156. Urodziny

Witamy,
Zapraszamy do czytania i komentowania (tak, bardzo lubimy czytać Wasze komentarze, więc zachęcamy do zostawiania ich jak najwięcej :)).
Następna notka ma szansę być w okolicach czwartku lub piątku 🙂

Pamiętacie konkurs na nazwisko dla Asta? Dziś pojawia się po raz pierwszy, dzięki Zuzie Śliwie, która napisała:
„Ast Chalfon – z hebrajskiego oznacza, ktoś, kto się zmienia, ponieważ jak wiemy Ast na początku był najlepszymj przyjacielem Peety, później starał się zaszkodzić jego związkowi, następnie odzyskał przyjaźń”.
Nie miałyśmy wątpliwości, że to idealne dla niego nazwisko 🙂

Pozdrawiamy,
A & A

Wieczór jest piękny – niebo przybrało delikatną barwę fioletu, jest ciepło, a delikatny wiatr rozwiewa mi włosy. Czuję jego ciepłą dłoń, mocno trzymającą moją, kiedy powoli idziemy w kierunku miasteczka.
– Nie rozumiem – Peeta przerywa ciszę – dlaczego musiał to zorganizować właśnie tam, dlaczego nie mogło się to odbyć u nas w domu?
Śmieję się krótko. Od czasu śniadania Peeta nie wypowiada na głos zwrotu „przyjęcie urodzinowe”, jakby było zakazanym owocem. A może raczej jakby było to coś, czego się boi, co raczej będzie dla niego udręką, a nie zabawą.
– Bo – w moim głosie nadal słychać śmiech – to twoje przyjęcie urodzinowe. I, według tego co mówił Ast, ma być prawie niespodziewane, więc musiał urządzić je gdzieś, gdzie nie będziesz mógł go kontrolować, ani wcześniej niczego sprawdzić.

Spogląda na mnie z ukosa. Ma na sobie dopasowaną czarną koszulę i ciemne spodnie. Białe guziki dodają jego ubiorowi lekkiej fantazji, a podwinięte tuż przed linię łokcia rękawy, dopełniają całości. Wygląda bardzo poważnie, bardzo męsko i bardzo seksownie. Wiatr mierzwi jego włosy i rozsiewa wokół nas – jakże rzadką w jego przypadku – aurę perfum. Nie mogę oderwać od niego oczu – jest taki pociągający, że najchętniej wróciłabym z nim do domu i nie wypuszczała go z sypialni. Ale obietnica, to obietnica. Ast wymógł na mnie przyrzeczenie, że zrobię wszystko, by Peeta nie udał się do miasteczka do czasu przyjęcia, a w tym czasie jego przyjaciel miał realizować swoje plany. Nie do końca mi się to podoba, bo nie mam pojęcia, co on szykuje, ale liczę na to, że nie będzie za nadto szalony.
– Nie wiem, czy ten brak kontroli wyjdzie mi dzisiaj na dobre – stwierdza krótko Peeta. Przez moment przygląda mi się z nieodgadnioną miną, potem puszcza moją dłoń, kładąc rękę na moim biodrze. W następnym ruchu przyciąga mnie do siebie, wsuwając rękę w kieszeń moich spodni. Dzięki temu nie spowalnia moich ruchów, jednocześnie mnie obejmując.
– Boisz się czegoś konkretnego? Coś powinnam wiedzieć? – uśmiecham się przekornie. Mimo wszystko przyjęcie ma być publiczne, więc raczej nie ma co zakładać dziwnych zagrań. Poza tym od wielu miesięcy między Peetą, a Astem jest w porządku, więc nie wiem, czemu dziś miałoby być inaczej.
– Pewnie tego nie pamiętasz – zaczyna cicho, charakterystycznym tonem, który już znam. Zawsze w ten sposób mówi o sprawach, które w nim siedzą, które go bolą. Przyznaję, że zawsze wtedy rodzi się we mnie strach przed tym, co zaraz usłyszę. Nawet ostatnie pięć lat, które znam, było bardzo trudne i wiele się wydarzyło, a są jeszcze kwestie, których nie znam. Nie wiem, do którego ze wspomnień teraz wraca…
– Dokładnie sześć lat temu, tego samego dnia, kiedy mama zabroniła mi zaprosić przyjaciół, a Ast obiecał mi, że urządzi mi kiedyś taką imprezę, złożyłaś mi życzenia urodzinowe.
Przyznaję, że nie pamiętam tego. Dopiero po chwili, wśród wielu innych wspomnień, znajduję to jedno, o które mu chodzi.

Cały dzień spędziłam wtedy z Gale’em, na polowaniu. W sierpniu nie było szkoły, więc mogliśmy sobie pozwolić na całodzienne wędrówki po lesie, co pozwalało nam zarobić tyle, żeby móc odłożyć i przeżyć trudne zimowe miesiące. Zmęczona wielogodzinną wędrówką, z monetami brzęczącymi w kieszeni, powoli szłam z Ćwieka, w stronę domu. Gale jeszcze tam został, targował się z jakimś strażnikiem o skórę młodego jelenia, którego udało nam się wtedy ustrzelić. Nie chciałam mu przeszkadzać, a byłam pewna, że i tak później sprawiedliwie podzieli między nas te pieniądze. I wtedy ich zobaczyłam – Peeta Mellark i Ast Chalfon, jak zawsze nierozłączni. Siedzieli na skraju drogi prowadzącej do Złożyska. Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że coś musiało bardzo zdenerwować Peetę, był wyraźnie roztrzęsiony. Chciałam ich ominąć, nie miałam ochoty, ani czasu na rozmowę, ale wówczas Ast podniósł na mnie wzrok i skinął delikatnie głową, co mnie bardzo zaskoczyło. Dotąd nie sądziłam nawet, że ten chłopak z miasteczka wie, kim jestem. Nigdy nie zwracał na mnie uwagi, ani nie rozmawialiśmy. Miałam ochotę wzruszyć ramionami i pójść dalej, ale odruchowo odpowiedziałam mu tym samym i wtedy nagle także Peeta podniósł głowę. Jego oczy zmieniły się – w pierwszym momencie widziałam chyba żal i ból, a zaraz potem – jakiś niezrozumiały dla mnie, błysk.
– Peeta ma dziś urodziny – oświadczył Ast. Trudno było nie zareagować, więc spojrzałam na tyle pewnie, na ile umiałam, w oczy Peety i cicho wydusiłam:
– Wszystkiego najlepszego.
Nie odpowiedział mi, skinął tylko delikatnie głową i blado się uśmiechnął. Nie rozumiałam tamtego spojrzenia, którym mnie obdarzył, ale teraz…
– Peeta – zaczynam powoli – o czym wtedy myślałeś?
– Kiedy? – odbija natychmiast pytanie.
– Wtedy, na tamtej drodze, w twoje urodziny. Najpierw miałam wrażenie, że byłeś zły, ale potem wzrok całkowicie ci się zmienił.
– Pamiętasz to? – spogląda na mnie szczerze zaskoczony i nagle milknie. Mam wrażenie, że znów ma taki sam wyraz twarzy, jak wtedy.
– Kochanie? – pytam cicho, bo dalej nie wiem, jakie wspomnienia się w nim obudziły.
Peeta patrzy przez chwilę przed siebie, w końcu przytula mnie mocno i odpowiada:
– Sam nie wiem, czemu tak bardzo zależało mi na tamtym przyjęciu. Ale mama stwierdziła, że to zabawa dla bogatych ludzi i jeśli kiedyś taki będę, to mogę je sobie robić nawet co tydzień. Ale jak długo mieszkam w jej domu, to mam sobie wybić z głowy głupoty. Wyżaliłem się Astowi, a on obiecał mi, że kiedyś urządzi mi prawdziwą imprezę. Tylko wcale mi nie to pomogło – byłem cholernie wściekły na matkę, za to, że pozbawia mnie tej drobnej przyjemności, możliwości świętowania moich urodzin. Nie chciałem wiele – planowałem zaprosić Asta, może jeszcze ze dwóch chłopaków z klasy i to wszystko. Ale ona nawet na to się nie zgodziła. Powiedziałem wtedy coś głupiego… – zawiesza na chwilę głos. Zastanawiam się, czy pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, jest równie głupia, jak jego pomysł…
– Powiedziałem jej, że jak mnie za rok wylosują, to będzie żałować, że nawet urodzin mi nie chciała zrobić. Wiem, durny argument nastolatka, nie sądziłem, że się ziści…

Cholera, nie dziwię się, że to w nim siedzi. Wiadomo, że wylosowanie go na Dożynkach nie ma nic wspólnego z tamtą kłótnią, ale ja też w takich momentach się zastanawiam na ile „prosiłam się” o różne wydarzenia.

– A wracając do tamtych życzeń – nie wiem teraz, czy byłem bardziej zły, czy rozżalony. I nagle usłyszałem, że Ast informuje kogoś, że mam urodziny. Podniosłem głowę i zobaczyłem ciebie. Byłaś taka piękna i taka nieosiągalna. Kiedy złożyłaś mi życzenia, choć miałem świadomość, że są trochę wymuszone, pomyślałem, że ten dzień nie jest taki zły. Przez chwilę chciałem się podnieść, objąć cię, przytulić, może nawet pocałować. Ale… – milknie nagle, jakby zmienił zdanie, jakby zdecydował się powstrzymać dalsze wyznanie.
– Ale? – dopytuję po chwili.
– Wiesz, kilka sekund później po raz kolejny zdałem sobie sprawę, że pewnie uciekłabyś nim zdążyłbym zamknąć ręce. I chyba wtedy z całą mocą dotarło do mnie, że dzieli nas przepaść, której nie umiem przeskoczyć. Pomyślałem, że nigdy nie zechcesz chłopaka, który ma problem, bo nie dostał zgody na wyprawienie urodzin. Przecież nie musiałem tego robić w domu – Gale pewnie poszedłby z tobą do lasu i tam zrobilibyście sobie małe święto – czuję, że rumieniec wypływa mi na policzki. Dokładnie tak było – żadne z nas nie było przywiązane do daty urodzin, nie świętowaliśmy ich, bo raczej przypominały nam o kolejnych losowaniach, które nas czekały, a nie o przyjemnościach. Ale jeśli już coś robiliśmy, to właśnie tak – sami, w lesie.
– Wtedy pomyślałem, że pragnąć czegoś, to znacznie za mało. Że i tak nigdy nie spełnię tego marzenia.
– Ale udało ci się, prawda? Czyli jednak wtedy się pomyliłeś – uśmiecham się. Jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu, w którym się wtedy spotkaliśmy.
– Nie, nie pomyliłem się. Gdyby nie całkowity zbieg okoliczności, dziś byłbym piekarzem, jak ojciec. Mieszkałbym z rodzicami, a ty pewnie byłabyś żoną Gale’a.

Patrzę na niego zaskoczona, nie pomyślałam o tym wcześniej. Wyswobadzam się z jego ramion, zwracam ku niemu twarz, on delikatnie się uśmiecha i wtedy lekko go popycham. Upada na pośladki – był pewien, że chcę go objąć, pocałować i dlatego tak łatwo było mi go posadzić. Podnosi na mnie wzrok – jest zaskoczony, a ja z trudem powstrzymuję uśmiech.
– Wszystkiego najlepszego – stoję naprzeciw niego, dokładnie tak, jak wtedy, choć wyglądam inaczej. Nie pachnę lasem i nie ma z nami Asta. – Słyszałam, że masz dziś urodziny i urządzasz imprezę – puszczam do niego oko. Reaguje natychmiast, jakby nagle zrozumiał o co mi chodzi.
– Dziękuję – duka cicho, przyglądając mi się uważnie – mam prawo do prezentu?
Jego pytanie trochę mnie zaskakuje, przecież już dostał ode mnie prezent… Nagle dociera do mnie – on kontynuuje moją grę! Może wtedy chciał właśnie tak postąpić, ale brakło mu odwagi.
Kładę jedną rękę na biodrze, drugą opuszczam wzdłuż ciała. Udaję, że nerwowo szczypię brzeg kardiganu, który mam na sobie. Nie wiem kiedy skończy się przyjęcie, więc do obcisłych czarnych spodni, płaskich butów i bluzki na ramiączkach, założyłam ten wykonany na drutach sweter z dużymi oczkami.
– Masz dziś urodziny, więc tak, masz prawo do prezentu – mówię cicho. Czuję się prawie tak, jakbym sama cofnęła się w czasie. – Co masz na myśli?
Staje naprzeciw mnie, podnosi powoli prawą dłoń do góry i palcem wskazującym stuka lekko w swój policzek.
– Poproszę buziaka – mówi z rozbrajającą szczerością i psotnym uśmiechem.
Podchodzę do niego powoli, wspinam się na palce i delikatnie całuję go w policzek. Nie odwraca głowy, jak sądziłam, daje się pocałować, a potem cicho wzdycha.
– Gdybym wtedy miał odwagę to zrobić… – przyciąga mnie do siebie.
– To pewnie mnie by jej zabrakło. I pewnie uciekłabym – odpowiadam, zarzucając mu ręce na szyję.
Jego usta są ciepłe, miękkie, moje. Zupełnie tak, jak ja jestem jego.
– Jednak nie zawsze to, co wydaje się nam niemożliwe, nie może się zdarzyć – szepczę, kiedy nasze usta odrywają się od siebie.

Na tyłach domu rodziców Peety rozstawiono stół i krzesła. Zapach pieczonych w ognisku ziemniaków rozchodzi się po okolicy. Przyszło kilka osób, głównie naszych znajomych ze szkoły. Wszyscy ściskają dłoń Peety, większość daje mu jakieś drobne prezenty. Nie przeszkadzam im, tylko powoli podchodzę do Asta i pytająco wskazuję palcem aparat na statywie.
– Niespodzianka – odpowiada wesoło, podając mi szklaneczkę z ponczem.
– Nie pozwól jej pić! – głos Peety niesie się przez ogród.
– Dlaczego? – Ast przekrzykuje gwar ludzi zebranych w ogrodzie.
– Bo ja wiem, jak na nią działa alkohol! Nie chcesz tego widzieć! – śmieje się w głos, a zebrani wokół ludzie wtórują mu zgodnie. Peeta wystawia w moją stronę rękę, a ja podchodzę do niego powoli, udając, że się dąsam, ale zaraz muskam jego usta. Wokół słychać kąśliwe, ale żartobliwe uwagi, śmiechy, stukanie szkła.
– Chłopie, gdybyś mi parę lat temu powiedział, że dwa razy będziesz na arenie, obalisz Snowa i zwiążesz się z Katniss, chyba uznałbym cię za idiotę – chłopak, który to mówi, był chyba w starszej klasie, podejrzewam, że jest znajomym Patricka, a co za tym idzie – również Peety.
– Gdyby mnie ktoś powiedział to parę lat temu, też bym tak pomyślał – odpowiada rozbawiony Peeta, zsuwając dłoń na moje pośladki. Wsuwa rękę w tylną kieszeń spodni, a ja czuję jak lekkie mrowienie rozchodzi się przyjemnym ciepłem po moim ciele.
– A teraz zdjęcie – Ast przekrzykuje rozmowy. Ustawia samowyzwalacz i wszyscy szczerzą się do aparatu. Kliknięcie migawki, które na ogół wywołuje u mnie nieprzyjemny dreszcz, kojarząc się z paparazzi, teraz sprawia mi przyjemność.
Po chwili Ast wpada na jeszcze jeden pomysł. Każe obecnym parom ustawić się naprzeciw siebie i każdemu zrobić śmieszną pozę z zamkniętymi oczami.
– Może to być mina – zaczyna tłumaczyć, kiedy ustawiamy się naprzeciw siebie – może być gest, albo poza.
– Ale po co? – dopytuje jakaś stojąca z boku dziewczyna. Chyba przyszła tu sama, bo nie widzę nikogo obok niej.
– Żeby było wesoło – ripostuje Peeta. – Czasami warto zrobić coś dla zabawy – staje naprzeciw mnie i zamyka oczy. Robię to samo.

22 myśli na temat “156. Urodziny

  1. Super notka 🙂 Peeta z Katniss są razem, szczęśliwi-czego chcieć więcej 🙂 Pomysł z imprezą był super, szczerze mówiąc odrobinę się bałam co wymyślicie, ale chyba moje obawy były bezpodstawne. Już nie mogę się doczekać czwartku/piątku. Pozdrawiam 🙂

  2. Wow, genialny pomysł z imprezą dla Peety, i jeszcze te ich zdjęcia na koniec 😀 już to sobie wyobrażam, grupa chłopaków z jedną dziewczyną robiące głupie miny do aparatu xD Pewnie było zabawnie xD
    Ehh… Niby lubie jak są wesołe notki, a jednak odkryłam w sobie zamiłowanie do horrorów i braków happy end’ów… Broń Boże tylko nie słuchajcie mojego popapranego bełkotu!!! WSZYSTKO ma być happy… No dobra, tak gdzieś w 10 rozdziałów przed końcem wszystkiego może się coś spartolić, ale na koniec wszystko jest cutoffnie i ruszoffo xD
    Moje wywody ;—; Ale musze się pochwalić że przez to zachęciłam koleżanke do czytania tego bloga xD Ahh… ten mój dar przekonywania xD
    A tak pozatym, wow to już 156 rozdział… szacun, ja padam zazwyczaj po… prologu xD a rekord to było 20 rozdziałów xD

  3. Coś mi mówi, że to jeszcze nie koniec imprezy i niespodzianek. Swoją drogą cudny rozdział (jak wszystkie zresztą :D). Peeta musiał być wniebowzięty te sześć lat temu, kiedy Katniss złożyła mu życzenia urodzinowe, choćby z przymusu, ale jednak. ‚Rekonstrukcja’ tamtego zdarzenia zaaranżowana przez Katniss, pocałunek w policzek jako prezent i dosłownie się rozpływam. Na dokładkę jeszcze wyobrażenie sobie seksownego Peety w czarnej koszuli, z włosami zmierzwionymi przez wiatr – aż poczułam zapach tych perfum XD

    1. Oj jednak mi się nie wszystko wpisalo xD chodziło o to że cudownie jak zawsze
      a słowa „Jednak nie zawsze to, co wydaje się nam niemożliwe, nie może się zdarzyć” sa piękne <3

  4. pokłony, pokłony i jeszcze raz pokłony… chylę czoła ku waszej wyobraźni… ten pomysł z życzeniami… bomba….

  5. Miło tak sobie poczytać. Znowu spóźniona o dzień z powodu braku czasu i dostępu do Internetu, ale wreszcie mam! Przeczytałam. Uśmiałam się, jak głupia. Trochę wzruszyłam. I chcę więcej!
    Niecierpliwa MD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *