158. Wybór Katniss

Witamy,
Ponieważ zauważamy niepokojący spadek ilości komentarzy, to chcąc Was rozruszać – następna notka pojawi się dopiero, jak pod tą dzisiejszą będzie co najmniej 60 unikatowych (czyli różnych – w sensie, żeby np. jeden komentarz nie został skopiowany 10 razy :)) komentarzy (aczkolwiek nie wcześniej niż we wtorek).
Pozdrawiamy ciepło,
A & A

Nie mogę przestać się uśmiechać – Flora jest śliczna i rozbrajająco słodka. Przez ostatnie kilka miesięcy sporo urosła, a jej buzia, z uroczymi pulchnymi policzkami, otulona kilkoma blond lokami na czubku głowy, sprawia, że nie mogę oderwać od niej oczu. Błękitne oczka podążają za każdym moim ruchem, a większość działań budzi śliczny, rozbrajający, dwuzębny uśmiech. Ubrana jest w białą koronkową sukieneczkę, przewiązaną różową szarfą tuż pod pachami, a małe nóżki z fałdkami wesoło podskakują przy każdym ruchu, kiedy chce zdjąć ze stóp białe skarpetki z różową kokardką.
– Ty tak nie patrz, tylko bierzcie się do roboty – z zamyślenia wyrywa mnie uwaga Amandy. Mam ochotę na ostrą odpowiedź, to nie jej sprawa, a równocześnie czuję rumieniec wypływający mi na twarz.
– I na nas przyjdzie pora – nawet nie zauważyłam, kiedy Peeta wszedł do salonu, ale jego odpowiedź przyjmuję z wyraźną ulgą.
– Tylko nie każcie mi długo czekać – ojciec Peety odpowiada z promiennym uśmiechem, puszczając do nas oko.
– Czy wyście wszyscy powariowali? – Haymitch jest stanowczy. Jego głos, tak różny od używanego ostatnio w tym domu delikatnego tonu, od razu przykuwa uwagę wszystkich, a w szczególności Flory. Na moment odrywa się od zabawy stópkami i spokojnie, wtulona w ramiona babci, patrzy na naszego mentora. Zupełnie, jakby wiedziała o czym mówimy, jakby chciała poznać dalszą cześć wypowiedzi Haymitcha.
– Przecież oni mają dopiero po dwadzieścia jeden lat. Już chcecie ich pchać w pieluchy? – rzuca pytanie w stronę naszych rodziców, a oni wymieniają dziwne, jakby porozumiewawcze spojrzenia.
– Wiesz – pani Mellark mówi cicho i spokojnie – ja w ich wieku miałam już kilkumiesięczne dziecko i…
– I może – przerywa jej bezpretensjonalnie Haymitch – powiesz mi, że ta sytuacja w pełni cię satysfakcjonowała? Może będziesz mi chciała wmówić, że uszczęśliwiały cię kilkurazowe nocne pobudki, zasikane pieluchy i ciągłego zmęczenie?
– Haymitch – Effie próbuje przebić się przez słowa męża, ale nie bardzo się jej to udaje.
– Takie życie wybrałam – odpowiada spokojnie matka Peety, a w jej oczach widzę tę pewność. Przez jedną krótką chwilę mam ochotę zapytać, czy dlatego była tak zgorzkniała i zła na cały świat, jaką ją nieraz widziałam, ale w porę gryzę się w język.
– Ale chyba wiem, do czego zmierzasz – zawiesza na moment głos. – Katniss i Peeta prowadzą zgoła odmienne życie, mają pracę, odnoszą sukcesy, cieszą się sobą i tym, co im to daje. I z żalem – puszcza oko do Haymitcha – muszę ci przyznać rację, w ich wypadku chyba jeszcze nie pora na dziecko.
– Dziękuję – Haymitch podnosi rozłożone ręce do góry, jednocześnie spoglądając na nas.
– Haymitch – Peeta przyciąga mnie delikatnie do siebie – ten jeden raz pozwól, abyśmy to my podjęli tę decyzję, dobrze?

W reakcji na jego słowa uśmiecham się promiennie. Nie sądziłam, że on, pragnący tego dziecka, będzie bronił mojej decyzji. Jestem mu wdzięczna za to i za fakt, że nie naciska na mnie w żaden sposób. Może kiedyś wrócić do tego, ale dziś, teraz przepełnia mnie błogie poczucie szczęścia i świadomości, że bez względu na swoje odczucia, stoi murem za mną. Wspinam się na palce, delikatnie przykładam usta do jego policzka i ledwie muskam jego skórę. Odskakuję zaskoczona – jeszcze nigdy tego nie czułam. Jego skóra jest inna od tej, jaką znam – lekko szorstka, chropowata. Podnoszę dłoń, przesuwam po policzku i czuję, że na jego twarzy pojawia się delikatny zarost. Dochodzi do mnie, że to, co wstrzyknęli mu jeszcze przed pierwszymi Igrzyskami, przestaje działać…

Byłam w swoim życiu zaledwie na kilku chrztach w Dwunastce. Zawsze wyglądają tak samo – dziecko, ubrane w czyste, odświętne ubranko (na tyle piękne, na ile stać rodziców), trzymane jest w ramionach przez jedno z chrzestnych, stojących na środku największego pomieszczenia w domu. Naprzeciw nich stoją rodzice, trzymają w dłoni zwykłą tacę. Na niej leżą dwie rzeczy – babeczka, apetyczna, ale bez ozdób, które przyciągałyby uwagę dziecka, a obok – mały kawałek czarnego węgla. To chwila, w której następuje moment wyboru, chyba pierwszego w życiu takiego malucha. Wyboru, który określi dalszy życie tego dziecka. Czy – sięgając po węgiel – określi, że będzie pracowało ciężko, za marne grosze w kopalni, czy – wybierając babeczkę – wywróży sobie mieszkanie w miasteczku i będzie wieść znacznie spokojniejsze i zasobniejsze życie.

Nie dziwi mnie, że Flora pewnie sięga po babeczkę – nieraz już ją jadła. Jej mała, pulchna rączka odrywa kawałek i pakuje wprost do swojej buzi, a do mnie dociera smutna kwestia. My, dzieci ze Złożyska, chyba zawsze wybieramy węgiel. To on wysypuje się z butów naszych ojców wracających z pracy do domu, to jego pył gości w naszych domach, to on jest elementem naszego życia. Jeszcze nigdy nie widziałam chrztu dziecka z Miasteczka, ale jestem prawie pewna, że one z kolei zawsze wybierają babeczkę. Każdy z maluchów wybiera to, co dobrze zna – dla nas jest to węgiel, a dla nich babeczka.
– To dziwne, a jednocześnie piękne – szepcze cicho Effie, a odpowiada jej tylko lekkie sapniecie Haymitcha.
– Może i masz rację – pan Mellark mówi cicho i spokojnie, jednocześnie sprawiając wrażenie zamyślonego. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby jakieś dziecko wybrało węgiel – spogląda na mnie z ukosa, jakby nad czymś się zastanawiał.
– Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby jakieś dziecko wybrało babeczkę – odpowiadam bez zastanowienia. Po ich minach widzę, że chyba powinnam była zachować to dla siebie. Ale ojciec Peety, choć zapewne nieświadomie, jakoś dziwnie sam wezwał mnie do ujawnienia moich przemyśleń…
– Dzieci ze Złożyska rzadko to robią – odpowiada smutno Haymitch – dla nich babeczka to coś nieznanego, dziwnego, więc wybierają coś, co już znają, co kojarzy się z rękami ojca i podłogą domu, po której raczkują.
– Co masz na myśli? – dopytuje Effie, kiedy siadamy i przyglądamy się Florze zajadającej w najlepsze słodkie ciastko.
– Nie wiem skąd wziął się ten obrzęd, ale jest dziwny – Haymitch nadal mówi powoli, jakby w zamyśleniu. – Nie świadczy o tym, jakiego życia zazna nasz potomek, a raczej o tym, co króluje w naszym domu – widząc niezdecydowaną minę żony, dopowiada. – Patricku, czy to pierwszy raz, gdy pozwalacie Florze zjadać takie przysmaki?
– Nie – odpowiada Patrick. – To nie jest jej pierwszy raz. Ona ma słabość do słodyczy, a dziadkowie to wykorzystują – spogląda lekko krytycznie na rodziców.
– I o tym właśnie mówię – stwierdza Haymitch. – Dzieci wybierają to, co jest im znane, nie to, co wedle gwiazd, przeznaczenia, czy czego tam jeszcze jest im zapisane. A potem często są wychowywane w przeświadczeniu, że będą pracować do śmierci w kopalni, albo opływać w wyimaginowane bogactwa w Miasteczku.
Wszyscy spoglądają na niego zaskoczeni. Tymczasem ja doskonale wiem, o czym mówi i bardzo się z tego cieszę.
– Czyli, jak dobrze zrozumiałem – włącza się do rozmowy Peeta – chodzi ci o to, że ja wybrałem babeczkę, Katniss węgiel, a nasze życie potoczyło się zupełnie inaczej?
– Dokładnie o to mi chodzi – ripostuje Haymitch, a Flora zaczyna się niecierpliwić na moich kolanach. Zdążyła już pochłonąć cały przysmak i najwyraźniej ma ochotę na jeszcze.
– Nieważne co się wybierze, ważne jak się żyje – Haymitch z promiennym uśmiechem rozpiera się na krześle i patrzy na wszystkich wyraźnie z siebie zadowolony.

Moja matka milczy, patrzy gdzieś w dal, podobnie jak rodzice Peety. Najprawdopodobniej wspominają dzień naszego chrztu, wybór przez nas dokonany i myślą teraz o tym, że ten zwyczaj faktycznie może nie mieć sensu. Opieram głowę o ramię Peety, a Flora pochłonięta kolejną babeczką ukradkiem podarowaną jej przez dziadka, cicho pomlaskuje.
– Przykro mi Haymitch – chwilową ciszę przerywa moja mama, spoglądają na mentora lekko szklistymi oczami – ale w twojej teorii jest drobna luka. Niewielka, ale jednak – spogląda na mnie ciepło.
– Jaka? – Haymitch mruży oczy.
– To wszystko, co powiedziałeś, ma jakiś sens, jest logiczne. Ale moje doświadczenie pokazuje, że jednak gwiazdy, przeznaczenie, czy jakkolwiek to nazwiemy, jednak istnieje.
– Masz na to jakiś dowód? – dopytuje Haymitch, a z tonu jego głosu zgaduję, że nie odpuści łatwo.
– Nawet nie wiesz, jak byliśmy zaskoczeni z Janem, kiedy Katniss sięgnęła po babeczkę – odpowiada moja mama spokojnie. Patrzę na nią z szeroko otwartymi ustami. Ja wybrałam babeczkę? Jakim cudem? Mama nigdy nie opowiadała mi o moim chrzcie, aż do teraz.
Podchodzi do mnie powoli, delikatnie kładzie mi dłoń na ramieniu i cicho mówi:
– Najpierw uważnie przyjrzałaś się tacy, wyciągnęłaś rączkę, jakbyś nie była pewna tego, co chcesz zrobić. Potem spojrzałaś na nas oboje i po chwili trzymałaś w rączce kawałek ciasta. Jadłaś go z niesamowitym apetytem, ale też wyciągnęłaś kawałki do nas. Nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć, nie chwaliliśmy się tym za bardzo, bo nie znaliśmy nikogo, czyje dziecko postąpiłoby tak samo. Widać zawsze taka byłaś – walczyłaś o swoje, jednocześnie pamiętając o innych, Kochanie. I zobacz, gdzie cię to zaprowadziło – pochyla się i delikatnie całuje mnie w głowę. A potem szepcze:
– Ja wierzę w przeznaczenie.

Haymitch przez całe popołudnie siedzi dziwnie naburmuszony, jego spiskowa teoria chrzcielna została drastycznie obalona przez moja mamę i chyba trochę przeze mnie. Przez moment jest mi nawet trochę głupio, ale po chwili o tym zapominam.

Idziemy powoli droga prowadzącą do Wioski Zwycięzców. Mijamy znajome drzewa, krzewy, kamienie. Nie rozmawiamy, po prostu trzymamy się za ręce, każde zatopione w swoich myślach. Cały czas wraca do mnie fakt, że wybrałam inaczej jak wszystkie dzieci ze Złożyska.
– Od zawsze byłaś indywidualistką – Peeta spogląda na mnie lekko przechylając głowę, a jego kciuk delikatnie muska wnętrze mojej dłoni.
– Tak sądzisz? – pytam tylko, bo nadal nie bardzo wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.
– Sadzę, że przeznaczenie istnieje Katniss i nasze wybory są tylko złudzeniem, bo tak naprawdę skrzętnie realizujemy plan, od dawna zapisany dla nas w gwiazdach.
– To by znaczyło, że nasze życie nie ma sensu. Po co wybierać, skoro i tak wszystko jest zapisane? A skoro już – wiesz może, co gwiazdy zaplanowały nam na dzisiejszy wieczór? – pytam go, lekko się uśmiechając. Dziś jestem już zbyt zmęczona, żeby podejmować się takich rozważań, jakie chyba proponuje.
– Tego nikt nie wie – odpowiada mi bardzo poważnie. – Ale wydaje mi się, że czeka nas miły wieczór – delikatnie całuje moją dłoń, przepuszczając mnie przodem w drzwiach naszego domu.

75 myśli na temat “158. Wybór Katniss

  1. Cóż za hmm…filozoficzna notka. Taka wiecie,z głębią i w ogóle. Nie mam oczywiście nic przeciwko,ale dawno nie było takich głębokich przemyśleń 😉 A przy zawodzie Haymitcha,aż wyobraziłam sobie jego minę i nie mogłam przestać się śmiać 😀 Fajny motyw z chrztem i tym wyborem, taki pomysłowy. Chcę więcej! 😀

  2. Aahhhaaaaaawww…. Węgiel babeczka, brzuszek, kokardki aaaaaa…. Już rozumie. CO TO ZA SZANTARZ!?!?!? MAMY NIE RÓBCIE TEGO!
    NOTKA IDEALNA

  3. Notka super 🙂 Oj ten nasz Haymitch filozof hehe a jak matka Katniss powiedziała o babeczce, jai naburmuszony hehe 🙂 Tak czekamy na ślub w końcu 😉

  4. Dobra mamy chciałyście unikatowy komentarz to macie: wytłumaczy mi ktoś wartościowość pierwiastków. Dobra a teraz do rzeczy. Haymitch i jego mina musiała być bezcenna. Katniss i babeczka- odważny wybór, że wzięła coś nieznanego xdd /Zyś

  5. Teraz blog i grupa nie będzie kojarzyła mi się tylko z pandami ale też z babeczkami. Ale czemu babeczki? 🙂 Katniss-Babeczka, Peeta -babeczka. Czyli dwie babeczki = <3 . Mam nadzieję, że nic nie pomyliłam z babeczkami. 😀

  6. Hmmm… Unikatowy komentarz… Chyba nie potrafię. I konstruktywny też raczej nie będzie, ale mam nadzieję, że się liczy, bo nie chcę zbyt długo czekać na następną notkę. Babeczki, Haymitch, Flora, Katniss z babeczką, która już jako dziecko w sumie wybrała Peetę… I kocham ten filozoficzny nastrój, bo sama jestem trochę filozofką 🙂

  7. kiedy doszedł ten wątek, że Katniss wybrałam węgiel, już miałam wątpliwości 😀 faktycznie, notka z lekka filozoficzna, ale genialna! 🙂

  8. Peeta będzie musiał rano się golić Katniss będzie musiała przyzwyczaić się do zarostu narzeczonego 🙂 Fajny obrzęd dotyczący chrztu Flory 😮

  9. Świetna notka 🙂 Strasznie podobał mi się ten motyw z ciążą Katniss i to jak Peeta zaregował. Świetny pomysł na chrzest, fajnie, że wymyślacie nowe obrzędy i tradycje z dystryktów. Ta opowieść o przeznaczeniu-taki trochę filozoficzny motyw, skłaniający do refleksji. Byłam zaskoczona kiedy mama Kat powiedziała o tym, że wyżej wymieniona wybrała babeczkę. Jeszcze raz-super notka.
    Pozdrawiam 🙂

    P.S Peeta z zarostem !!! Taak :3

  10. Interesująca notka 😉 nie spodziewałam się tego, że Katniss wybierze babeczkę 😉 Miłe zaskoczenie 😀 Jednym słowem – Katniss od zawsze była odważna i stawiała na swoim <3 końcówka notki słodkości :*

  11. Notka taka… Taka z głębi. Bardzo hmmm z filozoficznym podejściem. No ale i tak super ^^ a co do tych komentarzy: nasze pandzie mamy są wymagające. Ale i doprze robią. Powinno się wymagać. Ale to jest przecie szantaż! Lecz, czy pandziątka dadzą radę? TAK DAMY RADĘ :DD

  12. Notka, która ma zaskakujące wątki – najpierw poruszenie tematu ciąży, następnie zarost Peety <3 omomom, później chrzest małej 😀 a na końcu babeczka Katniss <3 no Kotna od małego wiedziała, że babeczka Peeta będzie jej i teraz mamy dwie babeczki <3 soo sweet :*

  13. Taka urocza notka *-* daje do myślenia. Katniss i babeczka – nieprzewidywalne 😀 Peeta z zarostem – wyjątkowe jak i to, że staje w obronie Katniss co do dzieci – chociaż mimo wszystko czytałoby się z wielkim zainteresowaniem to, że Katniss zgadza się na dziecko – ale do tego to na 100% jeszcze mamy czas mam nadzieję, że najpierw będzie ten wyczekany ślub :*

  14. No to skoro jest potrzeba komentarzy to i ja pierwszy raz się wypowiem 🙂
    Czytam Waszego bloga od około 60 rozdziału, ale jakoś nigdy nie miałam „odwagi” skomentować.
    Niestety Igrzyska Śmierci przeczytałam dopiero niecały rok temu i miały tylko jedną wadę – za krótko, za mało Katniss i Peety (chociaż to, że z tych książek nie wylewał się lukier z powodu nadmiaru pięknych scen z K&P doceniam absolutnie, bo w końcu ktoś opowiedział piękną historię bez zasłodzenia czytelników). Wasz blog dał mi to, czego chciałam – kontynuację książki. Ba, doskonałą kontynuację książki 🙂 na tyle doskonałą, by żyć od notki do notki i czekać na każdą już po przeczytaniu aktualnej. Ostatnio już nawet zaczęłam się gubić, co było w książce, a co na Waszym blogu 😀 chyba pora przypomnieć sobie oryginał (szczególnie, że sama też zaczęłam pisać, a nie chciałabym czegoś „ściągnąć” od Was).
    Dziękuję Wam za to, że piszecie i jak piszecie. Dzisiejsza notka świetna, historia z Katniss i babeczką rewelacja 🙂
    Ostatnio jednak najbardziej podobała mi się część o tym, jak Peeta szedł za żółtymi karteczkami w swoje urodziny, była taka… ciepła, cudowna! Czytałam ją w kawiarni i uśmiechałam się jak szalona do telefonu, aż ludzie się gapili skąd to tyle szczęścia w człowieku 😀 podziwiam Waszą zdolność do przekazywania emocji, coś pięknego.
    Życzę Wam dużo weny, a mi pozostaje czekać na kolejne wpisy, pozdrawiam 🙂

  15. Super notka.

    Od jakiegoś czasu jest (jak dla mnie) mało pozytywnych emocji typu: wspomnienia z dzieciństwa, wyznawanie sobie miłości, opowiadanie co pomyśleli kiedyś w jakiejś tam sytuacji.

    Brakuje mi tego. :/

    Notka na specjalnym blogu. Proszę 😛

    B
    A
    B
    E
    C
    Z
    K
    A
    <3

  16. Ja to generalnie się trochę cykam bo już chyba 3 notki z rzędu kończyły się pozytywnie:D teraz tylko czekać na wielkie BUM..

  17. Zupełnie nie spodziewałam się wybrania przez Katniss babeczki ! Ale to piękne! Już jako dziecko dbała o innych :3 Wspaniała notka ! ♥♥♥

  18. Naprawdę fajny ten obrządek w babeczką i węglem 🙂 Haymitch-ojciec musiał się chyba poczuć zawiedziony, no bo kurde, on takie teorie snuje i filozofuje, a tu mu kobieta z babeczką wjeżdża i cała teoria w gruzy. W ogóle polubiłam bardzo waszego Haymitcha, taki opiekuńczy i „ojcowaty” się zrobił. A Peeta z zarostem… Tak, tak, tak, zdecydowane tak! O jeny, ale ja nieskładniowo piszę, medal dla osoby, która to zrozumiała

  19. Notka cud 🙂 ciesze sie ze Anie zwrocily uwage na ten watek z zarostem bo zawsz mnie to zastanawialo dlaczego Peeta go nie ma w blogu. Ale mam podejrzenia ze znowu cos sie wydarzy 😀
    Jak inni jestem za notka na drugim blogu

  20. ale fajnie! chrzest i wgl 🙂 wszyscy szczęśliwi,nie przerywjacie tego bo sie fajnie czyta jak sie im dobrze układa 😉

  21. Notka świetna, Peeta nareszcie będzie mieć zarost :3 babeczki, węgiel, chrzest wszystko super wymyślone i naszym mamom na szantaż się wzięło xD

  22. Hmmm… Powiem tak czytan bloga już dosyć długo i zawsze gdy tylko wchodzę na bloga i widzę nowy tytuł to zaczynam się cieszyć jak małe dziecko xd. Świetny pomysł z tym wyborem przy chrzcie, zupełnie inny niż ten który przeważnie znamy. Mam nadzieje że ten komentarz jest dość sensowny i zachęci do pisania bo jesteście niesamowite i wg świetne w tym co robicie a więc życze weny i niech los zawsze wam sprzyja :* ;*

    1. Właśnie wygrałaś konkurs pt. „Opisz w jednym zdaniu postać, której nie da się opisać w jednym zdaniu” 😀 Naprawdę, ten gość jest świetny

  23. Jako że nie zdążyłam skomentować ostatniej notki, to jeszcze do niej wrócę. Bo te zaręczyny były piękne. A ja jestem tak okropnie ciekawa, co takiego Haymitch powiedział Peecie po ich zaręczynach. Mam wielką nadzieję, że do tego wrócicie 🙂
    No i dzisiejsza babeczka, która jakoś tak od razu skojarzyła mi się z Peetą. Katniss od zawsze wiedziała co dobre. Wybrała babeczkę i obaliła teorię Haymitcha :DDDD

  24. Ok czy tylko mi sie kojarzy zarost Peety z śmiesznym zarostem Josha….? I tak tez poczulam w tym ukryty watek Peeta- babeczka Gale- wegiel…. och wy Anie och wy!

  25. Jeeej. .. ostatnio bardzo dawno mnie nie było :/ więc dziś przeczytałam 5 rozdziałów na raz ^^ notka jak zawsze boska <3 teraz widać że Katniss od zawsze ciągnęło do wypieków , czyli tym samym do piekarza 😀 Peeta w zaroście będzie jeszcze bardziej męski … Myry myry <3 <3 <3

  26. A ja myślę, że ten malutki szantażyk to dobry pomysł, coraz mniej osób sie udziela i musimy to zmienić 😀 Tak dobrze jest czytać, że wszystko sie układa, zecydowanie wolimy rozdziały pełne szczęścia i miłości 😀 No i czekamy na ślub <3

  27. No, no, no, czyżby czekała nas notka wtorkowa na drugim blogu? 😀 Nie spodziewałam sięę tej notki tak szybko, musicie częściej robić takie niespodzianki ;D

  28. czy po tej końcówce możemy się spodziewać rozdziału na drugim blogu ? :3 a co do dzisiejszego , bardzo mi się podoba pomysł z babeczkami i węglem. ale nie róbcie Peecie brody :((

  29. Notka świetna, mam wrażenie że te babeczki i węgiel to taka metafora co do Gale’a i Peety <3
    Czekam na kolejną!

  30. UUU szantażyk 🙂 Nie no co będziemy mówić skoro czytamy jakoś kulturalnie jest napisać co sądzimy tak co którąś notkę , ale ale… Rozwija się, ja już myślałam że na końcu będzie decyzja, że starają się o dziecko … Ech wyobraźnia 😛

  31. Woohoo! To ja dodaję 60 komentarz i proszę notkę teraz-zaraz-natychmiast 😀
    Kocham takiego naburmuszonego Haymitcha ♥

    1. We wtorek będzie 🙂 (włączylo mi się teraz marzenie – a może dobijemy do 100?) ale to juz tylko marzenie 🙂

  32. KATNISS WYBRAŁA BABECZKĘ!!! No tego sie nie spodziewalam.
    Rozdzial cudowny, z reszta jak zwykle…
    Uwielbiam ten moment, kiedy dowiaduje sie od czego wziął sie tytlul♥♥♥
    Weny życzę :*

  33. Ja też wypowiem się po raz pierwszy. Bardzo mnie zaciekawiły dalsze losy. Zarwałam kilka nocy, bo nie mogłam się doczekać co będzie dalej.Teraz jest sielanka, a mi brakuje akcji, może przydałby się jakiś psychofan Katniss, który na początek przysyłał by jej listy. Mam nadzieję, że długo będziecie tworzyc dalsze rozdziały. Pozdrawiam

  34. Ale swietnt rozdział. Nie niszczcie im teraz wszystkiego. Niech nikt:
    nie umiera, nie rozwodzi się, nie ucieka, nie będzie ranny, nie okalacza się, nie poroni, ani nic z tych rzeczy. Wiem że jeśli będzie dalej tak cukierkowo to opowiadanie stanie się nudne. Ale lepiej niech będą już szczęśliwi. Ten szantażyk dobrze zrobił, mój komentarz jest już 72. Aniu może jednakda radę dobić do setki. Kiedy możemy spodziewać się nowej notki.
    PS. Oczekuje ślubu..:D

  35. No cóż tyle już zostało napisane xD ja że swojej strony dodam że cieszę sie że teraz są takie cudowne, spokojne i bardzo słodkie notki 😉 jak zawsze notka była cudowna 🙂 ach te babeczki i ten wybór Katniss zdecydowanie zaskakujący 😉 A ten początek tak mnie rozczulil och … <3 uwielbiam was 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *