18: Matka kosogłosa

Lot trwał bardzo krótko. Kiedy tylko nasz stopy dotykają ziemi, podchodzi do nas dwóch mężczyzn w czarnych, dobrze mi znanych mundurach. To oni zastąpili strażników pokoju. Po za mundurami różni ich również to, że oni nie chłostają ludzi, nie stawiają ich przed plutonem egzekucyjnym. Oni po prostu pilnują porządku. Od wymierzania kar są inni.

– Witam Państwa serdecznie, proszę się przedstawić i podać cel wizyty- zagaduje nas jeden

No tego się nie spodziewaliśmy. Ale nim którekolwiek z nas ma czas na odpowiedź, światło księżyca pada na nasze twarze a drugi trochę starszy z mężczyzn zaczyna mówić.

– Najmocniej przepraszam Państwa za mojego kolegę. Nie ma potrzeby przedstawiania się. W czym możemy Państwu pomóc

– Chcemy się widzieć z Panią Everdeen- mówi Peeta

– Rozumiem, Pani Matka aktualnie jest na nocnej zmianie w szpitalu- moja mina musiała zdradzić moje totalne zaskoczenie faktem, iż strażnik wie gdzie aktualnie znajduje się moja matka- spokojnie, pracuje tam z moją żoną dlatego wiem.

Idziemy dość szybko uliczkami dystryktu. Kiedy jesteśmy już pod szpitalem Haymitch zwraca się do strażnika

– Bardzo proszę o przyprowadzenie tutaj Pani Everdeen, ale bez zbędnych szczegółów nasza wizyta ma nieoficjalny charakter i nie chcemy wzbudzać zamieszania

– Oczywiście- odpowiada i wchodzi do budynku

Nam pozostaje tylko czekać. Podchodzi do mnie Peeta.

– Może ja i reszta poczekamy gdzieś dalej byście mogły się w spokoju przywitać?

– Nie ma takiej potrzeby, ale dziękuje. Obawiam się raczej, że nie uniknę poważnej rozmowy w sobotę.

– Co masz na myśli

– Dawno do niej nie dzwoniłam, może mieć mi to za złe,a teraz jeszcze ta nocna wizyta. Właściwie która jest godzina

– 3:30

Dobiega mnie zdenerwowany głos mamy

– Czy mogę się w końcu dowiedzieć o co chodzi. Gdzie mnie Pan prowadzi. Odrywa mnie Pan od pracy i pacjentów i nie chce nic powiedzieć- mama denerwuje się coraz bardziej

– Pani Everdeen, dostałem szczegółowe instrukcje jak mam postąpić. A proszę mi wierzyć, osoby, które prosiły o wyprowadzenie Pani przed budynek im się nie odmawia. Nikt z nas im nigdy niczego nie odmówi

Mama staje i nawet z tej odległości widzę, że jest przerażona. I dociera do mnie dlaczego. Tyle czasu żyłyśmy w lęku, że mam gotowa pomyśleć, że ktoś chce Ją nocą aresztować, wywieść, cokolwiek. Peeta najwyraźniej myśli o tym samym bo łapie mnie za rękę i zaczynamy biec w jej kierunku. Nagle nas zauważa. Zaskoczenie maluje się na jej twarzy. Odpycha strażnika i biegnie do mnie. Czuję, że Peeta mnie puszcza. Daje nam czas. Wpadamy sobie w ramiona. Mama tuli mnie mocno do siebie. Potem bierze moją twarz w dłonie i zaczyna całować. Chyba ze sto razy. Nagle spogląda za mnie.

– No chodź tu chłopcze, nie przywitasz się z teściowa.

Peeta podchodzi do niej niepewnie, a ona od razu bierze go w ramiona i mocno przytula.

– Aleś cie mi napędzili strachu. Nie spodziewałam się Was dzisiaj. Nie mogę wyjść z pracy ale dam Wam klucze, pójdziecie do mojego mieszkania i poczekacie tam na mnie. Moje kochane dzieci- patrzy na nas z niesamowitą czułością

– Przykro mi, że muszę Wam przerwać ale mamy tu coś do załatwienia, witaj- głos Haymitcha wyrywa nas z sielanki

– Witaj. Macie szczęście, że ona nie śpi po nocach bo inaczej w życiu bym Was o tej porze do niej nie wpuściła.

– Dzień dobry Pani- chórek z głosów Johanny i Beetee powoduje kolejną falę przytulania. Kiedy fala mija, idziemy za mamą pogrążonymi we śnie korytarzami szpitala

– Katniss- w pewnym momencie mama zatrzymuje się i odwraca w moją stronę- ale Ciebie tam nie wpuszczę

– Mamo ja muszę z nią porozmawiać, to bardzo ważne

– Nie

– Mamo muszę

– Peeta przemów jej proszę do rozumu

– Pani Everdeen, obiecuję będę cały czas przy niej, nie spuszczę jej z oka nic jej się nie stanie. Ona musi z nią porozmawiać.

– Dobrze więc, ale idę tam z Wami

– Nie – krzyczę jednocześnie ja Haymitch i Peeta

– A to niby dlaczego

– Enobaria mnie nie pozna, nie jesteśmy do siebie podobne idę i kropka Katniss

– Mamo jest szansa nawet duża, że przez przypadek ja Cię wydam zwracając się do Ciebie

– Niby jak

– Mamo- odpowiada za mnie Peeta

Reakcja mojej matki na jego słowa sprawia, że Beetee natychmiast psuję się wózek, przez co Haymitch i Johanna muszą mu natychmiast pomóc i zatrzymują się dyskretnie kilka kroków za nami

– Słucham Peeta- odpowiada mama.

Twarz Peety przybiera kolor pięknej purpury gdy mówi tylko

– Ja odpowiedziałem tylko na Pani pytanie

Mama wydaje się być bardzo zmieszana. Ale reaguje natychmiast

– Przepraszam w takim razie, ale skoro jesteście już zaręczeni

– Tamto się nie liczy- odpowiada jej Peeta i widząc minę mamy kontynuuje- obiecuję, że jeżeli sprawy będą się dalej toczyć tak jak się toczą, to już niedługo z największą przyjemnością będę nazywał Panią Mamą

Mama uśmiecha się ciepło i wchodzi do dyżurki pielęgniarek. Wydaje dwóm młodym dziewczynom w pielęgniarskich fartuchach dyspozycje a sama zaciąga nas wszystkich do środka.

– Musicie bardzo uważać, czasami bywa agresywna. Jak Gale ją tu przywiózł i kazał ukryć byłam zaskoczona, ale cóż jest prawie jak rodzina więc nie zadawałam innych pytań

Po tych słowach wszyscy spoglądamy na siebie. Chyba wszyscy myślimy o tym samym. On po prostu zrobił to specjalnie. Skazał nas na pewną śmierć. Pielęgniarki wracają.

– Wszystko gotowe tak jak prosiłaś Emmo- jak ja dawno nie słyszałam by ktoś wypowiadał imię mojej matki

– Rozumiem dziękuję Wam- zwraca się do nich mama a one bardzo intensywnie spoglądają to na mnie to na Peete. Z tym, że na Peete częściej.

– Katniss, Peeta Enobaria na Was czeka

– To jednak Wy- wyrywa się jednej z dziewczyn, tak właśnie cały czas się zastanawiałyśmy czy to naprawdę możecie być Wy- jej głos jest dziwnie rozmarzony i cały czas zerka na Peete, w tym czasie druga dodaje

– Emmo, nie chwaliłaś się, że znasz Katniss i Peete- słowo Peeta w tej wypowiedzi było wyjątkowo przeciągłe i namaszczone.

– No to chyba oczywiste, że ona ich zna w końcu są z tego samego dystryktu- odpowiada jej druga pielęgniarka

Nie rozumiem ich wypowiedzi. Czy one nie wiedzą, że to moja matka?

Johanna i Haymitch zaczynają dziwnie pokasływać, znam ten dźwięk oni tłumią śmiech. Beetee tylko majstruje coś przy swoim wózku. Patrzę na Peete i widzę bardzo łobuzerski uśmiech. I już wiem, że teraz to dopiero będzie śmiesznie.

Mama wystawia ręce jak by chciała mnie przytulić, poddaję się więc temu gestowi i wtedy mówi wprost do mojego ucha

– Co on kombinuje

– Nie mam pojęcia, ale chyba chce im trochę przytrzeć nosa

– Należy im się, nie lubię ich – odpowiada mi mama z uśmiechem. Peeta na mnie patrzy a ja kiwam potakująco głową. I w tym samym momencie on zwraca się do pielęgniarek

– Czy byłyby Panie tak miłe i zaprowadziły całą naszą gromadkę na miejsce?

– Tak- znów ten ton, zaraz ja komuś przywalę

– Och to bardzo miło z Waszej strony- odpowiada Peeta łobuzersko

Pielęgniarki wychodzą powoli z dyżurki a my za nimi. Mama zamyka ten korowód. A one bezczelnie wpatrują się w niego jak w obrazek. Posyłając mu coraz cieplejsze uśmiechy. I w pewnym momencie po przejściu zaledwie paru kroków Peeta zatrzymuje się jak by o czymś zapomniał odwraca głowę w mamy stronę, puszcza do mnie oka i zaczyna

– A bo myśmy właściwie nie zapytali, o której mamo kończysz pracę

Pielęgniarki nie uśmiechają się już

– O 6 – odpowiada mama

– A to wiesz co mamo nie czekaj na nas- tym razem ja przejmuję pałeczkę- nie wiemy jak długo nam tu zejdzie. Idź spokojnie do domu. Połóż się na pewno jesteś zmęczona.

Pielęgniarki patrzą na nas ze zdziwieniem

– Dzieci ale ja bym się chciała z Wami jeszcze zobaczyć- odpowiada mama perfekcyjnie kontynuując grę rozpoczętą przez Peete

– Obiecuję- mówię podnosząc dwa palce do góry- przywiozę Ci zięcia w sobotę wieczorem zgoda?

– Dobrze, już dobrze z Wami nie wygram ale Ty też odwiedzisz matkę

– Mamo dostarczę Ci córkę w sobotę wieczorem

– Dobrze dzieci czekam na Was uśmiecha się i macha nam na pożegnanie i w pewnym momencie jak gdyby sobie o czymś przypomniała

– Haymitch

– Tak Emmo

– Uważaj na moją córkę i zięcia

– Tak jak zawsze Emmo

– Nie Haymitch nie tak jak zawsze, bardziej

– Jak sobie życzysz odpowiada i macha na pożegnanie

Twarze pielęgniarek przypominają teraz ryby wyrzucone na brzeg. Mają otwarte usta i rozpaczliwie próbują złapać powietrze. One chyba naprawdę nie zdawały sobie sprawy z tego kim jest moja mama. I wtedy ona do nich zagaduje

– Zaprowadzicie ich na miejsce czy ja mam sama to zrobić

Odpowiada jej cisza.

– Dobrze więc, idźcie i napijcie się herbaty. Dobrze Wam zrobi jak widzę

– Emmo to Twoja córka

– A czyja ma być jak nie moja- odpowiada mama zaczepnie

– A to Twój zięć

– Dziewczyny całe Panem o tym wie a Wy nie. Nie róbcie sobie ze mnie żartów. I odchodzi szybkim krokiem. Kiedy drzwi dyżurki się zamykają. Mama wpycha nas wszystkich do jakiejś komórki z miotłami i innymi środkami czystości. Tak przez dobre 10 minut płaczemy ze śmiechu. W pewnym momencie bierze twarz Peety w dłonie i całuje mocno w oba policzki.

– Od tygodni słucham jaki to ty jesteś przystojny, pociągający i jak mocno i dokładnie gdzie powinieneś kopnąć Katniss. Peeta dziękuję.

– W takiej sytuacji obmyślę z Katniss jakieś szczególne powitanie obu Pań w sobotę

– Ja już wiem jakie- po prostu wezmę ze sobą łuk

– Myślę córciu, że dwie strzały absolutnie Ci wystarczą

Co do następnych notek. Postaram się dodać coś jeszcze w tym roku. Ale najprawdopodobniej będzie to 2 stycznia. Ale obiecuję będzie długo. Jak zawsze poproszę o komentarze

Jedna myśl na temat “18: Matka kosogłosa

  1. notka mega <3 świetnie piszesz:D nie mogę się doczekać następnej! a i przy okazji tytuł rozdziału pasuje jak ulał 😛

Komentarze są zamknięte.