171. Wywiad

Witamy,
Zapraszamy do czytania i komentowania 🙂
Pozdrawiamy ciepło,
A & A

Miękka kanapa obita jasnym aksamitem zapewnia mi wygodę i pewne poczucie bezpieczeństwa, podobnie jak i mój strój. Mam na sobie dżinsy i ulubiony granatowy miękki sweter, którego rękawy podciągnęłam lekko, tuż nad nadgarstki. Siedzę skulona, z podciągniętymi pod brodę kolanami, które ściśle oplotłam rękami. Swobodny ubiór ma dać do zrozumienia mojemu rozmówcy, jak bardzo nie w smak jest mi ten dzisiejszy wywiad. Niestety, jak mówi Peeta, nie mieliśmy innego wyjścia. Zresztą Peeta także wyraźnie dał do zrozumienia, że nie ma ochoty na ten pokaz. Siedzi teraz obok mnie w wygodnej, lekko nonszalanckiej pozie. Szeroko rozstawione nogi z bosymi stopami znalazły oparcie na miękkim dywanie. Rozpięta koszula w czerwoną kratę, czarna podkoszulka i czarne spodnie to strój, który na pewno nie znajdzie większego uznania w oczach Kapitolińczyków, ale dokładnie tak miało być. Skoro ktoś zakłóca nam spokój w domu, musi się liczyć z tym, że zostanie przyjęty w domowych strojach. Natomiast nasz dzisiejszy rozmówca oczywiście jest ubrany w charakterystyczny dla niego sposób – tym razem ma na sobie krwistoczerwony garnitur i kontrastującą z nim czarną koszulę. Wygląda drapieżnie, wręcz agresywnie i zupełnie nie pasuje do naszego jasnego salonu w Dwunastym Dystrykcie – wygląda jak intruz, zakłócający nasz miesiąc miodowy. I… właśnie o taki efekt nam chodziło.

– Katniss, Peeta – Caesar zaczyna swoim mocno rozentuzjazmowanym głosem – raz jeszcze moje serdeczne gratulacje z okazji ślubu i dziękuję wam za możliwość przeprowadzenia tego wywiadu.
– Nie pozostawiłeś nam za dużego wyboru – Peeta ma chłodny ton, patrzy pewnie w oczy Caesara, a ten jakby nagle się skurczył.
– No wiesz – zaczyna dużo ciszej niż poprzednio – Panem ma prawo wiedzieć jak zakończyła się najpiękniejsza historia miłosna w dziejach tego…
– Ale ona się jeszcze nie zakończyła – przerywam ostro jego wywód. – Ona weszła w kolejny… – zamieszam na moment głos poszukując odpowiedniego słowa.
– Etap – spieszy mi z pomocą mój mąż.
– Dziękuję, kochanie – uśmiecham się do niego.
Peeta w odpowiedzi puszcza do mnie oko, przysuwa się bliżej i obejmuje mnie delikatnie ramieniem. Obydwoje spoglądamy znów na Caesara. Tymczasem on nadal patrzy na nas z uwielbieniem, jakby chłonął nas i to w jaki sposób się do siebie zwracamy. Nagle dochodzi do mnie, że szantaż, który postawił Peecie w dzień naszego ślubu, chyba wcale nie nim nie był. Jego, co prawda stanowcza, ale jednak propozycja, była niemal prośbą: „Pozwólcie mi uczestniczyć w tej uroczystości, zobaczyć na własne oczy tę chwilę i udzielcie mi po ślubie wywiadu, a obiecuję, że żadne, nawet najmniejsze zdjęcie z tej uroczystości nie trafi do prasy bez waszej zgody”. Cholera, Caesar nas chronił – naszą prywatność, nasze wspólne chwile za stosunkowo drobną cenę – za cenę wywiadu, którego udzielamy już jako małżeństwo, siedząc wygodnie na kanapie w salonie, przed jedną kamerą, niemal bez oświetlenia, którego nienawidzę. Caesar dał nam najpiękniejszy prezent ślubny – prywatność.

– Przestań przez moment nagrywać – mówię cicho, a Caesar reaguje natychmiast. Jeden ruch jego ręki sprawia, że migająca czerwona lampka umieszczona na kamerze gaśnie. Nasz rozmówca pochyla się nad dzielącym nas stołem, splata dłonie i unosi pytająco brwi.
– Zablokowałeś swoimi wpływami fotoreporterów, żeby nie przeszkadzali nam w dniu ślubu?
– Tak – odpowiada spokojnie czołowy dziennikarz Panem.
– I zrobiłeś to bo…? – Peeta zrozumiał co mam na myśli, ale widać chce jeszcze poznać motywy.
– Bo uważam, że wasz ślub kiedyś powinien był być wydarzeniem publicznym, ale teraz czasy się zmieniły, wy się zmieniliście i chyba nikt nie ma prawa wchodzić w wasze życie. Ale mimo wielu wspólnych lat, mimo tego, że zawsze byłem po waszej stronie, nie otrzymałem zaproszenia i było mi bardzo przykro – gruba warstwa makijażu chroni emocje Ceasara przed moim spojrzeniem, a wytrenowanie na scenie sprawia, że tylko w oczach widzę smutek. – Byłem świadkiem rozkwitu waszej miłości i bardzo chciałem być na tym ślubie – przerywa na moment, a Peeta wykorzystuje tę przerwę od razu.
– Dobrze… W takim razie zacznijmy jeszcze raz – bierze mnie za rękę i kontynuuje – odpowiemy szczerze na wszystkie twoje pytania, oczywiście pod warunkiem, że nie będą zbyt intymne.
– Nie będą – Ceasar mówi płynnie i spokojnie. – Wywiad niestety będzie szedł na żywo. Mieliśmy co prawda krótki zapas czasu, ale przez ten wstęp już go nie mamy, więc może zróbmy tak – ja pójdę się przebrać, a wy – jeśli macie ochotę – przygotujcie jakieś zdjęcia z wczoraj i zaczynamy. Zgoda? – patrzy na nas pewnie z pokrzepiającym uśmiechem. Jestem tym zaskoczona, ale on nadal nas wspiera.
– Zgoda – odpowiada Peeta wstając – ale jeśli któreś z nas nie będzie chciało odpowiedzieć na jakieś pytanie to jaki mamy dać ci znak?
– Powiedzcie… Jesień jest piękna tego roku – kwituje Caesar wychodząc z salonu.

Do pokoju wchodzi starszy mężczyzna ubrany w proste ciemne jeansy i sweter z lekkiej wełny. Zero makijażu, twarz pełna zmarszczek, niemal kompletnie siwe włosy… Zdumiona patrzę na niego – nie poznałabym go na ulicy, choć wygląda świetnie, o wiele lepiej niż w czasie tych wszystkich wywiadów, które dotąd z nami przeprowadzał…

Siadam wygodnie na kanapie, nogi opuszczam na ziemię, splatam rękę z dłonią Peety. Czerwona lampka na kamerze zaczyna migać.
– Witajcie obywatele Panem – zastanawiam się, czy mieszkańcy rozpoznali w siedzącym naprzeciw nas mężczyźnie Ceasara. Tylko głos nadal ma ten sam. I uśmiech – ciepły, dobrotliwy. Pozbawiony szminki wygląda zaskakująco naturalnie, jak nigdy wcześniej.
– Właśnie jestem w jakże pięknie urządzonym salonie Państwa Mellarków i czekam na spotkanie z naszymi widzami. Katniss i Peeta Mellark zgodzili się udzielić mi wywiadu na temat przygotowań do tejże podniosłej chwili, w której, nie chwaląc się, miałem przyjemność uczestniczyć. Jedno mogę Państwu powiedzieć – ślub był piękny, a o szczegółach porozmawiamy z nowożeńcami.

Odwraca się w nasza stronę i przedstawienie zaczyna się:
– Katniss, Peeta, przyjmijcie raz jeszcze moje najserdeczniejsze gratulacje z okazji waszego cudownego i wyczekanego przez wszystkich ślubu.
– Raz jeszcze dziękujemy – odpowiadam spokojnie. – Także za to, że byłeś naszym gościem – z perspektywy wiedzy, jaką teraz posiadam, wiem, że to, co dla nas zrobił, było odważne. Nawet nie chcę się zastanawiać, ile gazety mogły oferować za nasze ślubne fotografie.
– Kochani – Caesar znów uśmiecha się promiennie, jak widziałam to już wielokrotnie – za każdym razem, kiedy pytano was o datę ślubu, wspominaliście o lecie, a tu nagle proszę – jesień, początek listopada. O co chodzi, czyżby to taka sztuczka z waszej strony? Niewinne kłamstwo dla ukrycia prawdziwej daty ślubu?
– Nie, nic z tych rzeczy – odpowiada spokojnie Peeta. – Choć tak naprawdę to całkiem ciekawa historia, masz ochotę posłuchać?
– Oczywiście – odpowiada bez mrugnięcia okiem Caesar, jakby wszystko było dawno zapisane w scenariuszu.
– Jak sam dobrze wiesz – zaczyna snuć opowieść Peeta – od pewnego czasu intensywnie z Katniss pracujemy. Obaj z Paulem jesteśmy ciągle w rozjazdach, Katniss i Johanna też nie mają wiele wolnego czasu, przez co oboje widujemy się naprawdę bardzo rzadko. Zdarza się, że mija ponad dwa tygodnie pomiędzy naszym jednym, a drugim spotkaniem. I tak też było tamtego wrześniowego wieczoru – ja byłem w Trzynastce, Katniss w Jedenastce. Nie planowaliśmy tego, ale jakoś oboje postanowiliśmy odwiedzić przy okazji rodziców.
I wyobraź sobie taką sytuację – wchodzę do domu rodziców, a mama mówi mi, że Katniss wyszła od nich jakieś pół godziny wcześniej i poszła przenocować do swojej mamy. Zjadłem więc kolację z rodzicami i poszedłem do domu matki Katniss. Jestem pod drzwiami, dom zatopiony w ciemnościach… Tylko okno na parterze, w gościnnej sypialni, było otwarte. Podszedłem tam, zajrzałem do środka i zobaczyłem moją narzeczoną siedzącą na łóżku, wśród jakiś papierów. Skupiona na nich nie widziała mnie, a ja nie chciałem budzić jej mamy, więc pomyślałem, że wejdę przez to okno. Kiedy położyłem ręce na parapecie, poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. Zrobiło mi się głupio, bo to był patrolujący ulicę starszy policjant. Zastanawiałem się co mam mu powiedzieć, ale wyręczył mnie, stwierdzając z poważną miną: „Jakbyś się w końcu z nią ożenił, nie musiał byś się tak zakradać przez okno”, po czym klepnął mnie w ramię i odszedł, a do mnie po chwili dotarło co miał na myśli…
– Tak, pamiętam ten wieczór dobrze – przerywam Peecie gładko. – Siedziałam na łóżku w domu mojej mamy, byłam kompletnie wykończona po wyczerpującym tygodniu, a równocześnie miałam świadomość, że z samego rano muszę wracać do Kapitolu. Peety nie widziałam wtedy od ponad tygodnia, a nawet przez telefon rzadko rozmawialiśmy, bo w natłoku obowiązków nieraz zasypiałam nim zdążyłam dojechać do hotelu. Teraz też – mimo, że wiele powinnam była jeszcze zrobić, głowa zaczęła mi już opadać na poduszkę, po czym nagle z tego stanu wyrwał mnie jakiś okropny rumor w okolicy okna.
– Ale dlaczego zostawiłaś okno otwarte we wrześniu? Przecież w tym roku był wyjątkowo chłodny, przynajmniej w Kapitolu? – wtrąca się lekko Caesar.
– To przyzwyczajenie – stwierdzam krótko. – Wiesz, Peeta śpi przy otwartym oknie, a ja czuję się jakbym była bliżej niego, gdy zostawiam je na noc otwarte. To pewnie dziwne, ale tak już mam. A wracając do opowieści – usłyszałam hałas, który zresztą nieźle mnie przestraszył, wyrywając z drzemki, zerwałam się na równe nogi, a na podłodze, jak długi, leżał Peeta. Zanim doszło do mnie co się stało, podniósł się, prawie podbiegł do łóżka, wziął mnie za rękę i zapytał…
– Wyjdziesz za mnie? – zadaje pytanie dokładnie takim samym tonem jak wtedy.
– Przecież już się zgodziłam, nieraz – odpowiadam mu tak samo jak wtedy, a jednocześnie w moim sercu budzi się wspomnienie tamtego szczęścia jakie wtedy poczułam.
– Ale teraz, zaraz, natychmiast.
– Co? – tylko tyle byłam wtedy w stanie wydusić. Zaskoczył mnie, ale nie zastanawiałam się ani minuty, od dawna bardzo tego pragnęłam. Kiedy jego usta w końcu dotknęły moich, do pokoju z impetem wpadł Shen, gotów pokonać intruza.

Caesar śmieje się głośno, trzymając się za brzuch. My też się śmiejemy. Tamtej nocy zapadło wiele decyzji. Data ślubu została ustalona na najbliższą możliwą, w domu mojej mamy momentalnie pojawili się rodzice Peety, Haymitch, Effie, Ast. Z ich twarzy można było wyczytać przede wszystkim radość, ale też coś jeszcze, co później wyjaśnił mi Peeta, kiedy już byliśmy sami. Oni chyba odetchnęli z ulgą, że chcemy to w końcu zrobić.

44 myśli na temat “171. Wywiad

    1. „Karolniko puscimy sobie muzyczke, kupilem najdrozszego szampana jaki był w sklepie” ~Dariusz z Trudnych Spraw

  1. Świetna notka. Szkoda tylko, że nie opisałyście wesela i nocy poślubnej. Pomysł wywiadem świetny. Nie mogę wyobrazić sobie Ceasara w domowym stroju, be make upu. Sytuacja z Peatą wchodzącym prez okno…genialna. Śmiałam się na to jak Shen wparował do pokoju. Mam nadzieję, że nie będziemy czekać na kolejną notkę tak długo jak na ostatnie dwie.
    Pozdrawiam Niki

    1. Niki, notki są mniej więcej jedna na tydzień. Niestety, w chwili obecnej jest nam ciężko publikować je częściej. Może w kolejnych tygodniach się to zmieni, ale nie jesteśmy w stanie tego obiecać, tym bardziej, że miesiąc temu sytuacja wyglądała tak, że rozważane było zawieszenie bloga. Staramy się tego uniknąć, ale nie przeskoczymy wszystkiego.

  2. Pomysł z Peetą i tym włamaniem naprawdę genialny! 😀 zgodzę się z innymi: szkoda, że nie opisalyscie wesela ani nocy poslubnej 🙁

  3. Kurcze, no Cesar tego się nie spodziewałam. Spoko gość z ciebie. Przez całą notkę się uśmiechałam a jak Peeta wpadł przez okno boże genialne. Uwielbiam Was mi tam odpowiadają notki,nie przeszkadza mi, że są tak rzadko. Proszę nie zawieszajcie bloga ;**

  4. Super notka 😉 Tak jak już ktoś wcześniej mówił, na początku ciężko było mi wyobrazić sobie Ceasara bez tego całego makijażu i wogóle. Bardzo podoba mi się pomysł z wywiadem tylko zastanawiam się nad jednym : Kat i Peeta spędzą miesiąc miodowy w 12 ?
    Pozdrawiam 🙂

      1. Hmmm… Mnie podoba się ta wizja : 4 dystrykt, plaża, zachód słońca, jakiś mały domek (najlepiej drewniany) tylko dla nich, romantyczne wieczory pod gwiazdami 🙂 Coś takiego chodzi mi po głowie 😉

  5. Oooo nareszcie jest <3
    Jak dodacie wesele to bede Was wielbić do końca życia XDD
    Mam nadzieje ze następny rozdzial bedzie niedlugo, ale rozumiem ze nie zawsze ma sie czas 🙂
    katnisseverdeenipeetamellark.blogspot.com

  6. Dzięki za to, co robicie. Uśmiecham się do monitora, co daje nieźle do myślenia i jest całkiem przyjemne. A to dzięki Waszej pracy. Notka Świetna. Te oświadczyny xD A co do miesiąca miodowego… Może by tak ten domek Johanny w Siódemce – pełna prywatność… ??
    Pozdrawiam
    MD

  7. Doszlo do mnie, że nie skomentowalam jeszcze notki ale mam wyrzuty sumienia… ale Wy wiecie, ze ja ubóstwiam was i kazda notka jest genialna… 🙂

  8. Mam pytanie. W spisie treści, pisze że po rozdziale 36 jest rozdział „Noc i poranek – notka od lat 18” i chciałam w nią wejść i przeczytać, ale jej nie ma. Mogłabym wiedzieć, czy będzie jeszcze?

    1. Dzięki za info – blox zmienił adresy linków i dlatego jest złe podlinkowanie. Za godzinę (może szybciej) poprawię 🙂

    1. To był rozdział na 1 kwietnia, który zawierał spory przeskok i został zapowiedziany jako ten, który zakończy tego bloga (prawdopodobnie). Aby nie burzyć emocji – nie jest dostępny.

  9. A i macie już pomysł na to jak z dzieckiem bo wydaje mi się, że niedługo przyjdzie pora 😉 Mi by pasowało wielka gala a ona mdleje. 🙂

    1. teraz, w tym opowiadaniu Katniss ma chyba coś ok. 24 lat, a w książce, jak miała dzieci to miała 30-35 lat 🙂 jeszcze co najmniej 6 lat 🙂

  10. A i tak sobie myślę i myślę i wymyśliłam. 🙂 Może tak któryś z bohaterów z martwych wstanie? Może tak Cinna? Taka mała podpowiedź. 🙂

    1. Nie ma takiej opcji. Ani Cinna (choć to moja ulubiona postać), ani Finnick (najczęstsza prośba), ani Prim. Bohaterowie, których Collins zabiła jasno o tym mówiąc, pozostają martwi także u nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *