159. Zabójca

Witamy,
Cieszymy się, że komentarzy pod poprzednią notką było aż 75 :):):)
Nie będziemy znów warunkować kolejnej notki ilością komentarzy, ale mamy nadzieję, że jednak wiele osób będzie pisać swoje opinie, żebyśmy miały poczucie, że czytacie 🙂 (tak 40-50 komentarzy ;)).
Pozdrawiamy,
A & A

Z okien lądującego poduszkowca widzę wyłaniającą się, jakby ze środka ziemi, Trzynastkę. Przez ostatnie lata nie zmieniła się prawie wcale – kiedyś w całości zakopana, dziś wygląda jakby wykluwała się spod gruzów tego, co zostało po zniszczeniach dokonanych czasie bombardowania. Mimo to wygląda… stabilnie i okazale. Duże panele słoneczne, najprawdopodobniej używane do pobierania naturalnej energii, dobrze się komponują z nowymi szklanymi płytami, skupiającymi na czymś światło i ciepło.

Trzynastka jest gotowa na przyjęcie reprezentacji władz Panem, w naszych (mnie i Peety) osobach. Pani burmistrz powoli kroczy w naszą stronę, po ubitej ziemi lądowiska. Ma mocny uścisk ręki i uważnie przygląda się nam obojgu, podczas gdy ja chłonę wzrokiem to, co widzę.
– Budzą się wspomnienia? – pani burmistrz ma twarde spojrzenie, ale zaskakująco przyjemny, pogodny ton.
– Trochę – przytakuję spokojnie.
Spoglądam na Peetę, czując jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Ma zaciętą twarz, napięte mięśnie, oczy zasnute lekką mgłą. Z jednej strony znalazł tu schronienie po okrutnych torturach, a z drugiej na pewno nie było mu tu łatwo. To miejsce, z którym wiążą się jego najgorsze, po Kapitolu, wspomnienia. Tu dowiedział się o rzekomej śmierci swoich najbliższych, tu upewnił się w błędnym przekonaniu, że mnie i Gale’a coś łączy. Powoli szukam jego dłoni, chcąc mu dodać otuchy, jednocześnie wiedząc, że i ja nie poradzę sobie bez jego wsparcia.

W tle, za panią burmistrz, widzę jakiegoś mężczyznę idącego w naszą stronę, Ma swobodny strój… Albo raczej swobodnie idzie niemal bez stroju… Na biodrach ma przepasaną czarną, postrzępioną chustę, ledwie zakrywającą nagie ciało. Tors osłania kamizelka bez guzików, w kolorze khaki.
Spoglądam zaskoczona na Peetę i widzę, że czoło mojego narzeczonego jest mocno zmarszczone, marsowa mina nie wróży niczego dobrego, jego dłoń zaciska się na mojej, a równocześnie słyszę:
– Tylko spokojnie, Kochanie.
Mężczyznę dzieli od nas zaledwie kilka kroków. I wtedy rozpoznaję jego twarz, ukrytą za kilkudniowym zarostem, zmrużone oczy, lekko ironiczny uśmiech.
– Katniss – cedzi w moją stronę z jakąś jakby słodkawą nutą. – Jak dobrze cię widzieć, moja śliczna.
– Nie jestem twoja – odpowiadam natychmiast. Czuję, że dłonie mi się pocą, przez plecy przebiega zimny dreszcz. Cholera, miałam nadzieję już nigdy go nie spotkać.
– Tak, to oczywiste, maleńka – gładko kontynuuje swoją wypowiedź. – Jak się miewa twoja przyjaciółka? Chyba nieźle się ustawiła – obleśnie oblizuje usta, a Peeta, jakby czytał w moim myślach, puszcza moją dłoń. Zaciskam ją w pięść i czekam na jeszcze jedno słowo, które dzieli mnie od wyprowadzenia ciosu, wprost w tę jego uśmiechniętą buźkę.
– Przekaż jej ode mnie, że jeśli będzie mieć ochotę na prawdziwą przyjemność – puszcza do mnie oko – to dla Pani Prezydentowej zawsze będę gotów. Bez zobowiązań…
Chwilę później macham dłonią w powietrzu, próbując pozbyć się tego okropnego uczucia bólu, rozchodzącego się powoli w kierunku ramienia. Peeta podchodzi i delikatnie rozmasowuje mi knykcie.
– Pokażę ci kiedyś, jak to robić, żeby tak nie bolało – całuje mnie w rękę i przeprowadza nad nogami zbierającego się z ziemi Daniela.

Burmistrz Trzynastki dobiega do nas, kiedy szybkim krokiem udajemy się w stronę bramy głównej, zostawiając w tyle naszego pobratymca.
– Proszę wybaczyć, panno Everdeen – zaczyna pani burmistrz, kiedy winda zwozi nas na niższe poziomy. – Twierdził, że jest państwa przyjacielem.
– Tak… – Peeta patrzy na nią wymownym wzrokiem. – Na tyle serdecznym, że odstawiliśmy go tutaj i nie interesowaliśmy się jego losem przez ostatnie lata…
– Racja – kwituje kobieta krótko i przepuszcza nas przodem.

Te same korytarze, te same identyczne pokoje mieszkalne, ta sama stołówka… Najwyraźniej lata takiego życia musiały mocno wejść w krew mieszkańcom Trzynastki, skoro, pomimo wielu zmian jakie wprowadzono, nadal trzymają się tego samego stylu życia. Wizyta ma charakter oficjalny – Paul i Johanna nadal praktykują spotkania w dystryktach i w końcu ktoś zauważył, że żadne z nas, przez wiele ostatnich miesięcy nie było w tym odległym miejscu.

Trudno mi się skupić na rozmowie w biurze burmistrza – wciąż mam przed oczami to, jak wraz z Haymitchem i pozostałymi oglądałam tu wywiady z Peetą. Choć w tych podziemiach znalazłam schronienie, to i wtedy, i teraz czuję się tu jak w pułapce. Peeta też nic specjalnie nie mówi, o nic nie pyta, czuję tylko jego ciepłą dłoń, delikatnie gładzącą moją. On rozumie, choć nie zdaje sobie do końca sprawy, co się tu wydarzyło, ale wie, że to miejsce ma w sobie olbrzymią dawkę negatywnych, przerażających wspomnień, których tak naprawdę żadne z nas nie jest w stanie wyprzeć z pamięci.

Po kolacji zjedzonej na stołówce, z mieszkańcami Trzynastki, ktoś wskazuje nam drogę do naszej sypialni. Choć chyba właściwszym określeniem byłoby – do naszego boksu. Burmistrz upewnia się jeszcze, czy nie przeszkadza nam przydział we dwoje do jednego pomieszczenia, życzy nam dobrej nocy i zostawia nas samych. Jego ramiona od razu otulają mnie, zamykając w ciepłym, bezpiecznym kokonie. Całuje delikatnie moją szyję, rozprowadzając przyjemne ciepło po całym ciele.

Pukanie jest ciche i delikatnie, ale szybko i skutecznie odrywa nas od siebie. Za drzwiami stoi jakiś mężczyzna z kopertą w dłoni:
– Mam list do panny Everdeen – widząc jednak, że się nie ruszam w jego stronę, podaje kopertę Peecie. –  Ktoś chciałby się z państwem zobaczyć – robi krok w tył, a naszym oczom ukazuje się Bart Mullvaden. Przez moment wpatrujemy się w niego, nie wiedząc jak zareagować na te niespodziewane odwiedziny. On też przez chwilę się nam przygląda, a w końcu oświadcza krótko:
– Chciałbym Państwu coś wyjaśnić. Jeśli pozwolicie – po tych słowach nie pozostaje nam nic innego, jak zaprosić go do środka…

Siadamy na łóżku, Bart staje przed nami, ale pod naciskiem Peety siada w końcu na krześle, na wprost nas. Cisza ciąży nam wszystkim, ale to on tu przyszedł, to on chciał coś wyjaśniać, więc czekamy. Wreszcie zaczyna mówić, przerywając raz po raz. Widzę jak bardzo jest zdenerwowany, chyba nawet nie próbuje, albo nie jest w stanie tego zatuszować.
– Mój ojciec był zagorzałym zwolennikiem Snowa. Przez lata wychowywał mnie w przekonaniu, że to idealny człowiek na tym stanowisku. Kiedy prezydent odkrył moje umiejętności w strzelaniu, sztuce kamuflażu i moje pomysły, przeniósł mnie ze szkoły prywatnej, do której zapisali mnie rodzice, do swojego pałacu. Tam, pod okiem jego straży i ochrony przeszedłem bardzo restrykcyjne szkolenie. Nauczono mnie technik przesłuchań i zabijania bez mrugnięcia okiem. Zgodnie z rozkazem wyszkolono mnie na perfekcyjnego zabójcę. Miałem siedemnaście lat, czułem się dumny i wyróżniony, służba u prezydenta była dla mnie najlepszą nagrodą. To, że człowiek, którego podziwiałem, wybrał właśnie mnie, że poświęcał mi swój czas, było najwyższą zapłatą, jakiej mogłem oczekiwać. Mamie nie podobało się to, próbowała nawet się temu przeciwstawiać. Chyba kilka razy powiedziała zbyt głośno swoje zdanie, bo nagle zaczęło dziać się coś dziwnego. Ojciec, jako pracownik administracji pałacu, zaczął zarabiać coraz mniej, ponoć nie było dla niego tylu zajęć… Tymczasem mama gasła w oczach, a jej choroba była zaskoczeniem dla nas wszystkich…
Przerywa na chwilę, jakby te wspomnienia zbyt bolały…
– Pewnego dnia Snow wezwał mnie do swojego gabinetu i przekazał informację, że matka spiskowała przeciw niemu, kontaktując się z ruchem oporu, który chciał go obalić i zniszczyć potęgę Kapitolu. I że… została skazana na śmierć. Ostatnie słowa matka wypowiedziała do mnie, ojciec nawet nie przyszedł się z nią pożegnać. Powiedziała mi, żebym się zastanowił, czy to, co robię jest dobre, żebym zawsze postępował zgodnie ze swoim sumieniem, żebym nie zatracił siebie. Nie rozumiałem wtedy tamtych słów, a po jej śmierci, razem z ojcem, staraliśmy się podwójnie udowodnić naszą wierność prezydentowi, ale ojciec już nigdy nie był traktowany jak kiedyś. Za to mnie dawano coraz więcej zleceń, coraz więcej ludzi ginęło z mojej ręki, coraz więcej potencjalnych wichrzycieli przechodziło przez mój pokój przesłuchań, przyznając się do win wcześniej lub później… Kiedy grupa uderzeniowa dostała się do więzienia, w którym pana przetrzymywano, panie Mellark, mój ojciec tam był, załatwiał coś służbowo. Nie wiem co zrobił, nie powiedziano mi jak zginął. Dowiedziałem się tylko po jakimś czasie, że tam odnaleziono jego zwłoki. Wtedy upewniłem się w przekonaniu, że Kosogłos i jego rewolucja, to najgorsze, co spotkało Panem. Mściłem się za śmierć ojca na każdym, kogo choćby cieniem podejrzewałem o poparcie dla Kosogłosa… – milknie znów, podnosi na nas wzrok. Nie mam pojęcia co mogłabym powiedzieć, brak mi jakichkolwiek słów. Podobnie milczy też Peeta…
– Po śmierci Snowa nastały dla mnie trudne czasy. Przez trzy miesiące ledwie udało mi się przeżyć i wtedy odnalazł mnie Snow Junior. Znowu miałem pracę, znowu zarabiałem pieniądze. Przyznaję, ucieszyłem się ze zlecenia na pana, a wyrok, jaki miałem wykonać zabijając panią, był dla mnie jak marzenie. Dostałem narzędzie, które pozwoliło mi pomścić rodzinę, a przede wszystkim ojca, który według mnie zginął z waszych rąk. Ale nie udało się, musiałem wyjechać. W Piątce zobaczyłem inny świat, ale chyba dopiero przyjazd tutaj uświadomił mi jak wiele ta rewolucja zmieniła. Tu ludzie nie kochają was za bardzo, ale rozumieją co się działo, rozmowy z nimi dużo mi dały. Zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać i chyba zrozumiałem słowa mojej mamy. Ta rewolucja była potrzebna, Snow nie był dobrym człowiekiem, a to co robił, było okrutne. Poznałem tu kobietę, której dziecko zginęło na arenie. Przez te trzy miesiące, odkąd tu jestem, rozmawiam z nią niemal codziennie i chyba udało mi się w jakimś stopniu zrozumieć jej ból, jej stratę. Dowiedziałem się też, że ojciec zginął od zabłąkanej kuli strażnika w więzieniu. Inaczej mi to przedstawiono, inaczej było naprawdę. A mama… Powiedziano mi tu, że jej choroba, to najprawdopodobniej była trucizna…

Przez moment chowa twarz w dłoniach, głośno oddycha, po czym nagle wstaje, przyjmując pozycję na baczność.
– Proszę państwa o wybaczenie – patrzy nam pewnie w oczy. – Ja prawie pozbawiłem was życia, a wy daliście mi możliwość to naprawić. Tutaj, w Trzynastce, mam pracę – jestem administratorem, dbam o zapasy. Robię to, co kiedyś mój ojciec. Zgodnie z umową, nikt mnie nie pyta co robiłem wcześniej, choć wiem, że jestem ciągle obserwowany, ale rozumiem to. Może nie będzie to na miejscu, ale gdybyście państwo kiedykolwiek potrzebowali mojej pomocy, jestem do dyspozycji.

Po tych słowach salutuje nam i zostawia nas samych. Milczymy przez dłuższą chwilę zszokowani jego słowami. Teraz, kiedy znamy jego historię, trochę łatwiej jest nam go zrozumieć. Nie stał się mordercą z dnia na dzień, został do tego wyszkolony, był jak wyprodukowana przez Snowa kolejna maszynka do zabijania. Spoglądam na dłonie Peety, nadal ściska w nich białą kopertę zaadresowaną do mnie.
– Jesteś pewna, że chcesz to przeczytać? – pyta poirytowany, gdy wyjmuję mu ją z rąk.
– A dlaczego nie?
– Bo ja znam ten charakter pisma i nie chcę wiedzieć, co jest w tym liście.

Patrzę na kopertę zaadresowaną równiutkim, zgrabnym pismem i już wiem, kto jest autorem tego listu…

45 myśli na temat “159. Zabójca

    1. Powinnyście się wstydzić, przerywać w takim momencie, bardzo nieładnie!
      A tak na poważnie, notka jak zwykle super. Zaintrygował mnie ten Mullvaden, wcześniej był mi on niemal obojętny, ale teraz… I chyba domyślam się, od kogo ten list…

  1. No ejjj. Co dalej? W takim momencie przerywać? Nie można tak! I jak ja mam się doczekać następnej notki co? A ta notka jest super, tylko szkoda, że w takim momencie przerwana…

  2. Aaale mi serce bije… Świetna opowieść Barta.. no nie wiem co napisać, mam w głowie tylko „łał” 🙂
    a ktoś mnie oświeci czyje to pismo? 😮

  3. przerywać w takim momencie?! no wiecie co.. no, ale notka świetna, boska, genialna 😀 ciekawi mnie ten list 🙂 a można wiedzieć kiedy następny rozdział, bo w opisie nie ma :C

  4. Strzelam, ze list jest napisany przez Snowa :p Daniel lajza 4. Ciekawe kto był dzieckiem tej kobiety, z która teraz „spotyka się” nasz zabójca ^^ ciekawska ja

  5. Początek nowej serii 🙂 przeprosiny Bart’a *_* notka boska 🙂 najważniejszy jest ten LIST i jego nadawca 🙂 czekam

  6. Wspaniałe jestem ciekawa kogo to pismo
    Mam wiele koncepcji ale no zobaczymy!
    ;D ;3 kiedy następna bo nie pisze? :*

  7. Ja chcę następną notkę już – jest to, może niezbyt konstruktywnie, ale przynajmniej szczerze, skonstruowana myśl przewodnia mojego dnia po przeczytaniu tej notki. Dziękuję.
    Skonsternowana MD 😉

  8. Super notka 🙂 Czyżby Claudia Black znowu chciałaby zaszkodzić Kosogłosowi ? Intrygująca postać -Bart, chętnie poczytałabym o nim jeszcze. A co do Daniela, jakoś nigdy gościa nie lubiłam, a tekst Peety po tym jak uderzyła D. mistrzostwo 😀 Czekam z niecierpliwością na kolejną notkę. Pozdrawiam 🙂

  9. Co tam jest w kopercie? Daniel….. weźcie go ode mnie zabierzcie bo go rozszarpię na serio. Yyyyyyy. co jeszcze napisać? Jutro mam test z historii trzymać za mnie kciuki 😀

  10. Cudna notka! <3 Danielowi jak najbardziej sie należało 🙂 ale dlaczego przerywacie w takim momencie, ja się pytam? !?!?! 😉

  11. Jak zwykle genialnie i ta nutka grozy mrr . Juz bylo zbyt slodko w ostatnim rozdziale a tu juz cos ciekawego . Oby wena was nie opuszczala , a my mieli radosc z czytania waszej tworczosci . Pozdrawiam. Do piatku . 😉

  12. Notka cudowna *-* ale ten list.. czyżby Kate? Daniel jest na miejscu wiec.. Gale? Hmm.. nieładnie w takim momencie kończyć! Xd

  13. Czy tylko ja myślę że ten list jest od kogoś, kogo wszyscy nienawidzimy lub od kogoś kogo kochamy, powiązanym z Finnickiem? Mam racje?
    A tak.pozatym, rozdział GENIALNY! Ta rozmowa z Bartem 🙂 Czy tylko ja zawsze uważam że nawet źli bohaterowie mają zawsze wytłumaczenie na swoje niechęć czyny? 😉
    Dobra, więcej nic nie napisze bo muszę iść na autobus :/

  14. Po prostu super, jak można przerywać w takim momencie? Mam focha z przytupem na five minuten!!! A tak na prawdę super nocia ,ale przerywać w takim momęcie ?!

  15. Kiedy nowa notka? Bo chyba nie zamierzacie nas trzymać w niepewności w nieskończoność… mam nadzieje że nie. Kto wie co się dzieje w waszych umysłach. Buziaczki :*

  16. No nie jak tak można zakończyć rozdział. Teraz zamiast uczyć się fizyki będę zastanawiać się co jest w tej kopercie i kto to napisał

  17. Tytuł przeraża, ale treść wręcz przeciwnie. Podróż do Trzynastki na pewno nie należała do najprzyjemniejszych, szczególnie po tym co tam przeszli. Jednak dobrze, że Bart opowiedział swoją historię i zaoferował pomoc w razie potrzeby. Nie mam za to pojęcia od kogo ten list. Mogę się tylko domyślać, że to nic przyjemnego skoro Peeta tak zareagował :c

  18. hm… zastanówmy się od kogo może być list pisany „równiutkim, zgrabnym pismem” hm… Peeta zna te pismo więc przypuszczam, że to nie Claudia Black… hm… kto to może być….. wiem! Bingo 🙂

  19. Ha! 40-ty komentarz!od kogo ten list, nooooo????!!! Ech… Ostatnio jedna dziewczyna przerwała w eksxytującym momencie a potem zamknęła bloga, który był moim ulubionym zaraz po waszym :,( mam więc mieszane uczucia co do takich zakończeń. Bart… Hmmmm… Nawet nie wiem co o nim myśleć

    1. Poszukaj w początkowych postach chłopaka Johanny, który zresztą poniekąd przyczynił się do wspólnego wyjazdu Kat i Jo z Dwunastki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *