genialny i ten napis! piękna i wzruszająca 🙂 tego było nam trzeba:3 a pomysł Asta? nie mogę się go doczekać 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *