165: W oczekiwaniu na wyniki

Witajcie serdecznie,
Przepraszamy za opóźnienie, jednak kolejna notka ukaże się nie wcześniej niż w sobotę. Mamy nadzieję, że to tylko przejściowe i w niedalekiej przyszłości wrócimy do kilku notek w tygodniu.
Niezmiennie prosimy o komentarze i zapraszamy do czytania.
Pozdrawiamy ciepło,
A. & A.

– Przegraliśmy – Beetee mówi cicho, a jego głos drży w sposób jakiego chyba jeszcze nigdy nie słyszałam. Znaczenie jego słów dochodzi do mnie bardzo powoli, pokonując bariery blokujące mój mózg, otępiały brakiem snu, nadmiarem emocji i lękiem o przyszłość. Johanna, już i tak blada, blednie chyba jeszcze bardziej i opada niezgrabnie na pobliskie krzesło. Bordowe, aksamitne obicie, niesamowicie kontrastuje z jej jasną garsonką tworząc przerażającą scenerię – biała postać na krwawym tle. Mam wrażenie, że nie jestem w stanie mrugać, ani oddychać. Stoję jak martwy posąg na postumencie naszych utraconych nadziei, planów, marzeń.
– To pewne? – nawet Haymitch mówi bardzo cicho, za cicho jak na niego. Takiego tonu używał wiele lat temu, w Trzynastce. I jak Effie go rzuciła. I to chyba wszystkie sytuacje, gdy go takim słyszałam – nawet w więzieniu tak nie mówił. Jest równie blady jak Johanna, jak my wszyscy, jakby cała krew z jego organizmu gdzieś odpłynęła.
– Takie mam informacje z kilku dystryktów – odpowiada Beetee, mrugając szybko oczami.
– Rozumiem – głos Paula brzmi zaskakująco pewnie, choć mięśnie na jego twarzy nie poruszają się – ma mocno zaciśniętą szczękę, skupione oczy. Znów widzę w nim wyszkolenie agenta – tylko szybkie przeczesanie dłonią włosów, zdradza jego zdenerwowanie. Pewnym, sprężystym krokiem wchodzi po schodach. Po chwili biegnie już, przeskakując kilka stopni na raz, a Rose wyrywa się w pogoń za nim.

Milczymy.

Zegar wybija północ, ogłaszając koniec głosowania. Dystrykty podjęły decyzję. Zostanie nam ona ogłoszona przez specjalną komisje o szóstej rano, gdy skończy się liczenie głosów. Przed nami sześć długich godzin oczekiwania na potwierdzenie przypuszczeń Beetee’ego.

Milczymy.

Obsługa pałacu podaje nam kawę. Biała porcelana wypełniona jest gorącym, aromatycznym płynem, którego zapach rozchodzi się po całej sali, w której siedzimy i czekamy. Po dłuższej chwili orientuję się, że stres i zmęczenie sprawiły, że nawet nie zareagowałam na intensywny zapach, choć normalnie zaraz czuję jak ślina napływa mi do ust.
Sięgam w końcu po filiżankę, licząc, że mnie obudzi, ale po dwóch łykach odstawiam na stolik. Mam wrażenie, że kawa nie spływa mi do żołądka, zostając gdzieś niedaleko w pobliżu gardła.

Milczymy.

Druga trzydzieści, powieki powoli zaczynają mi ciążyć. Jest mi zimno, choć wiem, że to irracjonalne. Ale tak czuję. Dwa łyki kawy nie pomogły, na kolejne nie mam ochoty. Paul nie wrócił do nas, natomiast przed chwilą przyszła Rose. Jest zapłakana, załamana, bezbronna. Johanna rzuciła na nią okiem, westchnęła i podniosła się z lekkim skrzywieniem. Po chwili, widząc jak idzie, zorientowałam się, że od wielu godzin nie ruszała się i zdrętwiała… Poszła do swojego męża, by być z nim w ciężkiej chwili porażki. Zebrani wokół mnie ludzie zaczynają cicho rozmawiać.

Milczę.

Zatapiam się głębiej w kanapę obitą brązową skórą, podwijam nogi pod siebie, by utrzymać przy sobie jak najwięcej ciepła. Powieki opadają mi coraz bardziej, ale nie zasypiam. Balansuję gdzieś na granicy jawy i snu, pozwalając organizmowi zaczerpnąć choć trochę energii z chwili odpoczynku. Przez głowę przetacza mi się mnóstwo myśli – zastanawiam się co teraz będzie. Wcale nie chodzi mi o mnie, ale boję się o ludzi w dystryktach. Czy Grad przywróci Igrzyska? Czy Peeta, Haymitch i ja będziemy zmuszeni zostać mentorami kolejnych niewinnych dzieci skazanych na śmierć? Czy powrócą strażnicy pokoju, w dobrze zapamiętanej przeze mnie formie, czy ludzie znowu będą musieli pracować ponad siły, za marne grosze, które nie starczą nawet na skromne życie? Czy na ulicach dystryktów znów starzy, chorzy, bezbronni ludzie będą powoli umierać z głodu? Jak wiele zmian przyniesie ten wybór? Tyle pracy, tyle wyrzeczeń kosztowało nas wprowadzenie reform, wymazania z pamięci ludzi cierpienia, nędzy i poniżenia których doświadczali przez lata. Jednego powinniśmy sobie pogratulować. Ludzie bardzo szybko zapomnieli jak było i to na tyle skutecznie, że wybrali na nowego prezydenta Panem człowieka blisko związanego z prezydentem Snowem. Czy będzie on podobny do stryja również w formie sprawowania władzy? A może zbyt pochopnie go oceniam? Może nie wdał się w niego, choć niewątpliwie jest Kapitolińczykiem… Ale mimo wszystko nie każdy Kapitolińczyk jest zły, choć nierzadko nie ma pojęcia jak wygląda prawdziwe życie…

Ciepło rozchodzi się po moim ciele, budząc mnie prawie natychmiast. Peeta przycupnął na kanapie obok mnie, okrywając mnie ciepłym kocem w kratkę. Otwieram oczy i widzę przed sobą jego skupioną, zmęczoną i zatroskaną twarz. Widzę ją tylko przez krótką chwilę, nim całkowicie chowa ją w dłoniach. Rozglądam się powoli po pokoju, zegar na ścianie wskazuje kwadrans po czwartej. Haymitch przysypia w fotelu, Rose, zwinięta w kłębek na szerokim fotelu chyba też w końcu usnęła zmęczona płaczem. Tylko Beetee jest aktywny, sprawdza coś w podręcznym komputerze.
Dotykam delikatnie ramienia Peety, podnosi na mnie wzrok, oczy ma przekrwione przez brak snu, ale nadal ciepłe. Uśmiecha się blado, ledwie unosząc kąciki ust. Ruchem głowy pytam go co się dzieje, kręci powoli głową i opada na bok, kładąc głowę na moich udach. Przeczesuję mu włosy palcami, jak robiłam to już wielokrotnie, a on wtula się w moje uda.

Milczymy. Czekamy. Odliczamy czas.

Podanie wstępnych wyników, pewnych na osiemdziesiąt pięć procent, ma nastąpić w Pałacu Prezydenckim, w obecności członków komisji wyborczej i kandydatów na stanowisko prezydenta Panem. Według tego, co Beetee powiedział wcześniej, goście mają się zjawić za kwadrans szósta, oczywiście w asyście, kamer telewizyjnych, by podać wyniki głosowania w dystryktach i Kapitolu. Każdy z kandydatów może zyskać maksymalnie czternaście głosów (ale to możliwe jest tylko w sytuacji, gdyby uzyskał jednogłośne poparcie). Ze względu na znaczne zróżnicowanie liczebności obywateli poszczególnych dystryktów, komisja podjęła decyzję, że każdy dystrykt większością głosów opowie się za jednym z kandydatów. W kolejnym kroku po zliczeniu po jednym głosie z każdego dystryktu, zostanie ogłoszony zwycięzca.

Bim bam, bim bam – zegar miarowo wybija piątą i w tym samym momencie otwierają się drzwi. Pracownik obsługi pałacu pcha przed sobą wózek pełen pachnących tostów, grzanek z serem, miodu, dżemu, białego twarogu i wędlin. Zapach kawy znów rozchodzi się po całym pomieszczeniu, przywołując nas do rzeczywistości. Mimo tego, że ostatni posiłek jedliśmy wiele godzin temu, jemy mało, albo nawet wcale. Zamiast tego wlewamy w siebie litry kawy (nawet mnie udaje się dopić filiżankę), potem prysznic, poprawienie fryzur i makijażu, czyste ciuchy i punktualnie o piątej trzydzieści jesteśmy gotowi. Wszyscy zjawiają się zgodnie z zapowiedzią za kwadrans szósta. Drzwi pałacu zostają otwarte, kamery telewizyjne ustawiają się w sali bankietowej, wielki telebim zasłania prawie całe okno. Na nim mają być wyświetlane wyniki poszczególnych kandydatów. Kiedy ekran rozbłyska światłem, widzę dobrze mi znaną poważną twarz Paula i nadmiernie roześmianą twarz pana Grada. Caesar – tym razem jako blondyn spogląda na mnie i Peetę, dobrotliwie się uśmiechając. To on będzie prowadził „ceremonię ogłoszenia wyników”…

Milczymy.

Wybija szósta.

Przewodniczący komisji wyborczej, człowiek całkowicie bez wyrazu, wysoki, szczupły, z pojawiającą się łysiną, rozsiewający wokół siebie dziwną mieszankę zapachu potu i czegoś jeszcze… Chyba przypalonej kiełbasy… Podchodzi pewnie do przygotowanego dla niego krzesła, siada naprzeciw Caesara, zakładając nogę na nogę. Zauważam, że spod wyprasowanych spodni wyłania się blada, zarośnięta noga w zbyt krótkich, wyblakłych, czarnych skarpetkach.

– Panie i panowie – Caesar mówi pewnie, choć jego głos nie jest już tak rozentuzjazmowany jak kiedyś, – komisja licząca głosy zebrała wyniki ze wszystkich trzynastu dystryktów i Kapitolu. Trwa jeszcze ponowne ich liczenie, aby uniknąć pomyłek, ale możemy chyba przyjąć, że są one prawie pewne? – Caesar spogląda uważnie na swojego rozmówcę.

Siedzimy na ustawionych równo krzesłach, tuż za rozmawiającymi. Jesteśmy skupieni, uważni, cisi. Pan Grad, wraz ze swoją rodziną, skupia na sobie całą uwagę, najwyraźniej do niego również dotarły pogłoski o wygranej.

– Witam państwa – rozpoczyna przewodniczący – nazywam się  Novice i jestem przewodniczącym komisji wyborczej, zwanej w dystryktach także liczącą. Mam przed sobą wyniki głosowań w każdym dystrykcie. I tak jak mówił pan Flickerman, są one prawie pewne. Ich poprawność oceniam na dziewięćdziesiąt procent.
– Dobrze – przerywa mu jego monotonny, wyprany z emocji wywód, Caesar. – Zaczynajmy odczytywanie wyników, bo tak ja, jak i zapewne całe Panem jesteśmy ich niezwykle ciekawi.
– Mhm, mhm – odpowiada przewodniczący. Pociąga nosem, z siorbnięciem upija łyk kawy z filiżanki, odkładając ją niedbale na szklany stolik, rozchlapując przy okazji część jej zawartości. W końcu sięga po dokumenty i zaczyna czytać: – Kapitol opowiedział się za Panem Gradem.
Mogłam się tego spodziewać, ale jednak zimny dreszcze przebiega mi po plecach, kiedy wyczytywane są kolejne nazwy dystryktów, w których ponieśliśmy sromotną klęskę.
– Dystrykt Pierwszy, pan Grad, Dystrykt Drugi Pan Grad, dystrykt Trzeci…

26 myśli na temat “165: W oczekiwaniu na wyniki

  1. Leże chora z nadzieją na jakąś pocieszającą notke a tu taki szok…. NO JAK WY TAK MOŻECIE!!! Zacytuje ( kij że niedokładnie xD) Augustusa „istnieje pewne porozumienie między autorem a czytalnikiem że książka nie kończy się wpół zdania” czy jakoś tak xD niestety GNW pożyczyłam koledze i od wakacji jej nie widze ;—; Tak jak Kosogłosa :'(
    Nie wierze że Paul przegra… Ja się domagam… Wait wait… Ujawnia sue moja mhroczna natura… Niech wygra Grad i wróci stary porządek jak za czasów Snowa… I żeby na igrzyskach pojawił się Josh i siostra Rue >:) mwahahahahhahahahaha…
    NIe. Dobra. Nie słuchać mnie… Plete brednie… To chyba przez te chorobe…
    Kończe bo jeszcze bym opisała krwawą śmierć Josha i by było conajmniej dziwnie xDD
    Btw. Notka genialna i czekam z niecierpliwością na kolejną ♥♥♥

    1. Maja, kojarzę cytat :):) ale jakos w notkach to przechodzi, bo to nigdy nie jest koniec 😉 a co do mrocznego pomyslu… Like it :):)

  2. trzymam kciuki za Paula! 😀 jakby już ten Grad wygrał, to niech przynajmniej porządnie rządzi krajem itp., nie chcę kolejnych igrzysk, biedy……. ;-;

  3. Te emocje!!!! Jeny… Jeśli wygra ten idiota, to będzie lipa -,- Paul, jest świetnym prezydentem. Wprowadził demokracje i zmienił kraj na lepsze. Czego jeszcze ludzie chcą???? Grad wszystko zepsuje. Mam złe przeczucia, ale z tego co wiem, to ja nigdy nie mam dobrych….
    Świetna notka <3

  4. Uwielbiam Paula i uważam, że był świetnym prezydentem, a ten cały Grad-mam co do niego mieszane uczucia, boje się, że zniszczy wszystko co uwczesny rząd wypracował, ale może jeszcze nic straconego i Paul zostanie na stanowisku. Notka super. Pozdrawiam 🙂

  5. O, prezent urodzinowy dostałam….ale czemu tak! A miało być tak pięknie, chciałoby się zaśpiewać. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i nie przywrócą Igrzysk! I nie ważcie się słuchać Mai! W życiu! Zabraniam! No…

  6. Uratowałyście mnie! Patrzcie jednak komuś zależy na moim życiu….. Smutna notka, mam nadzieje że w następnej będzie troche akcji? Love you :* :* :*

  7. Ja nie wierzę jak można skończyć w takim momencie ? No ja się pytam jak ? Parzcież ja do kolejnej notki umrę z ciekawości zastanawiając się kto zostanie prezydentem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *