181. Smoczyca

Witamy,
Postanowiłyśmy umilić Wam trochę czekanie na zwiastun 😉 Plus – takiej notki nie było już dawno. Bardzo dawno – od października ub. roku. Część z Was pewnie będzie zdziwiona formą, inni się uśmiechną, jeszcze inni zdziwią 😉
Mało tego – w sobotę czeka Was kolejna niespodzianka (Magda – tak, to dzięki Tobie :))
Pozdrawiamy Was ciepło i – jak zawsze – czekamy na komentarze.
I pewnie o 16-17, gdy pojawi się zwiastun, znów z Wami będziemy 🙂

A & A

PS Na koniec – przypominamy o konkursie. Jeszcze tylko do północy z niedzieli na poniedziałek czekamy na Wasze prace na anie@poigrzyskach.pl

PS2 Nie ma problemu, jeśli komentujecie notki i dodajecie linka do siebie, ale jeśli cały komentarz to link do bloga + ew. hasło „wpadnijcie do mnie”, „dopiero zaczynam, czekam na komentarze” to traktujemy to jako spam.

Z każdym kolejnym stopniem, z każdym krokiem, robiło mi się jakoś lżej na sercu. Już sama obecność Haymitcha tutaj była dziwnie miłą niespodzianką, do tego wyraz jego twarzy, błysk w oku, delikatne mrugnięcie, niemal jakby przypadkowe – to wszystko napawało mnie radością. Wiedziałam, instynktownie czułam, że w moim pokoju czeka na mnie cudowna niespodzianka. To mogło oznaczać tylko jedno – Peeta w końcu do mnie przyjechał. Przed chwilą czułam się niesamowicie zmęczona, ale ostatnie stopnie pokonuję już niemal w podskokach, momentami wspinając się po dwa stopnie. Przez moment obawiałam się, że zwrócę tym na siebie uwagę mamy, ale słyszę, że wraz z Shenem i Haymitchem wchodzi do salonu.

Szybko otwieram drzwi mojej sypialni, twarz jaśnieje mi uśmiechem, czuję smak pocałunku…

W pokoju panuje półmrok, blade światło nocnej lampki sprawia, że pokój wydaje się być niesamowicie i zaskakująco przytulny. I równocześnie przerażająco pusty. Ukłucie zawodu przeszywa moje serce, cała radość i szczęście, które rozpierały mnie jeszcze przed sekundą, pryskają jak mydlana bańka. Rozglądam się bezradnie, czując, że najwyraźniej źle odczytałam sygnały mentora. Może chciał mnie tylko pocieszyć, albo miał na myśli, coś, czego nie zrozumiałam…

Wciągam głęboko powietrze i dociera do mnie jak duszno jest w pokoju. Sypialnia znajduje się na pierwszym piętrze, okiennice są małe, dzielone na cztery, a do każdej z ciemnobrązowych ram, przyczepione są specjalne haczyki, na których wiszą małe firanki, wyglądające jakby były zrobione na szydełku. Nie pamiętam już kiedy je otwierałam, więc bez większego zastanowienia szarpię mocno klamkę. Zimny wiatr wpada do pokoju, sprawiając, że przechodzi mnie dreszcz. Na zewnątrz jest bardzo ciemno, zachmurzone niebo sprawiło, że widoczny prawie zawsze w Czwórce piękny blask księżyca, odbijający się dodatkowo od tafli morza, dziś jest prawie niewidoczny. Dociera do mnie, że Haymitch wspominał coś o wietrzeniu. Może… Wychylam się mocno przez okna, niemal zawisam na parapecie z nadzieją, że Peeta, gdzieś tam jest. Po chwili kolejnej nadziei dochodzi do mnie jej absurdalność. Peeta, ze swoją protezą, miałby się wspinać po gzymsie, aby dostać się do mojej sypialni? Ta myśl sprawia, że znów robi mi się niesamowicie przykro. I znów to nieprzyjemne uczucie, które towarzyszyło mi przez ostatnie tygodnie, powraca. Niesamowity ból, smutek i tęsknota. Peety tu nie ma, nie przyjechał z Haymitchem, nie dzwoni, nie pisze, nie mam z nim żadnego kontaktu, może on naprawdę, tak jak mówi mama, nie chce mieć ze mną nic wspólnego.

Wycofuję się i przymykam powoli skrzydło okna. W pokoju panuje półmrok, a moje odbicie w szybie nie jest wyraźne, ale i tak jestem przerażona. Nie, na pewno tak nie wyglądam, to zniszczone szkło tak zniekształca mój obraz. Podbiegam do lustra i po raz pierwszy od tygodni przyglądam się odbiciu. Tłuste włosy posklejane są w jakieś okropne strąki, bluza i spodnie, są w takim stanie, że aż mi wstyd, że coś takiego na siebie założyłam, paznokcie są obgryzione niemal do mięsa, na dwóch zachowała się jeszcze jakaś resztka wyblakłego czerwonego lakieru.
– Matko, jak ja wyglądam – mówię na głos. Lustro niestety potwierdziło odbicie w okiennej szybie. Chyba nawet poprzednio wyglądałam lepiej… Może Haymitchowi, wcale nie chodziło o to, abym wywietrzyła pokój, bo mój mąż ma zamiar mnie odwiedzić, a raczej ze względu na zapach jaki wydziela moje ciało.

Łazienka, która przylega do mojego pokoju, nie ma wanny, więc o długiej, gorącej kąpieli w pachnącej pianie mogę tylko pomarzyć, niezależnie od przekonania, że to najlepiej by mi pomogło. Zrzucam z siebie rozciągnięte ubranie i wrzucam je od razu do kosza na śmieci. Nie warto ich prać, nie nadają się do noszenia przez nikogo, nawet przez porzuconą, brudną i zapuszczoną , a już niedługo – może byłą – żonę.

Pozwalam, by gorąca woda parzyła moje nagie ciało. Daje mi to dziwne, nieopisane, ale jednocześnie przyjemne wrażenie oczyszczenia. Opieram dłonie o białe kafelki, woda oblewa mnie całą, mieszając się ze łzami. Przed oczami przepływają mi wspomnienia – wszystkie szczęśliwe chwile z Peetą, smak jego pocałunków, dotyk jego dłoni na moim ciele… Takie bliskie, rzeczywiste, a jednak tak odległe… Zatapiam się w marzeniach. Wracają do mnie wspomnienia, naszej pierwszej wspólnej kąpieli… Zamykam oczy, zatapiam się w niesamowicie realnych obrazach. Delikatny powiew zimnego powietrza mnie zaskakuje, nie sądziłam, że mam aż tak bujną wyobraźnię, że jestem w stanie nie tylko przywołać obraz, ale i odczucia…

Mężczyzna ma uniesione brwi, spogląda na mnie wzrokiem nie kryjącym zaskoczenia i niedowierzania. Przyglądam mu się równie intensywnie, co on mnie. Otwiera usta, chce coś powiedzieć, ale w końcu porzuca ten pomysł, jakby zdał sobie sprawę, że w tej sytuacji chyba żadne słowa nie będą na miejscu. Robi niepewny krok w moją stronę, a ja czekam. Kolejny krok, jego dłonie, delikatnie obejmują moją twarz, spogląda mi głęboko w oczy, tak jak tylko on potrafi i czeka na mój gest, na moją reakcję.

– Czy ty mi się śnisz? – pytam w końcu cicho, a z mojego, zaciśniętego masą emocji gardła, wydobywa się dziwny skrzek.

Kręci głową, a delikatny, figlarny uśmiech błąka się po jego ustach.

– Jak się tu dostałeś? – czuję, że łzy ulgi i radości napływają mi do oczu. Widok Peety, nie będącego wytworem mojej wyobraźni, wywołuje taką właśnie reakcję.
– Przez okno – mówi cicho, przysuwając się bliżej. Patrzę w jego oczy i już wiem, mam pewność, że Peeta nigdy mnie nie zdradził, że to wszystko było jakimś chorym nieporozumieniem, w którym – z jakiegoś powodu – oboje ugrzęźliśmy.
– Pod oknem stoi drabina – nadal szepcze, jakby bał się, że za ścianą ktoś nas podsłuchuje.
– Wspiąłem się po niej, okno było otwarte, acz niechcący kopnąłem w jedną z okiennic, kiedy wchodziłem do pokoju i narobiłem trochę hałasu. Nawet sądziłem, że cię przestraszyłem, albo obudziłem, ale wtedy usłyszałem szum wody. Przepraszam – kwituje wypowiedź niesamowicie pociągającym uśmiechem, ale też z odrobiną zmieszania, jakby dotarło do niego, że dopiero wtedy mógł mnie przestraszyć.
– Za co? – dopytuję, jednocześnie pragnąc, żeby mnie pocałował.
– Że dopiero teraz zdecydowałem się na włamanie do twojej wieży.

Wybucham śmiechem, ale Peeta momentalnie tłumi go pocałunkiem. Usta ma gorące i namiętne. Jego dłonie błądzą po moim ciele, bezbłędnie odnajdując najbardziej wrażliwe miejsca, nie przestaje mnie całować, a nasze podniecenie rośnie z każdą sekundą.
– Tak bardzo tęskniłem – mówi ochrypłym głosem.
– Ja też – odpowiadam powoli.

Biorę go za rękę i wtedy dochodzi mnie głos Haymitcha z parteru:
– Katniss, mam nadzieję, że właśnie rozmawiasz z mężem?
– Oczywiście – odkrzykuję mu patrząc w oczy Peety.

Peeta obejmuje mnie mocno w pasie i wtula twarz w moje mokre włosy.
– Nigdy bym cię nie zdradził Katniss…  I nie mam pojęcia co mi strzeliło do głowy, żeby ciebie o coś takiego podejrzewać. Katniss, bardzo cię przepraszam. Choć wiem, że to za mało, że znów wszystko zepsułem, że…

Cofam się lekko o krok, ale równocześnie kładę mu dłoń na ustach, a potem zamykam je pocałunkiem.

– Pora wstawać, jest taki piękny… – urwane zdanie mamy budzi mnie skutecznie. Momentalnie otwieram oczy, stoi na progu pokoju, z szeroko otwartymi oczami i ustami. Nie porusza się, a ja nie mam pojęcia jak zareagować.
– Dzień dobry, mamo – pada zza moich pleców wyraźny i pewny głos Peety. Instynktownie zamykam powieki, gotowa na smoczy atak matki, ale on nie następuje.
– Dzień dobry… Jak już wstaniecie, zapraszam na śniadanie – odpowiada mama niepewnym  i jeszcze trochę niechętnym głosem, po czym zostawia nas samych.
– Łatwo poszło – kwituje mój mąż opadając nagi na poduszki, jednak kątem oka widzę, że przykrył się od pasa w dół. I dobrze – obawiam się, że na pewne widoki, mama nie jest gotowa, zwłaszcza tak wcześnie rano.

—–

Oczywiście, jak niektórzy się już domyślają, cześć środkowa jest… trochę obcięta. Jak wiecie – jest jeszcze blog z notkami specjalnymi i tam znajdziecie scenę w całości.

A & A

33 myśli na temat “181. Smoczyca

  1. Hahaahah…
    Szczerze, to się mimo wszystko uśmiałam przy czytaniu tej notki. Niech żyją długo i szczęśliwie. Po tym wszystkim co im się przytrafiło chyba zasługują.
    Ale ni możemy zapomnieć o tym, że filmowy koniec ich problemów jeszcze nie nastał, a więc miłego oglądania zwiastunu 😀

  2. Jakaś niespodzianka dzięki mnie ? Już się nie mogę doczekać :)… ale tak w ogóle to super notka ,o wiele fajniejsza i ciekawsza niż moja… dzięki dziewczyny

  3. Nareszcie taki ,,miły” rozdział…♥
    Ciekawe jaka niespodzianka czeka nas w sobotę 😉 Już się nie mogę doczekać!
    Ciekawe czy rodzina Mellarków się kiedyś powiększy…?
    Viks

    1. Tak. Zgodnie z tym, co obiecałyśmy w ub. roku. Będzie Konstancja i będzie Will. A my skończymy wówczas pisać 🙂 (nasz blog kończy się wraz z epilogiem)

      1. CO?! Nie chciałam żeby ta odpowiedź obrała taki obrót spraw, a zdania: ,, A my skończymy wówczas pisać 🙂 (nasz blog kończy się wraz z epilogiem)” mnie dobiły :(Nie chciałam tego przeczytać, bo nie chcę abyście kończyły pisać :'(
        Viks

        1. Ale to prawda. W ub. roku zdradziłyśmy, że jak kiedyś dojdziemy do epilogu, to skończymy pisać – to nic nowego. Nie bardzo wyobrażamy sobie opisywanie domowego życia Mellarków 😉

          1. No ale chyba jeszcze Wam trochę barakuje do EPILOGU? Nie wyobrażam sobie, że przeskoczycie sobie tak z dnia na dzień o kilka lat 🙁

          2. A czy ja mówiłam, że jutro, albo pojutrze będzie? Choć czasem , czytając kolejne wezwania, że powinnyśmy zamknąć bloga, jak nie piszemy regularnie, mamy ochotę wstawić tę ostatnią notkę i tyle 😉 ale twarde jesteśmy, nie dajemy się ;);)

          3. Jeszce conajmniej rok albo dwa możecie pisać, ja nie mam nic przeciwko 🙂

  4. Anie, jak zwykle mnie zaskakujecie <3
    Dawno nie było takiej uroczej notki! *,*
    Piękna notka i kocham Was <3
    Nie wiem, co więcej mogę powiedzieć, więc skończę <3

  5. Rozdział mega,cieszę się że Peeta i Katniss się pogodzili 🙂
    Już nie mogę się doczekać soboty 😀

  6. Jak zwykle super notka, cieszę się, że nareszcie możemy z grubsza mówić o happy endzie tej czasami nawet dramatycznej sytuacji między Peetą i Katniss 🙂

    Korzystając z okazji chciałabym wam Anie złożyć serdeczne życzenia z okazji imienin. Wszystkiego najlepszego!!! 🙂 🙂

  7. Czy mógłbyście wstawić tą brakującą środkową część na bloga? Bardzo chciałabym przeczytać, anie mam Facebooka:((( Jeśli nie to na np. prześlij cie mi na g-maila: maria.szlom10@gmail.com
    Byłabym bardzo wdzięczna. Rozdział super jak każdy ( tak ogólnie) ale chciałabym przeczytać tą brakujące część.
    Z góry bardzo dziękuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *