167: Wschód słońca

Witajcie. Serdecznie zapraszamy do czytania i komentowania. Niezmiennie- co od dawna powtarzamy- Wasze komentarze są dla nas niezwykle ważne. Prosimy o jeszcze.

Nadaj nie jesteśmy w stanie podać terminu kolejnej notki, ale uwierzcie mi, obie bardzo się staramy, aby wrócić do systematyczności, jaką miałyśmy kilka miesięcy temu. Raz jeszcze proszę o wyrozumiałość. Nie przedłużając- serdecznie zapraszamy 🙂

A. & A.

P.S: Wszystkim Pandom i czytelnikom dziękuje pięknie za życzenia urodzinowe i za tą piękną przesyłkę dostarczoną mi do pracy przez kuriera 🙂 Jesteście kochane, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą.

 

Nie mogę zasnąć. Kręcę się od dobrej godziny, wciąż próbując znaleźć właściwą, wygodną pozycję. Na nowym miejscu zawsze mam trudności z zasypianiem, zawsze zajmuje mi to dużo czasu. Tylko, że to nie jest nowe miejsce…

Budzę się. Jestem kompletnie niewyspany, a równocześnie zaczynam dochodzić do tego, że nie zasnę po raz kolejny. Plecy bolą mnie od wymuszonej pozycji, łóżko jest niewygodne. Nie chodzi tu nawet o materac, poduszkę, czy cokolwiek innego. Chyba po prostu już z niego wyrosłem – od czasu, kiedy spałem w nim ostatni raz, minęły lata. Otwartymi oczami wpatruję się w ciemność, która mnie otacza, wsłuchując się równocześnie w dźwięki mojego rodzinnego domu. Najbliżej słyszę równy, miarowy oddech Peetera, nadal śpiącego ze mną w tym samym pokoju. Z kuchni dochodzi do mnie odgłos kapiącego kranu, a z sypialni rodziców – chrapanie ojca. Z dźwięków, które zapamiętałem, brakuje tylko równie głośnego chrapania Patricka, ale on już od dawna tutaj nie mieszka…
W końcu dochodzę do wniosku, że dalsze leżenie nie ma sensu. Wstaję powoli, podchodzę najciszej, jak potrafię do okna i powoli odsuwam firankę. Całe miasteczko spowite jest we mgle, przez którą blade światła latarni ledwie się przebijają. Wszędzie leżą żółte liście, choć to raczej wiem, niż widzę, bo snująca się wilgoć sprawia, że szeleszczący dywan zamienił się w szarość. Świat za oknem jest trochę mroczny, ale równocześnie piękny i pociągający. Nagłe pragnienie budzi się we mnie niespodziewanie – szybko sięgam po spodnie, buty i kurtkę. Przechodząc obok łóżka Peetera, widzę jak spokojnie śpi, wtulony w wielką pandę, którą przywiózł z pierwszej wizyty w Kapitolu.

Schody skrzypią przy każdym kroku, choć staram się stawiać stopy delikatnie i cicho. Otwieram drzwi,  a i one skrzypią niemiłosiernie. W ciągu dnia tego nie zauważyłem, ale teraz, w nocnej ciszy domu, ten jęk drewna wydaje się być głośny jak syrena alarmowa.

Chłód powietrza mocno mnie zaskakuje, nie sądziłem, że jest aż tak zimno. Podnoszę kołnierz kurtki, aby choć trochę ochronić się przed niską temperaturą, która mocno przenika moje ciało, ale to oczywiście nic nie pomaga. Powoli idę zamglonymi uliczkami miasteczka, a opadłe liście i mokra ziemia wydzielają charakterystyczny dla jesieni, wilgotny zapach. Nie sądziłem, że poranki o tej porze roku mogą być tak piękne. Nogi niosą mnie same w miejsce bliskie jej sercu… Kiedy jej matka kazała mi iść do domu moich rodziców, a oni z kolei, bez mrugnięcia okiem, przystali na to, Katniss nawet na mnie nie spojrzała. Stała cały czas odwrócona do mnie plecami, nawet nie drgnęła. Dziwnie się z tym czuję – nie sądziłem, że naszym rodzicom tak łatwo uda się nas rozdzielić, a przede wszystkim – że ona tak łatwo na to przystanie.

Las jest o tej porze dnia jest niezwykle spokojny, a przy tym mroczny. Mgła nie jest tu tak uporczywa, jak w mieście, ściele się raczej nisko, pozwalając na swobodne poruszanie się. Słońce jeszcze nie wstało, ale drogę lekko oświetla, przedzierające się przez ogołocone z liści gałęzie drzew, światło księżyca.

Gdzieś w oddali dochodzi mnie dźwięk łamanych gałęzi i przez głowę przechodzi mi słodka myśl, że niebo mi sprzyja. Rozpaczliwie chcę wierzyć, że Katniss – tak jak i ja – zapragnęła wczesnoporannego spaceru. Ale po chwili dochodzi do mnie, że to może być cokolwiek – zwierzę, wiatr, inny myśliwy. A nawet on – wiem, że też przyjechał do Dwunastki…

Dochodzę do ukrytej wśród drzew skały. Doskonale wiem, że to „ich” skała, ale jest mi to w tej chwili obojętne. Kiedy siadam na jednym z kamieni, jestem solidnie zmęczony wspinaczką. Niestety, mimo wielu lat, w takich momentach dotkliwie czuję, że proteza niekoniecznie ułatwia mi życie. Choć bez niej wcale bym się tu nie dostał… Oddychając jeszcze ciężko, widzę jak powoli, zza horyzontu, wstaje nowy dzień. Słońce, przepięknie pomarańczowe, powoli wyłania się zza linii drzew, zabierając miejsce księżycowi. Jestem zafascynowany barwami, krajobrazem, pięknem świata.

– I co lepsze – wschód, czy zachód słońca? – jej głos odrywa mnie nagle od obserwacji urokliwej sceny. Katniss uśmiecha się delikatnie, przyglądając mi się ciepło, ale nie zbliża się do mnie.
– Ty – odpowiadam bez zastanowienia, ale widząc jej karcące spojrzenie, dopowiadam – wschód słońca w twoim towarzystwie.
– Peeta – wzdycha wymownie. Zachowuje się, jakby ganiła mnie za to, że tu jestem – w tym lesie, na tej skale. Jej kolejne słowa tylko to potwierdzają, sprawiając mi trochę ból:
– Co tutaj robisz? Mieliśmy się nie widzieć.
– Obudziłem się w środku nocy w wyjątkowo niewygodnym, małym łóżku i zapragnąłem spaceru po lesie – odpowiadam i mam nadzieję, że usłyszała, że zrozumiała moją uwagę o niewygodnym łóżku.
– Peeta – znów ten sam ton, którego się jednak nie spodziewałem – nie narzekaj na niewygodne łóżko. Spróbowałbyś wyspać się w domu, gdzie chrapie Shen – przewraca oczami.
– Co? – jestem kompletnie zaskoczony jej odpowiedzią. Byłem pewien, że śpi w Wiosce Zwycięzców.
– Mama zabrała mnie do siebie. Powiedziała, że nie pozwoli na to, bym spała w tym domu – mocno akcentuje słowo „tym”. – Mówiła coś o tym, że jestem jej córką, że powinnam spać u niej, takie tam – uśmiecha się znów, robiąc wreszcie krok w moją stronę. Zamiast współczuć jej niewyspania, mam ochotę dalej ponarzekać na obolałe ciało. Gdy tylko położyłem się w moim starym łóżku, zacząłem myśleć o niej. A potem na myśl przyszła mi pierwsza noc w pociągu do Kapitolu, w drodze na nasze pierwsze igrzyska. To było szaleństwo, bo jechałem na śmierć, a mimo to miękkość tamtego materaca, zapach pościeli, jej delikatna faktura, sprawiły, że po raz pierwszy i ostatni nie miałem problemów z zaśnięciem w nowym miejscu. Katniss podchodzi do mnie powoli, ja dopiero po chwili przywołuję moje ciało do porządku i powoli wstaję. Mam wrażenie, że już czuję ciepło bijące od niej, wystawiam rękę, pragnę jej dotknąć, przytulić, pocałować…

– Co się tutaj wyprawia? – odskakujemy od siebie wystraszeni. Gale stoi przed nami, z rękami założonymi na piersi, roześmiany od ucha do ucha.
– Gale? – wypowiadamy jednocześnie, zaskoczeni jego obecnością i zawstydzeni tym, że nas przyłapał.
– Co by powiedzieli wasi rodzice, wiedząc, że urządzacie sobie poranne schadzki? – sam nie wiem, czy w jego głosie słychać śmiech, satysfakcję, czy przyganę. Chyba wszystko po trochu, niestety.
– Skąd się tutaj wziąłeś? – Katniss przechodzi do ataku. Ma zaskakująco groźny wyraz twarzy i nieprzyjemne tony w głosie. Jakby… Jakby naprawdę była wściekła, że nam przerwał. Gale chwilę jeszcze przygląda nam się z uśmiechem, a w końcu poważnieje lekko i wyjaśnia krótko:
– Twoja mama kazała cię pilnować – mimo szczerości odpowiedzi i spokoju myśliwego, widzę że w Katniss zaczynają buzować emocje. On też to zauważa i dodaje po krótkiej pauzie, już całkiem poważnie. – Robię tylko to, o co mnie poproszono. Dlatego daję wam wybór – jedno z was odwróci się teraz i wróci do domu – spogląda przy tym wymownie na mnie. Unoszę brwi, ale jego mina jasno daje mi do zrozumienia, że jeżeli ja nie odejdę, to on zabierze stąd Katniss, choćby siłą.
– Dobra, to ja już pójdę – nie mam ochoty na kłótnię, wiem, że nie ma najmniejszego sensu. Odpuszczam, zupełnie tak jak wczoraj wieczorem, kiedy jej matka wypędziła mnie z naszego domu. Teraz zresztą zastanawiam się, po co to zrobiła, skoro i tak jej również nie pozwoliła w nim zostać. Powoli schodzę ze skały, starając się przy tym nie spuszczać Katniss z oczu, a ona przykuca. Nie wiem czemu, ale jest to dla mnie wygodne, bo w tej pozycji łatwiej mi utrzymać kontakt wzrokowy z nią. Kiedy moje stopy dotykają wreszcie stabilnego podłoża, unoszę wysoko głowę i pytam:
– Katniss, spotkasz się ze mną dzisiaj w Wiosce Zwycięzców?
Gale nic nie mówi, tylko uważnie przygląda się nam obojgu, jakby czekał na rozwój wydarzeń.
– O której? – Katniss dopytuje jakby od niechcenia.
– Powiedzmy w południe – odpowiadam jej z uśmiechem.
– Zobaczę, co da się zrobić – kwituje krótko.
– Będę czekał – mówię, idąc przez chwilę tyłem, by jak najdłużej móc na nią patrzeć. – Będę czekał w samo południe w samym środku Wioski.

 

Spotkanie z nią dodało mi skrzydeł. Zapomniałem już o niewyspaniu, o tym, że byłem obolały. Zamiast tego prawie biegnę przez las i kiedy w końcu staję na jego brzegu, aby złapać oddech, zauważam przed sobą małe drzewko głogu. Jego dojrzałe owoce, wilgotne jeszcze od mgły, pięknie prezentują się w blasku porannego słońca. Do głowy wpada mi pomysł – zrywam kilka gałązek wraz z owocami. Do tego dodaję kolorowe, duże liście, kwiaty wrzosu, jakieś dziwne podłużne gałązki pomarańczowych, wyglądających jak papierowe lampiony, kwiatów. Po około godzinie mam w dłoniach kolorowy jesienny bukiet… Ale choć jest piękny, mam poczucie, że nadal brakuje w nim serca. Brakuje tego specjalnego kwiatu, który nadałby mu ostateczny, pełny wygląd. Oczami wyobraźni go widzę – wiem, co to jest za kwiat, wiem nawet gdzie go znaleźć, ale wiem też, że sam nie dam rady tam dotrzeć. Jestem znów na skraju lasu i jedna część mnie chce tam wrócić, by dostać się nad staw, ten nad którym znaleźliśmy dawno temu rodziców. Równocześnie wiem, że jeśli zaraz nie wrócę do domu, rodzice zaczną mnie szukać, robiąc przy tym spore zamieszanie. Rozważania przerywa czyjś uścisk i wzrok przyglądający się mnie i niekompletnemu bukietowi i wreszcie głośne westchnienie.

Przekraczam próg domu i od razu zostaję napadnięty przez rodziców. Zarzucają mnie pytaniami o to gdzie byłem, co robiłem, po co mi ten bukiet. Moja odpowiedź nie przypada im do gustu, zwłaszcza matce. Na sam dźwięk imienia Katniss robi się purpurowa na twarzy, wymachuje rękami, krzyczy coś niezrozumiałego o nieszczęściu. Bolą mnie jej słowa i powoli wlekę się po schodach na górę. Biorę prysznic, wkładam świeże ubranie i czekam. Jeszcze tylko cztery godziny i znów ją zobaczę.

 

 

48 myśli na temat “167: Wschód słońca

  1. Super! Tylko co im rodzice taki celibat nałożyli? Nie podoba mnie sie to, słyszycie rodzino Peety i Katniss, niefajnie! 😀

  2. Ja nie wiem czy coś przeoczyła, czy zapomniałam. Dlaczego śpią w starych domach, matka Peety jest zła na myśl o Katniss i nie mogą się spotykać? 😀 Nie rozumiem :c Ale rozdział jak zawsze świetny. Czekam z niecierpliwością na następny.

  3. Ale się narobiło 🙁 Jestem w szoku. Mam nadzieję, że w następnej notce będzie wszystko wyjaśnione czemu Katniss nie może się spotykać ze swoim narzeczonym, a on z nią. To takie przykre, być związku z kimś przez tyle lat, a tu nagle nie mogą się widzieć. 🙁

    1. Mam takie samo zdanie jak ty Emily i wiem ,że jak ja będę kiedyś w tak mocnym związku to moi rodzice mogą się***… ze mną porzegnać ,bo nie jestem typem człowieka ,który idzie na kompromisy ,a szczególnie zakazy i nakazy od osiemnastego roku ,życia więc raczej mnie nie rozdzielą…

  4. Świetny rozdział, taki tajemniczy. Ale nic nie rozumiem. O co chodzi z tym celibatem? I co Gale robi w Dwunastce, przecież mieszkał w Ósemce z synkiem i Paylor? Czekam na nowy, oby jak najszybciej, bo nic nie ogarniam:)

  5. Zastanówmy się. Może w 12-tce jest jakiś przedślubny zwyczaj co? Z parą E&H jego przestrzeganie nie miałoby sensu ze względu na Josha , ale tutaj… Domysły, domyśliki 🙂 😛

  6. Jaka urocza notka 🙂 Jak tylko przeczytałam o tym, że nie mogą się widzieć i, że to przynosi nieszczęście od razu zaświeciła mi się czerwona lampka „czyżby szykował się ślub ?”. Już nie mogę doczekać się kolejnej notki. Pozdrawiam 🙂

  7. No coś mi tu nie pasuje 😉 Pierwsze moje skojarzenie to, to że będzie ślub!! No coś mi się tak wydaje bo nie pozwolili im spać ze sobą, przecież mama Peety kocha Katniss jak córkę:) I tu teraz jej reakcja że się spotkali ? No coś się kroi 🙂 Czekam na rozwój wydarzeń 🙂

  8. Dwunastka – zwyczaje
    zwyczaje – może właśnie, że przed ślubem nie mogą się spotykać
    ( taka moja myśl, żeby później te chwile, które spędzili przed ślubem w odosobnieniu nowożeńcy nadrobili po ślubie – żeby szybko rozwodu nie było xd ) – taka przepowiednia czy cóś

  9. Halo, halo ślub nam się szykuje. Oczywistym jest, że pan młody nie może widzieć panny młodej przed ślubem bo to przynosi nieszczęście, i że noc przed ślubem powinno się spędzić w domu rodzinnym ( jeśli takowy jeszcze istnieje). Gal ma ich pilnować, żeby pocałunki zostawili do ołtarza. :D:D Super notka. 2 pod rząd oczami Peety. Takie lubię. (y)

  10. Rozdział mogę opisać tak:
    Może tamto, może nie. Jakieś takie, może inne, może owakie. Piąte przez dziesiąte, może czwarte przez ósme, szóste przez dwunaste. Co się dzieje, co ja czytam, czy to ten blog, czy to w ogóle jest o dalszych losach po Igrzyskach? Może zabłądziłam.
    Czyli pokrótce rozdział niezrozumiały. Pytam o pogodę, a Wy mówicie co jadłyście na obiad – tak to wygląda. No cóż, może w następnym rozdziale wyjaśni się niezrozumiałe spięcie między matką Katniss i Peety. I dziwi mnie dlaczego Katniss tak bezsensownie zareagowała, jakby miała Mellarka głęboko gdzieś.

    1. Ewel, takie rozdzialy juz bywały (pamiętasz Sen? albo ślub z Kate? ;)). Wyjasnimy wszystko, tak chyba do dwóch tygodni 🙂

      1. Szczerze powiedziawszy, rozdziały, o których mówisz były dla mnie o wiele bardziej zrozumiałe. Było wspomniane, że matka Peety zasypia i wtedy można wychwycić moment, kiedy z rzeczywistości przechodzimy na sen. Jednak w teraźniejszej sytuacji nie jest możliwe ocenić czy jest to sen, rzeczywistość… halucynacja? Jeden rozdział kończy się uroczystym podziękowaniem prezydentowi, kolejny zaczyna się, gdy Peeta i Katniss nie mają pozwolenia przebywać w swoim towarzystwie. Jak widzę, większość stawia na ślub, ale ja wątpię, abyście miały tak szybko połączyć Mellarka i Everdeen węzłem małżeńskim.

        1. A może nie śpią w swoich domach w Wiosce Zwycięzców, bo „coś” się tam dzieje?
          Mama zabrała mnie do siebie. Powiedziała, że nie pozwoli na to, bym spała w tym domu – mocno akcentuje słowo „tym”.
          Big, big, big suprise!
          U Ań wszystko możliwe 😀

  11. Albo wy zapomniałyście wstawić jakiś rozdział albo ja coś pominęłam….. ale nie wydaje mi się. Ogólnie rozdział świetny tylko….. o co c’mon? Czekam na wyjaśnienia :*:*:*

  12. Notka super! Na pewno chodzi o ślub, ale też odniosłam wrażenie, że przegapiłam jakąś notkę. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział <3

  13. Cóż nie rozumiem czemu mieszkają oddzielnie i czemu Gale miał pilnować Katniss ? Czyżby szykował się ślub a to jakaś tradycja dwunastki ? Rozdział genialny jak zawsze

  14. Nie to nie może być ślub!! Gdyby to jednak był jakiś zwyczaj to czy Peeniss (xDD) by o tym nie wiedzieli? Przecież wiedzili o tostach, więc logicznie powinni wiedzieć osparacji. Notka jak zwykle git!! Więcej takich!!!

  15. Pierwsza myśl: Oczywiście to, co większość – ślub. Ale potem… Zaczęłam mieć wątpliwości. Im dalej w las, tym więcej drzew. W tym wypadku… niezrozumiałych rzeczy. Ale wiem, że niedługo dowiem się, o co chodzi. Mam nadzieję. I po cichutku liczę na to, że może rozwinie się to pozytywnie, choć najczęściej takie „zaplątania i niezrozumiałości” były tuż przed złymi momentami… Dobra, to ja już może zamknę sie w sobie, przestanę spekulować i sobie pójdę. Paa! :*

    MD

    *Nie, żeby coś, ale nie myślcie sobie, że to tak na zawsze. Na teraz sobie poszłam 😉

  16. Taaaaaak !!! Nareszcie ten mój upragniony ślub ;D mam tylko nadzieję że nic się nie skomplikuje i ślub dojdzie do skutku ^^ jak ja kocham takie momenty ! <3 notka naprawdę cudowna ! :))

  17. Czytam raz i nie no pogięło ich matki…. co te Anie wymyślił po tylu latach bycia razem nagle nie mogą razem spać… atu potem się domyśiłam… będzie ślub i wesele też 🙂

  18. kurde, to chyba jednak nie będzie ślub.. no za prosto i wgl.. ale dziwi mnie również fakt, że ich rodzice tak łatwo ich rozdzielili, przecież są dorośli, sami podejmują decyzje, a tu bum nagle matki ich rozdzielają z jakiegoś powodu.. no nic, trzeba czekać c:

  19. Hej! Przeczytałam waszego bloga. Niestety za szybko. Nie mogłam się oderwać, ciągle tylko czytałam i czytałam, jak nie mogłam to myślami byłam w blogu. Mam do was jednak dwa pytania. Pierwsze to kiedy będzie następna notka (tak około). Drugie to, w którym rozdziale było to jak Johanna śmieje się z Katniss i Peety z tego, że się nie zabezpieczali? Bardzo proszę o odpowiedź.

  20. jejku. jakis tydzien temu znalazlam twojego bloga… on jest po prostu idealny. przez niego nie spalam przez kilka nocy. tak bardzo wciaga, masz talent kochana <3 nie moge sie doczekac kolejnej notki. tak btw to przegladalam juz kiedys inne takie blogi ale ten jedyny mi sie spodobal. ps. nigdy nie przestawaj pisac
    ps2. sorry za brak polskich znakow ale mieszkam w norwegii i mam norweski laptop a mi sie ie chce zmieniac XD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *