174. Sylwester

Witajcie,
Uważni Obserwatorzy pewno zauważą, że tą notką spełniamy życzenia niektórych osób 😉
Miłego czytania 🙂
A & A
PS A jeszcze Inni uważni pewnie wiedzą, że… No właśnie – że co? 😉

Szklanka jest chłodna, kostki lodu cicho uderzają o grube szkło, a brązowy płyn – choć zimny –  rozgrzewa gardło. Jestem w gabinecie Paula i z każdym kolejnym słowem stojącego przed nami człowieka, moja irytacja rośnie. Po co, do jasnej cholery, siedzimy tutaj i słuchamy tych bredni? Czy nie lepiej byłoby, po kolejnym tak długim rozstaniu, spędzić trochę czasu z naszymi żonami? Szczególnie dziś? Przenoszę wzrok na Paula – siedzi w fotelu i choć wygląda na niezwykle spokojnego, to widzę, że jego dłoń mocno zacisnęła się na trzymanym naczyniu. Obejmuje je tak silnie, że aż zbielały mu kostki. Oddycha powoli, głęboko, jakby tłumił w sobie wybuch. Znam go już na tyle dobrze, by wiedzieć, że słowa tego idioty również w nim budzą rozdrażnienie i gniew.

– Panie Jonson – Paul podnosi się, przerywając wywód jednego z burmistrzów. – Rozumiem, że pana intencją było ostrzeżenie mnie i pana Mellarka przed… – zawiesza na moment głos, jakby szukał odpowiedniego słowa. Choć raczej trudno odpowiednio skwitować ten stek bzdur, który właśnie wysłuchaliśmy, nie obrażając przy tym naszego rozmówcy… – Przed zdradą naszych małżonek, ale nim postanowimy się rozwieść, porozmawiamy na z nimi na ten temat – kończy krótko.
Jonson chyba liczył na całkiem inną odpowiedź, bo zaciska mocno pięści, a jego twarz purpurowieje.
– A róbcie co chcecie – wyrzuca w końcu z siebie, a każde słowa wypluwa coraz szybciej. – Tylko pamiętajcie, że… że tym… tym dwóm, tym dwóm – przy każdym słowie unosi wyżej palec wskazujący celując raz we mnie raz w Paula – Zwyciężczyniom nie można ufać! – sapie, jakby słowa, które wypowiedział, kosztowały go mnóstwo wysiłku. – To zabójczynie, one były na arenie, im nie wolno ufać! One was zdradzają, a przy tym dybią na wasze życie! – spogląda na nas, jakby znów czekał na naszą reakcję, jakby liczył, że zmienimy zdanie.
– Coś jeszcze? – spoglądam na niego uważnie. Ja też byłem na arenie, jeśli Zwycięzcom nie można ufać, to chyba nie powinienem znajdować się w tym pokoju. Tym bardziej, że doskonale wiem, że najgorszą rzecz chciałem zrobić poza areną. Tłumię uśmiech, co przychodzi mi dość łatwo, bo pogarda i odraza z jaką Jonson wypowiada się Katniss i Johannie, budzi we mnie wściekłość.
– Nie, panie Mellark – spogląda na mnie chyba z litością. A na pewno ze współczuciem i poczuciem wyższości – jak na nastolatka, który niewiele jeszcze widział w życiu. Jego twarz przybrała już normalny kolor, ale wyraz, który na niej pozostał, wyraża wszystko, czego nie dopowiedział – jemu jest nas naprawdę żal.
– To wszystko, co miałem panom do powiedzenia. Zrobicie co będziecie chcieli, ale pamiętajcie – jeśli wyjdziecie tam – wskazuje na salę balową – a ich nie będzie, lepiej od razu zapytać służby z kim i gdzie poszły – swoją odpowiedź kwituje cierpkim uśmiechem. Po kilku sekundach krótko skłania głowę na znak szacunku i opuszcza gabinet Paula.

– I co kuzynie, jak się czujesz jako rogacz? – Paul z uśmiechem podnosi w górę szklaneczkę, w którą delikatnie uderzam.
– Doskonale, a ty?
– Fantastycznie – Paul wypuszcza powoli powietrze, odstawia drinka i kładąc mi rękę na ramieniu, prowadzi mnie na salę balową.
– Lepiej tam wracajmy, bo prawdziwy kryzys w związku czeka nas za chwilę, gdy tylko pojawimy się na horyzoncie. Wystarczająco długo były już same.

Bal sylwestrowy w Pałacu Prezydenckim powoli zbliża się do części kulminacyjnej, zegar właśnie wybił kwadrans po jedenastej w nocy. Goście suną po parkiecie, siedzą wesoło ze sobą gawędząc, lub kosztują pysznych i wykwintnych potraw. Paul zrobił z tego balu już niemal tradycję – to jeden z niewielu momentów w roku, gdy zbiera wokół siebie najważniejsze osoby w Panem. Są tu burmistrzowie wraz z małżonkami, wszyscy jego doradcy, członkowie Rady Zwycięzców, delegacje rad z poszczególnych dystryktów. W założeniu wieczór ten ma charakter rozrywkowy, ale nie jest tajemnicą, że w kuluarach dochodzi do wielu umów, zawierane są porozumienia, podejmowane decyzje i nawiązywane nowe kontakty.

Tuż za drzwiami gabinetu rozstajemy się i każdy z nas wpada w wir uścisków dłoni i zachęt do wspólnej rozmów i zabawy. Rozmawiając o błahostkach, wymieniając pozdrowienia, raz po raz omiatam salę wzrokiem. Nigdzie nie widzę mojej żony, nie umiem też znaleźć Johanny.

– Jak dobrze cię widzieć – oddycham z ulgą, przytulając się do niej mocno – ty będziesz pewnie wiedzieć, gdzie jest Katniss.
Annie nie odpowiada, spogląda na mnie tylko zaskoczona, mrugając przy tym.
– Nie ma jej z tobą? – rozgląda się, jakby wystraszona – byłam pewna, że poszła z tobą do gabinetu.
– Nie, byliśmy tylko z Paulem. Czy chcesz powiedzieć, że od ponad godziny jej tu nie ma? – odpowiadam powoli, czując rosnący w żołądku ciężar. Łapię Annie delikatnie za łokieć i przeciskam się przez tłum, kierując się w stronę Paula rozmawiającego z Haymitchem.

– Nigdzie ich nie ma – mówię coraz bardziej zdenerwowany, a mina mojego kuzyna wcale mnie nie uspokaja.
– Wiem – odpowiada przywołując na twarz uprzejmy uśmiech, wzrokiem wzywając mnie do tego samego. Po krótkiej chwili komunikat do mnie dociera i robię to samo. Nie chcemy, aby ktokolwiek, a zwłaszcza Jonson, dowiedział się, że coś się stało. Że żaden z nas nie ma pojęcia gdzie jest jego żona.
– Kiedy schodziły w dół, do piwnic, byłam pewna, że to wy im towarzyszycie – Effie dodaje jakby od niechcenia, natychmiast koncentrując na sobie uwagę nas wszystkich.
– O czym mówisz, Effie? – Haymitch patrzy na żonę, podczas gdy ona spokojnie opowiada jak widziała Katniss i Johannę schodzące do piwnicy w towarzystwie dwóch mężczyzn o jasnych włosach. Automatycznie założyła, że to my i była przekonana, że poszliśmy po jakieś specjalne wino, albo… w jakimś innym celu. Gdy tylko kończy swoją wypowiedź, zakrywa usta – w tym momencie dotarło do niej, jak niestosownie – w obecnej sytuacji – to zabrzmiało.

Zimny dreszcz przechodzi mi po plecach, z twarzy Paula również znika wyuczony uśmiech. Obydwu nam do głowy przychodzi ta sama irracjonalna myśl. A jeśli to prawda?

– Chodźmy zobaczyć gdzie wybrały się nasze przyjaciółeczki – Haymitch szybkim ruchem kieruje się w stronę schodów, ale Paul reaguje natychmiast.
– Haymitch, zostań tutaj, tak będzie lepiej. Kiedy my i nasze dziewczyny znikniemy z pola widzenia, wszyscy pomyślą, że jesteśmy razem i dla nikogo nie będzie to powodem do plotek, czy niezdrowego zainteresowania. Ale jeśli ty zostawisz tutaj Effie samą i znikniesz razem z nami, ludzie zaczną pytać.
– Może i racja – przyznaje nasz mentor, a na jego twarzy widać troskę. – Dobra, wy idźcie, a ja postaram się dyskretnie dowiedzieć co to za tajemniczy mężczyźni.
– Nie – Paul i ja reagujemy natychmiast. Wiem, że Haymitch chce działać w dobrej wierze i jest raczej przekonany, że Katniss i Johanna zostały uprowadzone, albo szykują jakąś niespodziankę. Ale jeśli tamten człowiek powiedział prawdę i nasze żony naprawdę nas zdradzają, to lepiej, żeby nikt na razie o tym nie wiedział. – My się tym zajmiemy – dodaję, ale po minie Abernathy’ego, widzę, że czeka mnie przesłuchanie w tej sprawie. Na szczęście nie naciska w tej chwili, tylko kiwa głową na znak zgody i prowadzi Effie na parkiet, gdzie – jak sądzę – będzie mógł mieć na wszystko oko, nie wzbudzając niczyich podejrzeń.

Kręte schody oświetlone są malutkimi żarówkami powieszonymi w odległości kilkunastu centymetrów od siebie. W piwnicy jest cicho, przytłumione światło wcale nie poprawia atmosfery, a wyciszenie wnętrza sprawia, że nie dochodzą nas żadne dźwięki dochodzące z góry. Mimo to zaskakuje mnie zupełna cisza panująca tu. Jeśli ktoś tu jest, powinno być cokolwiek słychać. Rosnące we mnie obawy sprawiają, że serce wali mi coraz mocniej, mam wrażenie, że za moment wyskoczy mi z piersi. Schodzimy coraz niżej i nadal nic nie słychać. W pewnym momencie Paul odwraca się w moją stronę i widzę jego twarz bez zasłony – w oczach ma lęk.

– A jeśli on mówił prawdę? – wypowiada na głos moje najgorsze obawy. Jeszcze dziesięć minut temu oskarżenia rzucane przez Jonsona., wspomnienia o potajemnych schadzkach w zaciszu pałacowych murów, które ponoć nie uchodzą uwadze służby i postronnych obserwatorów, wydawały się być całkowicie bezpodstawne i irracjonalne. Ale teraz perspektywa tego, że Katniss mogłaby mnie jednak zdradzić, zaczyna powoli przedzierać się do mojej świadomości. Z drugiej strony jeśli tu jest, to dlaczego jest tak cicho?

– W sumie sam bym się nawet nie dziwił – kontynuuje Paul, opierając się prawą ręką o ścianę, podczas gdy lewą przeciera sobie oczy. – Peeta, to nasza wina, to my od wielu lat zostawiamy je na długie tygodnie same. A ostatnio coraz częściej wieczorami brakuje nam czasu na rozmowy z nimi. Peeta, ja… – głos więźnie mu w gardle, a ja nawet nie próbuję się odzywać. Dopiero kilka tygodni temu ślubowałem Katniss miłość i wierność do końca moich dni. Ona mnie to samo, więc chyba niemożliwe jest, by ktoś inny zawrócił jej w głowie. Jednak gdzieś, z tyłu głowy, cichutki głosik podpowiada mi, że wiem doskonale, że byłaby do tego zdolna, że już kiedyś to zrobiła. Próbuję zagłuszyć te myśli, nie dać się im opanować. Zdaję sobie sprawę, że jeśli pozwolę im na to, niełatwo mi będzie wyjść z ich szponów. Rozpaczliwie pragnę wierzyć, że to tylko moja wyobraźnia, moje własne koszmary, że Katniss nigdy by tego nie zrobiła. Spoglądam na Paula i przełykam ślinę, choć z zaciśniętym gardłem wcale nie jest to łatwe:
– Chodźmy ich poszukać – mówię do niego cicho, szybko zbiegając ze schodów, by nie zdążył mi odpowiedzieć.

Piwnice pałacu to prawdziwa plątanina korytarzy. Jest tu wiele zamkniętych pomieszczeń, w których przechowywane są różne przedmioty, należące jeszcze do poprzednich właścicieli, ale większość schowków jest od dawna otwarta. Idę powoli zaglądając w każdą, nawet najciemniejszą dziurę. Nagle coś zauważam. Kilka kropel krwi tworzy plamę wielkości kilku centymetrów. Krew jeszcze nawet dobrze nie zastygła, a co gorsza, przesuwa się w głąb pomieszczeń piwnicznych, tworząc ścieżkę z kolejnych kropli. Delikatnie dotykam ramienia Paula, jednocześnie przyciskając palec do ust i wskazując mu ślady na podłodze. Wymieniamy spojrzenia i powoli przesuwamy się w głąb korytarza. Bordowe w mdłym świetle krople są coraz większe, coraz bliżej siebie. Nie chcę się zastanawiać czyja to krew, ale nie jestem w stanie odpędzić sprzed oczu wizji zakrwawionej Katniss. I Johanny. Kolejne drzwi są lekko uchylone, a czerwony ślad urywa się na podłodze, przenosząc się na okrągłą klamkę. Pomieszczenie jest oświetlone jasnym światłem, dlatego z łatwością zaglądamy do środka przez pozostawioną szparę. Wystarczy mi jedno spojrzenie, jeden krótki rzut oka do środka, by wiedzieć, że moje życie nigdy już nie będzie takie samo. Paul mocnym pchnięciem otwiera drzwi i wpada do środka – nie wątpię, że dla niego ten widok musi być równie bolesny jak dla mnie.

Katniss z rozciętą ręką leży na podłodze, z prowizorycznego bandaża sączy się krew. Johanna leży obok niej, choć jest zwinięta w kłębek, jej głowa bezwładnie opada na bok. Obie mają potargane suknie, buty leżą porzucone tuż przy drzwiach, nic nie pozostało z misternych balowych fryzur. Przez kilka sekund nie jestem w stanie zrobić ani jednego kroku więcej, stoję jak wmurowany, nie mogąc oderwać wzroku od tego przerażającego obrazu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać co tu się stało, ale nie mogę – wyobraźnia z niesamowitą szybkością podsuwa mi kolejne obrazy, wymuszając kolejne domysły.

Paul zbliża się do Johanny, kuca przy niej i odgarnia jej włosy z twarzy. Po jego pełnej ulgi minie widzę, że choć Johanna wygląda strasznie, to najwyraźniej nic złego jej się nie stało. To dodaje mi odwagi, ja też podchodzę do mojej żony i nachylam się nad jej ciałem, po czym dociera do mnie, że dla Katniss nie ma już ratunku.

96 myśli na temat “174. Sylwester

  1. COOOOO???? COOOOOO??? COOOOOO? COOOOOOO??? JA CHYBA CZEGOŚ NIE ROZUMIEM!!! TO Z TYM RATUNKIEM NA 100% MA JAKIEŚ GŁĘBSZE ZNACZENIE. MOŻE CHODZI O JEJ FRYZURĘ, ALE NIE O ŻUYCIE. CO JAK CO, ALE NASZEJ PARKI NIE ZABIJECIE I JA TO DOSKONALE WIEM.
    SKOŃCZYŁAM I PROSZĘ ZE MNĄ NIE ROZMAWIAĆ.
    ZA KARĘ ROBIĘ SOBIĘ PRZERWĘ Z GRUPĄ…
    NIE BĘDZIECIE MI CIŚNIENIA PODNOSIĆ… CO TO TO NIE

  2. Mam pewne podejrzenie…
    Chociaż wolę by to „podejrzenie” nie okazało się prawdą (sadystka xD)…
    Mam też drugie podejrzenie, ale jeśli okaże się prawdą to chyba was udusze 😀
    Notka genialna, czytając ją czułam narastające napięcie, a ostatnio mi tego strasznie brakowało 😀
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!!!
    Czy tylko ja na spokojnie podeszłam do tej sytuacji na spokojnie? I do ostatniego zdania?

  3. Nie! Co to znaczy nie ma ratunku! Nie ma mowy! Protestuje! Nie zgadzam się! Żadnego nie ma już ratunku! Na być ratunek! Ona musi przeżyć! To nie może się powtórzyć! Kiedyś wybuch domu, teraz to…. Nie! Nie! Nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie! Nie przyjmuje tego do świadomości i nigdy nie przyjmę! Nieeeeeeeee!nie nie i jeszcze raz nie!

  4. :O sen, prawda? Powiedzcie, że sen… Peeta ma koszmary, tak? No normalnie mam wewnętrzne „nope” względem tej notki. Teraz proszę jak najszybciej o kolejną, bo stres 😀

  5. Jak nie ma ratunku! O matko!
    Aniu masz niesamowity talent czytam twojego bloga od nie dawna (ale nadrobilam wszystkie odcinki) znam go z polecenia i jest genialny. Mam nadzieje ,że kolejna notka będzie ciutke szybciej. 🙂

    ~Jula

      1. Przepraszam wybaczcie więc macie niesamowity talent i Wam zazdroszcze tego bloga poleciła mi przyjaciółka która śledzi Was od samego początku ale nie komentuje

          1. 🙂 przepraszam raz drugi ale musisz wiedziec jakiego szoku dostalam gdy zauwazylam Twoją odpowieć pod mojm komentarzem kompletny paralirz i atak szczęsicia bo osoba którą podziwiam i jestem tak w pewnym senisie fankom dałam mi odpowieć :)) Pięknie piszecie <3

          2. Czytamy wszystkie komentarze i staramy się na nie odpowiadać 🙂 My takie dość normalne jesteśmy 🙂

          1. 🙂 nie ma za co szczerze mówią bardzo was podziwiam obie macie niesamowity talent prowadzicie tego bloga bardzo długo i mimo nie których ładnie mówiądz nie miłych komentarzy nie podajecie sie i bardzo wam za to dziękuje i na pewno tylko nie ja że poświęcacie nam czas i wymyslacie co chwila nowe przygody i historie które sie nie powtarzają naprawde szczerze wam dziękuje za to co robice 😉 A może po igrzyskach będziecie pisać o niezgodnej

  6. Czy oni nie mogą mieć jednego normalnego sylwestra?! Ej no! Jakie nie ma ratunku? Cotomabyć? quo vadis? Ja w tym momencie,albo jeszcze szybciej chcę wyjasnienie! I mam szczerą nadzieję że to będzie sen….
    Co nie zmienia faktu że notka napisana cudnie i przecież wicie że i tak was kocham 🙂

  7. Nie ma ratunku? Znając Was chodzi o coś innego, nie o jej życie… ale prosze tylko nie o to o czym myśle. Jak zawsze super, just…. ciekawośc juz zżera, buziaczki :*:*:*

  8. Witam! Znalazłam tego bloga niedawno i sądzę że jest super. Idealna kontynuacja igrzysk.
    Jest naprawdę super napisane. Były momenty w których się śmiałam a w których płakałam.
    Cudowny. 🙂
    A teraz przejdę do aktualnej notki.
    Co gdzie? Co z Katniss? Jak nie ma żadnego ratunk? Ejj… teraz to jestem przerażona.
    I jak Peeta mógł pomyśleć ze on ja zdradza.
    Opowiadanie cudowne <3

  9. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa… CO SIE TUTAJ DZIEJE!
    NA KONIEC CHYBA COŚ ŹLE PRZECZYTAŁAM…
    JAKTO DLA KATNISS NIE MA RATUNKU?! JAKIEGO DO CHOLERY RATUNKUK! CO SIE WOGÓLE DZIEJE!
    Dobra… wyżyłam Sie na capslocku, to teraz na spokojnie…
    Uuu… dreszczyk emocji :3 aj lajk it 😀
    tylko jeśli nagle teraz skończycie bo Konta umiera to was chyba pozabijam…
    jeży drogi… nieee… aż tak zue niczym dziadzio Snów nie jesteście… prawda?
    nio…
    czy tylko moja Zryta psychika sugeruje coś takiego strasznego i wgl… pozatym pierwszy na czarnej liście jest ten burmistrz… Aj dont lajk him…
    Nah… już nie mogę doczekać sie kolejnej notki 😀
    a jak sie wszystko nie wyjaśni, to to to…. to nie wiem co, ale coś napewno wymyśle…
    Meredith out

  10. Gdyby nie to, że wiem iż trzymacie się tego żeby nie odchodzić od tego co jest w książce właśnie zeszłabym na zawał 😛 A tak? Poczekam sobie, poczekam? Już od dawna czułam, że za dużo lukru jest i coś się zmechaci 😛

      1. No Epilog, wstęp posłowie to dalej jest książka każdym razie pamiętam , że dziewczyny napisały że postarają się być wierne temu co napisała S.C.:) Nie przypominam sobie żadnej zmiany decyzji 🙂 Nie wiem co wymyśliły tym razem, ale w epilogu jest co jest:) Więc śmierci się nie spodziewam. Względnie jakiś poważny uszczerbek na zdrowiu, totalną żądzę zemsty ze strony Peety i kilka nadprogramowych zgonów. Podsumowując: „”Zabili go i uciekł”

        Śmierć Kotnej doprowadziłaby Peetę do szaleństwa takiego, że nie zostawiłby w całym Panem kamyczka na kamyczku. To by była krwawa akcja … 🙂

          1. To dałoby się zrobić bez uśmiercania Kat 😀 Małe porwanko i Peeta w akcji

            (pójdę się leczyć, tym razem na pewno pójdę się leczyć 😛 obiecuję )

  11. Super rozdział 😉 mi sie bardzo podoba …i myślę, że pewnie bedzie szczesliwe zakonczenie..,tylko dziwie sie, że Peeta nadal ma wątpliwość do uczuć Katniss..:)

  12. Super… A teraz kolejny MIESIĄC czekania…dziewczyny piszecie swietnie ale jeśli macie trzymać ludzi w takiej niepewności przez czasy czas to rzućcie to w cholerę !!!

    1. Przyznam szczerze, ze ostatnio często o tym mysle. Tak było by latwiej, dziękuję kończymy z blogiem. Ale on i wy stal sie częścią naszego życia i to trudna decyzja. Ale dziękuję za twoje słowa, latwiej bedzie podjąć taka decyzje wiedząc, ze sie z nią zgadzacie.

    2. Napiszę coś niepopularnego, ale powtarzasz się. Odpowiedziałam Ci juz kiedyś, że już w październiku były takie plany, bo to akurat łatwe. Ze względu na Osoby tu i w Grupie, które czekają, robimy wszystko, by tego nie zamknąć. Ale nie trzymamy Ciebie – nie chcesz czytać, to wyrzuć blog z zakładek i obserwowanych i daruj sobie nawoływanie do tego, że mamy to rzucić.

    3. Ja mam propozycję. Niech panna W* sama zacznie pisać i zobaczy jak to jest. Nikt kropelką do bloga nie przykleił żadnego czytelnika i zakładam, że każdy czytający ma coś co też jest na W, ale bardziej kulturalne. Mówię o wyobraźni. Spróbuj sama pisać notki, zachowywać regularność i jednocześnie żyć. No chyba że ktoś ogranicza swoje życie tylko do neta, ale na to jest już nazwa jednostki chorobowej: HIKIKOMORI (Wujek Google wytłumaczy). Poza tym wszystkim nie rozumiem, dlaczego zamiast się cieszyć, że historia idzie do przodu jesteś o to zła. No cierpliwości 🙂 Dziewczyny już tyle razy udowadniały, że czekać warto 🙂

    4. Załóż sama bloga,zobaczysz jak jest ciężko pisać regularnie rozdziały._.Ja osobiście prowadzę z koleżanką bloga.Obie mamy szkołe,zajęcia.Staramy się aby notki były raz w tygodniu ale jest to ciężkie

    5. Ej ej ej kochana pomyśl troche o tym że każdy ma życie osobiste i wgl swoje sprawy powinaś tak jak ja być wdzięczna dziewczyną dziękować na kolanach i skakać z radości że prowadzą takiego bloga oddają nam cenny czas i mimo że napisały już ponad 175 notek piszą i mam nadzieje że będą pisać dalej 🙂

  13. Hm… myślę że to sen or jakiś kawał xd notka supi jak zawsze! kocham takie dramy! Xd czekam na next (oby nie miesiąc…) :*

  14. Notka extra jak zwykle, mam pewne domysły po tym jak przeczytałam ją drugi raz, ale mam nadzieję, że się mylę (te domysły są okropne) Czekam na następną notkę z niecierpliwością

  15. Eee, to nie ma ratunku to pewnie chodzi o to, jestt np. poparzona i nie ma ratunku, żeby wróciła na bal, czy coś…
    Napewno…
    Nie.mogło jej się nic stać…
    Powiedzcie że się nie mylę…

  16. Że co? Jak to nie ma ratunku?
    Btw twój blog jest genialny! Serio, nawet moje koleżanki z klasy (mieszkam w Londynie) go uwielbiają.
    Zawsze kiedy dodajesz nową część muszę im przetłumaczyć na angielski i jest to sama przyjemność! 🙂
    A tak wgl to mam dla cb wiadomość od jednej z nich- Mackenzie:
    WHAT!?!?!?!
    NO, NO, NO, NO, NO and NO!!!!
    It’s not funny!! It’s the worst joke, I’ve ever read!!!…
    But if it’s true…
    I’ll find u and I kill u with a little spoon!
    No!! I don’t kidding!!

    1. Hi MacKenzie 🙂 Hmmm, if U will kill us (the blog has been written by 2 persons, 2 Annies :)), who will write the next part, next notes? 🙂
      Annie, bardzo nam miło i bardzo się cieszymy :):) Tłumaczysz nasze notki pisząc, czy opowiadasz co w każdej było? :):)

      1. Po prostu czytam im po angielsku mają takiego jakby, hmmm… audiobooka?
        A co do kenzie stwierdziła że nie pomyślała o tym ale i tak lepiej żeby to zakończenie było takim jak to ona określiła żartem 😉

        1. To niesamowite co robisz dla koleżanek- i bardzo ci za to dziękuję. Sciskam Was dziewczyny mocno i serdecznie zapraszam na nasza grupę na fb. Kilkanaście anglojęzycznych koleżanek chętnie pozna Was bliżej- i ja tez

  17. Dziewczyny, wiecie może mniej więcej ile mamy czekać na nowy rozdział? Chce wiedzieć orientacyjnie chociaż, bo normalnie co kilka godzin tu zaglądam z nadzieją. Tak poza tym, rozdział genialny. Zachwyca jak każdy inny. Uwielbiam to, że piszecie tak jak autorka i za to was podziwiam i uwielbiam! Mam nadzieje, że ten blog będzie prowadzony jeszcze przez bardzo długi czas! Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. 🙂

  18. NIE!!!! Nie możecie jej tego zrobić! Ja już was przejrzałam! Biedna Katniss D: (Macie uratować jej rękę!!!)

  19. Nie rozumiem.,,-A jeszcze Inni uważni pewnie wiedzą, że… No właśnie – że co? ;)” + „niby” śmierć Katniss.Czy to może uważać koniec bloga ? ;c Mam nadzieję ,że nie 🙂 Jestem tu nowa. W ciągu 3 dni udało mi się nadrobić aż tu i tu nagle takie zaskoczenie ,,-Czy to może być koniec ?! ;( „

        1. Notka o tytule Niespodzianka, która była pierwszą, w której ja też maczałam palce, delikatnie dołączając do Ani 😉 Czyli początek wspólnej blogowej drogi 🙂

          1. Dziękuje za wiadomość 🙂 Już się bałam xd Czekam na kolejną notke ^^

  20. Drogie Anie ( najlepsze imię jakie znam- tak,tak sama jestem Ania :D)
    Wasz blog jest WSPANIAŁY!!!! Taki talent, te opisy pełne szczegółów, nie wiem czy to wasza wyobraźnia, czy na czymś się wzorujecie, ale są rewelacyjne!!!!! Na bloga trafiłam tydzień temu, dzięki chorobie udało mi się go pochłonąć całego, a teraz nagle BUM!!!!! Nie ma dalszej notki 🙁
    Ale, ale dziewczyny spokojnie!!! Większość fanów i czytelników ( może nawet wszyscy) z ogromną niecierpliwością, ale jednak oczekują tej następnej notki, i oczekiwać będą jestem tego pewna!!! A dla pocieszenia mogę dodać że już od jakiś 2 lat śledzę fanfiction innej pary, innych książek gdzie autorka dodaje notki po paru miesiącach nieobceności, ale i tak ogromna liczba osób ( w tym ja oczywiście) oczekuje takich notek. Z tym blogiem będzie tak samo- będę oczekiwać aż w końcu się doczekamy xD.
    A jeszcze mam taką delikatną sugestję co do notek +18
    Na początku muszę powiedzieć że pomysł GENIALNY żeby notki były na innym blogu
    A teraz ta sugestia: chodzi o to żeby w tych notkach były tylko te… Nazwijmy to sobie noce. Znaczy chodzi mi o to że np. Bodajże w pierwszej takiej notce poznaliśmy Daniela( byłego ,, chłopaka” Joanny) a jego historia była kontynuowana w następnych notkach. Ja – osoba która nie zagląda do tych rozdziałów( nie zdziwilabym sie jakbym była jedyna xD) nie do końca mogłam sie połapać w sytuacji. I stad ta proźba 🙂 Mam nadzięje że rozumiecie o co mi chodzi. Na szczęście taka sytuacja miała miejsce z raz może ze dwa razy, ale stwierdziłam że zwrócę na to uwagę- mam nadzieję że się nie obrazicie.
    W każdym bądź razie na zakończenie mojego referatu dodam że jesteście świetne, świetnie piszecie i nie przestawajcie- koniec i kropka 🙂
    Pozdrawiam i życzę weny 🙂
    P.s. Jak to dla Katniss nie ma ratunku ?!

  21. No i wpłynął temat romansu… Notka jak zawsze boska. Piszecie świetnie !!! A ostatnie zdanie… trzyma w nanapięciu, ale nie wierzę, że Katniss nie żyje. Ze zniecierpliwiniem czekam na nst 😉

    1. Próbowałam się logować przez aplikację w komórce, ale po aktualizacji WordPressa coś przestało w niej działać, dlatego miałam problem z odpowiadaniem na komentarze. Mam nadzieję, że kolejna aktu to naprawi 🙂
      A nowa notka już jest 🙂

  22. To jeszcze nie koniec 😀 To na pewno sen!Bo w książce było że oni będą mieli jeszcze dwójke dzieci 🙂

  23. Jeszcze jedno kiedy następna notka wiem że nie możecie pisać regularnie bo macie swoje życie ale nie moge się doczekać!

  24. Kocham waszego boga i nie mogę się doczekać następnej notki 😉 tak przy okazji kiedy mozna sie jej spodziewac?

  25. Znalazłam waszego bloga w poniedziałek, zaczęłam go czytać wtedy wieczorem i czytając go tylko z przerwami na sen, jedzenia, skoki i spotkanie z przyjaciółkami przed chwilą skończyłam czytać 🙂 z doświadczenia wiem, że przeżywam każdego bloga, ale tutaj poczułam się jakbym tam była, i przeżywała wszystko razem z nimi 😉 uwielbiam was, wasz styl pisania i zostaje i czytam dalej :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *