169. Randka

Witamy 🙂
Znaki na niebie i Ziemi pozostały niezmienne, więc dziś, na kilka godzin przed wejściem Kosogłosa na polskie ekrany – zapraszamy Was do kolejnej notki. I czekamy na Wasze komentarze 🙂
Pozdrawiamy ciepło,
A & A

– Jak ci się to udało? – idziemy szybkim krokiem przez miasteczko, objuczone wszystkimi niezbędnymi rzeczami, podczas gdy ja wciąż zastanawiam się, jak Johannie udało się wyciągnąć mnie z domu mamy, na dodatek do Wioski.
– Normalnie – po raz kolejny wzrusza ramionami i odpowiada z głośnym westchnieniem, które wyraźnie sugeruje, że jest rozdrażniona.
– Spokojnie, Jo – Annie ma opanowany głos, choć lekko dyszy. Niesie sporą ilość toreb, a do tego idziemy dość szybko. – My po prostu zastanawiamy się, jak to zrobiłaś? Matka Katniss przez cały poranek nawet nie chciała słyszeć o powrocie córki do Wioski Zwycięzców, a tobie udało się ją przekonać w dość krótkiej rozmowie.
– Nie miała za bardzo wyboru – Johanna rzuca to tonem całkowitej oczywistości. Jakbyśmy pytały o kolor nieba w słoneczny dzień. – Wszelkie środki bezpieczeństwa, jakie zastosowaliśmy, mają sens tylko w Wiosce i twoja mama dobrze o tym wie – zwraca lekko zaróżowioną od wysiłku twarz w moją stronę. – Choć, jak sądzę, słowa Shena też miały w tym swój udział.

„Środki bezpieczeństwa” – tyle zapamiętuję z tej odpowiedzi. Jeszcze parę lat temu żadne „środki bezpieczeństwa” nie byłyby konieczne. Ale teraz jest zupełnie inaczej… Przekraczamy bramę Wioski bez problemu, choć musimy chwilkę zaczekać, nim stojący przy niej żołnierze, otworzą ją. Wioska od dawna jest odgrodzona od reszty dystryktu, ale tylko dziś jest pilnie strzeżona, czego zresztą sama chciałam.

Rzucam słuchawkę telefonu na łóżko. Powoli rośnie we mnie irytacja – dlaczego nasze życie musi wyglądać właśnie tak? Dlaczego muszę podejmować takie decyzje, dlaczego dzisiaj, dlaczego ja? Ciche pukanie do drzwi przerywa te niewesołe rozmyślania i niemal automatycznie zapraszam czekającego gościa. Haymitch ubrany jest w dobrze skrojony garnitur i z lekkim uśmiechem wchodzi pewnie do środka.
– Z serdecznymi pozdrowieniami od Porti – puszcza do mnie oko, wieszając trzymany w ręce pokrowiec na drzwiach szafy. Przypatruje mi się przez chwilę uważnie, jakby studiował moją twarz, jakby szukał… no właśnie nie wiem czego – niepewności?
– Gotowy?
– Czemu mi się tak przyglądasz? – odpowiadam rozbawiony. Właściwie od paru dni zachowanie bliskich mi osób mnie bawi. Mam wrażenie, że wszyscy oczekują po mnie zdenerwowania, niepewności i masy innych odczuć, których nawet nie jestem w stanie nazwać. Co ciekawe – ja ich zupełnie nie mam – od dawna nic nie jest w stanie zmienić mojej decyzji.
– Wiesz, to normalne, że się denerwujesz – odpowiada, jakby zbity z tropu, Haymitch.
– Czy do was wszystkich – podnoszę lekko głos – dotrze w końcu, że się nie denerwuję?!
– I krzyczysz na mnie, bo jesteś zupełnie opanowany? – Abernathy zerka na mnie, a ja nagle czuję, że śniadanie zaczyna mi ciążyć w żołądku.
– Tak – odpowiadam krótko, nadal czując, że jajecznica powoli podnosi mi się do gardła…
– Peeta – Haymitch przysiada na skraju łóżka i klepie dłonią miejsce obok siebie – to nie ja powinienem z tobą o tym rozmawiać, ale sam dobrze wiesz, że od dawna traktuję ciebie i Katniss inaczej niż resztę moich trybutów…
– Pewnie dlatego, że ciągle żyjemy – prycham, nim zdążam ugryźć się w język.

Na szczęście Haymitch wybucha głośnym i długim śmiechem, który szybko okazuje się być zaraźliwy. W końcu i ja zaczynam się śmiać, ale jednocześnie to uświadamia mi, że tak naprawdę, wbrew temu co staram sobie i innym wmówić przez ostatnich kilka dni, jestem zdenerwowany. Cholernie zdenerwowany.

– Dziewczyny – Effie spogląda na nas, zebrane przy kuchennym stole, uważnie. – Przed nami kolejny wielki, wielki, wielki dzień – jej charakterystyczny, dobrze znany mi ton, który nieraz słyszałam w podróży do Kapitolu, w połączeniu z luźnymi jeansami i rozciągniętym podkoszulkiem brzmi komicznie. Uśmiecham się pod nosem i widzę jak Effie puszcza do mnie oko. Wolę nie zastanawiać się, czy mnie rozpracowała, a ona kontynuuje – plan jest taki…

Słucham jej uważnie, jednocześnie obserwując bajeczny pejzaż za oknem. Drzewa przybrały piękne barwy, które po wielu latach z Peetą potrafię nazwać – to złoto, rubin i brąz. Słońce świeci, wysuszając wszystkie wczorajsze kałuże, mgła opadła, zostawiając po sobie przejrzyste, rześkie powietrze. Całość dodaje tylko uroku dzisiejszemu dniu. Uwielbiam jesień z jej chłodnymi dniami, z jej kolorami i zapachem.
Klaśnięcie w dłonie wyrywa mnie z zamyślenia – jednak nie byłam wcale skupiona… Na szczęście Effie nie zauważyła tego, tylko klasnęła słuchając opowieści Annie o moim dzisiejszym spotkaniu z Peetą.
– Można się było tego spodziewać – wtrąca moja mama. Spogląda na mnie uważnie i widzę dumę w jej spojrzeniu i uśmiech na twarzy. Wiem, że czekała na ten dzień i zrobi wszystko, by był wyjątkowy. Domyślam się jednak, że mimo to Peecie dostanie się za to, że tak mnie dzisiaj podszedł. Ale to pewnie jutro, lub dziś wieczorem, na przyjęciu.

– Peeta – Haymitch powoli poważnieje, jego twarz nosi ślady łez wyciśniętych gwałtownym atakiem śmiechu – coś jest w tym co powiedziałeś. Jednak nie zmienia to faktu, że ty i Katniss jesteście dla mnie bardzo ważni – powoli wstaje, klepie mnie w ramię i wychodzi. Tuż przy drzwiach jednak zatrzymuje się, spogląda na słuchawkę telefonu leżącą niedbale na moim łóżku i gestem pyta mnie o co chodzi.
– Caesar – odpowiadam tylko, a Haymitch z niesmakiem kiwa głową. Jest pewnie tego samego zdania co ja – to perfidny szantaż, ale ze względu na naszą pozycję, nie mogę nic z nim zrobić. Wybrałem mniejsze zło, choć nie mam pewności, czy inni też tak to odbiorą.

Schodzę powoli na dół. Jest dopiero dziesiąta, mam jeszcze dobrą godzinę, nim przyjdzie czas na przygotowania. Droga do Wioski zajmie mi nie więcej niż kwadrans, a jak będę już gotowy, pewnie nie uda mi się spokojnie wysiedzieć w miejscu. Nie dziś.
Na stole w kuchni leży bukiet, który dziś rano zbierałem w lesie. W samym jego sercu jest lilia wodna, ta od której wzięło się imię Katniss. Jestem tak zaskoczony, że nie mogę wydusić słowa.
– Gale to dla ciebie przyniósł przed chwilą – z pełnymi ustami informuje mnie Ast. Od świtu chyba nie robi nic innego, tylko pochłania tony przygotowanego na dzisiejsze przyjęcie jedzenia.
– Jak będziesz tyle jadł, nie zmieścisz się w frak – odpowiadam mu kąśliwie, jednocześnie obracając w dłoniach mały bukiet. Jest dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałem. Mam niesamowitą ochotę podarować go Katniss już teraz, ale jednocześnie wiem, że powinienem zaczekać. To będzie miły prezent…

– Ale jak…? – pytam przez zaciśnięte gardło. Wzruszenie i płynące łzy odbierają mi mowę, gdy dotykam delikatnego jedwabiu, subtelnej koronki, precyzyjnych haftów i wykończeń. Jest idealna – miękka, połyskująca, ale nie błyszcząca, a przy tym prosta. Wiedział, co kocham i w czym się dobrze czuję. Wiedział jaka suknia spełni moje marzenie, choć nigdy nie widziałam nawet jej szkicu.
– Już ci kiedyś powiedziałam – spokojnie zwraca się do mnie Effie, przytulając mnie delikatnie – Cinna przygotował ją dla ciebie. Wiedział, że ten dzień w końcu nastąpi, ale domyślał się, że… nie wszystko może się ułożyć i po twoim wywiadzie dał mi ją na przechowanie. Kazał mi obiecać, że dam ci ją w odpowiednim momencie. Teraz, kiedy ten dzień w końcu nadszedł, spełniam jego prośbę.
– To dlatego powiedziałaś, że moją dzisiejszą garderobę bierzesz na siebie?
– Dokładnie – Effie obejmuje mnie mocniej, również nie kryjąc łez.

Idę szybko, nie oglądając się za siebie. Zbliża się południe, mam przed sobą już ostatni odcinek dzielący mnie od Wioski Zwycięzców, i mam nadzieję, że za moment ją spotkam. Niczego nie pragnę w tej chwili bardziej, niż znowu zobaczyć jej twarz, dotknąć jej włosów, poczuć ciepło jej ust…..

W holu naszego domu stoi stary zegar. Peeta opowiedział mi kiedyś, że znalazł go na strychu w domu rodziców, tuż przed dożynkami. Kiedy wróciliśmy z pierwszej areny oddał go do naprawy i teraz ten właśnie zegar odmierza czas naszego życia. Bije dokładnie dwa razy w ciągu doby, jego rytmiczny dźwięk sygnalizuje koniec jednego dnia i rozpoczęcie drugiego oraz wyznacza samo południe. Czekam na pierwsze uderzenie, na pierwszy dźwięk, na znak.
Gdy wreszcie jest – robię pierwszy krok i drzwi otwierają się przede mną.
Przez moment, przez krótką chwilę słońce mnie oślepia. Przez tą krótką chwilę mam jednak czas na wątpliwość czy on na pewno przyszedł? Czy może zmienił zdanie i go nie będzie? Czy jego propozycja dzisiejszego spotkania – tak dwuznaczna, ze względu na okoliczności – nie była tylko żartem?
Otwieram szerzej oczy.

Jest.  Stoi na samym środku Wioski, dokładnie tak, jak obiecywał. Za plecami słyszę kolejne uderzenia zegara i ruszam. Prawie biegnę – nie przeszkadza mi ani długość sukni, ani wysokość obcasa. Biegnę wprost w jego rozpostarte ramiona.
– Peeta – szepczę z uśmiechem.

Minuty dłużą mi się niemiłosiernie. Czekam każdą komórką na jeden dźwięk, na pierwsze uderzenie starego zegara moich dziadków. Jeśli Katniss nie zmieniła zdania, to wraz z nim wyjdzie na spotkanie ze mną.
Słyszę pierwszy dźwięk i wpatruję się w drzwi, które powoli otwierają się.

Jest piękna, jak zawsze… Choć nie – dziś wygląda wyjątkowo. Nie jestem w stanie oderwać od niej oczu, ona uśmiecha się do mnie i nagle zaczyna biec w moją stronę, wprost w moje ramiona.
– Katniss – nie czekając na nic, nie zważając, całuję ją w usta.

Gdzieś z boku ktoś cicho kaszle. Nie chcę odrywać się od jego ust, on widać też nie, bo zamiast mnie puścić, jeszcze mocniej przytula mnie do siebie. Kaszlniecie się ponawia, ale nie reagujemy.
– Przepraszam – nacisk i ton nie pozostawiają złudzeń. Peeta powoli mnie puszcza, nadal patrząc mi w oczy.
– Przepraszam – uwaga się ponawia, tym razem z cieniem uśmiechu w głosie – ale nie pora teraz na to. Pocałunek następuje na końcu, nie na początku ceremonii – Dalton mówi szeptem, ale jestem pewna, że i tak wszyscy go usłyszeli.

A dla ciekawych – tak wygląda strzałka (lilia wodna) 🙂

SagittariaSagittifolia-bloem-kl

Źródło - http://en.wikipedia.org/wiki/Sagittaria

50 myśli na temat “169. Randka

  1. Teraz naprawdę już niczego nie jestem pewna ! Notka była super, mega urocza i wogóle pod koniec łezka mi się w oku zakręciła. Ale o co w końcu chodzi – czy to jednak ślub ? Troche tak to wygląda z jednej strony, ale z drugiej Ci wszyscy strażnicy… Wy to potraficie namącić w głowach 😀 Już nie mogę się doczekać następnej notki ! Pozdrawiam 🙂

  2. AAAAAAA! Wreszcie! Jeśli to jest oczywiście to co myślę że jest 😉 Cudo!!! Chcę rozwinięcie! I rozwinięcie rozwinięcia i w ogóle 😀

  3. Omghf *o* jak słodkiooooooooo <3
    Mój umysł Sherlocka rozkminił co sie tutaj święci :DD
    poprosty bosko… przez całą nitkę uśmiechałam się głupkowato xD
    Poprostu meeega uroczo *o*
    Awww… dosłownie wszystko co tu jest opisane wyobraziłam sobie… Katniss w cudownej sukni, Effie w codziennym stroju i Haymitch w garniturze ( to ostatnie wyglądałookomicznie ale pomińmy ten fakt xD )
    Dopiero co przeczytałam a już chce więcej 😀

  4. No pewnie, ze się podoba 😀 W sumie to nawet nie wiem co Wam składnie i ładnie napisać 😀 „Uhahana” cała siedzę 😀 Tyle . Już się więcej nie kompromituję 😀

  5. Jakie oszustwo…. Kampie się na rozdział od 14 a wy wstawiacie go dokładnie w chwili kiedy ide z psem…. No normalnie chamstwo w państwie 🙂 Ale sooooo sweeeeeet. Kocham Was. I nie żartuje. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział….. Mam nadieje na ciekawe opisy 🙂 Buziaczki :*:*:*

  6. Och! Wiedziałam! Przeczuwałam. Jednak mój instynkt ślubny nie zawiódł 😀 Czekam na dalsze wyjaśnienia – nie chcieli paparazzi czy co? A może jakiś stan wyjątkowy w Panem? No dobra, tego dowiem się później.
    Pozdrawiam
    MD

  7. *-* ojeju no bóstwo normalnie <3
    Ślub na 100% ślub mowię to Wam 😀
    Veuabejdbejsbdjehsjj świetna notka czekam na następna <333

  8. och jak mi się marzy taka randka…. 🙂 jak my dług na t czekaliśmy… a wy przerywacie w takim momencie!!! ale dobra poczekamy warto!!

  9. Jejuniuniu wreszcie, nareszcie. Omomuoghsheididheikfif słodko uroczo, bosko. Kocham Was chce jeszcze więcej notek ze ślubu – cały ogrom! Kocham kocham koooochaaam :* ;* <3

  10. Aww…*.* jejciu jeśli to jest ślub to jffhdydriufjffug :3 wy to potraficie zamieszać 🙂 notka super chce następna :3

  11. O jeny cudny ten wasz rozdział *-* błagam dodajcie następny jak najszybciej! Niedawno dopiero zaczęłam czytać wasze opowiadanie i przeczytałam wszystko w 2 dni! Po prostu tak mnie zauroczyła i wciągnęła ta opowieśc ze czuje sie jakby czytała książkę 🙂 Moim zdaniem na 100% jest to ślub 😀 i mam nadzieje ze to sie potwierdzi <3 zapraszam tez na mojego nowego bloga katnisseverdeenipeetamellark.blogspot.com

  12. Spadam z krzesła;_____;
    W ostatnim rozdziale pisałam, że jeśli oni się znowu rozejdą to chyba skończę z waszym blogiem… NIGDY!
    Pomysł z dwoma narratorami—> Świetny!
    Czy to juz ślub?!?!?!? Nie mogę się przestać uśmiechać;D

  13. Gdzie kolejna notka!!!
    Uzależniacie ludzi a potem przez 2 tygodnie nie wstawianie kolejnego rozdziału!
    Jestem krótko mówiąc wkurwiona

  14. Niestety trzeba rozumiec Anie i czekac. Ida swieta a za tym idzie duuuzo roboty wiec z tego powodu zapewne notki beda troszke opoznione.;(

  15. Kiedy kolejna notka? Napiszcie chociaż kiedy dodacie żebym nie musiała 5 razy dziennie sprawdzać bloga

  16. Ojej, przeczytałam wszystko wszystko wszystko, wczoraj nawet czytałam do 3:30 w nocy hahaha, zakochałam się w tym opowiadaniu, nie potrafię opisać co czuję, mój nastrój zmienia się wraz z nastrojem bohaterów. Pokochałam Waszych Katniss, Peetę, Haymitcha ( <3 ), Johannę. Na niektórych momentach płakałam, co mi się zazwyczaj nie zdarza, a na niektórych śmiałam sama do siebie, nad ranem o 4:30, obiecując sobie, że to już ostatni rozdział. Teraz nie mam czasu się rozpisywać, bo zaraz wychodzę, ale obiecuję, że się odezwę jeszcze i o mnie nie zapomnicie, mam tylko nadzieję, że historia nie skończy się, za kilka rozdziałów, po ślubie Peety i Katniss :-O

    Wciąż jednak widzę dużo błędów, sama piszę (pisałam) opowiadanie i wiem jak ciężko jest je wyłapać. Gdybyście potrzebowały jeszcze jakiejś dodatkowej ręki do tego (dodatkowej pary oczu i mózgu) to służę pomocą 😀

    Pozdrawiam was cieplutko, mam tylko nadzieję, że historia nie skończy się przed moimi urodzinami!

    Buziaczki
    Aga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *