157. Zaręczyny

Witajcie,
Zaręczyny, opisane w poniższej notce, oparte są na wydarzeniach autentycznych. Rzanetnik – jeszcze raz dziękuję, że Wasza chwila na plaży w Grecji była moją inspiracją (A.Sz).
A obie (A.Sz. i A.W.) życzymy Tobie i Dawidowi wszystkiego naj naj na nowej drodze życia 🙂

Następna notka będzie chyba w niedzielę 🙂
Pozdrawiamy ciepło,
A & A

Czuję na ramieniu czyjąś dłoń. Zaskoczona otwieram oczy i widzę przed sobą tego starszego kolegę Peety, który niedawno skomentował jego ostatnie pięć lat. Patrzy na mnie przez moment, przykładając równocześnie palec do ust, dając mi tym samym znak, bym była cicho i szybkim ruchem głowy coś mi wskazuje. Odwracam się w tamtym kierunku i widzę Rose, która stoi z zamkniętymi oczami, a dłonie ma złożone tak, jakby trzymała pistolet… wymierzony w Asta. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie poza jej chłopaka – aż muszę zatkać dłonią usta i przygryzając dolną wargę, powstrzymuję śmiech. Podchodzę cicho do Peety i delikatnie biorę go za rękę, szepcząc mu równocześnie do ucha:
– Otwórz oczy – mój ukochany robi to natychmiast. Od razu uśmiecha się, jednocześnie przyciągając mnie do siebie, aby mnie pocałować, ale odchylam się, unikając tego. To nie nasza chwila.
Kiedy Peeta patrzy na mnie zdziwiony, daję mu głową i spojrzeniem znak. Już po chwili jego oczy błyszczą szczęściem, przypominając równocześnie niemal spodki od filiżanek. Tylko Paul, który również pojawił się na urodzinach Peety (wzbudzając przy tym spore zamieszanie – mimo wszystko większość gości nie ma zbyt często okazji świętowania z prezydentem Panem), patrzy na ten obrazek bez uśmiechu, lekko kręcąc głową. Za to Johanna, wsparta o jego ramię, puszcza do mnie szelmowsko oko, podczas gdy ktoś inny odsuwa nas poza kadr aparatu.

Krótką chwilę potem, może kilka sekund, ustawiona wcześniej migawka wydaje charakterystyczny dźwięk, sprawiając, że również, nieświadoma niczego, Rose otwiera oczy. Nadal stoi w tej samej pozie – stabilnie, na szeroko rozstawionych nogach, nie opuściła też jeszcze rąk, skutkiem czego nadal „mierzy z broni” w środek głowy klęczącego przed nią Asta. Widzę, że i on się uśmiecha, choć nie ma zbyt pewnej miny. Lekko przechyla głowę, wciąga powietrze tak mocno, że aż do nas dochodzi ten dźwięk i w końcu słyszymy:
– Rose Mellark, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Przez moment, przez krótką chwilę w ogrodzie panuje całkowita cisza. Mam wrażenie, że nawet świerszcze ucichły, nie grają już koncertu na swoich długich nóżkach, jakby też chciały usłyszeć odpowiedź. Oczy wszystkich skupione są na nich…
Rose, powoli opuszcza ręce wzdłuż ciała. Nie wiem, czy to nie złudzenie, ale wydaje mi się, że podbródek zaczyna się jej niebezpiecznie trząść. Cisza jest aż namacalna, w końcu odrywam wzrok od tej pary i zerkam na wpatrzoną w nich Johannę. Po jej minie widzę, że i ona zaczyna się zastanawiać, co ma oznaczać tak długie zwlekanie z odpowiedzią. Wreszcie Rose, jakby wybudziła się z jakiegoś snu, rusza powoli w stronę Asta, przez moment nawet nie odrywając od niego wzroku. Przestrzeń między nimi kurczy się z każdym jej krokiem. Nadal czekając na odpowiedź, mam wrażenie, że czas zwolnił – każde postawienie stopy, na lekko już wilgotnej od wieczornej rosy trawie, zdaje się być krokiem milowym. Jedyne co jest wskazówką, to jej pełny uśmiech. W końcu dociera do Asta i pada przed nim na kolana, przyjmując jego pozę. Bierze w dłonie jego twarz, łzy walczą o pierwszeństwo z uśmiechem, a ich usta wreszcie stykają się.

Choć nie słyszę odpowiedzi, odczytuję ją z ruchu warg i domyślam się po zachowaniu. Ast na moment sztywnieje, co mnie intryguje, ale już po chwili rozumiem dlaczego. Jego mięśnie napinają, obejmuje Rose w talii wolną ręką i wstając unosi jak piórko do góry. Kręci się z nią – jej stopy są uniesione kilka centymetrów nad ziemią, jej dłonie zaplecione na jego szyi… W powietrzu słychać głośny, radosny, zaraźliwy śmiech, któremu ulegam i ja, ocierając równocześnie policzki, po których potoczyły się łzy wzruszenia.
– Zgodziła się – Ast krzyczy na całe gardło. Nigdy jeszcze nie widziałam go tak szczęśliwym… Opieram głowę o pierś Peety, słyszę jak mocno bije mu serce. Odwracam się, by spojrzeć mu w oczy i bez zaskoczenia widzę, że błyszczą się mocno w delikatnym świetle księżyca, nie pozostawiając wątpliwości co do jego poziomu wzruszenia. Kiedy w końcu na mnie spogląda, widzę promienny uśmiech:
– Zrobił to – szepcze prawie bezgłośnie.
– Widzę – odpowiadam mu tak samo.

Rose, mocno przytulona do Asta, nadal w powietrzu, z nogami zgiętymi w kolanach, całuje go namiętnie. Jego ręka mocno obejmuje ją w talii, a w drugiej dłoni nadal trzyma otwarte pudełeczko z pierścionkiem. Ta chwila jest ich, nikt nie próbuje im nawet przerywać. Jedynie dźwięk migawki wgryza się w powietrze – to ta dziewczyna, która pytała o sens zabawy w pozy, zdjęła aparat ze statywu i raz po raz naciska wyzwalacz, obracając się przy tym. Robi zdjęcia nam wszystkim – uśmiechniętym, zaskoczonym, wzruszonym. Peeta przyciąga mnie do siebie, delikatnie muska moje usta. W tle znów słyszę migawkę, założę się, że będziemy mieć nowe zdjęcie.

Ciche kaszlnięcie nagle przerywa sielankową atmosferę. Odrywamy się od siebie, szukając źródła. Paul ma dziwną minę, stoi sztywno, z rękami założonymi na piersi. Z tyłu, za nim, widzę Johannę, która prowadzi… Jasmine. Nawet nie wiedziałam, że tu przyjechała. Może jednak nie dla wszystkich plany Asta były taką niespodzianką? A może zupełnie przypadkowo odwiedziła rodzinę? Albo zwyczajnie stęskniła się za dziećmi, których zbyt często nie ogląda – podpowiada mi jakiś głos w głowie. Kwaśna mina Johanny też jest dość dziwna, zastanawiam się o co im chodzi… W końcu udaje mi się złapać wzrok przyjaciółki, którą krótki gestem pytam o powody. W odpowiedzi unosi brwi i przesuwa wzrokiem od nowych narzeczonych, do Paula i jego matki…
– Ratujemy go? – pyta mnie cicho Peeta. Domyślam się, że już wcześniej się zorientował, od kilkunastu sekund nie odrywa wzroku od kuzyna.
– Chyba tak – mówię cicho i głośno dodaję.
– Ast, zdaje się, że o czymś zapomniałeś – mówię na wpół poważnie, na wpół śmiejąc się. Nie sądziłam, że Paul jest tak bardzo przywiązany do tradycji. A w tej chwili wygląda tak, jakby był wręcz obrażony, że nie został najpierw zapytany o zgodę.
– Nie, Katniss – odpowiada mi poważnie Ast – nie zapomniałem, ale chciałem najpierw mieć pewność, że Rose tego chce.
Delikatnie stawia dziewczynę na ziemi, pudełko z pierścionkiem chowa do kieszeni i trzymając za rękę ukochaną, podchodzi do Paula i Jasmine.
– Pani Mellark, Panie Prezydencie – zaczyna spokojnie.
– Prezydentem jestem w Kapitolu, panie Chalfon, tu jestem starszym bratem Rose Mellark.

Krzywię się w duchu. Paul postawił niezrozumiałą barierę, która wcale mi się nie podoba. Zna Asta od dzieciaka, a jako dorosłego mężczyznę – od roku, a zachowuje się, jakby siostrę porywał mu ktoś obcy.
Ast przez moment milczy, widzę jak zagrały mu mięśnie na żuchwie, ale nie odważył się skomentować ostatniego zdania Paula w żaden sposób. Po chwili podejmuje:
– Pani Mellark, Paul – spogląda poważnie na matkę i brata Rose. Jasmine uśmiecha się lekko, choć nawet stąd widzę dwa strumyczki cieknące po jej policzkach, a Paul nie reaguje…
– Zakochałem się w Rose do szaleństwa. Nie chcę i nie jestem w stanie bez niej żyć, jest dla mnie wszystkim. I dlatego proszę, pozwólcie mi się z nią ożenić.
– Ożenić, powiadasz – cedzi Paul, jakby przez zęby, ale jego mina przestaje być taka twarda. Chyba cała sytuacja go bawi. Tak naprawdę on już się zgodził, zresztą chyba nawet nie może zrobić niczego, co by im przeszkodziło. Może im tylko pomóc. W przeciwnym wypadku pewnie oboje by stracił.
– Tak, chcę… Pragnę, jak niczego innego, by Rose została moją żoną.
– A jesteś w stanie zapewnić jej utrzymanie, godne życie na jakie zasłużyła? – Jasmine kładzie Paulowi dłoń na ramieniu, jakby chciała mu delikatnie pokazać, by nie przesadził. W końcu Paul rozplata ręce, jedną przyciąga do siebie Johannę, a drugą obejmuje matkę, całując ją przelotnie we włosy. Podejrzewam, że w ten sposób próbuje ukryć swoje wzruszenie, może i zdenerwowanie.
– Tak sądzę – Ast spogląda na Paula z ukosa. – Mam dobrą pracę, zarabiam przyzwoicie i zrobię wszystko, by niczego jej nie zabrakło.
– A to pewna posada? – widzę jak po twarzy Paula zaczyna się błąkać delikatny uśmiech.
– Tak wygląda – pracuję w Kapitolu, jestem zarządcą pałacu prezydenckiego.
– Aaaa – uśmiecha się Johanna – to zmienia postać rzeczy.
Ast nie reaguje na słowa Johanny, patrzy pewnie w oczy Paula i nawet nie mruga. Paul mierzy go wzrokiem w ten sam sposób.
– Córeczko, a ty go kochasz – głos Jasmine Mellark zmienia perspektywę. Rose, która stoi trzymając mocno dłoń Asta, poruszała dotąd tylko oczami, spoglądając raz na Paula, raz na ukochanego.
– Tak, kocham go – odpowiada cicho, ale pewnie. – I chcę z nim spędzić życie – oświadcza.
– Macie moje błogosławieństwo, dzieci – Jasmine chyba nie ma ochoty sprawdzać, czy jej syn nie ma w zanadrzu kolejnych pytań. W odpowiedzi Paul także uśmiecha się i dodaje – bądźcie szczęśliwi.

Gratulujemy im, ściskamy, całujemy ich rozgrzane szczęściem policzki. Wokół nas robi się wesoło, ludzie zaczynają tańczyć, Ast nie wypuszcza Rose z objęć, gwiazdy błyszczą na niebie, poncz wlewa się do kieliszków, jest fantastycznie…

Podchodzę powoli do stolika, nalewam odrobinę alkoholu do małej szklaneczki, na drugim końcu ogrodu słyszę pełną śmiechu rozmowę Johanny i Rose. Opieram się o stolik, odpoczywając chwilę, gdy słyszę męskie głosy dochodzące zza pnia starej jabłoni.
– Jej jedna łza żalu, jedna zadana krzywda, jeden twój błąd, przez który będzie płakać, a nasza wieloletnia przyjaźń pójdzie w zapomnienie – Peeta mówi cicho, ale jego głos aż drży z emocji.
– Co masz na myśli, Peeta? – Ast jest zdezorientowany. Nie słyszę w jego głosie pewności, którą prezentował nawet przed Paulem, ale raczej olbrzymie zdenerwowanie, może nawet strach.
– Peeta mówi, że jeżeli mojej siostrze włos spadnie z głowy, to popamiętasz nas obu. Czy to jasne? – głos Paula, na co dzień wyuczony już do przemów, jest całkiem inny niż Peety, ale w prywatnych rozmowach znów staje się niemal bliźniaczo podobny, nawet emocje grają w nim dokładnie tak samo…
– Tak – odpowiada krótko Ast. Żaden z nich nie ciągnie tej rozmowy, najwyraźniej wychodzą z założenia, że wszystko zostało powiedziane. Po chwili Peeta wychodzi zza drzewa, w moją stronę. Spoglądam na niego, unoszę brwi do góry, a on tylko wzrusza ramionami, domyślając się, że wszystko słyszałam.
– Czasami trzeba powiedzieć parę rzeczy jasno.
– Właśnie słyszałam – odpowiadam mu nadal zaskoczona. Nie mówię nic więcej, zastanawiając się co zrobiłby, bądź powiedziałby w takiej sytuacji mój ojciec. Nie wiem, co mężczyźni zwykli mawiać wydając córkę, czy siostrę za mąż… Wiem tylko, że zarówno Peeta, jak i Paul chcą chronić Rose, razem zrobią wszystko, by była szczęśliwa. W tym samym momencie czuję ukłucie żalu w sercu, brak mi taty. Brak mi tego, żeby ktoś – tak jak oni – zadbał o moje szczęście. Wiem, że Peeta to zrobi, ale chyba chciałabym, by ktoś powiedział jemu, takim samym tonem, jak on swojemu przyjacielowi, że mam być szczęśliwa. Niemniej nie ma nikogo takiego, Peeta nigdy nie musiał się bać, ani stresować taką rozmową. Nigdy takie słowa nie pozostaną w jego pamięci… Pozwalam się powoli porwać do tańca, suniemy lekko, w takt muzyki, delikatnie się kołysząc. Moje ciało w jego ramionach jest dziwnie lekkie, jakby zwiewne… Czuję się bezpieczna, kochana, spokojna. Kątem oka widzę wtulone w siebie pary, czuję jego ciepłe usta na mojej szyi i dochodzi mnie cichy szept, który równocześnie umacnia mnie w przekonaniu, że Peeta zna mnie świetnie.
– Zaufaj mi, to co powiedziałem Astowi, to nic w porównaniu z tym, co sam usłyszałem od Haymitcha po naszych zaręczynach – jego usta suną po mojej szyi, zatapiam się w tym błogim uczuciu, z zamkniętymi powiekami. Jednak, oprócz Peety, jest ktoś, kto o mnie dba, kto zrobi wszystko, bym była szczęśliwa. Kto może nawet mnie kocha…

22 myśli na temat “157. Zaręczyny

  1. KOCHAM! Haymitch <3 Właśnie sobie to zwizualizowałam. Hahahaha. Ciekawe, co ten Haymitch nagadał Peet'cie…
    Rozbawiona MD

  2. Mamy… ja się rozpłakałam. To takie piękne a Haymich ma u mnie wielkiego plusa! A jdnak cały czas się wywiązywał z tej umowy. Kiedy Peeta zawinił to Haymich miał do niego żal o to że coś mu kiedyś obiecał (mimo iż tego nie pmięta) i się z tego nie wywiązał. Kocham was…

  3. Cudna notka, aż się łezka w oku kręci. Cieszę się, że teraz tak fajnie się u nich wszystko układa 🙂 Jak tylko zobaczyłam tytuł od razu wiedziałam, że Ast coś kombinuje, super 🙂 Pozdrawiam c;

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *