20: Od zawsze, na zawsze

Świat wokół mnie przestaje istnieć. Otacza mnie idealna cisza. Cisza. Czuję się jak bym była zamknięta w szklanej bańce, odgradzającej mnie od całego świata. Cisza. Cisza. I to jedno imię, wypowiedziane przez jej usta. Gale. Gale. Kołacze mi się w głowie. Dlaczego? To pierwsze pytanie, które pojawia się jak przebłysk światła, w mojej głowie. Dlaczego? Kiedy On się tak zmienił? I te obrazy przetaczające się przez moje myśli. Gale planujący atak na orzech. Gale gotowy strzelać do bezbronnych ludzi uciekających z niego. Gale. A może zawsze taki był. Gotowy poświęcić ludzkie życie dla, jak ona to powiedziała- większego dobra. Może dla niego naprawdę pomiędzy zabijaniem ludzi a zwierząt nie ma żadnej różnicy. Tak mówił w dniu dożynek. Ale skąd? Skąd Peeta wiedział? Świat zewnętrzny powoli przebija się przez moją bańkę. Czuję jego ręce na moim brzuchu. Ale dlaczego na brzuchu? Przecież siedziałam na skraju jej łóżka. Przecież ja stoję. No tak, stoję mocno na nogach. Tylko, kiedy zdążyłam wstać? Już wiem. Poderwałam się z łóżka chwilę przed tym jak wypowiedziała jego imię. Już wtedy musiałam wiedzieć, co powie. A raczej mój mózg wiedział. Tylko skąd On wiedział? Może Peeta wie więcej niż mi się wydaję. Na pewno wie. I ten jego uścisk. On mnie nie przytrzymuje przed zabiciem jej. On mnie – przytula. W jedyny możliwy sposób. Ale na początku mnie trzymał. Dlaczego więc teraz mnie obejmuje? On chyba już wie. Tak on zawsze wie, co ja zrobię chwilę przed nim ja sama zdam sobie z tego sprawę. Jak on to robi? Muszę go o to zapytać. O tak wiele rzeczy muszę go jeszcze zapytać. O tak wiele. Ale co teraz. Co ja mam teraz zrobić? O co Ją zapytać. Jedyne, na co mam teraz ochotę to wtulić się w niego i prosić by mnie stąd zabrał. Daleko. Bardzo daleko. Gdzie będzie tylko On i ja. Tylko my. Gdzieś gdzie będę bezpieczna. Gdzie jestem bezpieczna? Nigdzie. Wszędzie mogą mnie dopaść ludzie gotowi mnie zabić. Dla większego dobra. Jednemu z nich jeszcze przed chwilą ufałam. Komu mogę tak naprawdę zaufać? Gale- już nigdy. A może raczej nigdy nie powinnam mu ufać. Haymitchowi- no cóż mogę wymienić przynajmniej kilka sytuacji, których mnie zawiódł. Ale też wiele razy mnie uratował. Można mu ufać, ale nie bezgranicznie. Do poczucia bezpieczeństwa potrzebuję bezgranicznego zaufania. Bezgranicznego. Beetee- nie wiem czy kiedykolwiek mu ufałam. On odpada. Johanna- jeszcze, co do niej się nie zdecydowałam. Nie do końca. Uratowała mi życie. To fakt. Ale nasza przyjaźń jest jeszcze zbyt młoda. Pomyśl. Katniss pomyśl. Komu ufasz bezgranicznie? Bez względu na wszystko? Przecież to oczywiste. Ale czy na pewno? Chciał mnie zabić- dwa razy. Ale to nie była jego wina. Ile razy uratował mi życie? Tego nie jestem w stanie zliczyć. I chyba nigdy nie będę. Ale czy mu ufam? Odpowiedz jest jedna. Bezgranicznie. A do tego jeszcze tak bardzo go kocham. Tak bym chciała zatopić się w jego ramionach. Ale wiem, że nie powinnam. Ale w sumie, dlaczego nie. Potrzebuję tego. Już nie muszę być silnym Kosogłosem. Symbolem rebelii. Mogę być słabą dziewczyną, przeżywającą ponownie śmierć siostry. Tylko, że ja jestem słaba bez niego. Za każdym razem, gdy się załamywałam nie było go przy mnie. On dodaje mi sił. On i tylko on. Może najwyższa pora przestać się oszukiwać. Bez niego jestem nikim. To on sprawia, że jestem silna. Próbuję delikatnie się obrócić. Tak, bym mogła się w niego wtulić. Zna ten ruch. Rozluźnia uścisk. I obejmuje mnie. Wtula swój policzek w mój i jego usta odnajdują moje ucho.

– Jestem przy Tobie- szepcze. Nie mówi, żadnego głupiego frazesu w stylu- wszystko będzie dobrze, czy coś równie głupiego. Nie, On tego nie powie. Bo on wie, że dobrze nie będzie nigdy. Śmierć Prim zawsze będzie nad nami ciążyć. Zwłaszcza teraz. Kiedy znamy jej przyczynę.

– Dlaczego on to zrobił- pytam go równie cicho

– Wydaje mi się, że wiem. – po tych słowach przytula mnie mocniej. Nie pozwala mi spojrzeć mu w oczy. – Jeśli pozwolisz- kontynuuje- zapytam ją o to.

– Skąd wiedziałeś, co powie?

– Będę musiał Ci chyba w końcu o tym opowiedzieć. Ale boję się, że mnie znienawidzisz jak poznasz prawdę.

– Ja też mam Ci parę rzeczy do powiedzenia. Muszę w końcu, popracować nad mówieniem o uczuciach.

– A obiecujesz, że będziesz mnie kochać bez względu na wszystko? Bez względu na to, co powiem?

Delikatnie odsuwam się od niego. Spoglądam w jego oczy pełne ciepła i troski.

– Nawet po śmierci- odpowiadam już głośno- A Ty?

– Od zawsze i na zawsze Katniss- i delikatnie całuje mnie w usta. Bardzo delikatnie.

Ciąg dalszy nastąpi dziś:)

Jedna myśl na temat “20: Od zawsze, na zawsze

Komentarze są zamknięte.