168. Podjęte decyzje

Witamy :),
Wszystkim, którzy pytają o co chodzi, dlaczego tak, odpowiadamy – prosimy o jeszcze jakiś tydzień cierpliwości 🙂 Obiecujemy, że w najbliższych notkach wszystko wyjaśnimy i będzie to logiczne ułożenie akcji. Ale jeszcze chwilę dajcie sobie pozgadywać, a nam – zbudować napięcie 😉
Następna notka – cóż… wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie w czwartek, w formie wisienki na torcie premiery. Jeśli znaki się nie zmienią – wieczorem tu zaglądajcie 🙂

A teraz – miłego czytania i czekamy na komentarze 🙂
A&A

—-

Próbuję sobie wmówić, że mama robi dobrze, że tak powinno być. Ale wcale się z tym nie zgadzam. Tylko równocześnie nie mam siły walczyć, kłócić się z nią. Nie chcę kończyć dnia krzykiem… A mimo to serce mi się kraje, gdy każe mu wyjść, iść do jego rodziców. Nie chcę patrzeć w tym momencie na jego twarz, bo wiem, że zaraz wszystko odwołam, każę wyjść mamie, a jemu zostać. A nie powinnam, nie mogę tego zrobić, jeśli nie chcę mieć awantury z obiema mamami.

Patrzę przez okno, za którym zimny, jesienny wiatr porywa w górę kolorowe liście, sprawiając, że tańczą, niesione jego siłą. Słyszę jak Peeta do mnie mówi… Zaciskam wargi i dłonie, ostatkiem siły walcząc, by się nie odwrócić. Łzy płyną mi po policzkach, gdy słyszę jak wychodzi, jak zamyka za sobą drzwi. Zostaję sama i czuję się pusta, rozdarta, nieszczęśliwa.

Przez szybę widzę, jak wściekle przedziera się przez jesienny krajobraz. Nawet gdybym nie miała go teraz przed oczami, wiedziałabym, że jest wściekły. A sposób w jaki idzie, jak się porusza, tylko mnie w tym upewnia.
– Ubieraj się, Katniss – mama nadal mówi stanowczo. Odwracam się z głupią nadzieją, że zmieniła zdanie, że chce mi powiedzieć, żebym za nim biegła.
– Co?
– Ubieraj się, nie zostaniesz w tym domu – dziwnie akcentuje słowo „tym”. Jakby nasz dom był… brudny? Skażony? – Przenosisz się do mnie i Shena.

Wzruszam ramionami. Ani ona, ani rodzice Peety nie liczą się z naszym zdaniem, więc jest mi już wszystko obojętne. Gdyby to nie było tak skomplikowane, wsiadłabym dziś w pociąg albo poduszkowiec i poleciała do Czwórki, do Annie. Albo nawet do Kapitolu. Ale tego też nie mogę…

Shen otwiera nam drzwi, a ja wpełzam do domu matki kompletnie przemoczona. Jej mąż, a mój ojczym o nic nie pyta, zamiast tego zerka na mamę.
– O co ci chodzi? – burczy na niego, kiedy on pomaga jej zdjąć przemoczone deszczem ubranie. W końcu dodaje – nie zostanie w tamtym domu, co to, to nie.
Spoglądam na Shena. Po cichu miałam nadzieję, że choć on wykaże się rozsądkiem i zareaguje jakoś, stanie po mojej stronie, ale nic z tego. Shen kiwa tylko nieznacznie głową, kierując się do kuchni.

Gorąca herbata mnie rozgrzewa, jednocześnie usypiając i pogłębiając moje wątpliwości. Deszcz bębni o parapet, a ja siedzę zawinięta szczelnie w koc w salonie mamy i bezmyślnie patrzę się w telewizor. Nie, właściwie nie patrzę – moje myśli są gdzieś daleko, analizując ostatnie wydarzenia.
Shen cicho puka i wsuwa się do pokoju. Ale zaskakuje mnie druga osoba, która wchodzi razem z nim – promiennie uśmiechnięty Gale.
– Czego chcesz? – pytam zaczepnie. Tak naprawdę cieszę się na jego widok, ale przy obecnym nastroju jakoś samo tak wyszło.
– Chciałem zobaczyć jak się trzymasz – nadal uśmiecha się szeroko.
– Jak widać – doskonale – odpowiadam mu kąśliwie. Zastanawiam się, kiedy się zrazi, ale zamiast tego przysiada obok i razem ze mną ogląda reportaż o wizycie pary prezydenckiej w Siódemce. Dobrze jest tak siedzieć z nim – nie odzywając, po prostu patrząc przed siebie. Jak kiedyś. Twarze migają mi przed oczami, reporter coś opowiada, ale ja jestem daleko, przed oczami wciąż pojawia mi się smutny wzrok Peety.
– Idę spać – decyduję nagle. Mam dość tego wszystkiego, co się ostatnio dzieje. Chcę żeby było już po wszystkim, żeby rodzicom przestało odbijać, żeby zostawili nas w spokoju.

Leżę w pokoju gościnnym i – najmocniej jak potrafię – przyciskam sobie poduszkę do ucha. Ale to złudzenie, poduszka wcale nie pomaga. Chrapanie Shena niesie się po całym domu, a ja zastanawiam się, jak mama może przy tym spać. W końcu nie wytrzymuję, człapię do kuchni i nalewam sobie wody do szklanki. Sączę powoli, pozwalając by płyn powoli spływał mi po suchym gardle. Spoglądam przez okno, nie muszę nawet podnosić firanki, bo jest krótka, więc spokojnie pozwala na podziwianie miasteczka. Choć dziś to raczej podziwianie mgły, która jest tak gęsta, że nawet światło niespecjalnie się przez nią przebija. Nagle, gdzieś z głębi domu, słychać wyraźne bicie starego zegara taty, które wyrywa mnie z jakiegoś marazmu, w którym tkwiłam przez ostatnie godziny. Biegnę przez dom, nie zwracając uwagi na to, że hałasuję. Chrapanie Shena raczej trudno przebić zwykłymi krokami.

Las wita mnie znajomą aurą tajemniczości. Idę po nim powoli, chłonąc całą sobą jego majestat, zapach, tę mieszaninę uczuć, którą we mnie budził. Do wschodu słońca jeszcze daleko, co daje mi sporo czasu, nim ktokolwiek zorientuje się, że nie ma mnie w łóżku. Jezioro, nad które przychodziłam z ojcem, wygląda malowniczo w mgle przebijanej blaskiem księżyca, jest cicho i spokojnie. W końcu mogę zebrać myśli, zastanowić się.
Powoli idę przez las, zbliżając się do naszej skały. Nie umawiałam się tutaj z Gale’em ale coś mi mówi, że będzie tam dzisiaj – znamy się od dawna, on pierwszy domyśli się, gdzie mogłam pójść. Słońce wyłania się na horyzont, kiedy stawiam nogę na szczycie skały. Ale to nie Gale’a tam zastaję, tylko wpatrzonego we wschód słońca… Peetę. Stoję i patrzę na niego chwilę – na jego zaczerwienione chłodem policzki, na lekko rozchylone usta, chwytające łapczywie powietrze i wypuszczające je w formie mgiełki, jakby też przed chwilą tu dotarł. Kiedy zadaję mu pytanie, reaguje dopiero po chwili. Uśmiecha się, a ja jestem trochę zła, a trochę zaskoczona jego obecnością tutaj, co sprawia, że zamiast czułości, wychodzi mi złośliwa uwaga.

Kiedy Peeta schodzi ze skały i odchodzi szybkim krokiem, przysiadam na niej na chwilę.
– I co, pójdziesz na tę randkę? – pyta jakby z przekąsem Gale.
– Jeszcze nie wiem – odpowiadam lekko rozbawiona, bo doskonale wiem do czego zmierza ta rozmowa. Oboje wiemy – Gale śmieje się krótko, nosowo i dodaje – Nie mów matce o tym spotkaniu, nie spodoba jej się to.
Tak naprawdę mam pewność, że się z nim dzisiaj spotkam. Wszystkie podjęte dziś decyzje są słuszne – las pozwolił mi na poukładanie myśli, na oderwanie się od rzeczywistości i odpoczynek. Wiem, co powinnam zrobić, a co więcej – wiem, co chcę zrobić.

Od wielu tygodni, codziennie bezskutecznie próbowałam to napisać. Słowa nijak nie chciały się pojawić ani w mojej głowie, ani tym bardziej nie chciały pojawić się na papierze. Jednak teraz, po powrocie, leżąc w wannie pełnej gorącej wody i pachnącej piany, idzie mi to zaskakująco łatwo. Dokładnie w momencie kiedy kończę pisać, drzwi łazienki cicho się otwierają. Mama przysiada na wannie, palcami sprawdza temperaturę wody i spogląda na notes w moim ręku. Kiedy jej go podaję, przez moment się waha, ale potem uważnie czyta. Jej twarz łagodnieje z każdym słowem, łzy powoli płyną z jej oczu i kiedy kończy, przygląda mi się uważnie.
– Jestem pewna, że zrozumie – mówi cicho, głosem pełnym wzruszenia. – To dobra decyzja, córeczko.
Potem lekko całuje mnie w czubek głowy, a wychodząc – dodaje:
– Johanna przyjechała.
Wzdycham ciężko. Kocham ją, ale wolałabym jeszcze przez parę godzin mieć spokój, a z Johanną będzie to raczej niemożliwe.

Johanna nie przyjechała sama, jest z nią Annie. Obie są równie zdenerwowane jak ja, ale w głębi serca bardzo cieszy mnie obecność ich obu. Otulona w miękki szlafrok, siedzę na łóżku i opowiadam im moje dzisiejsze spotkanie z Peetą. Obie moje przyjaciółki wymieniają porozumiewawcze spojrzenie, uśmiechają się przy tym. Przyznaję, że nie sądziłam, że Johanna porzuci obowiązki pierwszej damy na okoliczność przetrwania tej rewolucji, którą przygotowali nam nasi rodzice.
– Masz zamiar spotkać się z nim w tym stroju? – uwaga Johanny mnie bawi, choć ona sama udaje, że powiedziała to bardzo poważnie. Rzeczywiście, szlafrok to nie najlepszy strój na naszą dzisiejszą randkę. Dziś chcę go zachwycić, chcę być i czuć się piękna, chcę by nigdy nie zapomniał naszego spotkania w samo południe, w samym środku Wioski Zwycięzców.

30 myśli na temat “168. Podjęte decyzje

  1. Ja chcę już wiedzieć! Jaka rewolucja!? Jaka decyzja!? Przecież wy dobrze wiecie że ja do najbardziej cierpliwych nie nalezę….:P Ale notka cud,miód orzeszki 🙂 Czekam ( z niecierpliwością przecież) na dalsze wyjaśnienia ::D I nie życzę sobie jakiegokolwiek rozłamu! no…..

  2. Boże, czytam i nie wiem o co chodzi – przez głowę przechodzi mi tysiące myśli. W jednej chwili myślę sobie, że jakieś rozstanie się szykuje, a w kolejnej – małżeństwo. Czekam z niecierpliwością na czwartek, a teraz idę przeczytać jeszcze raz notkę, może uda mi się coś zrozumieć ;D Pozdrawiam 🙂

  3. O co tu w końcu chodzi ??? Hmmmm…. moja pierwsza myśl to ślub ale chyba już się pogubiłam :/ No kochane nasze Aneczki czekamy z niecierpliwością aż się wszystko wyjaśni 😉

  4. 🙁 nie rozumiem…ale bardzo mi się podoba. Przez cztery dni będę główkowała, może coś wymyśle…coć wątpie. Ale strasznie podoba mi się notka
    <3 <3 <3

  5. O co tu chodzi?
    Im bliżej do końca tym bardziej nic nie rozumiem.
    Udało wam się zbudować napięcie. Już się nie mogę doczekać czwartku.

  6. Jeeeeeejuuuuu no normalnie mnie rozsadza od środka z emocji 😀 Nie mogę się doczekać, aż się wszytsko wyjaśni, czemu ich rodzice się tak zachowują, o czym jest to co Katniss pisała w wannie i kto „zrozumie”…
    Czekam z wieeeelką niecierpliwością!

  7. Jedyna rzecz jaka przychodzi mi na myśl to: CO proszę? O co kaman?! Notka świetna jak zawsze. No to teraz odliczmy do kolejnej (:

  8. Jeeej. .. ja juz sama nie wiem co mam myśleć. Po poprzedniej notce byłam pewna że szykuje się ślub , potem jak zobaczyłam że Katniss coś pisze to pomyślałam że to coś związanego z Prim . A teraz to mi wygląda na rozstanie … słowa mamy Katniss :”jestem pewna że zrozumie” mam wrażenie że odnoszą się do Peety, a później : „chcę by nigdy nie zapomniał naszego spotkania” te słowa brzmią mi trochę jak pożegnanie :/ i jeszcze przyjechały Johanna i Annie i w tej chwili w mojej głowie kiełkuje wspomnienie małego, drewnianego domku w lasach siódemki … Ale to chyba najgorszy z możliwych scenariuszy 😉

  9. Czy mogłybyście przestawić date na czwartek i wstawić notkę dzisiaj? Proszeeeee 🙂 A tak wgl o co chodzi? I co ten ********* Gale robi w 12? Błagam, przyspieszcie czas….. Buziaczki :*:*:*

  10. What? Waht? What? Teraz to już kompletnie nic nie rozumiem O.O Nawet nie będę potrafiła się niczego nauczyć, bo ciągle będzie to w mojej głowie :/ 😀

  11. Co ku*wa? Znów się rozejdą?!? Dziewczyny jesteście super, ale jak słyszę o kolejnym rozstaniu i kryzysie w ich związku to mi się zagrać chce;_;

  12. Hej właśnie od wczoraj czytam wasz blog iiiiii….. Jestem…. ZACHWYCONA!!!!!
    Boże żałuję że wcześniej nie znalazłam tego bloga!
    Nie przespałam całej nocy i tylko czytałam czytałam. Poprostu WOW. Macie niesamowite pomysły i oby tak dalej.

    P.S niektórym może się to wydawać dziecinne, ale płakałam w pewnych momentach…

    P.P.S te opowiadania co piszecie powinny być dodatkiem do trylogii, tak tylko mówię… 🙂

    Pozdrawiam serdecznie A&A

  13. Nope. Nope. Nope. Czo się tu do jasnej Anielki dzieje?! ;-; Ten blog zaczyna być (chociaż jest od dawna) skomplikowany jak Moda na Sukces xd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *