32: Pierwsza bitwa

Witajcie kochani. Dziś postaram się wstawić jeszcze jedną notkę. Ale wieczorem, w okolicach godziny 21. Ogłaszam też konkurs. Nagroda główna: Nowa notka na maila godzinę przed publikacją:) Pytanie brzmi: Jaki plan ma Beetee?

Poproszę o komentarze, i na temat notki i czy podoba Wam się konkurs:) A teraz zapraszam do czytania. A. 

Haymitch i Peeta, podrywają się prawie natychmiast. Przez chwilę, wydają się być niezdecydowani, który z nich ma otworzyć drzwi. Żadne z nas, nie wie, czego może się spodziewać za drzwiami. A raczej, kogo. Do głosowania zostało, jeszcze parę godzin. Ale kto wie, co Paylor wymyśliła. Czuję, jak pocą mi się ręce. Pukanie się ponawia. Haymitch, w końcu decyduje się i otwiera drzwi. Na widok osoby, stojącej za drzwiami, ciężar spada z moich piersi. Ale tylko na moment. Jest blada, jeszcze bardziej skurczona w sobie, niż przy naszym ostatnim spotkaniu. Mocno, bardzo mocno przytula do piersi, małe zawiniątko.

– Annie- krzyczymy jednocześnie- ona przekracza próg apartamentu, i zaczyna płakać

– Przepraszam, bardzo przepraszam, że Wam przeszkadzam- teraz zaczyna już głośno szlochać.

Mama podchodzi do niej. Bardzo delikatnie wyjmuje, jej z rąk dziecko. Nie jest to wcale łatwe, Annie bardzo mocno przytula do siebie syna. Stara się go chronić. Tylko jeszcze nie wiem, przed czym.

– Annie- mówi do niej mama, bardzo spokojnym głosem- daj, ja się nim zajmę. Ty się uspokój, dzieci wyczuwają nasze nastroje. Będę z nim tuż obok. Dobrze?

Annie nie odpowiada. Podaje mamie syna. Sama siada na krześle. Mama wychodzi, z synem Annie do naszej sypialni. Wołając za sobą Effie i Joshua. Przez chwilę, patrzymy w ciszy jak płacze. Jej ciało, raz po raz, przechodzą spazmy. Kiedy trochę się uspokaja, patrzy na nas i zaczyna mówić.

– Wybaczcie, musiałam przyjechać. Nie mogłam pozwolić, mu go skrzywdzić.

– Annie- zaczyna bardzo spokojnie Peeta- bardzo dobrze, że jesteś tu z nami. Powiesz nam, co się dzieje?

Annie, znowu zaczyna płakać. Ktoś podaje jej szklankę wody. Orientuję się, że to Enobaria. Annie jest równie zaskoczona, jak ja.

– A ty, co tutaj robisz?- jej głos nadal jest zapłakany, ale powoli się uspokaja

– Coś mi się zdaje, że podobnie jak Ty, uciekam przed Gale- odpowiada jej spokojnie i nawet się do niej uśmiecha

– Och- Annie się wzdryga- nie uśmiechaj się tak do mnie, przerażają mnie Twoje zęby- jej wypowiedz, jest tak rozbrajająca, że wszyscy, łącznie z Enobarią wybuchamy śmiechem. Na twarzy Annie, też gości delikatny uśmiech.

– Przyszedł do mnie, wczoraj wieczorem. Trochę mnie przestraszył. Mówił, że przysłała go Pani Prezydent, i on znalazł opiekunkę dla małego, na czas mojej rozmowy telefonicznej z Kapitolem. Zgodziłam się, nie miałam za dużego wyboru, ale kiedy tylko wyszedł, zabrałam syna i uciekłam. Finnick zabronił mi, mu ufać. Powiedział, zanim pojechał z Wami- patrzy na mnie i Peete- do Kapitolu, że jeżeli kiedykolwiek do mnie przyjdzie, i będzie mi coś proponował, mam mu przytakiwać i uciekać najszybciej jak się da. Zrobiłam jak mi kazał.   

– I bardzo dobrze zrobiłaś- mówię do niej, jednocześnie zastanawiam się, jakim cudem, Finnick, tak szybko go rozgryzł. I dlaczego nic mi nie powiedział.

– Ale dlaczego przyjechałaś do Kapitolu?- Johanna patrzy na nią świdrującym wzrokiem- Przecież mogłaś uciec, gdziekolwiek?

– Bo Finnick, on kazał mi uciekać, och przepraszam Cię Johanno, on kazał mi uciekać do Katniss i Peeta- Annie patrzy na Johanne, tak jak by jej oczy, mówiły przepraszam. A ja wiem, dlaczego. Mnie też wydawało się, że Finnick najbardziej ufa Johannie. A jednak, się pomyliłam.

– I miał rację- mówi Johanna z źle ukrywaną złością- przy Katniss i Peeta jesteś, będziesz bezpieczniejsza.

– Czy ktoś- zaczyna bardzo powoli Peeta- może mi wyjaśnić, dlaczego Gale, okłamuje Enobarie i chce porwać dziecko Annie, ktoś widzi w tym sens?

Puszczam jego dłoń. Zaczynam chodzić w kółko, zastanawiam się nad słowami Peeta. Cały czas myślę, dlaczego on to robi? Dlaczego? Był przeciwnikiem Igrzysk. Od zawsze. No tak, był, ale przeciwnikiem trybutów z dystryktów, nie z Kapitolu. Przecież, my nie wiemy, jakie zdanie mają na ten temat mieszkańcy dystryktów. A jeśli oni je popierają. Co wtedy? Może Gale wie, że dystrykty żądają krwi Kapitolskich dzieci. I on chce im to dać. Może domyślił się, a raczej ktoś mu pomógł, że znaleźliśmy Enobarie. Tak, te rozchichotane pielęgniarki. One za jeden jego uśmiech, mogły mu to powiedzieć. Nie, one na pewno mu o tym powiedziały. Może nawet nieświadomie, po prostu chciały się pochwalić znajomością Kosogłosa. Ale, skoro wiedział, to, dlaczego powiedział Enobarii, że spędził ze mną noc. To oczywiste, powiedziały mu o tym po jego wyjściu od niej. Więc pojechał do Annie, bo pewnie się domyślił, że Enobaria na złość mu może zagłosować na nie. A gdyby tak zrobiła, było by siedem głosów na siedem głosów. I kto wtedy podjąłby decyzję? Paylor? Ale czy on jej ufa? Nie, bo Gale uważa, że kobiety nie nadają się na dowódców. I pewnie wie, że jeśli będzie taka konieczność ona również powie nie. Ale co by mu dały Igrzyska w Kapitolu? Poparcie dystryktów i- moją ostatnia myśl wypowiadam już na głos

– Gale chce przejąć władze w Panem

Po moich słowach, w salonie zapada idealna cisza. Wszystkie oczy patrzą na mnie.

– Rozwiniesz myśl?- Haymitch patrzy na mnie pytająco

Opowiadam im, więc, całą moją plątaninę myśli. Kiwają głowami ze zrozumieniem. Kiedy kończę, na ich twarzach maluje się zrozumienie. Na mojej tylko przerażenie. Bo coraz bardziej przeraża mnie, ten człowiek.

– Ktoś zna nastroje w dystryktach- Peeta mówi rzeczowym tonem

Wszyscy kiwamy głowami. Nikt z nas, ani przez moment o tym nie pomyślał.

– Ale posłuchajcie- Haymitch widać myśli o czymś intensywnie- skoro podadzą tylko decyzję, bez ilościowego udziału głosów, to jak Gale chce przejąć władzę?

Ma rację. Znowu zaczynam intensywnie myśleć. I już po sekundzie wiem.

– Bo dystrykty nie chcą Igrzysk. A jak Paylor je urządzi, będzie tak samo postrzegana jak my. Jak morderca niewinnych dzieci. Ludzie się zbuntują. A Gale na tym skorzysta. Okłamał mnie, a znam go wiele lat. O wiele lepiej niż inni. Dlatego, oszukanie całego Panem, będzie dla niego formalnością.

– No to, co robimy?- Johanna widać pierwsza pojmuje moje słowa

– Beetee, jak tam przygotowania do Twojego planu?- Haymitch patrzy na niego z powagą

– Zakończone, czekają tylko na znak od nas, czy się na to decydujemy.

– Decydujemy się- odpowiada Haymitch stanowczo- a teraz Wy posłuchajcie mnie uważnie. I wtajemnicza nas w plan, który z Beetee przygotowywali od paru dni. Plan, który w początkowej fazie miał zapewnić nam bezpieczeństwo, a teraz dodatkowo pozwoli nam ukazać prawdziwą twarz Gale.

Wszyscy idziemy przygotować się, do wyjścia. Mama, Effie, Joshua i syn Finnicka, zostają w apartamencie. Pod baczną opieką dwunastu mężczyzn. Okazało się, bowiem, że służący ze wszystkich pięter, bardzo chcą nam pomóc. I to dzięki nim, znamy opinie z dystryktów. To oni kontaktują się ze swoimi domami, i wiedzą jak bardzo ludzie, chcą zapomnieć o tamtych, przepełnionych lękiem czasach. I już wiemy, że bitwa, na którą teraz idziemy będzie wygrana. Bez względu na decyzję, jaką podejmie, Paylor. Pierwsza bitwa w wojnie z Gale.

6 myśli na temat “32: Pierwsza bitwa

  1. Rozdzial cudowny.. A co do planu to może będą nagrywać glosowanie? Bo wtedy Gale nie moze im nic zrobić i mają dowód na to jaki Gale jest na prawde. Zgadłam? Napisz szybko ;))

  2. Notka świetna jak zawsze, ale krótka 😀 Coraz bardziej intryguje mnie Gale… chociaż mnie to nie przeszkadza 😀 Świetnie i dokładnie opisujesz sytuacje, co mnie bardzo cieszy 😀

    Już nie mogę się doczekać 21 i liczę, że następna notka będzie bardzo długa 😀

  3. Proszę. Niech imię Peety zostanie odmienione przez przypadki, błagam. Nie wytrzymuję, gdy piszesz np. „dla Peeta, do Peeta, z Peeta”. Przepraszam, że tak zrzędzę, ale mnie w oczy kłuje. I chyba jeden raz zamiast Gale’a napisałaś Gale. Ok. Beetee serio jest trudny w odmianie, więc niech zostanie jak jest, ale nad Gale’em i Peetą się zlituj.

    A co do rozdziału świetnie, tak jak od samego początku. Czekam na kolejny. Oby dłuższy! 😀

Komentarze są zamknięte.