182. Witajcie w Kapitolu

Witamy,
Jak widać poniżej – nie zamknęłyśmy jeszcze bloga i mamy nadzieję, że kolejne notki spodobają się Wam podobnie jak poprzednie 180 😉
Oczywiście czekamy na komentarze 🙂
Następna notka – za tydzień.
Pozdrawiamy ciepło,
A & A


Spoglądam na niego trochę zestresowana. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nagłe pojawienie się mamy sprawiło, iż niemal całkowicie wstrzymałam oddech. Tymczasem Peeta wygląda, jakby wejście mojej matki kompletnie nie zrobiło na nim wrażenia. Przyglądam się mu dłuższą chwilę, aż w końcu chyba do niego coś dociera, bo skupia przez chwilę na mnie wzrok i wreszcie pyta:
– Coś nie tak, kochanie?
Nie odpowiadam, czując dziwny natłok myśli. Wśród nich jedna wybija się szczególnie mocno – pewność siebie Peety w obecnej sytuacji jest co najmniej dziwna. I zaskakująca…
– Łatwo poszło?
– Tak – spokojnie stwierdza Peeta, wzruszając lekko ramionami. – Przyznaję, że byłem przekonany, iż będzie znacznie gorzej.
– Mogłeś sobie zaoszczędzić obaw, gdybyś przez ostatnie trzy tygodnie choć trochę się mną zainteresował. Gdybyś wykonał choć jeden telefon, Peeta, niewątpliwie nie musiałbyś wchodzić oknem, ani zastanawiać się nad potencjalną reakcją! – sama słyszę jaka jestem poirytowana i zjadliwa, ale uważam, że mu się należy. Czuję się zła i skrzywdzona. I nie wiem, co bardziej mnie boli – podejrzenie o zdradę, niezwykle łatwa zgoda na zabranie mnie z Kapitolu, czy też ta kompletna obojętność, jaką wykazywał przez długie 20 dni. A może wszystko razem? W każdym razie czuję, że wczorajsza euforia już ze mnie wyparowała – teraz czas na wyjaśnienia.
– O czym ty, Katniss, mówisz? – ton Peety jest właściwie taki sam jak mój, jakbym to ja go skrzywdziła. Pochylił się lekko w moją stronę, ale widzę, że mięśnie ramion i szczęki napięły mu się, jak zawsze wtedy, gdy czeka go ciężkie spotkanie.

Wzdycham głęboko, próbując zmniejszyć rozdrażnienie. Nie chcę doprowadzić do kłótni – mieliśmy ich ostatnio wystarczająco wiele. Mimo to jestem przekonana, że nie skończymy szybko tej rozmowy. Siadam po turecku, sięgając po leżącą na skraju łóżka czarną koszulkę. Dopiero po chwili zauważam, że jest na mnie sporo za duża. Peeta uśmiecha się lekko, widząc, że obciągam ją niemal jak sukienkę, wiedząc, że jest dowodem naszego wczorajszego pośpiechu.
Nie daję się jednak rozbroić, zamykam na chwilę oczy, pocieram palcami brwi. Wreszcie wracam do zaczętej przed chwilą rozmowy:
– Peeta, przez ostatnie trzy tygodnie nie zadzwoniłeś ani razu, zachowywałeś się jakbym nie miała dla ciebie znaczenia, nie dałeś też ani jednego znaku na to, że zrozumiałeś…
– Katniss – przerywa mi Peeta, nie czekając aż dokończę zdanie – o czym ty do mnie mówisz?
– O czym ja mówię? Nie mam pojęcia jak możesz pytać! – głos podnosi mi się do krzyku. Chyba za dużo ostatnio przeszłam, nie potrafię uspokoić emocji. – Przez ostatnie…
– Do jasnej cholery, Katniss – Peeta znów mi przerywa, podsycając tylko moją złość – ja do Ciebie nie dzwoniłem?! Ja nie dawałem znaku życia? A kto przez ostatnie trzy tygodnie nie raczył odebrać telefonu, kto odsyłał każdy prezent, każdy list? Ja, czy ty?
– Jakie telefony, Peeta, jakie listy? Niczego nie dostałam, podobnie jak nie widziałam żadnych prezentów. Co ty wczoraj piłeś?

Zmiana w wyrazie twarzy męża powstrzymuje moje pytania. Nagle zrywa się, obejmuje moją twarz dłońmi, przybliża swoje czoło do mojego i szepcze:
– Katniss, dzwoniłem codziennie, pierwszy raz kilka godzin po twoim wyjeździe. Ponieważ nie chciałaś ze mną rozmawiać, zacząłem pisać listy, ale wszystkie odsyłałaś nie otwarte. Podobnie wróciły do mnie wszystkie wysłane przez ostatni tydzień kwiaty… A teraz mi mówisz, że to ja nie chciałem się z tobą skontaktować?
– Nie odebrałam od ciebie żadnego telefonu, bo żadnego nie było. Nie widziałam także listów ani kwiatów…
– Twoja mama – Peeta domyślił się szybciej niż ja. Nagle wszystko zaczyna układać się w całość. Całość, która wcale mi się nie podoba. Zrywam się z łóżka, rzucając tylko krótko:
– Nie ruszaj się stąd, za moment wracam.
– Katniss, nie rób czegoś, czego będziesz jutro żałować – powstrzymuje mnie, łapiąc za rękę.
– Nie martw się, to nic takiego – przyklękam na łóżku i całuję go przelotnie w usta. – Naprawdę za moment wracam. – Peeta jednak nie zwalnia uścisku, świdrując mnie wzrokiem. Nie chcę się szarpać, więc czekam aż mnie puści. Widząc, że nic z tego, dodaję:
– Peeta, zejdę na dół, uduszę moją matkę i najszybciej jak się da, wrócę do ciebie.
Zamiast uwolnienia mnie, zamyka mnie w uścisku:
– Peeta, puść – nadal próbuję się uwolnić.
– Nie. Cokolwiek zrobiła twoja mama, zanim dokonasz aktu samosądu, pozwól jej na obronę.
– Po co? – prycham.
– Bo cię o to proszę – odpowiada mi bardzo poważnie.

Wychodzimy wspólnie z pokoju, splatając dłonie. Schodząc powoli po schodach, słyszymy urywek rozmowy:
– Coś długo ich nie ma – uśmiecham się słysząc głos Shena.
– Pewnie muszą sobie sporo wyjaśnić – Haymitch został najwyraźniej na noc. – Wiesz Emmo – znam ten ton… – zastanawiam się, czemu jesteś taka milcząca. Przecież świadomość, że twoja córka i jej mąż dzielą ze sobą pokój i łóżko raczej nie powinna być dla ciebie zaskoczeniem, prawda? W takim razie domyślam się, że obawiasz się czegoś całkiem innego…

Wchodzimy do kuchni, co przerywa myśl mentora. Jego kwaśny uśmiech sugeruje, że znacznie szybciej niż my dodał dwa do dwóch, uświadamiając sobie, jak bardzo namieszała moja matka.
– Dzień dobry – Peeta zachowuje się, jakby był tu cały czas, jakby nic się nie wydarzyło. Mężczyźni odpowiadają, pozdrawiając nas, natomiast moja matka milczy. Stoi wsparta o zlew, ze spuszczonym wzrokiem.
– Mam nadzieję, mamo – kontynuuje Peeta – że nie gniewasz się za moje najście, ale bardzo zależało mi na zobaczeniu żony.
– Peeta…- mama zaczyna drżącym głosem.
– Mamo – przerywa jej – rozumiem.
Spoglądam na niego zaskoczona. Oszalał chyba. Ja na pewno nie rozumiem!
– Posądziłem Katniss o okropne rzeczy, nie mając absolutnie żadnych dowodów. Co więcej – pobiłem tamtych mężczyzn – wymienia niemal beznamiętnie. – Wcześniej zostawiłem ją tuż po naszym ślubie samą na bardzo długo, chyba powinien się przyznać, że nawet ją zaniedbałem. Ale obiecuję, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Dostałem okrutną nauczkę, muszę przyznać, że nie spodziewałem się jej od ciebie, ale, jak widać, nie doceniłem cię. Byłem przekonany, że to naprawdę Katniss odsyła moje listy, że nie chce ze mną rozmawiać. Dałaś mi bolesną lekcję, ale teraz pozwól mi już zabrać Katniss do Kapitolu i naprawić wszystko, co zepsułem.
Nie tak to wyglądało w mojej wyobraźni, ale nie mogę teraz już zmienić tego, co zrobił, co powiedział. Mamie trzęsie się broda, podchodzi powoli do Peety i mocno go przytula. Coś mu szepcze do ucha, a on w odpowiedzi lekko kiwa głową. W końcu, odsuwając się, odpowiada krótko:
– Dobrze, mamo.

Śniadanie jemy w dość dziwnej atmosferze. Początkowo wszyscy są milczący, potem Shen z niewielką pomocą mamy próbują nas na siłę wciągnąć w jakąkolwiek rozmowę i rozbawić, a na koniec Peeta dołącza się do nich z rozpaczliwymi wysiłkami ożywienia dyskusji. Osiągają jednak marny skutek. Dno w kubkach z kawą sprawia, że oddycham z ulgą na myśl o wyjściu z kuchni, jednak wówczas wtrąca się, milczący dotąd, Haymitch:
– Wszystko wyjaśnione?
Kiwamy zgodnie głowami
– Gołąbeczki pogodzone? – dopytuje, jakby oczekiwał większego entuzjazmu. Ponownie przytakujemy.
– No to bierzemy się do roboty. – Sięga po stojącą pod stołem skórzaną torbę i wyciąga z niej niebieską teczkę. Powoli ja otwiera i wręcza każdemu z nas kartkę. Z zaskoczeniem orientuję się, że zdążyłam odwyknąć od precyzyjnych planów dnia… Widzę, że dziś chyba jeszcze dostaliśmy mini urlop, bo na górze arkusza jest jutrzejsza data, a kolejne punkty ciągną się do późnego wieczora w sobotę. Peeta uważnie studiuje swój plan, dość podobny do mojego, aż na głos wypowiada moją radość:
– Dziś mamy wolne.
– Macie – odpowiada Haymitch.
– Na co masz ochotę, kochanie? – Peeta przyciąga mnie do siebie.
– Nie wiem – odpowiadam ucieszona i wdzięczna temu komuś, kto dał nam cały dzień dla siebie.
– To ja ci powiem, skarbie. na co masz ochotę. – Powoli dociera do mnie, że Haymitch nie patrzy na nas, tylko na swoje dłonie. Cholera…
– Po pierwsze mamusia i Shen pięknie i czule pożegnają was za – tu spogląda na zegarek – 25 minut na głównym placu. Po drugie pojedziecie pociągiem i możecie się na kapitolińskim dworcu przytulać ile chcecie. Po trzecie – padła propozycja, żebyś przeniósł Katniss przez próg waszego kapitolińskiego mieszkania – wylicza spokojnie Haymitch. Zauważam, że na planie leżącym przed nim są jakieś dodatkowe zapiski, których nie widzę na naszych arkuszach.
– Potem macie dla siebie jakąś godzinę do półtorej, byle to wyglądało wiarygodnie w czasie. Następnie idziecie na zakupy i macie się uśmiechać do siebie – łypie na mnie, jasno dając do zrozumienia do kogo jest ta uwaga. – Możecie też pójść na lody, a potem wrócicie do domu. W zależności od tego, ile czasu zmitrężycie – macie kilka albo kilkadziesiąt minut, żeby się przebrać i pojechać na kolację – zawiesza na chwilę głos – z parą prezydencką, która niezwykle już za wami się stęskniła. I żeby była jasność – macie być bardzo wiarygodni, żeby w Panem skończyły się wreszcie plotki o wielkim rozwodzie idealnej pary. Czy to jasne?
– Tak – odpowiadamy cicho.
– Pytałem, czy to jasne – Haymitch wstaje z krzesła, opierając otwarte dłonie o blat stołu.
– Jasne – odpowiadamy głośniej, choć uważam, że przesadza.
– To teraz marsz spakować się – wskazuje na mnie palcem. – A ty, Emmo masz być kochającą matką i teściową. Resztę wyjaśnimy sobie w pociągu – kończy Haymitch, dolewając sobie kawę ze stojącego na stole dzbanka.
Kiedy jestem już na schodach, dochodzi mnie znów głos Haymitcha:
– Czy wspominałem, że jedzie z nami kamerzysta?
– Witajcie w Kapitolu – kwituje cierpko Peeta.

42 myśli na temat “182. Witajcie w Kapitolu

  1. Zacznijmy od tego, że w tym momencie „Powoli dociera do mnie, że Haymitch nie patrzy na nas, tylko na swoje dłonie. Cholera…” zaczęłam się śmiać jak głupia xd
    Po drugie. W KOŃCU. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo za wami tęskniłam 😀
    Po trzecie…. Co po trzecie. No… Rozdział cud miód i orzeszk, że tak powiem :p

  2. Nareszcie jestescie! Teskniłam za Wami i za tym blogiem 🙂 Liczę, że zostaniecie już z nami na kolejne miesiące, a notki będą dosyć często :*
    Rozdział cudowny. Widać, że jak Peeta się do czegoś zabiera, to na poważnie. Jego rozmowa ze ,,Smoczycą” – genialna.
    Macie talent, więc chcę czytać Waszych postów jak najwięcej. 😀
    Viks

  3. A wiec tak. Kolejny raz już przestudiowałam waszego bloga od podstaw, od pierwszej notki aż do teraz. Zajęło mi to około 24-26 godzin razem z przerwami na coś do jedzenia. Szkoda że tak późno wzięłam się za napisanie komentarza, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale.

    Przechodząc do sedna. Kocham waszego bloga. I bardzo się cieszę, że Katniss i Peeta wrócili do siebie.
    To tyle jeśli chodzi o rozdział. Ja jednak nie umiem dobierać tak ładnie słów jak Peeta, czasem tego żałuję.
    Może to się zdawać trochę (bardzo) dziwne, ale muszę się przyznać, że odgrywałam rolę Joahnny z waszego bloga ona idealnie odzwierciedla mnie. Mam też taki mały pomysł, aby może wybrać parę notek i z nich nakręcić film.
    No oki to mój najdłuższy komentarz, jestem z siebie dumna.
    Pozdrawiam.

  4. Jakie zaskoczenie! Weszłam sobie na waszą stronę, bo mi się przypomniało, że kiedyś taka była 😉 A tu szok! Nowa notka. Niemal całkowicie zapomniałam fabułę i będę musiała zacząć czytać od nowa. Przeczytałam tylko ostatni rozdział, żeby wiedzieć gdzie się zatrzymało. 😉
    Rozdział jest tak idealny jak te poprzednie.
    Strasznie się cieszę, że wróciłyście 😀
    Pozdrawiam 🙂

  5. Jejku nareszcie <3
    Rozdział wspaniały jak zawsze <3
    Kiedy dodacie nowy, bo z moich obliczeń wynika, że wczoraj XDD

  6. Sorry ,że tak późno ale dopiero dziś postanowiłam sprawdzić.
    ROZDZIAŁ SUPERRR !!!
    CZEKAM NA NASTĘPNY !!! 🙂

  7. Sorry ,że tak późno ale dopiero dziś postanowiłam sprawdzić.
    ROZDZIAŁ SUPERRR !!! 🙂
    CZEKAM NA NASTĘPNY!!! 🙂

  8. No nareszcie jest notka… i to zajebista notka… już myślałem, że zapomniałyście o nas 🙁
    Ps.: Mam tylko nadzieję, że na następne wpisy nie będziemy musieli tak długo czekać 🙂

  9. I’ve a heart attack, dude… I don’t expect it. I love yr blog, is perfect. I can’t wait for d next part/ parts of yr story… When U upload nothing, for so long time I thought I would die. (SRSLY ! BION but I don’t lie!) I hope U add sth really soon 🙂

      1. Yeah, with Ann 🙂 We’ve break at our university, so she decided to visit her family and I went with her. Poland is so beautiful and the weather here is much better than in London! I’m here 4 d 1st time and I want to stay here 4ever!! Again BION but I dont lie !! 🙂 😉
        Yes I’m alive… yet… – as I can c – u add new part so… We’ll c what will happen later… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *