166. Światło w mroku

Aniu – wszystkiego najlepszego :):):) Wielu uśmiechów, wzruszeń i dobrych ludzi na drodze w każdy dzień (i ten następny też 😉 :):):)
A wszystkich – zapraszamy do czytania i komentowania 🙂
Pozdrawiamy ciepło,
A&A

Przewodniczący komisji wyborczej kończy odczytywać wyniki, a każdy z nich wyświetlony jest na tablicy, będąc potwierdzeniem jego słów. Sam pan Novice wstaje powoli, żegnając się z Caesarem i robiąc przy tym zbyt dużo zbędnego zamieszania. Potyka się o krzesło, prawie się przewracając, zapomina swoich notatek, przez co musi się wrócić prawie od drzwi. W napiętej sytuacji, jaka tu panuje, jego przepraszający uśmiech jest raczej irytujący.

Na sali panuje cisza, słychać tylko nasze oddechy: nierówne, urywane, pełne napięcia. Każdy z nas, układa sobie w tej chwili w głowie wydarzenia tego poranka. Dla nas to jednak poranek porażek – było ich aż cztery, z czego jedna boli najbardziej. I nie chodzi tu wcale o Paula, czy o nas, tylko o Johannę. Myślę, że nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy, kiedy Novice odczytał wyniki z Siódemki. Na początku bardzo się spięła, zupełnie jak Katniss i ja, kiedy odczytywano wynik z Dwunastki – żadne z nas nie umiało podejść z dystansem do wyników z własnego dystryktu. Potem na jej twarzy pojawił się cień nadziei, chciała wierzyć, że jej dystrykt zrozumiał podjętą kiedyś decyzję… A na końcu zobaczyłem obraz bólu, porażki, zaskoczenia i czegoś, czego nie rozpoznałem, ale widząc minę Katniss, zrozumiałem, że ona tak…

Caesar wstaje z lekkim ociąganiem, jakby chciał przeciągnąć jeszcze tę chwilę. Poprawia swoją marynarkę, zapina guzik, spogląda pewnie w kamerę. Na moment, na krótką chwilę, spogląda na tablicę wyników, jakby chciał się upewnić, że wynik, który za moment ogłosi Panem, jest prawdziwy. Kiedy ponownie spogląda w kamerę, ma pewny wyraz twarzy, choć nie widzę nawet cienia uśmiechu, co więcej nie ma nawet najmniejszych oznak emocji na twarzy, ale jego oczy mówią wiele. Szczególnie mnie.

– Obywatele Panem – przerywa na moment, biorąc głęboki oddech – wybraliśmy nowego Prezydenta. Nie skłamię jeśli powiem, że wybór, jakiego dokonaliście, jest zgodny z moim osobistym wyborem. Wierzę, wierzę z całego serca, że nie pożałujemy tej decyzji. Nie będę przedłużał, nie ja tu jestem najważniejszy – krótko się uśmiecha, ale uśmiech ten nie sięga oczu. Jest tym wyuczonym grymasem, który widziałem setki razy. – Panie i Panowie, nim oficjalnie nowy prezydent złoży przysięgę, proszę prezydenta elekta o przemówienie, o kilka słów podsumowujących wydarzenia dzisiejszego poranka, a może nawet kilka zapowiedzi tego, co planuje zrobić przez najbliższe lata.

Prezydent elekt podchodzi do Caesara chwiejnym krokiem. Zastanawiam się gdzie podziała się jego pewność siebie, gdzie wyćwiczona przez lata charyzma. Panowie krótko ściskają sobie dłonie, Caesar szepcze mu coś na ucho, a on delikatnie się uśmiecha, choć i ten uśmiech nie jest radosny, to też raczej pewien grymas, jakby stres wciąż był zbyt duży, jakby wciąż trzymał.
W końcu podchodzi do przygotowanego na tę okoliczność mikrofonu, staje przed nim prosto, jakby po słowach Caesara i tych kilku krokach zdołał odzyskał pewność siebie i zaczyna przemowę:
– Obywatele Panem…

Z okien naszego apartamentu, rozświetlonego tylko blaskiem jednej małej lampki stojącej przy telewizorze, która tworzy miękki, klimatyczny półmrok, spoglądam na piękną noc. Niebo usłane jest milionem gwiazd, księżyc w pełni świeci jasno, dodając tej chwili magicznego uroku. Jej odbicie, które nagle pojawia się w balkonowym oknie, wyrywa mnie z zamyślenia. Ubrana jest w przepiękną czarną suknię sięgającą jej kostek, delikatnie opływającą figurę. Na nią ma narzucony srebrny szal, który kolorystycznie jest zupełnie jak dzisiejszy księżyc. Włosy upięła w wysoki kok, tylko kilka pasm delikatnie spływa na jej ramiona – jest piękna, jest cudowna…
– Gotowy? – jej głos drży, zdenerwowanie widać w jej ruchach, słowach, spojrzeniu. Przełykam ślinę.
– Gotowy – wystawiam dłoń w jej stronę, ale ona zgrabnie ją omija, poprawiając mi muszkę.
– Lubię cię w smokingu – delikatnie gładzi mój policzek.
– A ja nie lubię smokingów – odpowiadam cicho. Mimo że jesteśmy w domu sami, bo Kate i Marcus dawno już wyszli na dzisiejsze przyjęcie w Pałacu Prezydenckim, to nie chcę psuć tej chwili.
– Zupełnie jak ja takich sukien – odpowiada mi z krzywym uśmiechem, po czym bierze mnie za rękę i razem wychodzimy z mieszkania.
– Mam zamiar – Katniss jest coraz bardziej zdenerwowana, gdy idziemy ulicami Kapitolu, a echo niesie dźwięk  naszych szybkich kroków – powiedzieć Prezydentowi, co sądzę o zapraszaniu nas na tego typu przyjęcia. Zresztą co w ogóle sądzę o ich organizowaniu – stwierdza kąśliwie. Nie cierpi takich uroczystości, nigdy ich nie lubiła i żadne tłumaczenia, wyniki oglądalności, ani nic innego jej nie przekonało. Przed każdym takim wyjściem denerwuje się, choć na szczęście przestała już do ostatniej chwili szukać wymówek, by nie brać w nich udziału. Ale też ograniczamy je do minimum, do tych, na których nasza obecność jest kwalifikowana jako „konieczna” i „niezbędna”. I tych, przed którymi dostaję wiadomość, o której Katniss z reguły nie wie „Dopilnuj proszę, byście się zjawili”…
– Zrobisz, co uznasz za stosowne – odpowiadam jej z uśmiechem. Uwielbiam jak jest taka harda, zadziorna. Taka moja.

Przyjęcie inaugurujące nową kadencję prezydenta odbywa się w Pałacu Prezydenckim. Mają być na nim obecni wszyscy ważni i szanowani mieszkańcy Panem. Liczę na to, że po dzisiejszym zaprzysiężeniu, uda nam się wyjechać na jakiś czas do Dwunastki. Potrzebujemy z Katniss odpoczynku, zasłużonych wakacji, trochę czasu dla siebie.

– Nie uwierzycie – kiedy tylko mijamy próg Pałacu Prezydenckiego, jakiś kelner w liberii podchodzi do nas z tacą wypełnioną szampanem, a równo z nim podbiega do nas pięknie wyglądająca w czerwonej sukni Johanna. Ma takie wypieki na twarzy, że przez moment zastanawiam się, czy to odbicie koloru jej sukni, czy naprawdę coś wzbudziło w niej aż takie emocje.
– Co się stało? – Katniss przygląda jej się uważnie, jednocześnie machając dłonią do kelnera, dając mu znak, że nie ma ochoty na alkohol.
– Lepiej się napij – kwituje jej ruch Johanna, biorąc płynnie z tacy dwa kieliszki, z czego jeden podaje Katniss, a drugi wypija jednych haustem. – Ty też – zwraca się do mnie. Patrzę na nią zaskoczony, coraz mniej podoba mi się ta sytuacja, tym bardziej, że mam wrażenie, że zachowanie naszej przyjaciółki zaczyna przyciągać coraz więcej spojrzeń, a nie wszystkie są życzliwe.
– Możesz jaśniej? – Katniss również przygląda jej się uważnie, delikatnie obracając w palcach kieliszek. Nie chcąc dawać Johannie pretekstu, na wszelki wypadek sięgam po jeden dla siebie, nim zrobi to sama, biorąc znów dwa.
– Beetee przyszedł na przyjęcie – robi wielkie oczy i wciąga mocno powietrze, jakby słowa nie chciały przejść jej przez gardło.
– Z dziewczyną? – przerywa jej męczarnie w końcu Katniss, jakby to było zupełnie oczywiste.
– Co? – pytam ją zaskoczony. Jakimś cudem do mnie nigdy nie dochodzą takie informacje.

Nim Johanna ma czas nam odpowiedzieć, podchodzi do nas właśnie Beetee. Muszę przyznać, że widok jego osoby towarzyszącej jest dla mnie sporym zaskoczeniem, a Johanna raz po raz otwiera oczy coraz bardziej, jakby dawała nam tym samym jakieś dziwne znaki. Katniss przytula się do mnie mocniej i też bierze głęboki wdech. Słyszę jak to robi, ale nie jestem w stanie oderwać wzroku od mężczyzny towarzyszącemu Beetee’emu. Mam dziwne wrażenie, że skądś go znam, że widziałem go już wcześniej i to nie w takiej sytuacji jak teraz, ubranego w idealnie skrojony garnitur, trzymającego za rękę naszego przyjaciela. Po chwili dociera do mnie, że kojarzy mi się raczej z białym fartuchem.
– Skąd ja pana znam? – wyrywa mi się, a towarzysz Beetee’ego uśmiecha się jakby z ulgą, której nie do końca jestem w stanie zrozumieć.
– Mieliśmy przyjemność się poznać, panie Mellark – zwraca się do mnie. Jego głos sprawia, że w głowie momentalnie pojawia mi się pewien obraz. To sala pełna przyrządów do ćwiczeń, wypełniona materacami, hantlami, drabinkami. Przepełniona zapachem potu, talku i sukcesu. Tak właśnie kojarzy mi się miejsce rehabilitacji Beetee’ego, a ten mężczyzna to jego rehabilitant.
– Lucas, prawda? – zwracam się do niego, podając mu dłoń.
– Doskonała pamięć, panie Mellark – odpowiada z uśmiechem, przyjmując uścisk.

– Będzie lepiej, jak będziesz mówił do nas po imieniu, Lucasie – przerywa mu Katniss, również wystawiając dłoń w jego kierunku. – Jak rozumiem, to tobie udało się skraść serce naszego przyjaciela. Tak więc – witaj w rodzinie – mówi z ciepłym uśmiechem i podchodzi do Beetee’ego, by go objąć. Ten gest jest bardzo naturalny i nieraz już przez nią wykonywany, dlatego dziwi mnie wzruszenie na twarzy Beetee’ego.
Kiedy i ja go obejmuję, cicho pytam o co chodzi.
– Nie wszyscy reagują na nas tak, jak wy – mówi cicho, głosem pełnym emocji. – Popatrz choćby na naszą Pierwszą Damę.

Chcę coś odpowiedzieć, chcę zaprzeczyć. Nie sądzę, by Johanna, czy ktokolwiek z nas, miał coś przeciw związkowi Beetee’ego. Dla mnie i dla Katniss to bez znaczenia, czy to mężczyzna, czy kobieta, ważne, by był z tym kimś szczęśliwy. Ale nie mam na to czasu, bo do pałacu szybkim krokiem wchodzi Caesar, uśmiecha się od ucha do ucha, a jego srebrny garnitur w sztucznym świetle blaskiem bije po oczach.
– Panie i Panowie – krzyczy głośno, rozkładając ręce – obywatele Panem przygotowali małą niespodziankę dla prezydenta Mellarka i jego pięknej małżonki.

Spoglądamy po sobie zaskoczeni, a Caesar gestem dłoni prosi, byśmy wyszli na zewnątrz. Paul pojawia się prawie natychmiast, bierze Johannę za rękę i wychodzi za Caesarem, jednocześnie gestem głowy dając nam znać, byśmy zrobili to samo. Wychodzimy posłusznie z pałacu w ciemność, która zaskakuje – chwilę temu paliły się tu lampy i było niemal tak jasno, jak w dzień. Na placu ustawiono trzynaście telebimów – stoją na przyczepach samochodów, co tłumaczy dlaczego nie zauważyłem momentu ich rozstawienia. Chwytam mocniej Katniss za rękę, spodziewając się wszystkiego. Przelatuje mi szybka myśl – cokolwiek się stanie, nie daj się z nią rozdzielić. Cokolwiek…

Z ciemności wyłania się dwoje dzieci – dziewczynka i chłopczyk. Trzymają w dłoniach zapalone świece, podchodzą powoli do prezydenckiej pary, a gdzieś z oddali cichy głos innego dziecka mówi:
– Panie Prezydencie, Pana rządy w naszym pięknym kraju przyniosły nam lepsze czasy. Dziś my podarowujemy Panu światło, rozświetlamy mrok, tak jak i Pan rozświetlił naszą przyszłość.
– Dziękujemy – mówi chór dziecięcych głosów. Błyski światła sprawiają, że rozglądam się wokół siebie. Na całym placu, w mroku stoją dzieci. Każde z nich trzyma świecę i odpala jej płomień jedno od drugiego. Patrzymy na to jak zahipnotyzowani. Na telebimach pojawiają się pojedyncze ogniki, a w każdym dystrykcie Panem dzieci i dorośli, mężczyźni i kobiety robią dokładnie to samo – rozświetlają mrok, budząc wzruszenie w naszych sercach.
– Dziękujemy – przetacza się po całym Panem.

34 myśli na temat “166. Światło w mroku

  1. O Boże….cała notka w napięciu….Rozluźnilam się dopiero jak skojarzyłam,że to jednak Paul 😀 Cuuuudowny pomysł z dzieciakami! To takie słodkie <3 Ogólnie notka cud,miód malina 🙂

  2. Ahh.. ta notka była po prostu boska! Czekałam na nią i codziennie sprawdzałam kiedy się pojawi. Nie wiem jak wpadłyście na ten pomysł z dziećmi ale to było GENIALNE!

  3. Na początku nie mogłam się połapać kto został prezydentem : ). Notka bardzo pomysłowa ! Szczególnie końcówka ze swieczkami..po prostu cudo.

  4. Pozwólcie, że zacznę od krytyki.
    Osobiście zaczyna mnie trochę irytować niewyjaśnianie niektórych spraw. Nie mam na myśli tego, że jest tu wiele tajemniczości, ale to, że ta tajemniczość nie jest wyjaśniana. Prezydent, nie wiadomo który, wychodzi z przemową, a tu nagle przeskakujemy do opisu wieczoru, kiedy to Peeta i Katniss wybierają się na bal. Nie wiem, może to przez moje zmęczenie i słabe staranie się połączenia faktów, ale trochę mnie to denerwuje.
    Teraz czas na pochwały.
    Wątek Beete’ego i jego partnera jest boski! Po prostu nie mogę się posiąść z radości. W końcu ktoś wstawił do fanfiction o igrzyskach wątek o homoseksualistach. Uwielbiam reakcję Katniss i Peety, uwielbiam tolerancyjność z jaką podeszli do związku ich przyjaciela z Trójki. Wielki, ale to wielki plus za to!
    Ostatnie linijki rozdziału także są niesamowite. To w jaki sposób dystrykty dziękują Paulowi… Naprawdę, świetnie to opisałyście. Niesamowity pomysł z tymi płomykami. Przeszły mi ciarki, gdy czytałam ostatnią linijkę. Świetnie zagrano na emocjach.
    Pozdrawiam, życzę dużo weny i czekam z niecierpliwością na rozdział kolejny, który mam nadzieję pojawi się już wkrótce.

  5. Szczerze? Mnie ten wątek z dziećmi i świecami był co najmniej dziwny, żeby nie powiedzieć przerażający. Miałam wrażenie, że wszyscy robią to jak roboty, tak nienaturalnie. Ale faktycznie, przez chwilę już się bałam, że to jednak nie Paul, więc wszystko się równoważy 🙂

  6. Przepraszam was z góry ale według mnie propagowanie homoseksualistów jest najgłupszym pomysłem . O ile ten blog dawał mi jakiś autorytet to teraz uważam go za dzieło przeciętnego LEMINGA ( nie wiecie co to jest ? OCH ALE MI PRZYKRO )

    1. Nie mogę pojąć, dlaczego niektórzy Polacy są tak parszywymi, nietolerancyjnymi ścierwami, żeby nie mówić bardziej obraźliwie. Czy homoseksualiści zrobili ci jakąś straszliwą rzecz, że ich tak krytykujesz? Naprawdę, gratuluję poziomu 😉 Uważam, że wprowadzenie przez autorki tego wątku, to jedna z najlepszych rzeczy. Propagowanie tolerancji wśród ludzi takich jak ty to dobra rzecz. Niech Polaki cebulaki w końcu się ogarną i zrozumieją, że miłość do osoby tej samej płci to nic złego. Ważne jest uczucie, a nie rodzaj męski, żeński, czy nijaki. Ogarnij się, pozdrawiam.

      1. … Serio? Jak nietolerancyjny to odrazu ścierwo, wieśniak i cebulak… Sorry ale nie…
        Dobra, jestem tolerancyjna ale to że ktoś został wychowany w wiedzy katolickiej że homoseksualizm nie jest czymś dobrym czy zgodnym z przykazaniami itp. itd. Nie oznacza że musi być zacofanym mocherem… Niektórych ludzi może to też obrzydzać… Okay, ja nie wnikam…
        Pozatym jak widze niektóre seriale, filmy czy nawet książki to postacie za przeproszeniem są już spedalone…. Facetów pokazuje się w rószoffych ciuszkach a dziewczyny wyglądają jak faceci… Z tego rodzą się stereotypy o homoseksualistach a co po tym idzie, nienawiść do innych :/
        I jeszcze jedno. Trzeba przyznać że w Polsce jest naprawde mało homoseksualistów i wielu ludzi kieruje się przez to stereotypami…
        Dobra, bo jak zwykle sie rozpisałam ;—;
        Podziwiam tych którzy przeczytali moje wypociny bez ładu i składu, do końca (y)

    2. Wiemy co to jest, nie musi byc przykro z tego powodu. Nie propagujemy, tak samo jak nie propagujemy wielu innych kwestii, natomiast przyjmujemy, że swiat taki jest i go opisujemy. Koniec.

      1. Odnoscie kom. Peetniss Nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo lubie wyzywac sie na innych.Homoseksualisci nikomu nic nie zrobili po porostu…kochaja inaczej,nie widze zadnych powodow,zeby im tego zabraniac, ganic ich za to, ani nazywac homseksualizmu choroba.Watek Beete’ego i jego partnera bardzo ciekawy:-)

      2. Nawet nie wiesz jak bardzo podoba mi się twój komentarz , masz rację przecież wy po prostu pokazałyście jak jest , i dzięki wam możemy sobie uświadomić, dokąd tak naprawdę zmierza ten świat. 🙂

    3. Wiesz co? Twój komentarz (z góry przepraszam Anie) strasznie mnie wk****ł! Jak możesz??? Nie ma słów, którymi byłabym w stanie opisać, jak poruszyło mnie każde twoje słowo. ZERO TOLERANCJI! I co? Może rasistką też jesteś? Brzydzę się takimi ludźmi. Nie przepraszam za moje słowa, bo mój poziom tolerancji, jest na samym szczycie! Nie potrafię tolerować takiego zachowania wśród ludzi. dziewczyno, TY NIE TOLERUJESZ MIŁOŚCI HOMOSEKSUALNEJ??? Jeśli blog ci się nie podoba, to spadaj. Nikt cię tu nie trzyma.
      Anie, przepraszam za swoje zachowanie, ale nie będę tolerowała kogoś, kto nie toleruje innych. Jeszcze raz przepraSzqm

      1. Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja nie rozumiem ludzi którzy mówią, że osoby innej karnacji lub homoseksualiści to debile, żeby nie używać innych określeń. Co oni Wam takiego zrobili? Oprócz tego że wyglądają inaczej lub kochają inną osobę? Ja osobiście znam.kilka.takich osób.i wiem, że tego typu określenia są dla nich strasznie przykre i cholernie ich ranią.
        Uprzedzam jestem inną Peetniss 😉

    4. Ehh… Co do propagowabia homoseksualistów droga Peetniss, to ja tu nie widze tego… Propagowanie by było gdyby Anny natarczywie zalewały nas rozdziałami o tym jak żyją geje i lesbijki i jak to zarąbiście być jednym z nich 🙂
      A kożystając z okacji że pisze już komentarz…
      Jestem tolerancyjna, mam kumpla geja, ale to że Beetee jest homoseksualistą to mi nie pasuje… Chyba dlatego że Beetee jest straaasznie podobny do mojego nauczyciela informatyki… Już nigdy nie popatrze na niego w ten sam sposób xD
      Na sam koniec, motyw ze świeczkami był meega uroczy, mimo że wydawał mi się troche wyuczony i z lekka wymuszony :

  7. Jaka ja zacofana. Czytam dopiero teraz bo nie mam czasu… Ugh… Myślę że nie tylko ja. Xx Notka świetna! 🙂

  8. Super notka ! Trzymałyście nas w napięciu do samego końca, ale było warto-końcówka była naprawdę wzruszająca i pomysłowa 🙂 Wątek z Beeteem i jego partnerem bardzo mi się podobał, cieszę się, że na tym blogu w taki czy inny sposób poruszacie tematy tabu czyli właśnie homoseksualizm, naprawdę duży plus dla was. Czekam na kolejną notkę z niecierpliwością. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *