163. Spot wyborczy

Witamy,
Zapraszamy do czytania i komentowania (komentarze są BARDZO ważne :)),
Następna notka będzie w weekend,Pozdrawiamy,
A & A

Ich podobieństwo jest uderzające, to niemal kopia, zdjęcie, tylko żywe. Cofam się chwiejnym krokiem, opieram dłonią o szklany blat stołu. Mam wrażenie, że nie mogę złapać oddechu, mając przed sobą tę twarz, na którą nakłada mi się obraz tamtej, zmasakrowanej przez zmiechy. I ten szept, który nadal słyszę nocami: „Proszę”.
Przełykam głośno ślinę, a Marcus spogląda na mnie z lekko przechyloną głową.
– Wiem – odzywa się wreszcie, pocierając dłonią skroń. – Staram się wmówić sobie, że twoja strzała skróciła tylko jego cierpienia, ale – siada na podłokietniku kanapy – ale nie potrafię.
Spogląda na mnie jakoś twardo, ale zaskakująco szczerze, powtarzając – nie potrafię.

Czuję jak łzy powoli płyną mi po policzkach. Peeta nadal stoi przy drzwiach, jakby nie wiedział co zrobić w tej sytuacji, a Kate wodzi wzrokiem ode mnie do Marcusa i z powrotem, lekko zdezorientowana, zaskoczona, niepewna.
– Pytałam cię – podchodzi powoli do swojego chłopaka, biorąc go płynnym ruchem za rękę – czy na pewno chcesz tu ze mną przyjechać.
– Kate – Marcus odwraca głowę w jej stronę. Ma taki dumny gest, podczas którego podnosi głowę… To spojrzenie lekko spode łba, a teraz ten ruch i mina… Myślałam, że będąc kopią brata nie może go bardziej przypominać, ale gesty wzmacniają to wrażenie kilkakrotnie.
– Cato zginął na arenie, tego nikt nie zmieni. Gdybym skupiał się na tym co było, nigdy nie związałbym się z tobą. Poszedł tam, bo taka była decyzja twojego dziadka… – milknie.
– Ale ją obwiniasz, widzę to. Dlaczego? – choć ona nie zrobiła nic złego, widzę, że czuje się niezręcznie. Mówi cicho, lekko łamiącym się głosem.
– Nie obwiniam jej – spogląda znów na mnie. – Ale nigdy nie wymażę z pamięci tamtego obrazu, tamtej strzały wypuszczonej z jej łuku, ani jego martwych oczu.

W takiej chwili jak ta, jeszcze bardziej nienawidzę Snowa. Marcus ma rację, zabiłam Cato. A może powinnam powiedzieć „zabiliśmy”? Wspólnym wysiłkiem podjętym z Peetą zepchnęliśmy go z rogu obfitości, a ja wiele godzin później wystrzelliłam strzałę, która definitywnie pozbawiła go życia. Niezależnie od wszystkiego – to jest nasza wina. Oczywiście widząc to wszystko, wtedy myślałam, że wyświadczam mu ostatnią przysługę, ale z drugiej strony… Wiem, że było drugie dno… I to wspomnienie boli najbardziej…

Tak naprawdę nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego Kate do tej pory nie pokazała nam swojego chłopaka, tym bardziej, że ich ślub zaplanowany jest już za parę tygodni. Robią to wbrew woli jej matki, ale Kate ma charakter, który ciężko złamać. Przez ostatnie trzy lata była u nas kilka razy. Przyjaźń połączyła ją z Peetą – to z nim spędza długie godziny na rozmowach, to jemu się zwierza, natomiast nasz związek to raczej bliska znajomość. Obie próbowałyśmy, mam wrażenie, że starałyśmy się, ale gdzieś w głębi serca chyba od początku zdawałyśmy sobie sprawę, że nie będzie to możliwe.

– Masz wielkie szczęście, że nie musiałeś nigdy dokonywać wyboru pomiędzy swoim, a cudzym życiem – Peeta mówi cicho i choć pozornie jego głos jest spokojny, wyczuwam grające pod powierzchnią emocje. Mam ochotę podejść do niego i przytulić go. Przytulić się do niego.
– Wiem – odpowiada Marcus. – Wiem, ile wam zawdzięczam.
Nie tak to odebrał, nie o to chodziło, to całkiem nie tak…
– Nie chcemy twojej wdzięczności. Chcę, byś zrozumiał, że to, co się robi, mówi i myśli na arenie, normalnie nie przyszłoby ci do głowy. I to nie frazes – wiem, co mówię, byłem na niej dwa razy.
– Panie Mellark…
– Jestem Peeta – przerywa mu mój narzeczony.
– Peeta – Marcus kontynuuje swoją wypowiedź – my byliśmy szkoleni do areny. Wiem, że nie widziałeś tego nigdy i na pewno nikt ci nie powiedział, skąd płynęła siła Jedynki i Dwójki, prawda? Domyślasz się na pewno, że walczyliśmy ze sobą podczas szkoleń, ale raczej nie wiesz, że noże i miecze były ostre, a nie wszyscy dożywali dnia kolejnego losowania. Niemniej instruktorzy nawet nam zawsze powtarzali, że arena to piekło na ziemi, że tego nie da się nauczyć, ani wytrenować. Bo na ringu stoisz godzinę, dwie, pięć. Tam – setki godzin, czasem bez snu, czasem bez wody, czasem na krawędzi szaleństwa. Mimo to byłem niesamowicie dumny z Cato, kiedy zgłosił się na ochotnika. Byłem pewien, że wygra, on zresztą chyba też. Podczas pożegnania powiedział mi „do zobaczenia za parę tygodni”. Nikt z nas nie zakładał, że on może nie wrócić do domu. Dlatego dla mnie i dla mamy jego śmierć była podwójnie trudna. Te wspomnienia bolą, bardzo bolą i proszę mi wybaczyć, ale nigdy o tym nie zapomnę.
– My też nigdy o nim nie zapomnimy – Peeta nadal mówi pewnym głosem, choć ja znam go na tyle dobrze, by wiedzieć, że pod maską twardego mężczyzny, bardzo przeżywa tamte chwile.
Żałuję, że Kate nigdy nie zdradziła nam, kim jest Marcus, a my ani nie domyśliliśmy się, ani jej nie wypytywaliśmy. Teraz wiem, że powinniśmy…

– Mamy zaproszenie do pałacu prezydenckiego na kolację – chcę przerwać kłopotliwą ciszę, która zapadła. – Będzie tam wiele osób, wielu Zwycięzców… Macie ochotę tam pójść, czy raczej chcecie spędzić ten wieczór tylko z nami?
– Nigdy nie byłem w pałacu – stwierdza krótko Marcus. Blond włosy opadają niedbale na twarz, przesłaniając lekko oczy. Twarz Kate tężeje, ona sama kurczy się w sobie i w końcu wydusza:
– Nie wiem, czy będę tam mile widziana.
– Będziesz. Choćby dlatego, że będziesz z nami – odpowiada jej Peeta. – Poza tym wiele się zmieniło w ciągu ostatnich lat, nikt nic ci nie zrobi.
Dziewczyna patrzy przez chwilę na Marcusa, jakby rozważając w sobie wybór. W końcu podejmuje decyzję:
– Chodźmy więc.

W pałacu panuje nerwowa atmosfera. Jutro rozpoczynają się wybory – przez najbliższe dwa dni całe Panem będzie decydować, kto zostanie głową państwa na kolejne pięć lat.
Peeta miał rację, nikt nie ma za złe Kate jej przeszłości, ani rodzinę, za to większość podobnie jak my reaguje na Marcusa…

Kolację trudno zaliczyć do udanych. Prawie cały czas milczymy, skubiąc tylko podawane posiłki, a atmosfera jest prawie grobowa.
– Jeśli państwo pozwolą – Marcus zabiera głos, kiedy obsługa zabiera kolejne prawie pełne talerze ze stołu – chciałbym wyrazić swoje zdanie.
– W jakim temacie? – Paul spogląda na niego. Stres, w jakim ostatnio żyje wyostrzył mu rysy, a nawet uśmiech przychodzi mu niełatwo.
– Dlaczego nie prowadzi pan takiej kampanii wyborczej, jak pana kontrkandydat?
– Bo uważam, że powinno się mnie wybrać ze względu na to, co zrobiłem, a nie na to, co obiecuję zrobić – wydawało mi się, że Paul nie może się już bardziej spiąć, ale jednak to następuje. Od wielu tygodni każde z nas wspominało mi o tym, ale on uparcie trzymał się swojego zdania. Johanna prycha, jak zawsze w takiej sytuacji, ale Marcus wydaje się być tym nie zrażony – nie wie jak kończyły się ostatnie dyskusje na temat kampanii i wyborów. Za to po spięciu ramion Peety wiem, że równie dobrze jak ja, zna kres takich rozmów, ale nie ma pojęcia jak to przerwać nie stawiając w niezręcznej sytuacji ani kuzyna, ani naszego gościa.
– Rozumiem. Ale… jest pan pewien, panie prezydencie, że wszyscy pamiętają, co pan zrobił?
– Co masz na myśli? – Johanna uprzedza uwagę męża, wyraźnie zaskoczona postawioną tezą.
– Pytam, czy pan prezydent jest pewien, że każdy pamięta jego zasługi. Ludzie szybko zapominają co było złe, przyzwyczajając się szybko do tego, co dobre. A to oznacza, że jest wiele miejsc, gdzie obecny porządek rzeczy jest przyjęty jako obecny tu od lat, jak sądzę.
– Co proponujesz? – do rozmowy włącza się Haymitch, zagłuszając wręcz protesty Paula.
– Wydaje mi się, że to ostatni moment, by przypomnieć obywatelom, co było kiedyś i co może się powtórzyć. Ostatni moment, by przebić się przez wszechobecne komunikaty pana Grada.

Na twarz Beetee’ego wypływa dobrze znany mi uśmiech, który zwiastuje, że ma pomysł, gotów do szybkiej realizacji.

Johanna zajmuje się uspokajaniem wściekłego Paulowi, podczas gdy Beetee intensywnie pracuje. Jego dłonie śmigają po klawiaturze z prędkością, jakiej chyba jeszcze nigdy nie widziałam. W końcu, po trzech kwadransach, materiał jest gotowy.
– Miałeś to już wcześniej przygotowane, prawda? – warczy na niego wzburzony Paul.
– Nie do końca w takiej formie, ale tak – odpowiada spokojnie Beetee. Uwielbiam ten jego uśmiech – w kącikach oczu, w kącikach ust. Dla kogoś obcego to niewiele ponad cień uśmiechu, ale my wiemy, że Beetee jest rozradowany. – Panie prezydencie, to moje zadanie – pozyskiwać informacje, współpracować i przekuwać to na pana korzyść.
Widząc minę Beetee’ego, słysząc ten pewny głos doskonale wiem, że materiał emitowany tuż po wiadomościach, zaraz po spocie wyborczym przeciwnika, przekona wszystkim niezdecydowanych…

Ekran czernieje. Gdy wygasa już całkiem, powoli pojawia się na nim płonący symbol kosogłosa. W miarę jak rośnie, za nim wyłania się arena. A raczej kilka aren – szybki montaż kilkunastu ujęć, migają różne otoczenia, a zaraz potem twarze zmarłych trybutów z każdego dystryktu. Potem słychać przemówienie Snowa ogłaszające nasz powrót na arenę. Tym razem widzowie widzą twarze Zwycięzców, którzy trafili na 75 Igrzyska, z tym, że tylko kilka jest w kolorze, a reszta – przybrana kirem, podkreślającym poległych.
– Edukacja – Haymitch wypowiada tylko jedno słowo, a specjalny filtr wydobywa jego twarz z tła, by zaraz potem ponownie go w nie wtopić.
– Opieka medyczna – tym razem słychać i widać Beetee’ego.
– Bezpieczeństwo – Peeta ma opanowany, pewny głos, jaki zna całe Panem…
– Bez strażników pokoju – dodaję, uzupełniając jego wypowiedź.
– Równouprawnienie – Enobaria delikatnie się uśmiecha. Przechodzi mi przez myśl, że ten obraz jest jednym z silniejszych. Enobaria – Zwyciężczyni nigdy się nie uśmiechała. Była dzika, szalona, poważna, ale nie uśmiechnięta.
– Bez różnic pomiędzy Kapitolem i dystryktami – Kate wyłania się z ciemności i jako pierwsza pozostaje w świetle, a do niej dochodzi powolnym krokiem Marcus.
– Nigdy więcej igrzysk, nigdy więcej aren, nigdy więcej żałoby – chłopak patrzy pewnie w kamerę, biorąc za rękę Kate. Kolejny efekt płynnie nakłada na ich sylwetki dwa zdjęcia. Dziadka Kate i brata Marcusa.

32 myśli na temat “163. Spot wyborczy

  1. Woooo, ale mnie zatkało. Nawet przez chwile nie pomyślałam, że On może być bratem Cato. Notka super. Czekam z niecierpliwością na następna.

  2. Łał! Ten rozdział to chyba jeden z tych najnajnajnajnajnajnajnaj lepszych ;* fajnie są zawarte uczucia i genialny pomysł z bratem Cato… Nic dodać mamy do notki i nic ująć – tylko chrupać :*

  3. świetny rozdział! jak czytałam ten opis spotu wyborczego to aż miałam ciarki 🙂 a na początku jak sie okazało kim jest Marcus, no szczęka mi opadła XD
    Paul na prezydenta! 😉

  4. Nah… myślałam że to będzie brat Cato więc dla mnie to zbyt wielki szok nie był (no sorry bardzo ale Sherock robi swoje xD)
    Dosłowniewyobraziłam sobie ten uśmiech Beeteego i zzaczęłam się śmiać xD Moja zbyt wybujała wyobraźnia czasami mnie przeraża 😀 ale to tylko czasami :3
    I na koniec, najlepsze czyli spot <3 też go sobie wyobraziłam xD ten płonący kosogłos jak na zakończeniu wpo *•* jak dla mnie bomba 😀

  5. notka jak zwykle genialna. Po prostu uwielbiam wasz styl pisma, to że tak dobrze opisujecie emocje. Wiem że pewnie macie dużo spraw na głowie i wgl ale na prawde szkoda że notki są coraz krótsze, zawsze po przeczytaniu czuje taki niedosyt. No ale cóż, teraz pozostało tylko czekać na weekend. Życzę weny i pozdrawiam 🙂
    ~zaczytana

  6. Jakoś wcześniej nie mogłam skomentować to teraz komentuje :p ten spot wyborczy byl po prostu cudny. Wszystko bylo takie… Dhmahsjksbkaldgsabc xd tylko cuś mało Peetniss ostatnio jest :<

        1. Nie, to bardziej skomplikowane. Sprawy rodzinne (Ania ma chore dzieci) plus sprawy służbowe mocno komplikują nam życie, ale za godzinę będzie notka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *