28: Rudzielec

Bonusiątko. Do jutra kochani. Mam nadzieję, że się na mnie za to nie obrazicie. Ale to przez Wasze propozycje, w mojej głowie powstają nowe pomysły.

 Opuszczamy studio, udajemy się powoli w kierunku wind.

– I co Effie, jak nam poszło?- postanawiam w końcu rozszyfrować, ten dziwny wyraz jej twarzy

– Och, Katniss, dobrze, bardzo dobrze- jej głos jest nienaturalny

– Effie, co się stało- Peeta podchodzi do nas, i zadaje pytanie uważnie się jej przyglądając

– Nic, wszystko w porządku- ucina szybko- ja już pójdę do siebie, mam być z Wami jutro?

– No taka chyba był umowa- odpowiadam jej coraz bardziej zaniepokojona

– Dobrze, więc do jutra- odpowiada nienaturalnie szybko i zaczyna biec w kierunku wyjścia

– EFFIE- ryk Haymitcha przetacza się przez hol

Effie bardzo powoli się odwraca. Po jej twarzy płyną łzy. Patrzy przerażona.

– Effie, kochanie- mówi tymczasem Haymitch, poczekaj odprowadzimy Cię do domu- jego słowa są wyważone, ale stanowcze

– Świetny pomysł Haymitch- wtrąca się Johanna

Effie jest biała jak kreda. Jej kolana, zaczynają się tak trząść, że wysokie obcasy wystukują na kafelkach dziwną melodię. Znam tą melodię. Tak samo dzwoniła proteza Peety, tuż przed bombardowaniem trzynastki.

– Ona się nas boi- głos Peety wyrywa mnie z chwilowego zamyślenia, bym mogła po chwili wpaść w ponowne. Peeta się bał. Zanim ostrzegł mnie i trzynasty dystrykt bał się. Tylko, czego. Biorę go za rękę. On przez chwilę patrzy mi w oczy. Cień uśmiechu, przebiega przez jego twarz.

– Effie- mówi do niej bardzo spokojnie- Effie, czy możesz nam powiedzieć, o co chodzi?

– Wszystko w porządku- mówi nadal nienaturalnym głosem i poprawia sobie perukę.

– Wiesz, że nas nie oszukasz?- mam chwilową nadzieje, że posłucha mnie. Jednak Effie nie odpowiada, obraca się i powoli wychodzi. Tak jak by chciała przed nami czmychnąć.

– Chcecie wiedzieć, o co chodzi?- tylko raz słyszałam tak wkurzonego Haymitcha, tylko raz jego głos był tak bardzo przepełniony gniewem, tylko raz, jak wyjęłam z ucha słuchawkę. – to ja Wam powiem, o co chodzi- Effie zatrzymuje się w pół kroku- Nasza kochana przyjaciółka, jest oburzona Waszym zachowaniem w stosunku do Caesara, nie pochwala Waszej decyzji o odwołaniu Igrzysk, pewnie zapytacie, czemu, to Wam powiem-, bo liczyła na to, że coś na nich zarobi. Że jako doświadczony opiekun będzie mogła się wzbogacić. – obelgi, Haymitcha wiszą w powietrzu, nikt, nawet Peeta nie wie jak na nie opowiedzieć.

Wydarzenia kolejnych paru sekund, wywołują u mnie taki szok, że nie jestem w stanie się poruszyć. Effie odwraca się w stronę Haymitcha, jej oczy są malutkie jak u węża, zrzuca buty, kiedy nie ma ich na nogach jest naprawdę nie za duża. Nie Effie jest malutka. Naprawdę malutka.Ale ma też piękne rude włosy, sięgają jej do ramion. Widzę je pierwszy raz. Tak samo jak pierwszy raz widzę Effie bez peruki. Podbiega do Haymitcha i wymierza mu policzek. Nie wiem jak przy jej wzroście się jej to udało. Ale pulsujący czerwienią policzek Haymitcha jest na to najlepszym dowodem. Słowa, które padają po chwili, wypowiada nieznanym nam głosem. Bez piszczącego Kapitolskiego akcentu.

– Jeszcze raz, powiesz, że chcę się wzbogacić na tym barbarzyństwie, to wydrapię Ci oczy, Ty, Ty, Ty cholerny pijaku. Ile razy przez te wszystkie lata, musiałam Cię błagać żebyś na chwilę przestał pić, co? Ile? Ile nocy spędziłam na przywracaniu Cię do porządku? Nie zgrywaj mi tu teraz, cudownego mentora, dopiero im starałeś się pomóc, przez te wszystkie lata żadne dziecko Cię nie zainteresowało. Dopiero oni. Ja robiłam wszystko by, przed śmiercią mieli, choć trochę ciepła. To ja tuliłam te małe dzieci do snu, to ja starałam się żeby, choć na koniec życia nie chodzili głodni. A Ty, co? Ciebie interesowało tylko, to czy barek w Twoim pokoju jest pełny. I założę się, że gdyby to Prim brała udział w Igrzyskach, to potraktowałbyś i ją i Peety tak samo jak pozostałe dzieci. Nie mieli by szans na powrót do domu.

Po tych słowach odchodzi. Wyrywam rękę z dłoni Peety, lecz on mnie nie puszcza. Raczej ciągnie za sobą. Stajemy jej na drodze. Patrzę na nią i nie bardzo wiem, co mam powiedzieć. Ale na szczęście jest Peeta.

– Cześć rudzielcu- mówi z uśmiechem- jestem, Peeta, i bardzo chciałbym Cię poznać- A to jest moja narzeczona, Katniss i ona, jak tylko upora się z szokiem, to też z chęcią pozna nową, Effie.

W oczach Effie są łzy. Nie wiem tylko, czy to z powodu złości na Haymitcha i czy jakiejś innej nie znanej mi przyczyny.

– Effie- zaczynam- co Cię w nas tak przestraszyło

– To nie chodzi o Was Katniss, to o mnie

– Możesz nam o tym opowiedzieć?

– Chciałabym, zaczerpnąć świeżego powietrza

– To wyjdźmy na zewnątrz- Haymitch mija nas po tych słowach

Siadamy na ławce przed budynkiem. Jest bardzo ciepły wieczór. Johanna i Beetee siedzą na drugiej ławce. Są w bezpiecznej odległości. Dokładnie w takiej by wszystko słyszeć, jednocześnie nie przeszkadzając nam.

– Co jest?- tylko takie pytanie jestem w stanie jej zadać- jej drobna postura, bez tych wszystkich Kapitolskich udziwnień, sprawia, że mam ochotę się nią zaopiekować

– Haymitch, ma racje. Ja żyłam z opieki nad tymi biednymi dziećmi. Patrzyłam na ich śmierć. Ale to była moja praca. Wiem, to żadne wytłumaczenie. Żadne. Ale robiłam wszystko, co w mojej mocy, by wypaść dobrze. Pociągi były podsłuchiwane, pokoje również. Starałam się utrzymać Was przy życiu. I jeszcze musiałam się użerać z tym pijakiem.

– I za każdym razem, bardzo nam pomagałaś- przerywa jej Peeta, co jednak nie tłumaczy, czego się tak przestraszyłaś

– Boję się o. Powiem tak. Przykro mi, ale Igrzyska się odbędą. Wiem, że Enobaria oddała swój głos Gale, a on, jako doradca Pani Prezydent, ma kilkukrotnie zwiększoną wartość głosu. I po tym, co powiedzieliście Caesarowi, boję się o

– Och, Effie- przerywa jej Peeta, Tobie i nikomu z Twoich bliskich nic nie zrobimy. Możesz być tego pewna, bo- nachyla się nad nią i bardzo cicho mówi- bo my znaleźliśmy Enobarie i ona tu jutro będzie- po tych słowach się do niej uśmiecha

Effie, wypuszcza powietrze bardzo powoli. Tak jak by jakiś wielki ciężar spadł jej  z serca.

– To dobrze- dodaje cicho i chce odejść

– Effie- wołam za nią- o kogo tak się bałaś?

Effie nie odpowiada, tylko kiwa głową

– Effie- podbiegam do niej- mów prawdę

– Katniss, idę do domu, to był ciężki dzień

– Powiedz im- dobiega do nas głos Johanny- bo ja to zrobię, albo inaczej ja powiem im, a Ty w końcu powiedz jemu- po czym zwraca się do nas- Katniss, Peeta idziemy na kolację

– A Haymitch- dopytuje Peeta

– Haymitch musi się w końcu czegoś dowiedzieć- odpowiada mu Johanna

Patrzę na nią. Nie mam pojęcia, o co jej chodzi. Gdy z zza pleców dochodzi mnie krzyk Haymitcha

– Co? I przez ostatnie sześć lat zapomniałaś mi o tym wspomnieć. Effie, zabiję Cię. Zabiję.

– Co tam się dzieje?- Peeta zachowuje się tak jak by chciał wrócić i ratować Effie

Wsiadamy do windy

– Spokojnie Peeta- głos Johanny jest bardzo pogodny- Haymitch właśnie się dowiedział, że Effie ma syna. Śliczny chłopiec. Ma sześć lat. Szare oczy, blond włosy. Śliczny.

Wychodzimy z windy na dwunastym piętrze, choć tak naprawdę i ja i Peeta, nie bardzo jesteśmy świadomi tego, co się dzieje. To przez szok. Otwieramy drzwi-

– Kiedy miałaś mi zamiar o tym powiedzieć, Katniss?

8 myśli na temat “28: Rudzielec

  1. dziękuję za bonusik <3 jest świetny:D nie mam pojęcia skąd bierzesz takie pomysły 😀 ale mnie zadziwiasz, coraz bardziej 😀 już nie mogę się doczekać jutra:* pozdrawiam 😀

  2. Nieee, no przepiękne! Cholerka, mogłaś tego nie dodawać, przeciez ja teraz umrę! Och, dziewczyno, wspaniała jestes. ;**

    Potterhead ;**

  3. Ojej dziękuję za Haymitcha i Effie <3 Tak czekałam, aż będzie jakiś rozdział z nimi 😀 Ma się rozumieć, że to dziecko jest Haymitcha? Cudownie 🙂 Mam nadzieję, że będą razem 😀

  4. Czytam i jedyne co ciśnie mi się na usta to „łooooo jaki szok O.o Eff ma syna… Eyeyeyeyeyeee…”i siedze wbita w fotel 😉 a co do rozdziału. Bombowy ^^

Komentarze są zamknięte.