179. Rozmowa

Witajcie,

Dziękujemy, że czekacie na kolejną notkę. Wbrew sugestiom niektórych – jeszcze kilka ich planujemy. Wbrew naszym planom – nasza praca, szkoła, dzieci i kilka innych aspektów nie pozwala nam ich zbyt często publikować. (Wiem, że to brzmi kosmicznie, ale naprawdę – jeśli zaczyna się pracę o 8, a kończy o 22:30-23:00 to nie ma się siły nawet myśleć, ani jeść, a do pisania potrzeba stanowczo więcej energii).

Przy okazji – życzenia wszystkiego najlepszego dla Tomka (tomeq) – pamiętałyśmy, że marzy Ci się notka 18.05, mamy nadzieję, że kilka godzin poślizgu jest wybaczalne 🙂

Zapraszamy do czytania i komentowania 🙂
A&A


Mroźne, styczniowe powietrze wdziera się przez uchylone okno do pokoju. Czuję na twarzy chłodną mgiełkę, która w tej sytuacji jest nawet przyjemna. Łagodzi przechodzący, ale wciąż dokuczliwy ból głowy. Kawa chyba też już działa, moje ciało powoli wraca do życia. Mam dodatkowo takie wrażenie, jakby palce lekko mi mrowiły – jeśli dobrze pamiętam, to oznacza, że „cudowny” specyfik Johanny na kaca, znów przynosi spodziewane rezultaty. W połączeniu z kawą działa rewelacyjnie, ale wolę nie korzystać z niego zbyt często. Nie chcę się uzależnić, a obserwując Johannę wydaje mi się, że to  możliwe.

Drzwi skrzypią cicho, ktoś delikatnie je zamyka, a potem idzie przez pokój stawiając ostrożnie stopy. Gruby, miękki dywan dość skutecznie tłumi dźwięk kroków, ale ja i tak je rozpoznaję. To zaskakujące, jak człowiek może doskonale poznać drugiego człowieka. Do tego stopnia, że rozpoznaje jego kroki, bądź jego oddech, bez względu na to, jak długo ich nie słyszał.

Przysiada na podłodze przy mnie, kładzie dłoń na mojej, opartej na podłokietniku fotela. Prosty gest, który daje mi poczucie bezpieczeństwa i miłości.
– Jak się czujesz? – szepcze cicho, jakby nie chcąc narażać mnie na dodatkowe cierpienie.
– Już lepiej – odpowiadam spokojnie. – Dziękuję.

Odwracam głowę, nasze oczy spotykają się i widzę w nich miłość, tęsknotę i… Tego nie chciałam w nich znaleźć – to chyba strach. To odkrycie natychmiast mnie przygnębia.

– Opowiesz mi co się dzieje? – pyta cicho.
– Nie ma czego opowiadać – odpowiadam i natychmiast widzę, że zauważona wcześniej obawa rośnie. Zamykam oczy, uciekając od tego widoku, który mnie przytłacza. Nie chcę, by ktoś cierpiał z mojego powodu, nigdy tego nie chciałam…
– Jest i obie dobrze o tym wiemy. Katniss, kochanie, opowiedz mi co się tutaj dzieje, jak wygląda twój dzień. I czemu tak bardzo cierpisz, dziecko.
Głęboko nabieram powietrza w płuca, a pod powiekami czuję zbierające się łzy. Ciepła dłoń nadal delikatnie gładzi moją, dodając mi otuchy, skłaniając do zwierzeń.

– Peeta – zaczynam i czuję rosnącą gulę w moim gardle – on mnie chyba już nie kocha, mamo – miałam powstrzymać płacz, ale znów mi się to nie udaje. W końcu powiedziałam na głos to, co siedziało we mnie od jakiegoś czasu, coś, czego bałam się powiedzieć komukolwiek, poza nią. Już dawno odbudowałam relacje z mamą, ale teraz, w tej chwili, wiem na pewno, że mam w niej przyjaciółkę.
Mama milczy, słyszę tylko jej lekko przyśpieszony oddech. Zawsze taki jest, gdy mama nad czymś się zastanawia. Nagle wstaje, przysiada na oparciu fotela, obejmuje mnie mocno i po chwili pyta:
– Chcesz mi o tym opowiedzieć?

Wybucham niekontrolowanym płaczem. Mam świadomość, że nieraz tak płakałam przez ostatnie tygodnie, ale teraz jest inaczej – po raz pierwszy mam świadka. I przekonanie, że dziś jest przy mnie ktoś, kto mnie wysłucha, kto nie wyśmieje moich lęków.
– Na początku często dzwonił i pisał – zaczynam snuć opowieść wtulona w jej ciepłe ramiona. – Potem zaczęło się to zmieniać, nie miał dla mnie czasu, albo wieczorem był zbyt zmęczony, aby poświęcić go własnej żonie. Mówiliśmy sobie tylko dobranoc – i tyle. A ja wstawałam rano, ubierałam się, jadłam szybkie śniadanie i wychodziłam z domu. Odbywałam z Johanną mnóstwo nudnych spotkań, podziwiałam wystawy, z których nic nie pamiętam, odwiedzałam place zabaw, z masą dzieci, których twarze zlewały się w mojej głowie. Czasem jeździłam po dystryktach. A wieczorem  – wracałam do pustego, ciemnego mieszkania, gdzie nikt na mnie nie czekał, nikt nie pytał mnie jak się czuję, jak minął mi dzień.
Na początku, kiedy Peeta dzwonił, czekałam na nasze wieczorne rozmowy, ale po pewnym czasie zauważyłam, że one… Że chyba nie są mu do końca na rękę. Jakby były kolejnym punktem do odhaczenia na długiej liście zadań. Kilka razy złapałam go na tym, że niby rozmawiał ze mną, ale myślami był zupełnie gdzie indziej. Po kolejnej takiej sytuacji te telefony przestały mnie cieszyć. I tak wracałam do pustego domu, coś jadłam, najczęściej zamawianego, bo w ciągu dnia nie miałam czasu iść do sklepu, ani czegoś gotować.
Zresztą… najczęściej po prostu uciekałam przed ludźmi. Mamo, nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie zakupy mogą być męczące. Kiedy pojawiam się w sklepie, zaraz słyszę za sobą szepty czy to ona?, czy to Katniss? Matko, to chyba pani Mellark? A potem jest tylko gorzej – ludzie chodzą za mną krok w krok i… najczęściej biorą do koszyka dokładnie to samo, co ja. Po każdej wizycie w markecie spożywczym mam dziwne wrażenie, że cały Kapitol będzie jadł na obiad rybę ze szpinakiem i pieczone kartofle. I obowiązkowo popije je sokiem aroniowym. Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale jest takie tylko przez dwa, trzy dni. Potem jest już tylko męczące. Pewnie myślisz teraz, że to mało istotne i bez sensu jest się tym przejmować, ale ja nigdy nie chciałam takiej popularności. Ani żadnej popularności, wiesz o tym. Dlatego też najczęściej wychodząc z pałacu, dzwoniłam do małej restauracyjki, która jest tu za rogiem, zamawiałam jakieś  danie i odbierałam od właściciela w bocznej uliczce. Podejrzewam, że jestem jego najwierniejszą klientką, dlatego pozwala mi unikać wchodzenia do lokalu. A może było mu mnie żal? W końcu pozbawił się niezłej sławy, a co za tym idzie – zarobków. Gdyby ludzie odkryli, że niemal codziennie u niego jadam, jego obroty pewnie zwiększyłyby się co najmniej kilkakrotnie… Ale to starszy człowiek, pewnie sporo już tu widział…
I tak kończę dzień – jem w ciemnym mieszkaniu kolację, biorę prysznic i kładę się do łóżka. Najczęściej tylko po to, by resztę nocy przepłakać z tęsknoty i samotności.

Mama nic nie mówi, przytula mnie tylko mocniej do siebie. Robi się trochę lepiej od tych zwierzeń, więc kontynuuję.
– Pewnej nocy, z lekkiego snu, wybudził mnie uparty dzwonek do drzwi. Wstałam zaspana, przestraszona tym, że ktoś dobija się do mnie o trzeciej w nocy. Za drzwiami stał Ast, a kiedy w końcu wszedł do mieszkania, powiedział mi, że Johanna przeszła samą siebie, że on nie jest już w stanie jej pomóc, a każda próba kończy się wyzwiskami pod jego adresem. Tego dnia odwiedzałyśmy szpital dziecięcy, a po powrocie byłam tak zmęczona, że padłam na łóżko w ubraniu. Dlatego właściwie nie musiałam się nawet ubierać, a Ast był tak przerażony, że nie zastanawiając się narzuciłam tylko na siebie płaszcz i pełna obaw, bocznymi uliczkami, pognałam za nim do pałacu.
Johanna rzeczywiście była w paskudnym stanie, leżała na łóżku z szeroko rozrzuconymi nogami i rękami. Pościel, która kiedyś była śnieżnobiała, miała świeżość dawno za sobą, a Johanna wyglądała trochę jak klown z ciemnymi ustami. Kiedy zawlokłam ją pod prysznic i oblałam chłodną wodą, wyrywała się i klęła, ale gdy wreszcie trochę otrzeźwiała, przedstawiła mi swoich dwóch przyjaciół. Czekoladę i wino. Tak mamo, ja wieczorami płakałam, a w tym czasie Johanna najpierw objadała się ogromnymi ilościami czekoladek, a potem zapijała je winem.
Nie wiem jak do tego doszło, ale w kolejnych dniach stało się to naszym wspólnym rytuałem. Po ciężkim dniu wracałyśmy do pałacu, zdejmowałyśmy buty na obcasie i pochłaniałyśmy duże ilości czekolady i wina. A właściwie większość pochłaniała Johanna, a ja jej po prostu towarzyszyłam. Skutkiem tego szybko przestała dopinać się w spodniach i kupowała coraz to nowe ubrania. Nie zwracałam na to uwagi, aż do dnia, gdy na jakieś proszonej kolacji przypadkiem podsłuchałam rozmowę w toalecie. Dwie kobiety rozprawiały o ciąży Johanny – urósł jej brzuch, twarz wyglądała na obrzękniętą, a nikomu nie przyszło do głowy, że szczupła Zwyciężczyni tak się roztyła. Mając świadomość jaka jest prawda, zaczęłam dyskretnie szukać rozwiązania. W końcu dotarłam do dwóch trenerów. Co prawda Johanna nie miała ochoty ćwiczyć i zgodziła się dopiero, gdy wymusiła na mnie obietnicę, że przejdę to razem z nią. To Ast wymyślił, by przerobić piwnice na salę ćwiczeń. Dzięki temu nie prowokowałyśmy podejrzeń opuszczając kilka razy w tygodniu wieczorami pałac. Nasi trenerzy przyjeżdżali różnymi samochodami, wchodzili do środka tylnym wejściem i poddawali nas katorżniczym ćwiczeniom. Niemniej efekty były bardzo szybko widoczne i nawet Johanna w Sylwestra mogła ubrać w miarę przylegającą sukienkę. Ale piękne suknie, makijaż i cała reszta wcale nie pomogły – nie widzieli nas od wielu tygodni, a mimo to nie zwrócili na nas prawie wcale uwagi.
To przeważyło szalę – znów postanowiłyśmy napić się wina. Zeszłyśmy do piwniczki za kelnerami, a ja poprosiłam jednego z nich o korkociąg. Już wychodzili i jeden z nich zamiast go podać – rzucił go w moim kierunku. To nie było zbyt mądre i pewnie powinno mu się za to oberwać… W każdym razie złapałam go tak niezgrabnie, że rozcięłam sobie dłoń. Krew leciała szybko, ale chyba zdążyłam jeszcze wypić kilka kieliszków. Aż nagle zakręciło mi się w głowie i chyba straciłam przytomność…

– Napędziłaś mi strachu, wiesz o tym?
– Nie chciałam tego, mamo.
– Nie rozumiem jednego, Katniss. Dlaczego nie przyjechałaś do mnie? Dlaczego – zamiast upijać się z Johanną, albo płakać samotnie w poduszkę – nie przyjechałaś do domu?
– To nie takie proste, mamo. Mam tu swoje zobowiązania. A dodatkowo nie chciałam ci zawracać głowy – odpowiadam cicho. Choć wiem, że obie wymówki to kłamstwo. Odwiedziny w szpitalach, udział w kolacjach nie są niezbędne, da się je przesunąć o tydzień, czy dwa. Po prostu takie rozwiązanie nie przyszło mi do głowy.
– Obiecaj, że będziesz mi zawracać głowę, dobrze?
– Tak, mamo, obiecuję.

Po jakimś czasie usłyszałyśmy pukanie do drzwi pokoju – zaskoczona zobaczyłam Haymitcha, który krótko poinformował nas, że Peeta chce się ze mną zobaczyć. Powoli zaczęłam się podnosić, ale wyraz twarzy mojej matki bardzo mnie zaskoczył i powstrzymał. Wstała sztywno z fotela, poprawiła garsonkę i pewnym krokiem przeszła przez pokój, wyprowadzając za sobą Haymitcha. Nie zamknęła jednak drzwi, przez co słyszałam całą rozmowę z moim mężem.
– Dzień dobry mamo, czy Katniss śpi? Muszę z nią porozmawiać – głos Peety był dość spokojny, ale znałam ten ton, który mnie zdradzał zdenerwowanie.
– Dzień dobry, Peeta – odpowiedziała chłodno. – Katniss nie śpi, ale nie ma ochoty widzieć się z tobą. I od razu uprzedzę twoje kolejne pytania – jeszcze dzisiaj zabieram ją ze sobą do Czwórki. Po tym jak się względem niej zachowałeś, nie liczyłabym na to, iż prędko będzie chciała się z tobą zobaczyć. Wracaj do swojej polityki, ważnych spotkań i tego, co tam jeszcze robisz.
– Ale mamo – jękliwy i błagalny ton Peety przeszywa moje serce.
– Nie, Peeta, nie. Nie pozwolę ci więcej ranić mojego dziecka. I jeszcze jedno – bardzo łatwo przyszło ci posądzenie Katniss o zdradę, może dlatego, że sam ją zdradzasz?

Mama nic więcej nie powiedziała, kazała tylko Astowi spakować moje rzeczy i przysłać do jej domu. Mnie zaś wsadziła do poduszkowca i zabrała ze sobą, całą drogę głaszcząc mnie po głowie położonej na jej kolanach.

38 myśli na temat “179. Rozmowa

  1. I ZNOWU ICH ZWIĄZEK SIĘ ROZPADŁ!!!!!!!!!
    JEEEEZU!!!!! DO TEN PEETA WYCZYNIA! I ON JA TAK BARDZO KOCHA PD PONAD DWUDZIESTU LAT???
    Na serio mam dosyć… I am sooooo DONE!
    W końcu jednak Katniss wróci, a wtedy dowiemy się jak Peeta przeprosi. Znając was jednak, mam przeczucie, że najpierw minie jakieś pół roku w świecie bloga ;-;

  2. Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że chcecie nas umrzeć i w ogóle. W takim momencie? Jakbym widziała Martina…

    Tbh nadal nie rozumiem. Katnup z natury jest porywcza, nawet jeśli Peeta by ją skrzywdził, to raczej nie dałaby za wygraną. Lmao nawet Johannę rozumiem,bo to ona, niczego się nie można spodziewać, ale Kat? Nie rozumiem.

    Matka Katniss to złoto. Szanujcie ją, a będzie wam dane. Tak mówię ja.

    xoxo

    PS. Chyba jestem pierwsza B|

  3. Wyczekiwana notka 100/100 jak zawsze.Kolejnej można spodziewać się za miesiąc czy jakoś tak?Peeta masz przeprosić Katniss i to szybko ty…Ale tak żeby między tym a następnym rozdziałem w Panem nie minęło pół roku czy rok bo akcja toczy się bardzo szybko nawet za szybko.Główni bohaterowie mają już po 25-26 lat i wygląda to tak jakbyście chciały szybko zakończyć tą niesamowitą przygodę.No nie wiem przynajmniej mi się tak wydaje(sorry jeśli uraziłam).Piszecie wspaniale i mam nadzieję że dostarczycie swoim czytelnikom niespotykanych wrażeń jeszcze przez przynajmniej 100 notek ;D.Ps-z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

    1. Pewnie w weekend przegadamy z Anią, kiedy jest szansa na kolejną notkę 🙂 a co do czasu… No tak wyszło, że przez blisko półtora roku blogu, ok. 600 stron i 179 notek minęło 6-7 lat w świecie Katniss. Ale chyba nie każemy im czekać pół roku na siebie 😉

      1. A takie pytanie te 600 stron to te 179 notatek czy jest coś jeszcze ? Przeczytałam te wszystkie notatki w trzy dni więc teraz naprawde mi ich brakuje ,bo nie wiem co mam ze sobą zrobić…

  4. CUDOWNY PREZENT URODZINOWY:-) NAJLEPSZY JAKI DOSTAŁEM NA TE URODZINY!!! Dziewczyny dziękuję:-)
    Notka super jak zwykle zresztą:-) Już nie mogę się doczekać kolejnej… Jeszcze raz wielkie dzięki:-)

  5. Niach niach :3 KOCHAM MAMĘ KATNISS!! ❤ Peeta bedzie musiał się teraz nieźle nagimnastykowac, przepraszać i błagać o wybaczenie bo mu nie odpyszcza. Notak super, hiper, mega zajebiaszcza ❤❤ czekam na więcej

  6. Jejciu! Wiedziałam, że dziewczyny nie zdradzały mężów, myślałam też o tym, że po prostu trenowały! Powodzenia Peeta ♥♥

  7. Idealna notka! Warto było czekać <3
    Tylko dlaczego Peeta tak się zachowuje… to do niego nie podobne 🙁 ogar chłopie! !!! 😀

  8. *załamana*

    Nie pozwolę ci więcej ranić mojego dziecka. I jeszcze jedno – bardzo łatwo przyszło ci posądzenie Katniss o zdradę, może dlatego, że sam ją zdradzasz? :'(

  9. Oj, Peeta nagrabiłeś sobie u pani Everdeen 😀 Już nie mogę się doczekać kolejnej notki, mam nadzieję, że szybko połączycie Kat i Peete T.T XD

  10. Z Peetą jest coś nie tak, jak być powinno… Ja chę normalnego Peetę! Tego troskliwego, kochającego, cudownego, no!

  11. Ale się porobiło… Katniss wyjezdza, zostawia Peetę, a on biedny bedzie główkowal nad tym jak ja idzyskac. No Dobra, moze nie biedny, ale jednak… Ej, ale on nie zdradza Kat, co nie? Makakra. No to co, następna notka w weekend?
    Viks

  12. omg jest i kolejna notka!!!!! Nareszcie!!!! Ale czemu taka smutna? No ja się pytam…. kurcze miałam łzy w oczach czytając to po prostu idealna! A co do reszty to proszę mi ich szybko pogodzić no! wspaniałe piszesz i jest prośba napisz tak wstępnie kiedy dodasz coś jeszcze grzecznie Prooosze; *

    1. Neili$ – ukryłam Twój komentarz do 21. Podczas poprzednich wyborów widziałam już różne pomysły w zakresie oskarżeń o łamanie ciszy wyborczej…

  13. Ach ten Peeta! Same z nim problemy! xD Hej, ale prawdę mówiąc to jak weszłam na stronkę, to nie wiedziałam co się dzieje! Piękny obrazek z ich dwojgiem!

  14. Zajebisty blog. Mam prośbę dodawanie notki szybciej bo ja tu usycham normalnie codziennie wchodzę i sprawdzam czy jest Nowa notka. A ta jest po prostu… aż brak mi słów

  15. Od dzisiaj codziennie, aż do znudzenia będę zadawał jedno i to samo pytanie… KIEDY BĘDZIE NASTĘPNA NOTKA???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *