16: Proste rozwiązanie

Zrywam się z łóżka i podbiegam do Peety, który zdążył już usiąść na podłodze. W delikatnym świetle księżyca widzę, że trzyma się za prawą skroń. Jest zbyt ciemno by zobaczyć coś więcej. Nocna lampka na komodzie, którą zapalam, rzuca swoje światło na ogromny guz na czole Peety. Słowo daję, rośnie w oczach.

– Oj, ale Cię urządził

– Źle to wygląda?- pyta mnie delikatnie przechylając głowę w moją stronę

– Peeta wydaje mi się, że on ciągle rośnie

– On?

– Twój guz, chodź do łazienki musimy coś z nim zrobić. Pomagam mu wstać. Przez moment wydaje mi się, że zakręciło mu się w głowie. W łazience moczę ręcznik w zimnej wodzie i przykładam do jego skroni.

– Lepiej?

– Lepiej- odpowiada Peeta z wyczuwalną ulgą- jak On to powiedział, -myślałem, że coś jej robisz- to ostatnie wypowiada naśladując głos Haymitcha

– No jakoś tak- odpowiadam

– Ale dlaczego miałbym Ci coś robić

Nie odpowiadam. Zastanawiam się jak mu powiedzieć. Kilka razy podczas dzisiejszej kolacji i po niej przestraszył mnie nie na żarty.

– Katniss

Spoglądam na niego

– Katniss wiesz co miał na myśli

– Domyślam się

– No to powiedz to w końcu, może to jakoś go uratuje

– Uratuje

– A faktycznie, zapomniałem Ci powiedzieć, jak tylko głowa przestanie mnie boleć mam zamiar go zabić. Ale nic się nie martw zrobię to szybko i bezboleśnie. Albo może długo i boleśnie. Jeszce się nie zdecydowałem. – zamyśla się

– Peeta, o czym Ty mówisz

– Katniss mam dość. Mam już dość tego , że ciągle nam ktoś przerywa. Ciągle. Najpierw Patrick, potem Peeter śpiący z nami w łóżku a teraz Haymitch. – patrzy na mnie dziwnym wzrokiem, jakby mieszanką smutku, zawodu i jak mi się zdaję jeszcze tą resztką podniecenia, które zostało nam tak brutalnie odebrane

Po tych słowach przeszywa mnie dreszcz. Nadal trzymając ręcznik przy jego głowie całuję go delikatnie. On przesuwa ręce na moje pośladki. Wzdycham delikatnie. Odchylam głowę dając mu dostęp do mojej szyi. Wykorzystuje to. Całuje mnie delikatnie. Ciepło rozpływa się po całym moim ciele. Jego usta przesuwają się wzdłuż mojej szyi, tak jakby chciał wrócić do moich ust, on jednak przygryza płatek mojego ucha. I znowu ten jęk. Muszę nauczyć się je kontrolować. Przez chwilę mnie nie całuję. Otwieram oczy by zobaczyć co się dzieje. Patrzy na mnie

– Nawet nie wiesz jak bardzo mnie podniecają Twoje jęki- mówi z delikatnym uśmiechem a jego oczy płoną

– Przepraszam, postaram się nad tym popracować

– W jakim sensie

– Postaram się je powstrzymać

– Ani się waż. Jak to robisz to mam poczucie, że to co robię Ci się podoba.

– Przykro mi Peeta, ale coś mi się zdaje, że te jęki wydobywające się z moich ust to nie przejaw podobania- uśmiecham się

– A, to przepraszam- ma taką minę jak bym go spoliczkowała

– To przejaw rozkoszy- szepczę

Uwielbiam ten jego uśmiech. Przepełniony obietnicą tego co ma zamiar zaraz mi zrobić. Moje ciało drży na samą myśl o tym. Nachyla się by mnie pocałować.

– Haymitch i Plutarch na Was czekają- obracam głowę w stronę z której dobiega głos Johanny- pytają czy możecie do nas dołączyć

– Skoro musimy- odpowiada jej Peeta, ale musicie nam dać pięć minut na ubranie się

– Jasne- dobrze widzieć, że znowu jesteś sobą- odpowiada z uśmiechem i zamyka za sobą drzwi

– Co ona miała na myśli

– Pewnie to samo co Haymitch

Patrzy na mnie pytająco

– Przez całą kolację zachowywałeś się bardzo dziwnie.

– Chodźmy się ubrać- odpowiada tylko

Zakładamy spodnie. Kiedy Peeta sięga do szuflady po koszulkę i zakłada ją. Mnie przychodzi do głowy trochę inny pomysł.

– Mogę pożyczyć Twoją koszule

– Jasne- odpowiada z uśmiechem

Zakładam ją więc, podwijając rękawy nad łokcie i przewiązując w tali.

– I jak?

– Ok- odpowiada siedząc na łóżku, jestem pewna, że nawet na mnie nie spojrzał

– Co się dzieje?

Przyciąga mnie na swoje kolana. Opiera głowę na moim ramieniu.

– Wszystko znowu wraca. A było już tak dobrze

– Od kiedy jest dobrze?

– Od tygodnia

– CO?

– Od tygodnia jest w porządku.

– A wcześniej? Peeta czemu nic nie powiedziałeś.

– Bo wydawało mi się, że Cię to nie interesuje.

– Ja nic nie zauważyłam, nic- jestem tym przerażona

– To oczywiste. Wizje wracały gdy zamykałem za sobą drzwi domu. A ustępowały gdy widziałem Ciebie. Jesteś moim najlepszym lekarstwem Katniss

Głaszczę go po głowie. Całuję delikatnie w czubek głowy. To już drugi raz kiedy to dziś słyszę. Może coś w tym jest.

– To co się dziś zmieniło?

– Wspomnienia są tutaj silniejsze. Ale znikają wiesz. Kiedy tylko bierzesz mnie za rękę, kiedy całujesz wszystko znika.

– Przestraszyłeś nas wszystkich. Bardzo.

– Gale sprawił, że się wystraszyłem, jego słowa cały czas brzmią mi w głowie

– Gale się mylił. Nie pierwszy raz zresztą.

– Zostaniesz ze mną

– Zawsze- uśmiecham się bo chyba po raz pierwszy zamieniliśmy się rolami w tym dialogu.

– To co gotowa zabić Haymitcha

– Wiesz tak myślę, że może go tylko okaleczmy, może nam się jeszcze przydać.

– Niech Ci będzie- odpowiada z uśmiechem. Bierze mnie za rękę i prowadzi do drzwi.

– Peeta, jak by coś się zaczęło dziać to mi powiesz?

– Po prostu bądź przy mnie a nic mi nie będzie.

Otwieramy drzwi i prawie zderzamy się z Haymitchem. Jeden gest jego głowy sprawia, że wracamy do pokoju.

– Posłuchajcie mnie. Po pierwsze bardzo Was przepraszam. To ja- wskazuje palcem na guza Peety.

– Jak widać- odpowiada mu tylko

– Peeta postaw się w mojej sytuacji. Wracam tutaj. Zastaję Beetee i Johannę siedzących pod drzwiami waszej sypialni. Kiedy ich zapytałem co się dzieje, to mi powiedzieli, że Katniss podejrzewa, że dzieję się z Tobą to samo co w trzynastce. A dobrze wiesz co chciałeś Jej wtedy zrobić. I nagle ona zaczyna tak gardłowo jęczeć. Myślałem, że ją dusisz czy coś.

– Raczej coś- odpowiadam mu ostro

– Wiem. Teraz już wiem. Zorientowałem się jak zobaczyłem, że jesteście, no wiecie- mówiąc to macha ręka

– Rozebrani- Peeta patrzy na niego zaczepnie

– Te ciuchy na podłodze powinny mi dać do myślenia

– Powinny- mówię tylko

– Katniss, Peeta- patrzy na nas- to dla mnie nowa sytuacja. Ja przez całe te igrzyska i te objazdy dystryktów robiłem wszystko by wykrzesać z Was – a raczej z Ciebie- patrzy na mnie- trochę takiej iskry. I teraz kiedy Wy.

Peeta mu przerywa

– Wiesz już kiedyś słyszałem, że to bardzo dziwne, że mam potrzeby seksualne.

Haymitch wytrzeszcza oczy

– Przepraszam Was- już nigdy nie przekroczę progu Waszej sypialni bez wyraźnego zaproszenia

– Powinieneś paść jeszcze na kolana- głos Plutarcha jest wyraźnie rozbawiony. No chodźcie już gołąbeczki mamy parę spraw do omówienia. Haymitch stoi plecami do Plutarcha więc ten nie ma możliwości zobaczenia wyrazu twarzy Haymitcha. My tak. Znamy ten wyraz doskonale. Mamy coś zrobić, bo Haymitch ma nam jeszcze coś do powiedzenia.

– Tak myślę Plutarch, że to przedni pomysł- zagaduje Peeta- ale pozwól, że oszczędzimy Haymitchowi publicznego upokorzenia i załatwimy to we własnym gronie- spogląda na niego wymownie

– Jak sobie życzycie- odpowiada mu- czekamy na Was

Kiedy drzwi się zamykają wiem, że mamy mało czasu

– Co jest

– Znaleźliśmy ją. Jest w kiepskim stanie. Od miesiąca jest pod opieką Twojej matki. Nie mamy pojęcia jak zareaguje na ponowne głosowanie. Jest jak to powiedziała Twoja matka- rozbita. Decyzja należeć będzie do Was wszystkich ale to wy musicie zdecydować czy ewentualnie ma być tu przewieziona. Bo ona.

– Co ona- pytam szybko

– Ona chce Cię zabić. Twoja matka nie powiedziała jej kim jest naprawdę. Chyba trochę się jej boi. Ale jeśli ona tu przyjedzie to tylko pod jej opieką, bo najwyraźniej ufa tylko jej. Więc wtedy

– Narażę na niebezpieczeństwo moją matkę

– Dokładnie

– Czy wiadomo co jej się stało- Peeta włącza się do rozmowy

– Wiadomo, że Gale tam ją przywiózł. Wiadomo, że było dobrze do czasu kiedy nie wyjechał. Wiadomo, że ona nic nie mówi. Nic. Tylko tyle, że musi Cię zabić.

– No to super- kwituje Peeta

– Dobra idziemy do reszty, a ja muszę się nad tym zastanowić. Ale skoro i tak jedziemy do mamy to ona prędzej czy później dowie się co jest grane. Mam pomysł ale muszę go jeszcze przemyśleć.

– Kiedy będziesz z nią rozmawiać ja chcę być przy Tobie- czy to jasne- ta determinacja w głosie Peety

– Skąd wiedziałeś

– Będziemy tam obaj- odpowiada Haymitch- Katniss to najlepsze i najprostsze rozwiązanie