30: Już jutro

 – Nie słyszałam, kiedy przyszedłeś- mówię do niego szeptem schodząc po schodach z dachu

– Bo dopiero, co przyszedłem- odpowiada mi bardzo cicho

– Ile słyszałeś?

– Tylko tyle, że nasze matki powinny porozmawiać- zatrzymuje mnie.

Mama jest już za drzwiami naszego apartamentu. Peeta bierze mnie w ramiona

– Naprawdę, uważasz, że ich spotkanie to dobry pomysł?

– Tak, słyszałeś co powiedziała mama- odpowiadam mu z uśmiechem

Patrzy mi w oczy. Nachyla się i całuje mnie w czubek nosa.

– Chodźmy do nich- mówi bardzo cicho

Uwalniam się z jego objęć. Biorę za rękę, już chcę wchodzić, kiedy przyciąga mnie do siebie. Czuję, jak ciepło rozpływa się po moim ciele. Ten pocałunek nie jest namiętny ani mocny. Jest bardzo delikatny. A ja się w nim zatracam. Ktoś otwiera drzwi.

– No proszę Was- Johanna mówi cicho- chodźcie, Twoja mama chce rozmawiać z Beetee

Odrywamy się od siebie bardzo szybko. I równie szybko wchodzimy do salonu.

– Beetee- głos mamy jest lekko podenerwowany- odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie- kiedy prosiłeś, bym Cię zabiła. Dlaczego tego chciałeś?

Patrzymy na nich. Nic tylko patrzymy. Beete unosi głowę, patrzy jej w oczy

– Bo wiem, że ani Pani ani Katniss nigdy mi tego nie wybaczycie- odpowiada załamanym głosem- ja sam nigdy sobie tego nie wybaczę

– W takim razie, muszę Cię zawieść Beetee- odpowiada mu mama już spokojnie- Katniss już dawno Ci wybaczyła, ja zrobiłam to dopiero przed chwilą. Nigdy nie zapomnimy. Ale to nie Ty skazałeś ją na śmierć. Chciałeś pomóc, nie mogłeś wiedzieć, że Twoje dzieło zostanie tak perfidnie wykorzystane. Rozumiem, że będziesz żyć z tym piętnem do końca życia. My też.

Kuca przed jego wózkiem. Bierze go za rękę i mówi dalej

– Beetee, widziałam w jakim byłeś szoku, kiedy to się stało. Czegoś takiego nie można udać. Ja wierzę w to, że nic o tym nie wiedziałeś, że nie miałeś pojęcia w jaki sposób zostanie wykorzystane, to co zbudowałeś.

Beetee patrzy jej w oczy. Kiedy jej odpowiada mówi bardzo cicho. Ledwie słyszalnym dla nas głosem

– Bo nie wiedziałem

Mama klepie go po dłoni. Uśmiecha się delikatnie. Po czym wstaje i zwraca się do nas

– Gdzie Enobaria?

– Poszła się położyć- odpowiada jej Johanna

– To pójdę po nią. Chyba pora byśmy coś zjedli.

 Mija nas bez słowa. Johanna wskazuje jej sypialnię w której, położyła się Enobaria. Patrzymy na siebie. Nikt nic nie mówi. Jestem wdzięczna mamie. Wdzięczna za to, że nie obciąża całą winą Beetee. Świadomość tego, że zrozumiała to co się stało przynosi mi ulgę. Siadamy do stołu, kolacja już na nas czeka.

– Gdzie Haymitch?- mama przerywa ciszę

Dociera do mnie to, że przez tą całą sytuację z mamą zapomniałam o wydarzeniach po wywiadzie. Patrzę na Peete, widać on też. Uśmiechamy się do siebie.

– Wiesz mamo, Haymitch ma do załatwienia prywatną sprawę, o ile dobrze zrozumiałam?

– Dobrze- uśmiecha się do mnie Johanna

– Haymitch, ma jakieś prywatne sprawy?- mama widać nam nie wierzy- co postanowił sprawdzić ile alkoholu jest w Kapitolu?

– Podejrzewam, że Haymitchowi dziś jak nigdy alkohol byłby potrzebny. Choć wątpię by Effie na to pozwoliła- odpowiada jej Peeta

– Mamo, co się stało, że przyjechałyście już dziś? Miałyście być jutro rano?

– To ja poprosiłam, byśmy przyjechały dziś- odpowiada mi Enobaria- przestraszyłam się i chciałam uciec

– A co się stało?- Johanna widać nadal nie jest przekonana, co do intencji Enobari

– Gale mnie odwiedził- odpowiada spokojne- przyszedł mnie przeprosić, powiedział, że całą wczorajszą noc spędził z Katniss, i postanowił do niej wrócić

Prawie zadławiłam się sokiem. Patrzę na nią przez załzawione oczy.

– Co?- jestem w stanie wydukać tylko tyle

– No właśnie. Przyszedł do mnie jakąś godzinę po Waszym wyjściu- mówi z dziwnym uśmiechem- Stał przede mną, patrzył mi w oczy. Mówił o tym co z Tobą robił, jak rozmawialiście i nie tylko. Jak błagałaś go, żeby do Ciebie wrócił. Przez moment mu uwierzyłam. Przez moment, do czasu kiedy nie zapytałam, o której się z Tobą rozstał. Zdziwiło go moje pytanie. Ale odpowiedział.- Dwie godziny temu-. Coś potem jeszcze mówił, ale ja myślałam tylko o tym, że dwie godziny temu widziałam Cię w ramionach Peety. Przestraszył mnie. Zapytał czy może nadal głosować w moim imieniu. Tylko tyle, go interesowało.

– Dobrze zrobiłaś, że przyjechałaś- mówi do niej spokojnie Peeta- teraz musimy się trzymać razem

– Tylko co on chciał, tym osiągnąć?- zastanawiam się na głos

– Pewnie- mówi cichym głosem Beetee- dowiedział się, że odwiedzasz matkę. I dał Enobarii kolejny powód do

– Zabicia Ciebie- dokańcza za niego Enobaria

To bardzo oczywiste. Aż za bardzo. Wszyscy tracimy ochotę, na dalszy posiłek. Ciszę przerywa Johanna

– To ja pójdę, na swoje piętro- tutaj jest nas za dużo do wspólnego spania- mówi bardzo poważnie

– Nie ma o tym mowy- przerywa jej Peeta stanowczo. Nie możemy się rozdzielić. Nie wiemy, co on planuje. Zrobimy tak. Enobario- będziesz spać w sypialni Haymitcha- już kazałem ją posprzątać. Johanna i Beetee tam gdzie wczoraj. Pani Everdeen z Katniss, ja zdrzemnę się na kanapie. Tak na wszelki wypadek. Będę czuwał.

– A jak Haymitch wróci?- pyta go mama

– Jestem pewny, że dziś go już nie zobaczymy. Ma sporo do wyjaśnienia z Effie. Pewnie przyjdą tu rano. Ale jak by coś, to będę tu i go wpuszczę.

Biorę go za rękę, jest bardzo stanowczy. Tym razem to on, nie ja chce nas chronić. Bo coś mi się wydaje, że wszyscy jesteśmy świadomi tego, że ochrona jest nam potrzebna. Nie mam pojęcia co on planuje. Udajemy się do swoich pokoi. Kiedy wychodzę z łazienki, mama siedzi na łóżku, z poduszkami pod plecami. Patrzy na mnie z dziwnym uśmiechem.

– Możemy porozmawiać Katniss?

– Oczywiście.- siadam obok niej. Mama mnie przytula. Całuje w czoło. I zaczyna pytać.

– Przez całą naszą rozmowę, próbowałaś coś przede mną ukryć. Mogę w końcu zobaczyć?

– Co?- zaskakuje mnie jej pytanie, nie wiem czemu ale tak jest

Uśmiecha się do mnie bardzo ciepło.

– Twój pierścionek. Kiedy Peeta poprosił Cię o rękę?

Odpowiadam jej uśmiechem.

– Dziś rano. Po tym jak wróciliśmy od Ciebie. Mówił, że inaczej to planował. Ale i tak było pięknie.

Opowiadam jej dokładnie jak do tego doszło. Łzy znowu napływają do moich oczu. Próbuję je powstrzymać. Mama nie. Kiedy kończę moją opowieść. Mama mówi coś zaskakującego. I widzę, że moja mała siostrzyczka, od zawsze wiedziała więcej ode mnie. Nigdy już jednak, nie będę miała okazji jej o to zapytać.

– Po waszym pierwszym wywiadzie, kiedy byłam oburzona postawą Peety, Prim powiedziała mi, że to prawda. Cała szkoła podobno o tym wiedziała. Cała tylko nie Ty. A ona nigdy nie miała odwagi Ci o tym powiedzieć. I wiesz, dodała jeszcze, że ona nie wie dlaczego, ale on też nigdy nie był Ci obojętny. Zapytałam ją skąd to wie. I opowiedziała mi historię, zapasów w szkole. Podobno był jakiś konkurs. Kiedy Peeta brał w nim udział, a Ty nie spuszczałaś go z oczu. Prim powiedziała jeszcze, że nigdy wcześniej Cię takiej nie widziała. I, że jak wracałyście do domu byłaś jeszcze cichsza niż zwykle. Ona dużo widziała.

– Wiem mamo. Była mądrzejsza niż ja.

– A może, po prostu Prim wiedziała, to do czego Ty nie byłaś się w stanie przyznać

– Co masz na myśli

– Tylko to, że ona od zawsze wierzyła w Waszą miłość. Było jej bardzo przykro, że Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, że potrafisz kochać. A dla niej od zawsze było to oczywiste. – Patrzę na nią i unoszę brwi, odpowiada mi uśmiechem i dodaje- Prim wiedziała, że go kochasz. Tylko, że Ty nie dopuszczałaś tej myśli do siebie.

– Może miała rację. Pamiętam, uczucie radości, jak opowiadał mi o tym kiedy się we mnie zakochał. Ale szybko wyparłam tą myśl.

– Może, nie powinnaś- dodaje i gasi lampkę nocną.

Mama już śpi. A ja rzucam się na łóżku. Nie mogę zasnąć. A powinnam. Jestem zmęczona. Jutro czeka mnie ciężki dzień. Dlaczego nie mogę zasnąć? Krzyczę w myślach sama na siebie. Ponownie analizuję, słowa mamy. I nagle zadaję sobie pytanie. Czego mi brakuje do zaśnięcia? Jego ramion, to jedyna odpowiedź jaka przychodzi mi do głowy. Delikatnie zsuwam się z łóżka. Tak by nie obudzić mamy. Zakładam szlafrok. Najciszej jak potrafię zamykam drzwi. Kiedy staję w progu, ciemnego salonu, w świetle księżyca widzę go. Leży spokojnie na kanapie. Nie wiem czy śpi. Nie jestem w stanie, ocenić tego z tej odległości. Najciszej jak potrafię, podchodzę do niego.

– Nie możesz zasnąć?- jego szept mnie przestraszył

– Nie. Nie bez Ciebie- odpowiadam równie cicho

– To chodź tu do mnie.

Wtulam się w jego ramiona. Kanapa nie jest najwygodniejszym miejscem do spania. Zwłaszcza dla dwóch osób. Peeta wyjmuje z zza siebie duże poduszki. Przez co robi się troszkę wygodniej. Mocniej się do niego przytulam.

– Jak dobrze, poczuć Twoje ciało- mówię do niego bardzo cicho

– Tęskniłem, zastanawiałem się czy przyjdziesz

– Prawda jest okrutna Peeta. Ja bez Ciebie nie umiem zasnąć- dodaję i uśmiecham się do niego

– O czym rozmawiałaś z mamą?

– Kiedy? Teraz przed zaśnięciem?

– Tak- odpowiada głaszcząc mnie po włosach

– Opowiadałam jej o zaręczynach- przygryzam wargę i patrzę mu w oczy

– I jak zareagowała- szepcze, patrząc na moje usta

– Ucieszyła się. Popłakała. Ogólnie dobrze. O czym myślisz?

– Skąd wiesz, że o czymś myślę- mówi z figlarnym uśmiechem

– Bo Cię znam. No powiedz, o czym teraz myślisz?

– Mogę nie odpowiadać?

– Skoro musisz- zdenerwował mnie tą odpowiedziom, już chcę coś dodać ale on mi przerywa

– A mogę Ci pokazać?

– Co pokazać? -Jestem już naprawdę poirytowana

– Pokażę Ci o czym myślę- mówi tak namiętnie, że przeszywa mnie dreszcz. Obejmuje mnie mocniej. Zaczyna całować. Najpierw delikatnie. Potem coraz mocniej i namiętniej. Jego dłonie błądzą po moim ciele. Wsuwają się pod koszulę nocną. Przywieram do niego mocniej.

– O czym myślisz Katniss?- przerywa pocałunki, spogląda mi w oczy

– O tym jak bardzo Cię pragnę- odpowiadam najciszej jak potrafię, nie chcę by ktokolwiek nas usłyszał. Cieszę się, że w pokoju jest ciemno. Ciemność ukrywa rumieńce na moich policzkach. To co powiedziałam to prawda, ale mimo to się czerwienię.

– Nawet nie wiesz- przesuwa dłoń po moim udzie- jak ja bardzo pragnę Ciebie. -Znowu zaczyna mnie całować. Kiedy przygryza płatek mojego ucha, wydaję z siebie niepohamowany jęk.

– Idziemy spać- przerywa. Jego pierś bardzo szybko się porusza. – Jutro będziemy w domu. Tam nikt nam nie przeszkodzi.

– Masz zamiar zabarykadować się w sypialni?- jestem trochę zawiedziona, ale wiem też, że ma rację

– Nie. Po prostu Twoja mama będzie spać w naszym domu. My przeniesiemy się do Twojej dawnej sypialni.

Nic mu nie odpowiadam. Bo moje myśli są już w moim starym domu, w moim starym łóżku, w jego ramionach.

 

6 myśli na temat “30: Już jutro

  1. Uff. Wreszcie udało mi się dorwać laptopa i nadrobić zaległości w czytaniu. Z posta na post Twój styl staje się coraz lepszy. Jesteś genialna i uzależniłam się już od Twojego opowiadania. Kiedy czytałam o Prim, miałam łzy w oczach…

    Znalazłam jeden mały błąd: odpowiedzią, a nie odpowiedziom 🙂

    Zapraszam do mnie na nowy rozdział 🙂

    videte.blog.pl/

Komentarze są zamknięte.